Lunatyk - prolog

Sorki, że takie krótkie. Ale tak musi być :)

 

Było ciemno, bardzo ciemno. Nawet nie śnił o tak przerażającej i bezkresnej ciemności. Totalny mrok zewsząd ogarnął go swymi niewidzialnymi mackami i wodząc umysł na nieznane ścieżki, próbował omamić. Upadł na kolana, a po chwili leżał na zimnym asfalcie, półprzytomny. Oblana chińskim sosem koszula nocna przywarła do powierzchni jezdni, a pomieszany zapach świeżej nawierzchni z jeszcze ciepłą kleistą plamą, dobił jego świadomość, ostatecznie. Mógł już zdychać. Ale najpierw drzemka. Pan Filemon mówił, że każdą próbę urzeczywistnienia jakiegokolwiek pragnienia powinna poprzedzać drzemka. To aż takie ważne? Jeśli wstanę razem z tymi śmiesznymi ptakami siedzącymi zawsze na zaostrzonych końcówkach wiejskich płotów albo miejskich, tego nie da się spamiętać. Ale to i tak bez znaczenia. Po prostu wypoczęty z rana będę miał siłę do zmierzchu. Drzemka nie będzie potrzebna.

Ale i na to wychudzona postać niejakiego Filemona Duhra potrafiła odpowiedzieć. Dla pragnień przecież ludzie robią wiele rzeczy, więc posiwiały Filemon wymyślił. Dodał jeszcze jedno doprecyzowanie do tej żelaznej zasady. Zmuszenie się jest lekarstwem na witalną radość i energię życia. Zasada numer dwa. I to wszystko? Tak. Chociaż zgraja z pozoru łagodnych i przyjemnie nastawionych do każdego ''anomalii''- ja zwykł mówić na nich Duhra , potrafiła zrozumieć tylko sens pierwszych czterech słów doprecyzowania zasady numer jeden, to wystarczało, aby w bólach, krzykach i zgrzytach pożółkłych od wszelakich spożywanych specyfików zębów, gromada zaciskała pięści i siłą zmuszała się do drzemki. Choćby krótkiej, kilkuminutowej. Wtedy pragnienie wyjrzenia przez okno w pokoju numer dwadzieścia jeden albo pomachanie ćwierkającemu na parapecie wróblowi było możliwe i maksymalnie upojne dla ich umysłów.

Starał się bardzo. Nawet więcej. Gdzieś z tyłu głowy grzmiał głos Pana Filemona, tak realistycznie, jakby stał za nim i wprost do ucha wykrzykiwał zasadę numer dwa. Krople krwi spłynęły po jego wargach, nawilżając obsuszoną skórę. Udało się. Zasnął spokojnie i z niewymuszonym uśmiechem przyjął we śnie pozycję embrionalną, bardzo bliską, jakby nie patrzeć, jego gatunkowi. Był człowiekiem, ale jeszcze o tym nie wiedział. Na razie był anomalią.

Następne częściLunatyk cz.1  Lunatyk cz.2  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Alexa333 3 miesiące temu
    Ciekawy pomysł :) Lubię tego typu klimaty, a wstęp zachęca mnie do czytania :) Więc czekam z ciekawością na dalsze części tego :)
  • marok 3 miesiące temu
    A dziękuję. Jak nie zepsuje to może coś z tego wyjdzie:)
  • Alexa333 3 miesiące temu
    marok Będę czekać na kontynuację :))
  • TrzeciaRano 3 miesiące temu
    Nieźle
  • marok 3 miesiące temu
    Dzięki
  • Freya 3 miesiące temu
    "Totalnym mrok zewsząd ogarnął go swymi niewidzialnymi mackami" - Totalny
    "Więc posiwiały Filemon wymyślił." - kiedyś mie uczono aby, ni chuja, nigdy nie zaczynać zdania od - Więc... Twgl. - "więc" jest spójnikiem w zdaniach złożonych współrzędnie, więc... :)
    "przyjemnie nastawionych do każdego ''anomalii''- ja zwykł mówić na nich Duhra" - jak
    Niektóre przecinki wyglądają podejrzanie, jak choćby tutaj: "zwykł mówić na nich Duhra , potrafiła zrozumieć"

    Imię Filemon - zawsze kojarzyłem z kotem, albo Bonifacym - też kotem z tej samej bajki, a tutaj jest inaczej...
    Jest u mnie na dzielnicy księgarnia gdzie mieszkają dwa koty - to duże byki MCO. Cały lokal razem z książkami należy do nich i potrafią se nieźle poczytać - szczególnie w nocy :) Pzdr.
  • marok 3 miesiące temu
    Ja tam lubię to imię. Takie niby przyjemne niby przyjacielskie
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    "Totalny mrok zewsząd ogarnął go swymi niewidzialnymi..." – myślę, że lepsza byłaby konstrukcja: Totalny mrok ogarnąl go zewsząd...

    "(...) koszula nocna przywarła do powierzchni jezdni, a pomieszany zapach świeżej nawierzchni" – Gryzie się nawierzchnia z powierzchnią. Możesz śmiało zrezygnować z pierwszego określenia.

    "Jeśli wstanę razem z tymi śmiesznymi ptakami siedzącymi zawsze na zaostrzonych końcówkach wiejskich płotów albo miejskich, tego nie da się spamiętać" – tu się zastanawiam, bo piszesz "Jeśli", więc logiczne by było napisać jeśli coś, to coś. Chyba, że źle to zrozumiałam.

    "''anomalii''-" – złączyły Ci się znaki.


    Powiem Ci, że historia oryginalna. Coś innego i wciągającego. Ale krótka. Zostawia posmak niedosytu. Końcówka świetna. Pozdrawiam.
  • Canulas 3 miesiące temu
    "Chociaż zgraja z pozoru łagodnych i przyjemnie nastawionych do każdego ''anomalii''- ja zwykł mówić na nich Duhra" - jak

    Se czytnąłem dla sportu. Progres w zapise jest, ale zobaczymy jak trwały. Jakoś te mysli układasz, jednoczenie nie tracąc swego "absurdu". Wyrabiasz się we własnym obrębie. Tworzysz coś definiowalnego jako Twoje. Jak zaginiesz, znajdziemy Cię po tekstach.
  • Sileth 2 miesiące temu
    Zgadzam się z ostatnimi zdaniami, bardzo są akuratne. Też to wyczułam.
  • Sileth 2 miesiące temu
    Masz ewidentny problem z interpunkcją, a ja ani siły ani zbytnio zdolności by ci to konkretnie wypomnieć i pomóc. Aczkolwiek gdy czytam (najlepiej robić to na głos, wtedy łatwiej zauważyć, gdzie naturalnie zrobiłbyś pauzę) to czuć, że coś z przecinkami jest nie tak.
    Zauroczył mnie pierwszy opis. Nie umiem stwierdzić czym, może to ten twój styl i język, które tak mi podpasowały, ale w każdym razie fragment ten wydaje mi się nader urokliwy (nie że uroczy, bo scena zdecydowanie urocza nie jest, ale nie zwracając przez chwilę uwagi o czym mowa w tekście, a jak mowa, określenie urokliwe bardzo mi tutaj pasuje).
    Kiedyś na pewno doczytam dalsze części :)
  • marok 2 miesiące temu
    Przecinki to ma zmora. Zawsze tak było. Walczę, ale przegrywam wiele razy. Może kiedyś mi się uda wygrać. Oby. Dzięki że wpadłaś ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania