Woźny - Rozdział 3 - Wyluzowany korepetytor

Nigdy bym nie sądził, że tak trudnym zadaniem będzie znalezienie korepetytora z matematyki. Kilka dni pod rząd chodziłem i pytałem o pomoc każdą osobę napotkaną na korytarzu. Nie rozumiem tego, przecież mogliby w ten sposób zarobić. Widocznie za bardzo im szkoda czasu na kogoś takiego jak ja.

Tsukki też nie dawał znać, więc na niego też nie mogę liczyć.

Jest długa przerwa. Przemierzam korytarz i wyklinam w myślach swoją matkę. Gdyby nie zabrała mi telefonu ani komputera, to po prostu poszukałbym kogoś w sieci, bo tam jest mnóstwo ogłoszeń z korepetycjami. Chociaż, jakby się tak dłużej zastanowić, to i tak by się pewnie na to nie zgodziła. Ona myśli, że w Internecie czają się sami pedofile i bandyci. Wyśmiałaby mnie za ten pomysł albo, co gorsza, skrzyczałaby i przedłużyłaby karę. Za bardziej zniszczoną psychikę podziękuję.

– Kise Ryota? – słyszę za swoimi plecami i aż się wzdrygam. Nie kojarzę tego głosu, to żaden z moich znajomych. Odwracam się. W drzwiach od kantorku stoi nasz nowy pan woźny i wygląda na to, że to on mnie wołał. Czego on chce?

– Podobno szukasz korepetycji z matmy – opiera się o framugę i krzyżuje ręce na piersi – mogę ci pomóc. Byłem z niej całkiem niezły – kontynuuje.

Skąd on o tym wie? Jestem tak zaskoczony, że chyba rozchyliłem swoje wargi. Dlatego szybko się ogarniam i zamykam usta. Nie mogę zrozumieć, dlaczego nagle zabrakło mi języka w gębie.

– Skąd pan o tym...

– Słyszałem. Poza tym widziałem cię wczoraj, jak latałeś z klasy do klasy, po drodze pytając o to różne osoby – wyjaśnia, przerywając mi tym samym. Wierzę mu, bo dlaczego nie? To ma sens. Momentami jestem zbyt podejrzliwy, zupełnie jak moja matka.

– W takim razie, kiedy moglibyśmy zacząć? – pytam. – No i... ile miałbym panu płacić?

– Po lekcjach możesz wpaść do mnie do kantorku, ustalimy wszystko – mówi to w tak dziwny sposób, że aż zasycha mi w gardle. Przypominam sobie moje myśli, gdy pierwszy raz go zobaczyłem, wtedy, w klasie. Naprawiał rolety, a ja myślałem o tym, jaki jest seksowny. A przecież był facetem. I ja też nim byłem. Mimo to pan woźny sprawiał, że robiło mi się gorąco. To przecież takie chore. Jestem uczniem, a on pracownikiem szkoły!

Czuję, jak pali mnie twarz. Pan Aomine na pewno to widzi, bo przygląda mi się z, jakby... zmartwieniem?

– Wszystko w porządku?

– T-tak – jąkam się – muszę już iść! – odpowiadam nerwowo. Och, jak ja nienawidzę mojej głowy i wyobraźni. Odwracam się na pięcie i uciekam jak tchórz. – Do zobaczenia!

Chyba spalę się ze wstydu.

 

Lekcje jak na złość zleciały bardzo szybko. Właśnie stoję przed drzwiami do kantorku i za cholerę nie mogę się zebrać na odwagę, aby zapukać. Czuję, że się dzisiaj zbłaźniłem przed woźnym i czuję, że zrobię to po raz kolejny. W końcu drżącą dłonią pukam. Serce mi chyba zaraz wyskoczy.

Drzwi szybko się otwierają, a ja wzdrygam się aż. Patrzę na pana Aomine, który wpuszcza mnie do środka. Wchodzę niepewnie. Słyszę, jak woźny zamyka kantorek. Pewnie po to, aby nikt nam nie przeszkadzał. Cholera, czemu to wszystko źle mi się kojarzy?! Ryota, jesteś pieprzonym zboczeńcem.

Co do kantorku, nie ma tu nic ciekawego. Samo pomieszczenie jest niewielkie i ciasne. Ściany, niby pomalowane na biało, pożółkły i zszarzały przez kurz i brud. Na jednej ze ścian, tuż pod sufitem, znajduje się małe okienko, przez które wpada niewiele światła. Pokój jest przez to ciemny. Doświetla go tylko słaba jarzeniówka. Stoi tu też stara kanapa, przed nią stolik, na którym pogrywa cicho radio. Zauważam też stos zboczonych magazynów i czuję, jak przez widok gołych bab na okładkach pali mnie twarz.

– Klapnij se – słyszę za swoimi plecami niespodziewanie, przez co się wzdrygam. W dodatku nie spodziewałem się, że którykolwiek z pracowników szkoły będzie używał tak prostego słownictwa. Pan Aomine wydawał się z pozoru bardziej kulturalny, chociaż przez te świerszczyki śmiem sądzić inaczej. Chyba mentalny nastolatek z niego.

Zajmuje miejsce na kanapie. Jestem spięty bardziej niż dziewica przy swoim pierwszym stosunku i nie wiem, dlaczego tak na to wszystko reaguje. Przecież nic takiego się nie dzieje i nie będzie się działo. Jestem tu tylko po to, by porozmawiać o korepetycjach i się dogadać.

Mężczyzna siada na krześle naprzeciwko mnie. Jego poza jest całkiem wulgarna jak na towarzystwo, w którym się znajduje. Siedzi w rozkroku, pochyla się w moją stroną, a ręce złączył, krzyżując ze sobą wszystkie palce i opierając łokcie o swoje uda. W jego spojrzeniu jest coś dzikiego, przez co czuję się nieco nieswojo.

– Więc... – mój głos jest zachrypły, więc odchrząkuję. – Więc – powtarzam już normalnym głosem i nabieram pewności siebie – potrzebuję korepetycji co najmniej dwa razy w tygodniu z matematyki.

– Ok – odpowiada po prostu. Nie mogę uwierzyć w to, jaki ten człowiek jest wyluzowany. Już nawet moi rówieśnicy mają większego kija w tyłku niż on! – Kiedy?

– A kiedy panu pasuje? – pytam grzecznie.

– Od poniedziałku do czwartku jestem do dyspozycji. Wybieraj.

– No to może poniedziałek i czwartek?

– Ok. – Znowu zwykłe „ok”. Zaczynam nie być pewny, czy ktoś taki na pewno rzetelnie przygotuje mnie z lekcji. Zachowuje się jak przygłup, jak ktoś taki może ogarniać tak dobrze matematykę, by jej nauczać? Mogę się założyć, że w moim wieku sprawiał problemy i chodził na wagary. Zaczynał mi do tego wyobrażenia pasować z każdą jego kolejną wypowiedzią.

– Mam przychodzić po lekcjach?

Kiwa głową.

– Siedzę tu do późnych godzin, więc przyłaź kiedy chcesz.

– Dobrze. – Wstaję i kieruję się do drzwi. – Dziękuję więc i do widzenia – mówię, zanim wychodzę.

– Mam nadzieję, że do poniedziałku pozbędziesz się kija z tyłka – jego ton głosu brzmi na żartobliwy. – Nie gryzę, Kise – dodaje. – Do zobaczenia.

Gdy wymówił moje nazwisko, coś zawirowało mi w brzuchu, bo było to tak niespodziewane. Kiwam głową i opuszczam jego kantorek.

To będą ciekawe korepetycje.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 4 miesiące temu
    3 rozdziały w 4 lata. Ważysz słowa autorze/ko.
    Klimat nie bardzo mój, ale zapis chociaż nie utrudnia.
  • kamasekrzy 4 miesiące temu
    Blokada twórcza bywa bezlitosna.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania