wesołe

Generał Z. Berezny jechał opancerzonym BMW przez kraj. Była ciemna noc. Padał deszcz. Towarzyszył mu adiutant podpułkownik G. Wiśniowy. Samochód prowadził kierowca pan Mietek. Generał był tak obwieszony orderami, że aż brzęczał przy każdym ruchu. Miał generalską czapkę z denkiem wielkości anteny satelitarnej.

- Co tak ciemno? - dziwił się generał. - Nie ma prądu, czy jak?

- Ciemno jak w dupie u Murzyna - powiedział pan Mietek.

- Powinniście powiedzieć: "ciemno jak w dupie u Afroamerykanina" - odparł generał.

- Słyszeliście, co powiedział pan generał? - wtrącił się podpułkownik Wiśniowy.

Generał zasapał.

- Czy ja was pytałem o zdanie, Wiśniowy?

- Nie, panie generale.

- Więc trzymajcie kłapaczkę zamkniętą, rozumicie?

- Tak jest, panie generale.

Generał zapatrzył się ponuro w ciemność za szybą BMW

- Tylko żartowałem. Pan Mietek dobrze powiedział: w dupie u Murzyna. Jest ciemno dokładnie jak w dupie u Murzyna! Od kiedy to jesteśmy poprawni politycznie, Wiśniowy?

- Ha, ha, ha! - Zarechotał Wiśniowy.

- Teraz to się możecie śmiać jak głupi do sera. Nie zrozumieliście dowcipu, bo jesteście kretynem. Rozumicie?

- Tak jest panie generale. Zrozumiałem.

- Przecież mówiłem wam przed chwilą, że nie zrozumieliście.

- Zrozumiałem, że jestem kretynem, panie generale.

- To zrozumiałe samo przez się. - Generał brzęknął medalami.

- Wiśniowy, powiedzcie mi coś. Czy wy jesteście konserwatorem?

- Cz...czym?

- Czy wy w ogóle jesteście konserwatorem? Bo już sam nie wiem.

- Nie jestem, panie generale. - Ale jeśli chciałby pan generał abym mu coś naprawił w domu, jakiś zlew, albo wannę przetkał, to ja oczywiście...

- Jak to nie jesteście? - Generał Z. Berezny zacietrzewił się i obruszył, a jego wielka czapka posmyrała daszkiem pana Mietka po karku. - To co wy tu robicie? Myślałem, że macie poglądy prawicowe i jesteście konserwatorem!

- Mam poglądy prawicowe.

- Macie poglądy prawicowe i nie jesteście konserwatorem?

Podpułkownik Wiśniowy wreszcie zrozumiał.

- Aa. - powiedział - chodzi panu generałowi o to, czy jestem konserwatystą. Oczywiście. Jestem konserwatystą.

- To dlaczego mówicie, że nie jesteście?

- Pan generał pytał o to, czy jestem konserwatorem, więc...

- Pytałem o to, czy jesteście konserwatystą, głusi jesteście? Nie dość, że głupi to jeszcze głuchy. Jesteście zawszonym głupim i głuchym kretynem! Powtórzcie!

- Jesteście zawszonym głupim i głuchym kretynem - powtórzył podpułkownik Wiśniowy.

- Coście powiedzieli? - ryknął generał.

- Pan generał kazał, żebym powtórzył...

- Baczność!!! - zaryczał generał Berezny.

Pułkownik Wiśniowy stanął na baczność, ale ponieważ siedział w samochodzie, nie mógł się wyprostować i tylko powstał trochę z fotela, poczerwieniał z wysiłku i kleił się plecami do sufitu BMW.

- Baczność!!! - jeszcze raz wrzasnął generał.

- Nie mogę. - zaszlochał pułkownik.

- To jest odmowa wykonania rozkazu! Panie Mietku, zatrzymaj się pan. Stop!

Pan Mietek zatrzymał limuzynę i zgasił motor. Wokół, w wilgotnej ciemności majaczyło puste pole. Słychać było dudniące o dach krople deszczu.

- Wysiadać - warknął generał do adiutanta.

- Jak to? - pułkownik blady jak ściana kaszlnął tak nieszczęśliwie, że z nosa poleciał mu smark i zatrzymał się na górnej wardze.

- Za odmowę wykonania rozkazu zostaniecie rozstrzelani na miejscu. Panie Mietku, weźcie mój pistolet i zastrzelcie tego durnia. Chętnie bym to zrobił sam ale strasznie pada.

- Tak jest panie generale. - powiedział pan Mietek. - tylko, że strasznie pada, nie zawilgnie mi pistolet?

Generał podrapał się po szczecinie za uchem.

- Faktycznie może zawilgnąć. W takim razie powieście go. Na drzewie. To nawet lepiej. Powieście go na przydrożnym drzewie. Dla przykładu.

- Ale nie ma sznura, panie Generale.

- A macie linkę holowniczą?

- Mam.

- To powieście go na lince holowniczej.

- Ale nie ma drzew, panie generale.

- Jak to nie ma drzew?

- Wszystkie zostały wycięte, panie generale, względy bezpieczeństwa.

- To powieście go na latarni.

- Latarni też nie ma. Wszystkie latarnie zostały zlikwidowane. Dlatego jest tak ciemno właśnie.

- Też ze względów bezpieczeństwa?

- Latarnie zlikwidowano w ramach walki z prostytucją - powiedział pan Mietek. - Żeby kurwy nie miały stać po czym. Generał zamlaskał, zamemłał i brzęknął gniewnie orderami.

- No to ci się upiekło, Wiśniowy. Masz szczęście. Jedziemy dalej. Jak wrócimy do jednostki poszczujemy cię psami. Panie Mietku, jak wrócimy, macie osobiście dopilnować, żeby poszczuli psami tego kretyna Wiśniowego. Pan Mietek pokiwał głową odmownie.

- Nie możemy poszczuć psami pana pułkownika Wiśniowego, panie generale.

- Dlaczego niby nie możemy? Wydałem rozkaz. Nie zrozumieliście rozkazu? Odmawiacie wykonania rozkazu? Chcecie być następni?

- Nie chcę być następny, ale wszystkie psy zostały zjedzone.

- Zjedzone? - generał zdziwił się. - W Polsce? W Polsce nie jada się psów.

- Zostały zjedzone w Korei. W Polsce zostały zabite ze względów sanitarnych, bo roznosiły pasożyty. A potem zostały sprzedane.

Generał Z. Berezny machnął zniecierpliwiony ręką.

- W takim razie wsadzimy go do klatki z jakimiś dzikimi zwierzętami. Zadzwońcie do jakiegoś nadleśnictwa i załatwcie mi jakieś dzikie zwierzęta, przegłodzimy je najpierw, żeby były bardziej zawzięte.

- Wszystkie dzikie zwierzęta zostały wybite przez myśliwych, panie generale - powiedział pan Mietek. - Zresztą nie dzikie też.

Zostały tylko kury, kaczki, owce...

BMW zjechało na lewy pas jezdni. Wyminęło pijanego rowerzystę bez świateł.

- Nie myślicie chyba, że będę szczuł Wiśniowego owcami? - sarknął Berezny.

Wysiąkał nos w chustkę, i schował ją potem osmarkaną do kieszeni munduru.

- Macie naprawdę wielkie szczęście Wiśniowy, upiekło się wam po raz drugi. I wytrzyjcie tego gluta z wargi, bo wyglądacie okropnie.

Pułkownik Wiśniowy półleżał na wygodnym fotelu BMW blady jak papier toaletowy z dodatkiem celulozy.

- Coście tak zamilkli? - generał Z. Berezny szturchnął pułkownika Wiśniowego w bok, ale ten nie poruszył się wcale.

- Pan pułkownik Wiśniowy chyba wykorkował ze strachu. - powiedział pan Mietek. - Mówiłem panu generałowi, że pan pułkownik nie zna się na żartach.

- Zawał?

- Albo udar.

- Myślicie, że on to wziął na poważnie? - generał powtórnie podrapał się po szczecinie za uchem.

- Chyba tak, panie generale.

- Nie dość, że głupi i głuchy, to jeszcze bez poczucia humoru. Nastała cisza. Tylko deszcz bębnił monotonnie o szyby.

- I co pan generał teraz powie? - zapytał pan Mietek.

Generał Z. Berezny podrapał się po raz trzeci po szczecinie za uchem. Wyciągnął chustkę z kieszeni munduru, znalazł nieosmarkany jeszcze fragment i wysiąkał nos.

- Ups - powiedział.

Padał deszcz.

Następne częściwesołe  

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Tom Bordo 4 miesiące temu
    Jeden
  • czarna_krowa_w_kropki_bordo 4 miesiące temu
    Czarna krowa w kropki bordo gryzła trawę kręcąc mordą
  • Krzysztoff 4 miesiące temu
    Rzeczywiście bardzo wesołe;) piąteczka dla autora leci.
  • No pasarán 4 miesiące temu
    Twoja proza panie Autor od wierszy znacznie lepsza. Przeczytałam z przyjemnością.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania