Poprzednie częściNieugięci  

Nieugięci 2

Ciemność. Laurel jeszcze nigdy nie doświadczyła tego rodzaju mroku. Zawsze kojarzyła go z zaduchem wilgotnego powietrza, cichnącymi jękami współtowarzyszy, lecz w tamtej chwili zdawał się być po prostu miejscem odpoczynku dla styranego podróżnika. Nie wiedziała, gdzie się znajduje. A może umarła?

Spróbowała poruszyć rękoma, co sprowadziło się jedynie do rwącego bólu w prawej dłoni. Spojrzała w stronę kończyny, jednak przez gęsty mrok nie była w stanie dostrzec choćby opuszka palca.

- W końcu wstałaś - rozbrzmiał chrapliwy głos. - Ekchem - odchrząknął mężczyzna. - Przepraszam, już dawno nie miałem okazji z nikim rozmawiać.

- Gdd-dzie ja...? - Laurel nie potrafiła opanować drżenia głosu. Strach połączony z mocnym bólem potęgował przyśpieszony oddech dziewczyny.

- Nie denerwuj się. Tu jesteś bezpieczna... Przynajmniej na razie. - Mężczyzna podszedł kilka kroków bliżej. - Pewnie boli cię ręka. Została mocno poparzona, powinnaś bardziej uważać.

- Jja-ak... - zaczęła, ale mężczyzna wszedł jej w słowo.

- Odpoczywaj. Teraz sprowadzę na ciebie regenerujący sen. Ale to zajmie trochę czasu. Zapadniesz w drzemkę, lecz nie martw się. Jak już się wybudzisz, powinno być lepiej.

W głowie dziewczyny kłębiło się coraz więcej myśli. Nie wiedziała, czego tak właściwie powinna się spodziewać po drugiej stronie. Podczas pobytu w Ur miała jedno przeświadczenie - za szklaną barierą jest lepsze życie. Wolność.

Nigdy jednak tak do końca nie zdawała sobie sprawy, co ta wolność oznacza. Przekazywane ustnie mrzonki nijak miały się do sytuacji, w której się znajdowała. Dodatkowo, jaką w ogóle miała pewność, że znajduje się "poza"?

 

Myśli coraz bardziej zlewały się w jedno, a wątpliwości ustępowały chwilowemu

otępieniu, aż jaźń dziewczyny całkiem uleciała.

 

***

Uchyliła lekko powieki. Razi. Ponowna próba i powolne przyzwyczajenie do panującego światła. Już nie było ciemno, jak za pierwszym razem. A może ten mrok w ogóle nie miał miejsca, a tylko uszkodzone oczy nie dostrzegały prawdziwej aury miejsca.

Laurel rozglądała się dobrą chwilę po poszarzałych ścianach. W pomieszczeniu znajdował się regał, na którym praktycznie nie można było znaleźć żadnej książki. Wszystkie zaśmiecały raczej drewnianą podłogę i brzegi prowizorycznego łóżka, na którym leżała. Oprócz regału, na prawo znajdował się niewielki kominek, a obok niego ułożone w stos leżały porąbane drwa. Prócz tego na pomieszczenie składały się dwa okna osadzone na przeciwległych ścianach. Promienie światła radośnie mknęły przez firanki odsłaniając wnętrze ubogiego pomieszczenia.

- Coś tu jest nie tak. - Zmarszczyła brwi i lekko potarła dłonią czoło.

Dopiero po chwili dotarło do niej, o co chodziło. W pomieszczeniu nie było drzwi.

- Ale jak... - powiedziała sama do siebie.

Próbowała poukładać w głowie wszystko, co do tej pory miało miejsce. Przypomnieć ostatnie zdarzenia sprzed...snu. Tajemnicza postać? Gdzie był ten mężczyzna? Jak długo spała?

Wzięła głęboki wdech i postanowiła zbadać teren. Nie było nic gorszego od wylegiwania się w łożu i czekania na nie wiadomo co.

Laurel podniosła się najpierw do pozycji siedzącej a potem spróbowała wstać. Coś jednak poszło nie tak - kończyny wychudzone, a mięśnie wiotkie, nie dawały dostatecznej podpory do swobodnego poruszania się.

No pięknie, pomyślała.

 

W jednej chwili coś zwróciło jej uwagę. Cień ledwo zauważalnie wędrował z kąta w kąt, aż w końcu znalazł się przy łóżku. Po chwili powierzchnia tajemniczego tworu zaczęła się powiększać, aż do ukształtowania sylwetki człowieka.

- Długo spałaś - odezwał się cień. - Mam nadzieję, że wróciły ci siły, bo pora na dalszą drogę. Mój czas już praktycznie przeminął i nie jestem w stanie cię dłużej chronić.

- Kim jesteś? - Laurel otworzyła szerzej oczy. Mimo wszystko czuła, że nie powinna się bać. To uczucie towarzyszyło jej już wcześniej. Tylko kiedy?

- Byłaś w stanie usłyszeć mój głos przy szklanej barierze - Cień jakby czytał w myślach dziewczyny. - Udało mi się cię tu przywołać i ukryć na 40 wiosen. Teraz jednak jak widzisz, nie jestem w najlepszej formie.

Oczy dziewczyny wertowały blaknący cień. Zastanawiała się nad sensem jego słów. Czy był człowiekiem jak ona? A jeśli tak to co się stało, że skończył w tej formie. Na te pytania jednak nie uzyskała odpowiedzi. Chociaż nie była pewna, czy by nawet chciała wiedzieć.

Cień pomknął w stronę kominka, a za jego śladem poleciała książka, jedna z tych które leżały u podnóża łóżka.

Jakimś cudem udało mu się wyrwać stronę, a ta w rzucona do środka kominka rozpaliła się błękitnym płomieniem. Dziewczyna patrzyła jak niemrawy płomień pochłania coraz większą powierzchnię kartki. Gdy została po niej tylko garstka popiołu, cienia już nie było. Laurel poczuła nowy przypływ siły w kończynach.

Dziwny rodzaj magii, nigdy się z takim nie spotkała. Na czym konkretnie polegał? Podeszła do miejsca, po którym jeszcze chwilę temu błądził cień. Przykucnęła i dotknęła miejsca z wyrwaną stroną.

"Powodzenia, młoda Inkartorfko" usłyszała ostatnie słowa niknące w bezmiarze własnych myśli.

Następne częściNieugięci 3  Nieugięci 4  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 3 miesiące temu
    "- Byłaś w stanie usłyszeć mój głos przy szklanej barierze - Cień jakby czytał w myślach dziewczyny." - uciekła kropka po "barierze".
    OK, idę dalej. Gorsze od bardzo dobrej jedynki, ale to dlatego, że części przerywnikowe, rozjaśniające fabularia, wliczone są w dłuższe serie.

    Mozesz poszukać synonimów dla cienia. Sporo go pod koniec.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania