Splątane szczęście- Rozdział 4.1

Piotrek:

Kiedy znalazłem się w głównym holu natychmiast doskoczył do mnie Kacper. Najwyraźniej widział zajście z Olgą i chciał teraz o wszystko wypytać.

– To była ona, prawda?!

– Kto? – Postanowiłem grać na zwłokę, wiedząc, że Urbań tak szybko nie da się zbyć.

– Ta laska, którą uratowałeś? Jezu, Piter! – warknął zirytowany. – Nawet jeśli tego nie powiesz, wiem swoje.

– No, co wiesz?! – Naskoczyłem na niego.

– Że wkurzasz się na nią, ponieważ cię zauroczyła. Piotrek, nigdy na nikogo się tak nie darłeś. Zawsze starałeś się być opanowany.

Roześmiałem się w głos, słysząc słowa przyjaciela. To był tak irracjonalny wniosek, że wręcz śmieszny.

– Widzę, że żart ci się trzyma – zironizowałem.

– Posłuchaj... – Ta prośba nigdy nie wróżyła niczego dobrego.

Zawsze, kiedy Kacper tak zaczynał, zanosiło się na dłuższe kazanie, a dzisiaj nie miałem na nie ochoty.

– Kiedy poznałem Laurę, czułem się dokładnie tak samo. Bardzo długo wmawiałem sobie, że nic do niej nie czuję, a później powtarzałem jak mantrę, że zasłużyła na kogoś lepszego. Nie wiadomo gdzie będę za rok. Może zainteresuje się mną jakiś zagraniczny klub. Jednak Laura nie odpuściła i dzisiaj jestem jej za to dozgonnie wdzięczny. Gdyby wtedy o nas nie zawalczyła, nie miałbym tak fantastycznej dziewczyny.

– Urbań, znam tę historię na pamięć! Słyszałem ją z milion razy! – wydarłem się.

– I co z tego, skoro nie wyciągasz wniosków – wciął się natychmiast. – Naskoczyłeś na tę Bogu ducha winną dziewczynę, jakby ci nie wiadomo co zrobiła.

– Daj mi spokój! – poprosiłem, chociaż brzmiało to bardziej jak rozkaz, gdyż podniosłem głos.

Czułem, że jeszcze chwila, a ponownie wybuchnę i powiem o przysłowiowe dwa słowa za dużo. Przyjaciel jednak nie miał najmniejszego zamiaru odpuścić.

– Jakie daj mi spokój?! Musisz ją przeprosić! – zakomunikował stanowczo.

– Słucham?! – Wytrzeszczyłem oczy.

Kacper jeszcze nigdy nie był taki nieugięty. Zwykle miękł po kilku sekundach i podkulał ogon. Tym razem jednak się na to nie zanosiło.

– Nie będę jej przepraszał. To prawda, że tutaj nie pasuje. Jest zwykłym tchórzem i tyle. – Ja również nie zamierzałem skapitulować.

– Dojrzały i odpowiedzialny facet by tak postąpił.

– Kacper, jesteś moim przyjacielem, ale tym razem przeginasz!

– Nie mój drogi, to ty przegiąłeś i masz szansę naprawić błąd.

– Błąd?! – Popatrzyłem na przyjaciela rozbawiony. – Wiesz co, nie wiem jak ty, ale ja spadam do domu ogarnąć się przed treningiem – oznajmiłem chłodno, po czym skierowałem do wyjścia.

– Pewnie, bo najlepiej schować głowę w piasek! – zawołał, jednak nie skomentowałem już jego słów.

***

Olga:

Biegłam ile sił w nogach. Prawe kolano bolało jeszcze trochę po ostatnim upadku, ale teraz nie skupiałam się na odczuwalnym bólu fizycznym. Ból w sercu był o wiele dotkliwszy. Zarzuty ze strony Piotrka wydawały mi się lekko przesadzone. Owszem, stchórzyłam, tego się nie wypierałam, ale nie musiał od razu tak na mnie naskoczyć. Co takiego zrobiłam, że zaczął wrzeszczeć na środku holu? Dopiero kiedy usiadł naprzeciwko, przypomniałam sobie nagłówki lokalnych gazet: „Szturmem wdarł się do Sparty Posnania! Czy to będzie czarny koń tegorocznej ekstraligi? Odkrycie sezonu 2015/2016!" Media wtedy oszalały na punkcie młodego Piotrka, który powrócił z wypożyczenia do Orlika Łuków. Spekulowano wtedy, jak potoczy się jego kariera. Wielu piłkarzy wypożyczonych do słabszych klubów zwyczajnie przepadało.

Kilka razy widziałam jego fotografie, ale na tamtych zdjęciach wyglądał nieco inaczej. Nie zaczesywał do tyłu długiej grzywki, miał bardziej młodzieńczą, może nawet jeszcze chłopięcą twarz. Jedynie nadal uśmiechał się w ten uroczy sposób.

Nieco zwolniłam, powoli odczuwając zmęczenie. Wolniejszym krokiem doszłam na przystanek ulokowany naprzeciwko hotelu. Elektroniczna tablica z odjazdami informowała, że za dwie minuty ma podjechać piętnastka. Przenosiłam ciężar ciała z jednej nogi na drugą, wspominając wydarzenia sprzed kilkunastu minut. Zaczęłam się poważnie zastanawiać czy dziennikarstwo było jednak dobrym wyborem. Może faktycznie nie pasowałam do świata kamer i fleszy. Wmawiałam sobie, że słowa Piotrka nie miały tutaj nic do rzeczy. Jak mogłam się przejmować opinią chłopaka, którego spotkałam zaledwie dwa razy i, z którym tak naprawdę nic mnie nie łączyło. A jednak jakiś cichutki głosik szeptał do ucha, że to właśnie jego zarzuty wprowadziły ten zamęt.

Niskopodłogowy Solaris podjechał na przystanek, gdy wtem rozdzwoniła się moja komórka. Byłam pewna, że dzwoni Magda, zapytać jak mi poszło, dlatego zignorowałam uporczywy dźwięk. Po chwili jednak telefon ponownie zaczął dzwonić, wywołując u mnie w jeszcze większą irytację. Mrucząc pod nosem, wyjęłam komórkę z torebki i odebrałam połączenie, nie spoglądając na wyświetlacz.

– Jezu, Magda, pogadamy, jak wrócę do domu. Będę za jakieś dwadzieścia minut – rzuciłam zamiast powitania.

Niestety po drugiej stronie nie usłyszałam głosu przyjaciółki.

– Witam ponownie, Andrzej Kasprzyk z PosnaniTv. Dzwonię do pani, ponieważ bardzo nam się spodobał pani wywiad z Piotrkiem. Wyszedł tak naturalnie, jakby to była zwykła, luźna rozmowa.

Słowa mężczyzny nieco mnie zaskoczyły. Były zupełnie inne od tych, które padły z ust Piotrka.

– Ja... – zacięłam się speszona.

– Chcemy panią w naszej ekipie i na dodatek jutro wyemitujemy pani wywiad z Piotrkiem.

– Co?! – pisnęłam zszokowana, ale natychmiast się opanowałam, widząc na sobie spojrzenia pozostałych pasażerów.

– To był kawał bardzo dobrego wywiadu. Obydwoje wyszliście tak naturalnie.

– To duża zasługa Piotrka. Gdyby odpowiadał zdawkowo, wywiad nie wyszedłby tak dobrze – zaprzeczyłam od razu.

– Piter wiedział, że nie może nawalić, bo będzie miał jeszcze większe kłopoty – odpowiedział tajemniczo, jednak nie miałam ochoty ciągnąć tego tematu.

– Dziękuję za miłe słowa, ale nie mogę przyjąć tej oferty. To jednak nie dla mnie.

– Właśnie, że dla pani. Poprowadziła pani ten wywiad tak lekko.

– Kilka razy się skompromitowałam – odparłam w ramach kontrataku.

– To kwestia obycia z kamerą. Z czasem nauczy się pani opanowania. Proszę się jeszcze zastanowić – poprosił.

– Bardzo mi przykro, ale nie – odpowiedziałam po chwili milczenia.

Nie czułam się gotowa na kolejną konfrontację z Piotrkiem. Owszem nie wiadomo kiedy ponownie byśmy się spotkali. Może na razie miałabym zająć się aktualizacją mediów społecznościowych, a dopiero później jeździć na treningi czy mecze. Niemniej kiedyś takowe spotkanie by nastąpiło, a ja czułam, że nic dobrego by z tego nie wyszło. Przy Piotrku zaczynałam tracić kontrolę oraz racjonalne myślenie. Bałam się tej jego przewagi nade mną i właśnie dlatego postanowiłam raz na zawsze o nim zapomnieć i wymazać go z życia.

– Cóż... Szkoda, ale muszę uszanować pani decyzję. Na początku wspomniałem, że jutro chcemy wyemitować pani wywiad z Piotrkiem, czy chociaż na to się pani zgodzi?

– Tak – rzuciłam krótko, bez chwili zawahania.

Nagranie było już gotowe i czekało tylko na montaż.

– Chciałbym, żeby to wyglądało jak wywiad na żywo, a pani przywitała się z widzami w czwartkowe popołudnie. Mogłaby pani teraz podjechać do hotelu, żebyśmy jeszcze raz nagrali ten początek?

Spojrzałam na ekran czytnika karty PEKA, żeby zobaczyć, która jest godzina. Miałam niecałe sześćdziesiąt minut do wykładu ze wstępu o państwie i prawie. Mimo że mogłam opuścić te zajęcia bez jakichkolwiek konsekwencji, rozważałam użycie ich jako wymówki. Obawiałam się, że Piotrek nadal będzie w hotelu, a wtedy cały plan o zapomnieniu spaliłby na panewce.

– A nie mogłabym podjechać trochę później?

– Do godziny czternastej musimy zwolnić salę.

Jęknęłam przeciągle w odpowiedzi, ostatecznie obiecując, że będę za jakieś piętnaście minut.

Zawahałam się lekko, zanim przekroczyłam próg hotelu. W pierwszym odruchu miałam ochotę uciec, ale równie szybko porzuciłam tę myśl, przypominając sobie słowa Piotrka. Nie chciałam być pieprzonym tchórzem. Chociaż ten jeden raz, nawet jeśli za paręnaście minut ponownie stanę się szarą myszką schowaną za płaszczem kompleksów oraz strachów.

– Ty jesteś Olga? Prawda? – Podskoczyłam wystraszona na dźwięk czyjegoś głosu.

Odwróciłam się w kierunku, z którego dochodził i zobaczyłam młodego bruneta. Mógł mieć około piętnastu lat.

– My się znamy? – zapytałam, przyglądając się uważnie chłopakowi.

Jakoś nie mogłam sobie przypomnieć, żebyśmy się wcześniej spotkali. Nie byłam zbyt towarzyska i bardzo rzadko z kimś wychodziłam, więc na pewno bym go zapamiętała.

– Nazywam się Kacper Urbański i jestem przyjacielem Piotrka.

Na wspomnienie o Piotrku momentalnie zmieniłam postawę na bardziej wojowniczą.

– Nie chcę mieć nic wspólnego z tym gburem. Ja jestem tchórzem, a on co? Wysyła na linię ognia przyjaciela, bo sam się boi! – wrzasnęłam.

– Piotrek już poszedł i nie wie, że z tobą rozmawiam. Masz chwilę, moglibyśmy na spokojnie pogadać – poprosił.

– Nie mamy o czym. Sprawa jest zamknięta – oznajmiłam stanowczo.

– Pięć minut, później odpuszczę.

Westchnęłam niepocieszona, ale po chwili zgodziłam się.

– Może przejdziemy w bardziej ustronne miejsce? – zaproponował, na co przytaknęłam głową.

Chłopak ruszył w kierunku głównego holu, a ja podążyłam za nim. Zajęliśmy wysokie fotele, tak że siedzieliśmy naprzeciwko. Przez dłuższą chwilę milczeliśmy. Nie miałam zamiaru pierwsza się odzywać. To Kacper nalegał na tę rozmowę.

– Olga, nie widziałem tego wywiadu, ale słyszałem, że wyszedł naprawdę dobrze. Wiem też, co ci powiedział później Piotrek – zaczął w końcu.

– No i co w związku z tym – wcięłam się, ponaglając go, aby przeszedł do konkretów.

– Naprawdę przez jedną gadkę chcesz zrezygnować z własnych marzeń?

– Nie wiesz, co wtedy poczułam, jak bardzo zabolały mnie jego słowa – obruszyłam się.

Dla wielu osób słowa nie miały znaczenia. Myśleli, że to, co nietrwałe szybciej idzie w zapomnienie. Jednak nic bardziej mylnego. Wypowiedzianych słów nie da się wymazać gumką, korektorem czy przyciskiem delete na klawiaturze komputera.

Słowa mówione zostają w pamięci na dłużej niż te gdzieś spisane, chociaż czasami wydaje się, że ludzie po chwili zapomną o tym co powiedzieliśmy. Niekiedy również słowa padające z ust ranią bardziej. Mówisz kocham, chociaż tak naprawdę nie jesteś pewny uczuć, a ktoś oddaje ci całego siebie. Składasz górnolotne obietnice licząc po cichu, że ludzie niedługo o nich zapomną, albo nie potraktują ich poważnie. Wypowiadasz przepraszam, a ktoś wybacza ci wszystkie dotychczas popełnione błędy. Każde słowo, nawet to najkrótsze ma w sobie ogromną moc i potrafi dogłębnie zranić.

– Masz rację, nie wiem co wtedy poczułaś. Piotrek zachował się jak dupek i nie zamierzam go usprawiedliwiać, ale realizacja marzeń nie jest łatwą i przyjemną drogą. Spójrz na mnie. Kibicowi, który przychodzi na stadion, wydaje się, że zawód piłkarza to miła i przyjemna praca. Przecież tylko kopię piłkę, jednocześnie robiąc to, co lubię, ale wcale tak nie jest. Musimy się odpowiednio odżywiać, dbać o formę fizyczną, a rodziny widujemy kilka razy do roku. Każdy z nas miał wybór, a jednak postawiliśmy wszystko na marzenia.

– Przyszłam tutaj, bo przyjaciółka wysłała za mnie zgłoszenie – przyznałam.

– Ale zawsze mogłaś tu nie przyjść. Wystarczyło zadzwonić, napisać maila i się jakoś wymigać. Z pewnością znalazłabyś kilka wiarygodnych wymówek. A jednak zjawiłaś się tutaj, coś cię pchnęło.

– Nie wiem, może chciałam coś sobie udowodnić.

– Że nie jesteś tchórzem?

Popatrzyłam zaskoczona na chłopaka. Mimo młodego wieku był świetnym słuchaczem i psychologiem. Nie oceniał mnie tak jak Piotrek. Pozwolił spojrzeć na to wszystko z dystansu. Niektóre rzeczy po czasie, kiedy emocje już opadną, wyglądają zupełnie inaczej. Moje zdanie na temat zachowania Piotrka nie uległo zmianie. Nadal uważałam go za nadętego gbura oraz chama. Jednak zaczęłam się zastanawiać czy warto rezygnować z marzeń przez jedną głupią opinię.

W życiu zrobiłam już wiele kroków w tył. Zawsze strach mnie nokautował. Bałam się ryzyka, a może po prostu byłam zbyt słaba, aby zawalczyć o marzenia? Nieważne, dlaczego stałam w miejscu, liczył się sam fakt, że nie potrafiłam ruszyć na przód i ciągle oglądałam się za siebie. A teraz miałam szansę zmierzyć się z lękiem i być może nawet go pokonać.

– Tak, chyba tak – odparłam po chwili namysłu.

– W takim razie masz jeszcze szansę to zrobić. Pamiętaj, taka okazja drugi raz może się nie przytrafić.

– Dzięki za radę, ale muszę już iść.

Energicznie wstałam z fotela, po czym zamarłam, spoglądając na małą kartkę wyciągniętą w moim kierunku. Zapisany był na niej jakiś numer.

– Zadzwoń, jeśli będziesz chciała pogadać.

Bardzo zaskoczył mnie ten ruch, chociaż była to miła odmiana po atakach ze strony Piotrka. Z lekkim zawahaniem odebrałam świstek papieru, żegnając się krótkim „na razie”.

Nagranie na szczęście nie trwało zbyt długo, dzięki czemu już po godzinie dotarłam do mieszkania. Ledwie znalazłam się na korytarzu, doskoczyła do mnie Magda. Zaczęła zadawać tyle pytań naraz, że nawet nie wiedziałam, na które mam odpowiedzieć w pierwszej kolejności.

– Jezu! Magda, daj mi się rozebrać! – poprosiłam, ale przyjaciółka pozostała głucha na moją prośbę.

– No dalej opowiadaj, z kim miałaś ten wywiad, jak ci poszło, kiedy będą wyniki?

– Chyba dobrze. Będą dzwonić tylko do wybranych kandydatek – odpowiedziałam krótko.

– Tylko tyle? – Na twarzy przyjaciółki pojawiło się rozczarowanie.

– Tak. Jestem zmęczona. Pójdę się położyć.

– Okej. Jeśli będziesz głodna, w lodówce jest spaghetti z brokułami.

Mruknęłam tylko ciche yhm, po czym zniknęłam za drzwiami swojego pokoju.

Następne częściSplątane szczęście- Rozdział 4.2  

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bajkopisarz miesiąc temu
    „wyciągasz z niej wniosków”
    Niej – niekoniecznie. Bez niej zarzut robi się szerszy, że ogólnie Piotrek nie wyciąga wniosków, co przy kłótni ma sens. Z użyciem niej, zarzut robi się węższy.
    „pasowałam do tego świata kamer”
    Tego – niekonieczne
    „chłopaka, którego spotkałam zaledwie dwa razy i, z którym tak naprawdę nic mnie nie łączyło. A jednak jakiś cichutki głosik szeptał do ucha, że to właśnie zarzuty chłopaka”
    2 x chłopaka, można łatwo znaleźć zamiennik (gościa/faceta)
    „podjechał na przystanek, a wtem rozdzwoniła”
    Taka sugestia:
    Podjeżdżał na przystanek, gdy wtem rozdzwoniła (dwie czynności jednocześnie)
    „dzwonić, wprowadzając mnie w jeszcze”
    Sugestia: dzwonić, wywołując u mnie
    „półsłówkami, wywiad nie wyszedłby”
    Sugestia: półsłówkami, nie wyszłoby tak dobrze (Twoje zdanie jest za ładne, jak na niekomfortową rozmowę w autobusie)
    „zawahania się.”
    Się – zbędne
    „Jęknęłam przeciągle w odpowiedzi, ale ostatecznie obiecałam, że będę za jakieś piętnaście minut.
    Zawahałam się lekko, zanim przekroczyłam próg hotelu. W pierwszym odruchu miałam ochotę stąd uciec. Po chwili jednak przypomniałam sobie słowa Piotrka. Nie chciałam”
    Tu masz taką wyliczankę: jęknęłam-obiecałam-zawahałam-przekroczyłam-miałam-przypomnałam-chciałam.
    Dobrze by było gdzieś to złamać stroną bierną, imiesłowem albo coś…
    „rozmawiam. Masz chwilę, moglibyśmy na spokojnie porozmawiać”
    Rozmawiać – porozmawiać, można jedno zmienić na gadać / pogadać
    „Nie ważne, dlaczego stałam”
    Nieważne

    Jest ok. Masz nakreślone tło, masz bohaterów, masz jakiś zalążek akcji. Teraz, zaraz, musi zacząć się coś mocnego dziać, żeby nie przeciągnąć rozbudowy, więc do zobaczenia w następnym rozdziale.
  • Lechitka_95 miesiąc temu
    Dziękuję za poprawki i cenne rady. Już niedługo pojawi się nowa postać, która będzie kluczowa dla całej historii.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania