Poprzednie częściW cELI, zwanej życiem - Rozdział 4  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

W cELI, zwanej życiem - Rozdział 5 (Zac)

- Księżniczka.... nie. Może Mała Mi, albo Aniołek..... - podchodząc to swojego standardowego stoika na stołówce zobaczyłem siedzące przy niej dwie identyczne, rude głowy z czego jedna żywiołowo rozmawiała z Scarlet, a druga mruczała coś do siebie. Wcisnąłem się między nimi i zwróciłem w stronę Eli.

- Próbujesz wymienić wszystkie postacie Disney czy jak? - zapytałem i zabrałem frytkę z jej talerza. Dziewczyna nawet nie uniosła wzroku znad notatnika, w którym zapisywała wszystkie wymyślone przez siebie imiona. Nie powiem...uraziło to moje ego.

- ...Roszponka.... Złotowłosa... - zignorowała mnie, nie przerywając wyliczania. Korzystając z jej nieuwagi sięgnąłem po kolejną frytkę. Kiedy moje palce prawie zdobyły już smażonego ziemniaka, poczułem wbijające się w moje przedramię paznokcie. Spojrzałem zaskoczony na Eli, która nadal nie odrywając wzroku od notesu wysyczała:

- Pierwszą mogłam ci podarować, ale nie rozpędzaj się tak kochaniutki. Nie jesteś moim chłopakiem, żebym dzieliła się z tobą moim jedzeniem. A nawet z nim się nie dzieliłam. - Przez dłuższą chwilę patrzyłem na nią, potem mój wzrok znowu zjechał na talerz smakowitego jedzonka i moja ręka samowolnie próbowała wykonać ruch w jego stronę. Poczułem mocniej wbijające się w moją skórę paznokcie.

- Jesteś samobójcą? - odwróciłem się zaskoczony, tym co najmniej, dziwnym pytaniem. Zadała je Laura - Pytam poważnie. Jesteś samobójcą? Bo tylko on zdecydował by się zabrać mojej siostrze jedzenie. - cały zespół siedzący przy stoliku wybuchnął śmiechem. Z wyjątkiem przeuroczej osóbki po mojej lewej stronie, która teraz patrzyła na mnie morderczym wzrokiem.

- A więc jesteś? - zapytała głosem, który mroził krew w żyłach, ale też jednocześnie, cholera, był mega podniecający. Czy ja jestem nienormalny? Zamiast odpowiedzi puściłem frytkę, która opadła na talerz.

- A więc teraz, skoro zwróciłaś już na mnie uwagę, co robisz? - przysunąłem się bliżej, aby zerknąć w jej notatki.

- Próbuję wymyślić przezwisko nowej przyjaciółce - powiedziała roztargniona. Zaśmiałem się nie mogąc uwierzyć, że z ust kobiety, która groziła królowi tej szkoły wyrwaniem jaj, padły podobne słowa. To było tak nierealne, że aż śmieszne. Ale brnąłem w to dalej.

- Znalazłaś nawą przyjaciółkę? Myślałem, że po akcji z Bree wszyscy będą bali się do ciebie zbliżyć. Jak się nazywa?

- A jednak ty tu jesteś, prawda? I to dość blisko - popatrzyła na mnie sugestywnie a do mnie dopiero dotarło jak blisko niej się znalazłem. Przełknąłem głośno ślinę, gdy na potwierdzenie tego jak mały dystans nas dzieli, jej dłoń znalazła się na moim udzie i zaczęła jechać w górę, a jej piwne oczy wpatrywały się w moje. I kiedy jej palce prawie dosięgnęły celu, Eli odwróciła wzrok i zabrała rękę - Nazywa się Tori i ma sześć lat. - Odpowiedziała na moje pytanie, które zapomniałem już, że zadałem.

- 6 lat? Nie wiedziałem, że lubisz dzieci. - Jej informacja całkowicie zbiła mnie z tropu. W szczególności, że tak mocno kontarstowała z tym, że przed chwilą na oczach całej stołówki prawię dotknęła moje małego przyjaciela.

- Szczerze? Ja też nie wiedziałam. Aż do wczoraj, kiedy poznałam małą, uroczą.... Landrynkę? Kurwa. Nie mogę wymyślić nic dobrego. Laura pomóż mi - jęknęła błagalnie w kierunku siostry.

- Próbowałam, ale powiedziałaś że moje pomysły są denne. - dziewczyna wypięła jej język i wróciła do rozmowy z brunetką.

- Po chciałaś nazwać moją nową przyjaciółkę Kropka! Jak jakiegoś psa!

- Może ja pomogę? W przedszkolu nazywali mnie Mistrzem Przezwisk - dumnie uderzyłem się pięścią w pierś.

- Poważnie? - dziewczyna prychnęła rozbawiona.

- No może przesadzam.... nikt mnie tak nie nazywał, co nie zmienia faktu, że wymyśliłem nie jedno genialne przezwisko.

- Twoje pomysły zawsze są zajebiste. - prychną Mat z urazą - Przez ciebie całą pierwszą klasę nazywano mnie Pitagorasem.

- Nie moja wina, że nie potrafiłeś zapamiętać tak prostego twierdzenia. - w mojej głowie pojawiły się obrazy z czasów pierwszej klasy, kiedy to mój najlepszy przyjaciel stał całą lekcję przy tablicy na lekcji profesor Scott, kiedy to kłócił się z nią, że teraz jest lekcja matematyki a nie historii, więc nie rozumie dlaczego przepytuje go z filozofów. - Więc jak? Przyjmiesz moją pomoc? - z powrotem zwróciłem się w stronę Eli.

- Chyba nie mam nic do stracenia.

- Aby przezwisko pasowało, musisz mi o niej trochę opowiedzieć. Jaka jest? - dziewczyna już otwierała usta, żeby mi odpowiedzieć kiedy zadzwonił dzwonek na lekcję. - To może skończymy tą rozmowę po lekcjach? W kawiarni obok szkoły? - zobaczyłem lekkie skinienie głowy na znak zgody, po czym dziewczyna pobiegła razem z Matem na matematykę.

Ruszyłem wolnym krokiem w stronę swojej klasy z uśmiechem na twarzy. Nigdy nie cieszyłem się tak bardzo z tego, że dzwonek przerwał mi rozmowę. Nagle poczułem uderzenie w ramię.

- Cześć braciszku - pierwsze co zobaczyłem to nieznośny uśmieszek Alana.

- Wiesz, że nie jesteśmy rodzeństwem nie? Nie nazywaj mnie tak. - ruszyłem dalej, nie chcąc dłużej z nim rozmawiać. Ale on, jak to zwykle miał w zwyczaju, nie odpuścił i niczym rzep przyczepiony do dupy, podążył za mną - Czego chcesz?

- Widziałem, że rozmawiasz z nową. - przewróciłem oczami, wiedząc co zaraz nastąpi - Szepnij jej o mnie miłe słówko.

- Po co? Chyba już jasno dała ci do zrozumienia, że jedyny kontakt jaki chce z tobą mieć to taki, który kończy się uszkodzeniem twojego ciała. - zadrwiłem, wiedząc, że Alan nie lubi kiedy ktoś daje mu kosza.

- Po prostu zgrywa trudną do zdobycia. - zbagatelizował moje słowa, machnięciem ręki - Zresztą jej groźby są podniecające. - mdliło mnie od jego sprośnego uśmieszku i nawet nie chciałem wiedzieć co właśnie sobie wyobraża, ale w jednym musiałem przyznać mu rację - kiedy była agresywna, naprawdę wyglądała seksownie.

- Słuchaj, bracie... - zatrzymałem się na przeciwko niego i uderzyłem go w ramię - Ona nie udaje i nie jest trudna, tylko niemożliwe do zdobycia. Przynajmniej dla ciebie - uśmiechnąłem się zwycięsko na myśl, że zgodziła się ze mną spotkać. Nie słuchając, co Alan ma jeszcze do powiedzenia wszedłem spóźniony na lekcję.

 

******

- Tak jak już mówiłam, nazywa się Tori i ma 6 lat. Poza tym jest słodką blondynką z niebieskimi oczami. Boi się igieł.... mnie nazwała Flame. - dziewczyna skończyła opowiadać i napiła się mrożonej kawy z syropem czekoladowym, bitą śmietaną i kolorową posypką. Kiedy tu przyszliśmy i usłyszałem jaki napój zamawia dziewczyna i że do tego wzięła jeszcze "najsłodsze ciasto jakie macie", byłem w niemałym szoku. Zacząłem się zastanawiać czy przez to dziewczyna nie nabawi się cukrzycy i gdzie się podziewają wszystkie zjedzone przez nie kalorie.

- Czyli nazwała cię płomieniem... Ksywkę zawdzięczasz kolorowi włosów czy raczej charkaterkowi? - stwierdziłem, że jak na sześciolatkę, ta mała potrafi wymyślić ksywkę, która idealnie pasuje. Dziewczyna siedząca przede mną przypominała płomień w każdym aspekcie. Zarówno w wyglądzie - włosy Eli naprawdę wyglądają jak płomienie, ale też i w charakterze - dziewczyna była porywcza, energiczna i niczym płomień nieokiełznana i groźna jeżeli nie potrafisz obsługiwać się zapalniczką.

- Mówiła, że to przez włosy. Dlatego też poszłam tym tropem i chciałam ją nazywać Goldy, ale jej się to nie spodobało. - słowa wylatywały z niej jak pociski z pistoletu.

- Zwolnij płomyczku bo zaraz coś podpalisz - zaśmiałem się, ale szybko umilkłem, gdy zobaczyłem mordercze spojrzenie piwnych oczu.

- Ta ksywka jest zarezerwowana tylko i wyłącznie dla... mróweczki? Jestem w tym fatalna. - Eli opadła zrezygnowana na krzesło.

- Dlatego zostaw to mnie. Opowiedz mi o niej coś jeszcze. - zobaczyłem jak myśli biorąc kolejnego dużego łyka kawy.

- W sumie to nie wiem co. Poznałam ją wczoraj i rozmawiałyśmy tylko przez kilka minut.

- Gdzie się poznałyście? I jak do tego doszło? Nie ukrywał, że bardzo mnie ciekawi jak to się stało, że zaprzyjaźniłaś się z sześciolatką. - zobaczyłam, że dziewczyna się waha czy mi odpowiedzieć. Nie rozumiałem dlaczego, w końcu to było dosyć normalne pytanie.

- Szpital. Spotkałam ją w szpitalu. Usłyszałam jak płacze więc zaczęłam z nią rozmawiać. Okazało się, że uciekła przed pielęgniarką bo bała się zastrzyku. W sumie to było dosyć zabawne bo sama chwilę wcześniej rozważałam ucieczkę przed igłą. - takiego uśmiechu jaki zobaczyłem na jej twarzy jeszcze nie widziałem (ale muszę przyznać, że w sumie znam ją dopiero od kilku dni). Była w nim czułość. W tamtej chwili wyglądała trochę jak Laura - Zawarłam z nią układ: wymyślę jej ksywkę i dzisiaj ją jej przekaże a ona pójdzie na zastrzyk.

- Co robiłaś w szpitalu? - nie wiem dlaczego, ale właśnie na to zwróciłem szczególną uwagę.

- Odwiedzałam babcię? - spróbowała mnie okłamać.

- Twoja babcia mieszka w Bostonie. Laura mi mówiła - odpowiedziałem jej na nieme pytanie - Poza tym powiedziałaś, że tego dnia też miałaś styczność z igłą.

- Standardowe badania. - machnęła ręką i wzięła kawałek ciasta. - Pyszne. - zrozumiałem, że nie chce kontynuować tego tematu więc wróciłem do powodu dla którego tu się spotkaliśmy.

- Więc może niech będzie coś co pozwoli przełamać jej strach? Co powiesz na Yuki? Po japońsku to "odwaga" - zobaczyłem iskierki w jej oczach. Chyba spodobał się jej mój pomysł.

- Jesteś genialny! Naprawdę powinieneś być Królem Przezwisk. - uradowana nachyliła się nad stołem prawie wywalając napoje i dała mi soczystego buziaka w policzek - Dziękuję. W nagrodę mogę ci dać kawałek mojego ciasta.

- Czyżbyśmy byli parą? Przecież tylko z chłopakiem jesteś w stanie podzielić się swoim jedzeniem.

- Bo zaraz się rozmyślę. - pogroziła mi widelcem. Następnie nabrała na niego kawałek ciasta i udając samolocik, nakarmiła mnie nim - I mówiłam już wcześniej, że nawet z chłopakiem się nie dzielę, więc możesz czuć się wyjątkowy. - puściła mi oczko i sama wzięła gryza.

- Dobrze wiedzieć, że jestem dla ciebie kimś wyjątkowym - dziewczyna przewróciła oczami - Możesz mi coś wyjaśnić? Jak ty możesz zjeść najsłodsze ciasto popijając je najsłodszą kawą?

- To proste. Sama w sobie nie jestem słodka, więc uzupełniam niedobór cukru jedzeniem. - zaśmiałem się na jej wyjaśnienie, myśląc o tym, że po dzisiejszej rozmowie nie mogę się z nią zgodzić. Gdzieś tam głęboko, kryje się w niej miła i słodka dziewczyna, ale wydaje mi się, że gdybym powiedział to na głos, to zamiast kolejnego buziaka dostałbym soczystego liścia. Dziewczyna zaczęła zbierać swoje rzeczy - Idę przekazać Tori co wymyśliłeś - wyjaśniła - Może chcesz iść ze mną? Pewnie chętnie pozna autora. - dodała a ja zacząłem się zastanawiać, czy dlatego, że zobaczyła moje rozczarowanie spowodowane skończeniem spotkania.

- Chętnie poznam dziewczynkę, która poskromiła twój płomień. - dostałem od dziewczyny dosyć mocnego kuksańca, ale jednocześnie posłała mi zabójczy uśmiech. Chyba robimy postępy.

Następne częściW cELI, zwanej życiem - Rozdział 6  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania