Wadliwa partia 1/3

CZŁOWIEK BEZ IMIENIA

 

Wiesz, jak pachnie piekło?

Deszczem, który nigdy nie spadł.

 

*

 

Odkąd sięgam pamięcią, matka próbowała „pokazać mi świat”. Taki, jakim sama chciała go widzieć – nieprawdziwy. Używała słów, których nie pojmowałem, choć dla niej były oczywiste. Wiem, że miała dobre intencje, może przez jakiś czas żyła nadzieją, nie winię jej za to. W końcu się jednak poddała, któregoś dnia stwierdziła nawet, że jestem prawdziwym szczęściarzem, bo nigdy nie zobaczę tego, co ona musi oglądać codziennie. Nie zobaczę, jak wali się niebo.

Nie zrozum mnie źle, nie chodzi o to, że jest mi wszystko jedno. Jak jednak mogę opłakiwać coś, czego nie potrafię sobie nawet wyobrazić? Niebo to abstrakcja, nie mogę sprawdzić, czy istnieje naprawdę. Muszę wierzyć w słowa tych, którzy twierdzą, że je widzieli i pamiętają czasy, gdy jeszcze było błękitne. Dla mnie to nic nie znaczy, nie umiem wskazać różnicy między dawnym błękitem, a obecną szarością. To tylko słowa, które wtłoczono mi do głowy, bym mógł udawać, że pojmuję skalę zachodzących zmian. Niebo to pusta przestrzeń, podobnie jak ja obojętna na kolor, który przybiera. Dla mnie liczy się ziemia, to jej mogę dotknąć, nad nią się pochylić i po niej zapłakać. Kiedyś, gdy już wyschnie na wiór i wiatr zacznie rozwiewać jej smutne popioły, uczynię to – zapłaczę, by mogła nasycić pragnienie moimi łzami. Ostatni raz.

Ten dzień jeszcze nie nadszedł, choć jestem pewien, że nie tylko ja go wyczekuję. Żyjemy tu jak na szpilkach, jakbyśmy wszyscy czekali na ostateczny koniec naszej warty. Mnie się czasem wydaje, że ona będzie trwała wiecznie, nie zakończy jej nawet śmierć, bo my już nie możemy umrzeć. Być może umarliśmy dawno temu, a może nigdy się nie narodziliśmy, przez cały czas tkwimy gdzieś na granicy piekła, niepewni, kiedy powinniśmy ją wreszcie przekroczyć.

Nie, wcale nie próbuję wieszczyć żadnej apokalipsy, te czasy już minęły. Wszystko płynie zwyczajnym rytmem, większość ludzi ma normalną pracę, mieszkanie i rodzinę. Każdy ma coś do stracenia i powód, by tego bronić. Jednak odkąd wprowadzono Godzinę Wilka, miasto właściwie nigdy nie śpi, więc najbardziej opłacalne jest teraz życie w większych społecznościach – w nawyk weszło już urządzanie nocnych wart, które mają pomagać w obronie skromnych dobytków przed tymi, którzy zdecydowali się na mniej uczciwe życie. Po zmroku każdy przygotowuje się do Godziny Wilka na swój sposób – niektórzy sprawdzają sprzęt i szykują się do wyprawy, inni kontrolują zamki w drzwiach.

Początkowo nie miałem pojęcia, skąd wzięło się określenie Godzina Wilka. Wyjaśnił mi to dopiero Nox, mój najbliższy, a może i jedyny przyjaciel, prawdziwy maniak książkowy. Tak naprawdę składają się na nią dwie godziny – to czas między trzecią a piątą nad ranem, kiedy to, według jakichś bardzo dawnych wierzeń, życie i śmierć toczą ze sobą najbardziej zaciętą walkę. Wielu wówczas umiera, ale i wielu się rodzi, śpiących dręczą najstraszliwsze koszmary, a czuwających najgorsze lęki. Właśnie w tym czasie w naszym mieście gasną wszystkie latarnie – podobno w ramach oszczędności, ale tak naprawdę to idealna okazja, by ciemność przykryła występki, których legalnie i świadomie dopuszczają się ludzie. Popełnione w tym czasie przestępstwa nie są ścigane, ani nawet zgłaszane. Wszyscy przyzwyczailiśmy się, że to już element codzienności – jeśli nie potrafisz odpowiednio zadbać o siebie i swój dobytek to znaczy, że nie jesteś go wart.

Mieszkamy z Noxem w starym, odrapanym mieszkaniu i jesteśmy wdzięczni losowi, że mamy chociaż tyle. Takich jak my, wadliwej partii, nikt nie chce i nie potrzebuje. Przecież ślepy i głuchy nie nadają się na nocną wartę, a już tym bardziej do wyściubiania nosa poza dom w Godzinie Wilka. Każdy, kogo spotkaliśmy z miejsca uznawał nas za niepotrzebny balast, musieliśmy więc nauczyć się samowystarczalności. Być może właśnie dlatego byliśmy tacy uparci i zaczęliśmy zarywać noce. Sami, tylko we dwóch. Nox był moimi oczami, a ja jego uszami. Uczyliśmy się miasta na pamięć, aż do skutku. Niejeden raz omal przez to nie zginęliśmy, ale bywało, że znajdowaliśmy zapomniane dawno zakamarki i prawdziwe skarby, dzięki którym przez chwilę stać nas było na coś więcej niż tylko wegetację. Jeśli myślisz sobie teraz, że tracąc któryś ze zmysłów człowiek zyskuje jakiś rodzaj supermocy i pozostałe automatycznie się wyostrzają, jesteś w błędzie. Nic nie dzieje się samo, wszystkiego trzeba się uczyć. Ja liczę kroki, badam dłońmi budynki, drzewa i znaki charakterystyczne. Próbuję zapamiętać odgłosy i zapachy. Bywa ciężko, ale nie podejmując ryzyka równie dobrze mógłbym po prostu położyć się i umrzeć. To właśnie ryzyko nadało mojemu życiu sens. Podarowało mi też ją.

Następne częściWadliwa partia 2/3  Wadliwa partia 3/3  

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja ponad tydzień temu
    Miasto nocą wygląda zupełnie inaczej. Noc ma swoje prawa i jest mroczna. Od dzieciństwa boimy sie nocy... Dlaczego? Niebo, piekło, śmierć i noc to tajemniczość. Opisujesz czekanie na coś co ma przyjść.
    Trzymanie warty kiedyś się musi skończyć i wg. narratora wcale nie umieramy... nie zakończy jej nawet śmierć, bo my już nie możemy umrzeć.
    ... Po zmroku każdy przygotowuje się do Godziny Wilka na swój sposób – niektórzy sprawdzają sprzęt i szykują się do wyprawy, inni kontrolują zamki w drzwiach... Dwugodzinna godzina Wilka zaczyna się nad ranem i jest bardzo płodna. Jednak ludzie czynią przygotowania do niej co dzień. Bronią swojego domu i rodziny. Jeśli nie potrafisz tego ochronić jesteś nic nie wart. Zawsze tak było. Dobry gospodarz przed pojściem spać robił obchod swojego domostwa.
    Być może umarliśmy dawno temu, a może nigdy się nie narodziliśmy, przez cały czas tkwimy gdzieś na granicy piekła, niepewni, kiedy powinniśmy ją wreszcie przekroczyć... i to jest niewiadoma kiedy ona przyjdzie po nas. Czy to będzie fizjologiczna śmierć czy choroba czy apokalipsa?
    I dalej narrator ciągnie wątek o nocnych wyprawach ktore przynoszą zyski. W takich stanach katastroficznych niektórzy zbijają fortunę. Nieszczęście innych jest paliwem do zusku. Czy to ryzyko? Pewnie tak, ale przecież nic się nie traci, kiedy nikt nie patrzy... bo jest noc.
    To właśnie ryzyko nadało mojemu życiu sens. Podarowało mi też ją... czekam na c.d
    Pozdrawiam serdecznie
  • alfonsyna ponad tydzień temu
    Dziękuję za wizytę i refleksyjny komentarz! Zawsze świat wyglądał z grubsza tak, że tam, gdzie jedni tracili, inni zyskiwali, często fortunę najłatwiej zbić na cudzym nieszczęściu. A ci, którzy nie potrafią nadążyć za zmieniającym się światem szybko stają się niepotrzebni.
    Dalszy ciąg planuję dorzucić dziś i zapewne jutro. Raz jeszcze dziękuję, cieszę się, że wpadłaś, pozdrawiam! ;)
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Alfonsyno→Przeczytałem z przyjemnością.→ Dłuższy komć→pod→cz.2→Pozdrawiam:)→5
  • alfonsyna ponad tydzień temu
    Dziękuję wpierw tutaj. ;)
  • Bajkopisarz ponad tydzień temu
    „Wiesz, jak pachnie piekło?
    Deszczem, który nigdy nie spadł.”
    Bardzo jestem ciekaw, kto to powiedział? Czy ktoś, kto wąchał piekło? Czy ktoś kto wąchał deszcz, który nie spadł (a to nie będzie woda po prostu?), czy ktoś kto wąchał jedno i drugie i wie.

    Można spojrzeć na to, jak w pewnej komedii: Nie widząc zła, nie słysząc zła. Jeśli czegoś nie widzę czy nie słyszą, nie znaczy, ze to nie istnieje, ale przynajmniej mam podstawy, by to ignorować i nie przyjmować do wiadomości. Ileż to razy brak jest daleko lepszy od posiadania!
  • alfonsyna ponad tydzień temu
    Ja myślę, że to powiedział albo ktoś, kto wąchał jedno i drugie, a więc wie, albo ktoś, kto nie wąchał żadnego, więc tylko wydaje mu się, że wie. W tym kontekście - jeśli deszcz pomaga kwitnąć życiu, to jeśli nigdy nie spadnie, to i życie się nie rozwinie, więc zapach deszczu, który nigdy nie spadł to w pewnym sensie zapach rozczarowania albo niespełnionych nadziei.
    A to słuszna uwaga - brak, wbrew pozorom, może być lepszy od posiadania. Wiele jest rzeczy, których wolelibyśmy nie widzieć lub nie słyszeć i choć one przez to by nie zniknęły, to jednak my czulibyśmy się lepiej nie wiedząc o ich istnieniu. Jak to mówią - im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Niewiedza bywa błogosławieństwem.
    Dziękuję za wizytę i zostawienie refleksji w komentarzu. Pozdrawiam. ;)
  • ausek tydzień temu
    "W końcu się jednak poddała, któregoś dnia stwierdziła nawet, że jestem prawdziwym szczęściarzem, bo nigdy nie zobaczę tego, co ona musi oglądać każdego dnia." - dniadnia - brzydkie powtórzenie
    "Muszę wierzyć na słowo tym..." - nie wiem czy nie lepiej "w słowa" - rozważ to.
    "znaki charakterystyczne" - zmieniłabym kolejność, ale pozostawiam to Tobie.
    Dobre wprowadzenie - na samym początku uwrażliwiasz czytelnika, że ten tekst to coś więcej, niż przypuszcza. " Wiesz, jak pachnie piekło? Deszczem, który nigdy nie spadł." - dobre. Z poezją związane ;) Taki wykrzyknik nad głową. Wprowadzasz powoli w swój świat. Podoba mi się i to bardzo. Kategoria "różne" - brzmi intrygująco. :)
  • alfonsyna tydzień temu
    No mam ostatnio jakieś problemy z powtórzeniami i takimi innymi drobiazgami - sporo przegapiam, więc doceniam bardzo pomoc w tym zakresie. Ogarnę to wszystko niedługo i poprawię, dziękuję za czujność. ;)
    Miło, że zaglądasz, bardzo mnie cieszy Twoja wizyta i budujący komentarz. Jeszcze raz dziękuję. ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania