Kamigami no Asobi - Wspólny wróg

Szłaś sobie spokojnie korytarzem, gdy nagle zauważyłaś, że przed tobą ma ma miejsce jakieś zamieszanie. Ponadto to zamieszanie się zbliżało. Ledwie zdążyłaś pomyśleć, że to Loki znów coś nawywijał, a bóg ognia przemknął obok ciebie śmiejąc się szalenie. Po chwili pojawił się też wściekły Takeru ociekający bliżej niezidentyfikowaną różową substancją.

-Cześć – powiedział i podszedł do ciebie. Niestety, choć bardzo lubiłaś towarzystwo młodszego Totsuki, tym razem wolałabyś jednak pozostać na dystans, gdyż maź wydzielała dość intensywny zapach zgniłych jaj. - Widziałaś gdzieś tę rudą małpę?

-Owszem. Biegła tędy chwile temu. Ale pewnie teraz żebrze o banana u swojej blond trenerki zwanej Balderem.

-Cholerny żartowniś! Ustawił na drzwiach od sali gimnastycznej wiadro z tym cuchnącym świństwem i gdy wychodziłem z treningu to się na mnie wylało! Zamorduję tego gada! I nawet Balder z Thorem go nie obronią!

-Spokojnie. W pierwszej kolejności weź kąpiel, bo śmierdzisz jak sporych rozmiarów wysypisko śmieci.

-Serio? - zdziwiony bóg wciągnął głęboko powietrze i szybko zatkał własny nos. - Ale cuchnie! Wcześniej nawet nie zauważyłem. Dobra, masz rację, idę się umyć. Do zobaczenia!

-Pa!

Patrzyłaś jak się oddala z podwójną ulgą. Raz, że wreszcie mogłaś zrobić porządny wdech, a dwa – nie musiałaś powstrzymywać chichotu, który cisnął ci się na usta, gdy tylko słyszałaś nosowy głos Takeru.

~*~

Stołówka była pusta. Niewiele rzeczy było już w stanie cię zaskoczyć, ale to z pewnością była jedną z nich. Na stołówce ZAWSZE ktoś jest. Pałaszując kolacje rozmyślałaś więc gdzie też się podziewa reszta tej wesołej gromadki.

-Czemu siedzisz sama, co?

Tak się zamyśliłaś, że nie zauważyłaś, jak bóg morza wszedł do pomieszczenia. Usiadł naprzeciw ciebie i patrzył wyczekująco. Był świeżo po prysznicu, o czym świadczyły mokre włosy oraz, co ważniejsze, brak mazi i smrodu.

-Tak jakoś wyszło. Ale później chyba pójdę pooglądać gwiazdy z Hadesem. A ty? Gdzie masz brata?

-Jest na tym ich głupim zebraniu. A wiesz może gdzie ukrył się Loki? Nigdzie nie mogę go znaleźć.

-Nie mam pojęcia. Ale teraz raczej nie wyjdzie zbyt szybko ze swojej nory. W ogóle czemu dajesz sobie ciągle robić te durne kawały?

-Nie daję! - wściekły Totsuka uderzył pięścią w stół. - To ta parszywa małpa! Ale tym razem wybiję mu to z głowy! Dosłownie!

-A nie pomyślałeś może o odwecie w jego stylu? - odparłaś spokojnie przyzwyczajona już do humorów chłopaka. - Bo mam nieodparte wrażenie, że argumenty siły do niego nie przemawiają.

-Co to znaczy „w jego stylu”? - zapytał wyraźnie zaciekawiony.

-Wytnij mu kawał. Tylko wiesz, taki żeby zapamiętał go na długo.

-Myślisz? Ale ja nie jestem za dobry w robieniu kawałów. Ostatni wywołał wojnę z moją siostrą… - powiedział zawstydzony.

-No cóż, mnie też już wkurzają jego kretyńskie żarty, więc w pewnym sensie to nasz wspólny wróg. Mogłabym ci pomóc.

-I myślisz, że to zadziała?

-Może jak zobaczy, jak to jest paść ofiarą czyjegoś kretyńskiego dowcipu to się trochę ogarnie.

-Wątpię, ale niech będzie. Więc co proponujesz?

~*~

Następnego dnia po obiedzie, zgodnie z instrukcjami, które Takeru bardzo „tajnie” wrzucił w formie papierowej kulki na twoją ławkę przed samym dzwonkiem, stanęłaś przed pokojem braci Totsuka. Wahałaś się chwilę, jednak zapukałaś. Otworzył ci Tsukito.

-Hej. Jest Takeru? - zapytałaś lekko zmieszana.

-Tak. Wejdź – odsunął się robiąc ci miejsce.

Salon był utrzymany w typowo japońskim stylu. Z jakiegoś powodu w ogóle cię to nie zdziwiło.

-Tam jest jego pokój – starszy z braci wskazał drzwi po prawej, a sam natomiast zniknął w przejściu po drugiej stronie.

Niezrażona tak chłodnym przyjęciem, w końcu miałaś już trochę czasu by przywyknąć do stylu bycia Tsukito, znów stanęłaś przed drzwiami. Tym razem wahałaś się o jakieś dwie minuty dłużej, ale w końcu zapukałaś.

-Wchodź! - usłyszałaś stłumiony krzyk boga mórz. Tak też zrobiłaś.

-Cześć. Jeśli chodzi o… - zamarłaś w pół zdania.

Szeroko otwartymi oczami wpatrywałaś się w pokój chłopaka, który był… normalny. Niebiesko-zielone ściany, jasny parkiet w kolorze pisku, niedbale zaścielane łóżko, duża szafa, kilka stojaków wypełniony różnoraką bronią białą i biurko przy którym teraz siedział Takeru i pieczołowicie polerował misternie zdobiony miecz.

-Co jest? Jesteś pod wrażeniem mojej kolekcji katan? - zapytał z dumą chłopak.

-Bardziej tym, że masz łóżko – odparłaś z lekkim rozbawieniem wchodząc głębiej do pomieszczenia i zamykając za sobą drzwi. - Spodziewałam się, że śpisz w posłaniu na matach.

-Chciałem, ale brat się uparł, że mamy mieszkać tak jak ludzie. Jednak dalej uważam, że sypianie w tradycyjnym stylu wzmacnia ciało i ducha!

-Nie wątpię… - mruknęłaś bez entuzjazmu. Od siły ciała i ducha wolałaś jednak swoje cieplutkie, mięciutkie łóżko. - Myślałeś już nad jakimś sposobem na Lokiego?

-No… - odłożył miecz i usiadł przodem do ciebie. - Nie ma tu potworów, które moglibyśmy na niego nasłać, ale może moglibyśmy oblepić czymś klejącym, na przykład tym żółtym, słodkim… miodem! Oblepimy go miodem i obsypiemy pierzem! Nie zmyje z siebie takiej hańby przez stulecia!

-Słabe – odparłaś siadając na łóżku. - Myślisz, że kogoś takiego jak Loki to ruszy? Jeszcze zacznie biegać po szkole i do wszystkich się przytulać, żeby ich też oblepić. Nie wiem jak tobie, ale mnie w pierzu nie jest do twarzy.

-To ty coś wymyśl! - obrażony założył ręce na piersi.

-Myślałam, żeby przemalować mu łeb na różowo ale znając jego to albo go to nie ruszy albo wykorzysta to do jakiegoś swojego kawału. Ale tak sobie myślę… Czego najbardziej pragnie Loki?

-Uprzykrzyć życie wszystkim dookoła?

-Poniekąd. Chce, żeby śmiać się z jego żartów. Trzeba będzie pogadać zresztą, a przede wszystkim z Thothem, ale może moglibyśmy zabrać mu publikę. Na jeden dzień zostałby w szkole sam jak palec.

-O! - bóg ruszył się tak gwałtownie, że prawie spadł z krzesła. - A jak będzie łaził po szkole szukając nas to może mu się przytrafić kilka nieszczęśliwych „wypadków”. Na przykład wiadro z miodem i pierze!

-Może być. Ale trzeba pogadać z resztą. Raz: czy zgodzą się ukrywać, a dwa… No cóż, mam wrażenie, że mogą mieć kilka ciekawych pomysłów na te nieszczęśliwe wypadki.

~*~

Kolejne trzy dni spędziliście na przygotowywaniu gruntu pod operację ochrzczoną „Wielkim Zniknięciem”. Thoth zgodnie z twoimi przypuszczeniami zgodził się bez oponowania odwołać zajęcia i poprosić Zeusa o zniknięcie na jeden dzień wszystkich dusz. Jemu też widocznie Loki zalazł za skórę, gdyż na wzmiankę o ewentualnych dodatkowych atrakcjach stwierdził, że zrobi wam listę propozycji.

Potem przyszła pora na innych bogów. Oni wykazali jednak dość różnorakie reakcje. Balder, którego byłaś gotowa nawet szantażować, zgodził się od ręki, tak samo jak Hades. Tsukito, Thor i Dionizos początkowo uznali wasz pomysł za zbędny trud, lecz szybko udało się wam ich przekonać przypominając kilka nieprzyjemnych wspomnień z nimi i Lokim w rolach głównych. Najdłużej sprzeciwiali się wszystkiemu Apollo i Yui, jakoby plan był wysoce niemoralny i wredny, jednak koniec końców, po zapewnieniu o zerowej szkodliwości społecznej i wysokim aspekcie edukacyjnym w końcu zgodzili się wziąć udział w planie. Tej dwójce jednak nie przedstawiliście wątku dodatkowych niespodzianek.

~*~

-Na jakim jesteśmy etapie? - zapytałaś, gdy tylko w umówionym miejscu pojawił się Takeru.

-Właśnie był na dachu i spadł na niego pomyjowy deszcze. Przez kilka dni będzie śmierdział starym ramenem. A jak idą przygotowania ciągu dalszego?

-Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z założeniami to niedługo powinien znaleźć się na dziedzińcu. Ryby i jaja już na niego czekają - westchnęłaś przeciągle. - Wiesz, że jak tak na niego patrzę to mi go trochę żal.

-Dostał to na co zasłużył!

-Wiem. Ale jest zupełnie sam. Nie wie co się stało. Nie wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji – spuściłaś głowę. - Mam nadzieję, że chociaż wyciągnie z tego nauczkę.

-Nie myślałem nad tym w ten sposób… Ale nie możemy się teraz wycofać! Ta ruda małpa zbyt długo grała nam na nerwach!

-Wiem. Po prostu złapały mnie teraz wyrzuty sumienia. Wybacz…

-W porządku… I no wiesz… - chłopak w mgnieniu oka z butnego stał się zawstydzony i zdenerwowany. - Emm… Dzięki, że się wszystkim zajęłaś.

Zrobiło ci się cieplej na sercu. Wiedziałaś, że Takeru jest ci wdzięczny za pomoc. Nie miałaś pojęcia skąd to wiesz, ale wiedziałaś. Coś w jego zachowaniu na to wskazywało. Ale nigdy nie przypuszczałaś, że zdobędzie się na powiedzenie tego na głos. Wiedziałaś, jaka duma jest dla niego ważna

-Oh! Nie ma za co. Jest w tym tyle samo twojej zasługi.

-I tak dzięki – stał czerwony jak pomidor i wyglądał jakby podejmował decyzję na miarę „powiesić się teraz czy poczekać jeszcze, może znajdę lepsze drzewo”.

Już miałaś go zapytać o czym tak myśli, gdy najwyraźniej się zdecydował. Pokonał dzielącą was odległość by niepewnie i sztywno cię przytulić. W pierwszej chwili nie wiedziałaś co się dzieję, lecz po chwili z dorodnym rumieńcem i równie sztywno jak bóg, odwzajemniłaś uścisk.

Biło od niego takie przyjemne ciepło.

Stalibyście tak może i dobrych kilka godzin, gdyby nie przechodzący obok Dionizos.

-Ej, gołąbeczki! Poobściskujecie się później. Loki idzie prosto na patio. Chyba nie chcecie tego przegapić?

Odskoczyliście od siebie i nie komentując zajścia czym prędzej udaliście się na wyższe piętra, skąd doskonale widać było jak bóg ognia próbuje robić uniki przed latającymi zgniłymi jajkami i śmierdzącymi śledziami.

~*~

Trzymaliście Lokiego w niepewności aż do późnego popołudnia.

-Proszę! Zrobię wszystko! - krzyczał zmęczony, znerwicowany, brudny, głodny i śmierdzący bóg ognia będący tym samym na granicy histerii. - Zrobię co tylko chcecie! Zeusie! Odynie! Cokolwiek! Tylko niech ta cholerna szkoła wróci do normy! Proszę! Niech wróci Balder, Thor i cała reszta! Błagam! Bła… - dokończenie tej litanii przerwało mu zobaczenie wszystkich zaginiony bogów wraz z tobą i Yui. Wszystkich całych i zdrowych. Ulga na jego twarzy była tak wielka, że myślałaś, że zaraz się rozpłacze. - Jesteście! Wreszcie! Co się z wami stało?! Gdzie byliście?! To sprawka Odyna?! Zeusa?!

-Nie, to był tylko żart, głupku – powiedziałaś Takeru z pełną satysfakcją.

-CO?!?!

-Udawaliśmy nasze zniknięcie – wytłumaczyłaś spokojnie. Nadal miałaś lekkie wyrzuty sumienia. - Chcieliśmy ci dać nauczkę. Mamy nadzieję, że teraz zrozumiesz, że twoje żarty są czasami dość okrutne.

Loki patrzył na was przez chwilę osłupiały po czym wybuchnął śmiechem.

-Dobre! - wydusił, gdy atak wesołości trochę mu zelżał. - Nie spodziewałem się po was takiego pomysłu i wykonania. Jestem dumny. To kto wpadł na taki genialny pomysł, co?

-Nasza dwójka! - odparł dumnie Takeru wskazując na ciebie, a ty kobiecym zmysłem już czułaś, że mimo wesołości Lokiego przyjdzie wam słono zapłacić za ten żart.

-Och! No proszę. Po was bym się tego nie spodziewał. Musze wam serdecznie pogratulować!

Podszedł do was z uśmiechem i pozorując serdeczne poklepanie po plecach pchnął Takeru tak, że poleciał prosto na ciebie. Do tego stał w takim miejscu, że upadając dotknął wargami kącika twoich ust. Dla was oznaczało to jednak jedną rzecz – pocałunek!

Bóg morza leżał na tobie w szoku kilka dobrych minut udając dorodnego pomidora. W końcu jednak wrócił mu kontakt z rzeczywistością. Zerwał się na równe nogi i z mordem w oczach zaczął gonić śmiejącego się szaleńczo Lokiego.

-No i wszystko po staremu – zaśmiał się Dionizos przypominając ci, że nie jesteście na dziedzińcu sami. Spłonęłaś jeszcze większym rumieńcem.

~*~

Tydzień minął… jak zwykle. Loki nadal robił żarty, choć może faktycznie trochę spuścił z tonu, Balder bronił go na każdym kroku, Dionizos przesypiał lekcje, Apollo wpadał w zachwyt w najmniej odpowiednich momentach, Tsukito zapisywał wszystko w swoim nieodłącznym notesie, a Yui wykazywała się ponadprzeciętną kreatywnością. Tylko Takeru trochę dziwnie się zachowywał. Tak jakby cię unikał.

Dlatego też dokładnie tydzień po Wielkim Zniknięciu znów stałaś przed drzwiami salonu braci Totsuka. Zapukałaś trzy razy. Tym razem również otworzył ci Tsukito.

-Cześć. Jest Takeru? - zapytałaś siląc się na lekki ton.

-Tak. Jest u siebie. Wejdź – powiedział odsuwając się.

Weszłaś do salonu, a starszy z braci zamknął za tobą drzwi i tak jak za pierwszym razem, bez słowa zniknął w swoim pokoju.

-Coś się stało, bracie? - usłyszałaś za sobą głos boga mórz. - Mamy… A, to ty. Po co przyszłaś? - jego ton zmienił się na bardziej nerwowy.

-Cześć. Ciebie też miło widzieć – odparłaś z ironią.

-Phi! Zbędna gadka. Mów lepiej po co tu przyszłaś.

-Chciałam z tobą porozmawiać. Mogę wejść?

-No dobra. Chodź – wrócił do pokoju.

Poszłaś za nim. Rozsiadł się na krześle starając się patrzeć wszędzie, tylko nie na ciebie.

-To o czym chciałaś ze mną porozmawiać?

-Mam wrażenie, że mnie unikasz od tej sprawy z Lokim. Mam rację? - sama byłaś pod wrażeniem jak stanowczo zabrzmiała ta wypowiedź względem tego jak niepewnie się czułaś.

-Wydaje ci się – odparł przyglądając się czemuś wysoce absorbującemu za twoimi plecami.

-Nie wydaje mi się. Nawet teraz nie chcesz na mnie spojrzeć. Co się dzieje, Takeru? - z każdym słowem podchodziłaś do niego, tak by w końcu stanąć bezpośrednio przed chłopakiem. Zrobiłaś krótką pauzę, wahając się przed wyciągnięciem ostatecznego argumentu. - To przez to jak na mnie upadłeś? Przez ten poc…

-NIE! - przerwał ci wstając tak gwałtownie, że krzesło przewróciło się z hukiem. - Nie! To nie tak! Cholerna ruda małpa! - zrzucił z biurka przyrządy do ostrzenia mieczy po czym kopnął mebel. Odsunęłaś się przestraszona jego wybuchem, choć wydawało ci się, że jesteś na niego przygotowana. - Ten wstrętny, podstępny szczur! To wszystko jego wina!

-Takeru! Opanuj się!

Twój krzyk podziałał na chłopaka jak kubeł zimnej wody. Stanął i rozejrzał się po pokoju jakby widział go po raz pierwszy. W końcu jego wzrok zatrzymał się na tobie.

-Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć – mruknął zawstydzony i usiadł ciężko na łóżku. Wyglądał na zmęczonego i zagubionego.

Po krótkim wahaniu usiadłaś obok niego.

-Hej, Takeru? Co się dzieje? Już dawno się tak nie zachowywałeś.

-Nie wiem! Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje! Od tego żartu, zawsze gdy jesteś gdzieś niedaleko przypomina mi się co zrobił ten kretyn! To wkurzające…

-Rozumiem, ale… Musisz mnie przez to unikać? Lubię cię i chciałabym spędzać z tobą czas. Zwłaszcza odkąd wiem, że można z tobą urządzać takie akcje jak ostatnio – dźgnęłaś go palcem w pierś. - To co? Pokażemy Apollowi i Yui co to znaczy zabawa? - zapytałaś z nadzieją i lekką przekorą w głosie.

Takeru patrzył na ciebie zdziwiony przez dłuższą chwilę, ale w końcu uśmiechnął się w ten typowy dla siebie, zadziorny sposób.

-Brzmi nieźle!

-Ale przestaniesz mnie unikać?

-Postaram się, chociaż nie wiem czy długo z tobą wytrzymam.

-Wredota – pokazałaś mu język. - Dobra, muszę się zbierać, bo jak Yui wróci i mnie nie będzie, to znowu dostanę kazanie, że powinnam się uczyć bo egzaminy i tym podobne.

-Taaa, znam to.

Odprowadził cię do wyjścia z salonu.

-To do jutra – powiedział, gdy byłaś już na korytarzu.

-Do jutra – odparłaś, a do głowy przyszedł ci szalony pomysł. Stanęłaś na palcach i cmoknęłaś chłopaka w policzek po czym odwróciłaś się szybko, a całą siłę woli włożyłaś w to, by uciec biegiem. Ciekawe co sobie pomyśli? To było bardzo głupie i szalone z twojej strony, ale i tak było warto!

Takeru natomiast stał osłupiały aż zniknęłaś za rogiem. W końcu jednak wrócił do siebie. Położył się na łóżku i potarł miejsce, którego chwilę wcześniej dotknęły twoje usta.

-Ta dziewczyna… Co ona ze mną robi?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania