TW 3.0 Edycja numer 6 - Kiedy nie ma rozumu mądrzy sie głupota

Postać: Pantoflarz w kierpcach

Miejsce: Pokój bez klamek

Zdarzenie: Bitwa dwóch żywiołów

 

Ta, ponownie spaliłem. Znaczy, że zawiodłem, bo i gatunek nie wyszedł po mojej myśli, ani to zdarzenie. Niby to dark fantasy świetne było, ale ten zestaw mi nie pasował pod to. I wyszło coś dziwnego.

 

//

 

 

Kiedy ostatni raz otwierał oczy czuł przeraźliwy ból pulsujący w każdej komórce jego ciała. Miał wybuchnąć a skrawki jego nadal ciepłego ciała ozdobić wszystko wokoło. Co było dalej? Jedynie kilka strzępek rozmytych wydarzeń utrwaliły się w jego pamięci. Była równie słaba i ułomna jak on. Wystarczyło delikatne ukłucie czułego punktu psychiki, by z nieudacznika stworzyć niewolniczą kupę kości i mięsa człapiącą bezsilnie tam i z powrotem. Wychudzona do granic twarz i przekrwione oczy tworzył drugi plan beznadziejnej egzystencji. Z drugiej strony, ktoś mądrzejszy wyskoczyłby z tłumu ciemnoty podległej każdemu słowu i z nieukrywanym żalem wyrecytował zgrabną formułę: Nie miał wyboru. Faktycznie nie miał własnego zdania. Nikt się go nie pytał która droga jest najlepsza. Ale co to zmieni? Jedynie dołoży do zgrai nieudaczników kolejną osobę odpowiedzialną za jego narzuconą głupotę. Niech żyje z nią. Po to się urodził. Żelazne filary beznadziejności spoczęły na jego barkach jako gwarant prawdziwego życia.

Sterylność kuła w oczy za każdym razem, gdy próbował je otworzyć. Śnieżna biel omamiła jego świadomość. To już koniec? Przeszedł na kolejny poziom? Z drugiej strony życie było jak na razie i tak znośne. Gdzieś jest haczyk. Uknuli to. Tak miał pomyśleć. Że wybronił się. Wygrał i zwycięsko stanie na piedestale chwały. Ponownie spróbował przemóc ból i ostrożnie podniósł powieki. Tym razem z lepszym skutkiem. Był w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Idealny kwadrat na pierwszy rzut oka. Mrużąc oczy, poniósł się z dziwnej czerwonej kałuży. To niebyła jego krew, to w ogóle nie była krew. Czerwona breja o dziwnym zapachu. Umoczył w niej palec. Glutowata i ciągnącą. To tylko resztki jego jakiejkolwiek inteligencji wypłynęły pod parciem dziwnej siły, niesamowicie zawziętej. Kolejne chwile stał cierpliwie i czekał aż uczucie oślepienia minie. Ustąpiło nadzwyczaj szybko. Od razu rozejrzał się dookoła. Przemoczone tym czerwonym paskudztwem kierpce wydawały dziwne dźwięki, kiedy stawiał niepewne kroki. Najpierw bardzo powoli i ostrożnie. Nie ufał swoim oczom. Miał tym słuszność. One również ulegały wszelkim naciskom, nawet minimalnym na sposób zachowania. Potrafiły widzieć, to co trzeba było widzieć. Bo tak chciała posiniałą cyganką włócząca się wieczorami po ulicy, na której mieszkał. Uszy tylko potęgowały uczucie, że to, co widzi jest prawdziwe i było prawdziwe. Wszystko działało jak solidna maszyna stworzona do tworzenia głupoty i egzystowania w niej bez świadomości, która powaliłaby na odkrycie prawdy.

Ile zrobił kroków? Coś koło dwudziestu tysięcy. Liczył je nie od samego początku. Dopiero gdy poczuł pustkę ogarniającą go zewsząd, aby zagłuszyć jej szum, piskliwym głosem zaczął recytować kolejne liczby. Wiedział już, że stamtąd nie wyjdzie.

Pokój nie miał drzwi. Nawet zarysu gdzie mogłyby być. Po prostu cztery idealnie białe geometrycznie doskonałe ściany. Oprócz tego śnieżny stołek w rogu, który od tej pory tworzył jedność ze ścian naprzeciwko niego. Usiadł. Po co stać?

Od pewnego czasu czuł, że coś się zmieniło. Nadal wpadał w coraz gorsze beznadziejne sytuacje, których rozwiązanie było mu nieznane. Był marionetką w rękach tej i tamtej i każdej innej, którą spotkał. Pożółkłe zęby szczerzone w geście przyjacielskim tylko utwierdzały je w przekonaniu, że jest on chodzącym ''ideałem''. Dziwne, że i samo pojęcie sytuacji kojarzy się z tą przeciwną mu płcią. Przecież sytuacja jest rodzaju żeńskiego, więc jej też jest podporządkowany. Co się stanie za chwilę, nie wie, ale pewne jest, że przegra i ulegnie, przyjmując określoną pozę i wyrazi nieukrywaną chęć do wszystkiego. Zrobi to, co będzie trzeba, cokolwiek. Ale już kilka wtop wstecz czuł, że jest nadzieja. Wcześniej nie było tego podobno zbawiennego uczucia. Tylko wstyd, choć i ten nie raz umykał pod płaszcz idiotyzmu.

Poczuł ją. Kiedy ponownie postanowił przejść kilka tysięcy kroków, tym razem zaczął wrzeszczeć. Nie krzyczał, wrzeszczał, jakby chwila agonii właśnie miała nadejść. Cisza. Tylko tyle. Zdarte gardło odmawiało już posłuszeństwa. Nieoczekiwanie jednak mały prostokątny urywek jednej ze ścian w iście magiczny sposób przeobraził się w lustro.

Wahał się. Takie cudo widział ostatni raz w szóstej klasie. Dobrych dwadzieścia lat temu. Kiedy ujrzał swoje odbicie, zbladł w jednej chwili. Postać kościstego nieudacznika w skórnym worku przeraziła go i zmroziła każdą bezsilną tkankę w ciele.

Cofnął się gwałtownie. Jednocześnie potworny ból w klatce piersiowej powalił biedaka na kolana. Jęk, cichy, ale od serca. Upadł gładko i ostatnim strumieniem powietrza uniósł ku górze warstewkę kurzu.

Żarówka spalona.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas dwa lata temu
    Sie? Naprawdę?
  • Canulas dwa lata temu
    Czy to taki przewrotny deviant-art, żeby tę, hmmm, głupotę uwypuklić?
  • fanthomas dwa lata temu
    jakos ciężko mi się to czytało, mam wrażenie, że przekombinowałeś ;)
  • jolka_ka dwa lata temu
    Czytałam tylko wstęp – można było jedną rzecz wymienić. Nie chciałeś skorzystać? Bo piszesz, że nie podeszło.
  • Canulas dwa lata temu
    Ok. Więc.

    "Kiedy ostatni raz otwierał oczy czuł przeraźliwy ból pulsujący w każdej komórce jego ciała. Miał wybuchnąć a skrawki jego nadal ciepłego ciała ozdobić wszystko wokoło. Co było dalej? Jedynie kilka strzępek rozmytych wydarzeń utrwaliły się w jego pamięci." - fragment pierwszy.

    " Żelazne filary beznadziejności spoczęły na jego barkach jako gwarant prawdziwego życia.
    Sterylność kuła w oczy za każdym razem, gdy próbował je otworzyć. Śnieżna biel omamiła jego świadomość. " - fragment drugi.

    Ja nie wiem, wygląda jakbyś od słowa "jego" dostał jakieś pieniądze za to, że ono wystąpi. Jest tego słowa PRZENADMIAR.
    Normalnie, to bym olał, ale Ty już pokazałeś, że umiesz, więc wymagania rosną. Tym razem przeczytałem pół i mi się po prostu dalej nie chce.
    Sorrex. Ja szczerze.
  • Trening Wyobraźni dwa lata temu
    Witamy kolejny tekst! :)

    PS: Wklej, proszę, link do odpowiedniego wątku na forum :)
  • Trening Wyobraźni dwa lata temu
    Witaj!
    Co sądzisz o:
    1. Wrzuceniu gatunków do zdarzeń? Np. "Napisz horror".
    2. Pisaniu TW w parach? Dla chętnych. Dwie opcje:
    - tworzenie jednego zestawu z dwóch otrzymanych i każdy pisze osobno
    - tworzenie jednego zestawu z dwóch otrzymanych i wspólnie pisanie jednego tekstu (publikacja: tekst zostaje podzielony na pół, aby każdy mógł go opublikować u siebie, musi mieć ten sam tytuł oraz informację z kim został pisany)
    3. Numer zdarzenia przestaje wpływać na kolejność. Obecni na niedzielnym obdarowywaniu wybieraliby zestawy w kolejności przybycia. Oczywiście, każdy otrzymałby zestaw. Nieważne, czy byłby obecny, czy też nie.
    4. Czy masz inne pomysły na zmiany w TW?

    Daj znać w tym wątku:
    http://www.opowi.pl/forum/zabawa-slowami-w273/

    Pozdrawiamy!
    PS: Jeśli jeszcze masz ochotę dorzucić coś swojego do pul (postacie, miejsca, zdarzenia) to śmiało wrzucaj do tego samego wątku, co odpowiedzi na pytania z ankiety :)
  • jolka_ka dwa lata temu
    Puk, puk. A Pan Majonez gdzie?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania