WH40K - Ja. Katedra Imperium - 3

Zatrzymałem się przed głównymi wrotami i czekałem. Połączyłem się z serwistorami którzy ustawili się w obronnym kordonem, przed wejściem do hangaru. Żałosne karykatury, połączenie człowieka i maszyny, pozbawione wolnej woli byty – ale świetni niewolnicy. Ich karabiny laserowe nie miały szansy choćby uszkodzić świętych pancerzy kosmicznych marines, ale kupią wystarczająco dużo czasu, by żołnierze Skitarii mogli posłać kilka celnych plazmowych pocisków, które na pewno dokonają pewnych uszkodzeń. Trzy thunderhowki wylądowały w bliskiej odległości. Pierwszy z nich nosił barwy Inkwizycji, czerń, czerwień i złoto, drugi, srebrny należał do Szarych Rycerzy, a ostatni biało, czarno, złoty – do Sióstr bitwy.

Drzwi pojazdów otworzyły się i po chwili z wnętrza wyszli nieproszeni goście.

Dwunastu Szarych Rycerzy, cały oddział. Wielka siła, zdolna przeważyć szalę nie jednej bitwy. Prowadził ich kapitan uzbrojony w święty młot. Raz jeszcze, straszliwa broń. Zwykły człowiek nie mógłby marzyć by choćby ją podnieść, jednak w dłoniach kosmicznego marinsa zamieniała się w broń zdolną do niszczenia czołgów.

Dwadzieścia Sióstr Bitwy. Jak zwykle nie nosiły hełmów. Ich białe niczym śnieg włosy były szarpane przez wiatry księżyca. Trzymały w dłoniach boltery i miotacze ognia. Prowadziła je siostra przełożona, w białym pancerzu. Zbytnio się nimi nie przejmowałem. Dostępna broń pozwoliłaby bez przeszkód je zabić, jeśli zdecydowałyby się podnieść pierwsze dłoń. Na co szczerze liczyłem. Soororitas były fanatycznie wierzące – wiarę w Ducha Maszyny uważały za czystą herezję. Gdyby mogły, pewnie chętnie wybiłyby wszystkich przedstawicieli Adeptus Mechanicus.

W końcu dojrzałem samego Inkwizytora Bariliana Visegroda. Nosił czarny płaszcz, pod którym błyszczał inkwizycyjny pancerz. Przy boku miał miecz i potężny pistolet. Jego twarz była sroga, pełna dumy i gniewu. Widać nigdy wcześniej nikt nie ważył się sprzeciwić jego woli.

Kiedy się zbliżyli serwitorzy wycelowali w nich i oznajmili chóralnym mechanicznym głosem.

- Stać. Kim jesteście i czego szukacie na terytorium Legio Kaiser Cathedralis?

Inkwizytor wystąpił naprzód i warknął.

- Przybyłem spotkać się z Pryncepsem Cathedralis Imperialis… nazywam się…

- Znamy twoją tożsamość Barlinie Visegrodzie – przerwał mu mechaniczny chór. – Nie jesteś tu mile widziany.

- Przerwijcie mi raz jeszcze, a zabiję każdego z was. Jesteście Niczym. Nawet nie niewolnikami, jedynie narzędziami w dłoniach Mechanicus.

- Nasz głos nie zostanie uciszony. Jesteśmy głosem w służbie Legio Cathedralis Imperialis. Jako nieproszony gość nie masz prawa rozmawiać z nikim innym.

Inkwizytor poczerwieniał.

- Żądam spotkania z Pryncepsem, a przynajmniej z kapłanem Mechanicus.

- Twoje żądania nic tu nie znaczą Inkwizytorze. Wola Cathedralis Imperialis jest wolą Pryncepsa, a Prynceps nie chce mieć z Wami do czynienia.

Tym razem odezwała się siostra przełożona Sororitas.

- Co masz na myśli: „z Wami”?

- Z Inkwizycją.

- Czemu miałby nie chcieć się z nami zobaczyć? Jesteśmy sługami Imperatora, wykonującymi jego świętą wolę. Czemu Prynceps nie chciałby z nami rozmawiać? – Zapytała nie rozumiejąc.

Serwitorzy milczeli przez chwilę. Wysłałem im kilka krótkich sygnałów i po chwili odpowiedzieli.

- Jeśli przybyliście tu, nie wiedząc, czemu Prynceps się z Wami nie spotka, podkreśla to jedynie waszą Ignorancję. Odejdźcie. Zaspokajacie spokój Błogosławionych Maszyn.

Jeden z Szarych Rycerzy, widocznie młodszy odezwał się widocznie poirytowany.

- Kapitanie – zwrócił się do swojego dowódcy. – Czy jest jakikolwiek powód dla tej farsy? Nie godne jest by pouczały nas puste narzędzia.

Kapitan milczał przez chwilę i wystąpił na przód. Spojrzał na serwitorów.

- W tradycji Legio Kaiser Cathedrale, jest zasada, że ten kto walczył u waszego boku ma prawo prosić o audiencję.

- Zgadza się, ale Szarzy Rycerze i Legio Kaiser Cathedrale, nigdy nie walczyli jako towarzysze broni.

- Prawda, ale jeden z mych żołnierzy walczył. Wystąp Arianusie.

Wskazany Arianus, wystąpił przed szereg i odezwał się głośno.

- Zanim zostałem Szarym Rycerzem służyłem w Gwardii Imperialnej. Po odkryciu mego talentu i przejściu testu zostałem przyjęty do zakonu. Służyliśmy razem, czterysta osiemdziesiąt pięć lat temu, w bitwie o księżyc Falantius. Należałem do posiłków przybyłych z Cadii. Służyliśmy razem przez ostatnie dwa miesiące kampanii, choć do tego czasu służyliście jedynie z siłami z Krieg. Zgodnie z tradycją mam prawo prosić o audiencję.

Milczałem szczerze zaskoczony. Faktycznie, dokładnie przedstawił bitwę w której po raz pierwszy posmakowałem krwi. Przejrzałem szybko dostępne informacje i potwierdziłem jego tożsamość. Faktycznie – był to mój dawny towarzysz broni. Arianna, moja Moderati, spojrzała na mnie pytająco. Podobnie jak Ja usłyszała wszystko co zostało powiedziane. Kiwnąłem głową. Sygnał został wysłany.

Pancerne wrota jęknęły i zaczęły się otwierać. Serwitorzy opuścili broń i oznajmili.

- Tożsamość potwierdzona. Dostęp. Przyznany. Pryceps cię wysłucha.

Wrota otworzyły się kompletnie. Postąpiłem krok naprzód. Widziałem jak patrzyli na mnie: z mieszanką pogardy, strachu i podziwu. Stanąłem na piaskach księżyca i ryknąłem moim reaktorem, którego głos dosięgnął niebios. Spojrzałem na Arianusa i odezwałem się za pomocą głośników.

- Nazywam się Omaris Cartus, Prynceps Legio Kaiser Cathedralis i pilot Cathedralis Imperalis. Witam cię Arianusie, towarzyszu broni. Powiedz co masz powiedzieć, a Ja cię wysłucham i dam odpowiedź.

Arianus skinął się lekko i odpowiedział.

- To zaszczyt móc raz jeszcze stać w twoim towarzystwie. Przybyłem tu jako członek Inkwizycji. Inkwizytor Visegrod chciałby z tobą osobiście porozmawiać.

Inkwizytor uśmiechał się zadowolony, niezdolny zrozumieć swojej wielkości.

- Mam tego świadomość, ale go Nie wysłucham. Żaden z Inkwizytorów nie wejdzie do świętego sanktuarium Imperialusa, tak długo jak żyję – oznajmiłem.

Inkwizytorowi zrzedła mina. Podszedł i wykrzyknął widocznie zirytowany.

- Jak śmiesz zwracać się tak do przedstawiciela Inkwizycji Pryncepsie?

Spojrzałem na niego i odpowiedziałem spokojnie.

- Jak śmiesz unosić głos na Katedrę Boga-Imperatora którą noszę na plecach? – Zapytałem. – W przeszłości Inkwizytorzy wielokrotnie utrudniali działania Cathedralis Imperialis. Stoisz przed świątynią i zamiast paść na kolana i się modlić, TY. INKWIZYTOR. ŻĄDASZ! W obliczu światyni! Nie pozwolę by twoja arogancja i ignorancja miała szansę splugawić święte sanktuarium Kaiser Cathedralis i naszych relikwii!

Miałem zamiar kontynuować, ale kontem oka zauważyłem coś co mnie zaskoczyło.

Siostra bitwy, klęczała i modliła się. Wszystkie oczy patrzyły na nią w milczeniu. Słyszałem recytowane święte słowa. Poczekałem aż skończyła. Kiedy umilkła odezwałem się raz jeszcze.

- Jak się nazywasz, dziecko? – Zapytałem.

- Natia Histih. Siostra Adepta Sororitas i wierna córka Imperium.

- Czemu, Ty, Siostra Bitwy, modlisz się do katedry Boga-Imperatora i Boga-Maszyny? Czyż nie uznajesz wyznań Adeptus Mechenicus za herezję?

Milczała przez chwilę. Spojrzenia jej sióstr potwierdzały moje słowa, ale jej własne tego nie okazywały.

- Nie. Wierzę że w swej nieograniczonej mądrości Imperator przemówił do Mechanicus językiem jaki mogli zrozumieć, a skoro nie zamilkł do dziś, oznacza że nadal uważa was za lojalnych Imperium.

Kiwnąłem głową.

- Zgadza się. Wszyscy jesteśmy wiernymi sługami imperium… Natio Histih, nie jestem ślepy na czystość twego serca i nie jestem głuchy, na twe szczere modlitwy. Ty i Arianus dostajecie pozwolenie by wejść do świętego sanktuarium, by spotkać się ze mną twarzą w twarz – spojrzałem po innych. – Dam wam czas byście przekazali im wszystkie konieczne informacje. Jeśli chcecie mi coś przekazać, będziecie musieli przekazać to ich ustami… albo stać gdzie stoicie i krzyczeć do katedry.

Wiedziałem że łamię w pewnym sensu tradycję, ale co innego miałbym zrobić? Sam Kapłan Terris powiedział że warto ich wysłuchać, a Jako wierny sługa Boga-Maszyny i Boga-Imperatora – nie mogłem odmówić.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania