Strefa - Rozdział 4

Strefa Las Symetrii

„Tylko gdzie mamy go szukać?” zapytał Hubert Irtheba.

„To właśnie jest problem… Nie wiemy, gdzie jest Stworzyciel Światów ani nawet jak wygląda… Nie ma co liczyć, że się przed nami pojaw…” powiedział Irtheb, odwracając się zaskoczony.

Byt, który zmaterializował, za plecami piątki ludzi wyglądał, jak brat bliźniak Wielkiego Kłamcy, jednak jeden szczegół odróżniał go od niego. Aura tego bytu całkowicie różniła się od aury Wielkiego Kłamcy.

„Jestem Stworzycielem Światów. Mam mało czasu więc będę się streszczał… Musicie odnaleźć maszynę, która ukryta jest w centrum strefy! Od was zależy las wszystkich światów! Powstrzymajcie Przedwiecznego i Wielkiego Kłamcę!” powiedział, a następnie niespodziewanie zniknął.

Trzech z pięciu ludzi poczuło lekkie DejaVu.

Bezpieczny Obszar numer trzy Gabinet Zarządcy

Zarządca jest – jak sama nazwa wskazuje zarządcą Bezpiecznego Obszaru. Jego uprawnienia są jednak znacznie szersze niż uprawnienia prezydenta miasta. Zarządca Bezpiecznego Obszaru numer trzy

Vokarseth przebywał w swoim gabinecie, czytając raporty oraz wypełniając różne dokumenty. Warto tu wspomnieć, że dokumentów do wypełnienia miał tyle samo lub nawet więcej niż Hokage. W trakcie popołudniowej przerwy na herbatę do jego gabinetu wpadł zdyszany goniec chociaż każdy w Bezpiecznym Obszarze numer trzy wiedział, że w tym czasie Vokarsethowi lepiej nie przeszkadzać.

„Co się stało?” zadał pytanie lekko zirytowanym głosem.

„Ar-Armia! Armia Ciemności! Cie-Ciemnie Istoty!” powiedział goniec łamiącym się głosem.

„Co? Mów wyraźniej!” odparł Zarządca, podnosząc wzrok znad dokumentów.

„Ciemne Istoty oblegają miasto!” odrzekł goniec.

„Co?!” wykrzyknął Zarządca, wstając od swojego biurka.

Chwilę później Zarządca podszedł do okna. Zobaczył, że wokół Bezpiecznego Obszaru numer trzy stoją tysiące czarnych Istot. Z daleka zdawały się zlewać w jedną wielką plamę ciemności.

„Vokarseth! Ty też jesteś otoczony?” rozległ się głos.

„Tak!” odparł Vokarseth, szybko podchodząc do biurka.

W gabinecie każdego z czterech Zarządców Bezpiecznych Obszarów znajdował się magiczny artefakt, który umożliwiał komunikację na odległość. Wcześniejszy głos należał do Zarządcy Bezpiecznego Obszaru numer dwa.

„Numer jeden! U mnie tak samo!”

„Numer cztery! U mnie też to samo!”

„Przekaż to! Nich Gildia Streferów wstrzyma wszystkie wyprawy! Do odwołania! Zarządzam powszechną mobilizację!” zwrócił się Zarządca do gońca.

Goniec skinął głową, a następnie opuścił gabinet.

„Zapowiada się ciężka noc…” pomyślał Zarządca.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bajkopisarz 2 tygodnie temu
    „liczyć na to, że się”
    Na to – zbędne
    „się przed nami pojaw…” powiedział Irtheb, odwracając się zaskoczony.
    Byt, który pojawił się,”
    3 x się
    „was zależy las wszystkich”
    Los
    „czasie lepiej mu nie przeszkadzać.”
    Lepiej „mu” zamienić na imię, bo już drugi raz z rzędu w zdaniu robisz opis przez zaimek.
    „odrzekł Zarządcy goniec.”
    Zarządcy – zbędne
  • Mex 2 tygodnie temu
    Dzięki zabieram się za poprawę :)
  • Targówek 2 tygodnie temu
    Strefa Las... Symetrii?
    Znasz Miętusa?
  • Mex 2 tygodnie temu
    emmm co?
  • Targówek 2 tygodnie temu
    Mex a może ty z naczelnikiem makowca wp...lasz?

    Nie znasz Symetrii?
  • Mex 2 tygodnie temu
    Targówek Aaaaaa dobra rozumiem.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania