Zamkowa Służąca. Rozdział I

-Podasz te owoce?! Nie każ mi czekać!- Wrzasnął Władca siedząc na swoim tronie. Z strachem w oczach podeszłam do niego z tacą owoców.

-No w końcu.- Warknął po czym zabrał z tacy kiść winogron. Dwie jego służące (a raczej jego ulubione panny) zaśmiały się.

Może zacznę od początku mojej historii...

Urodziłam się w domu służącej i jednocześnie opiekunki królewskich dzieci. Moja mama Magda nadała mi imię Natasha.

Gdy przyszłam na świat rządził król Henryk I i jego małżonka Reina. Mieli oni czwórkę dzieci: Asceasa, Bevisa, Ivesa oraz najmłodszego Henryka.

Jako mała dziewczynka pomagałam mamie w zamku, ale tylko rozstawiałam zastawę stołową albo bawiłam się w kuchni moją lalką. Pamiętam jak książę Henryk skaleczył się i ja musiałam mu oczyścić ranę miałam wtedy chyba z osiem lat.

Bardzo imponowali mi książęta, tylko bałam się jednego. Ivesa. Miał on ciemne włosy i ciemną karnację oraz ciemnoniebieskie oczy, w których widziałam coś dziwnego. Gdy tylko go widziałam uciekałam do kuchni do mamy.

Po śmierci króla Henryka I Walecznego tron objął jego syn. Tak dziedzicem tronu był Ivanes. Asceas i Bevis władali w ich "dzielnicach. Mieli oni wtedy po trzydzieści lat. Ja zaś Miałam wtedy czternaście lat. Zostałam jego służącą, a moja mama była kucharką. Nie byłam zadowolona z tej posady ani ja ani moja rodzicielka.

I właśnie tak dotarliśmy do tego momentu.

Ja czternastoletnia dziewczyna widzę co dzieje się w królestwie. To nie jest to królestwo, które pamiętam z dzieciństwa. To jest mordor. Nienawidzę tego władcy. Wysłał mojego Ojca i parę innych mężczyzn z okolicznych wiosek na front. Nie wrócili i nie wrócą. Tęsknie za nim. Za moim dzielnym tatą. Bardzo. Słyszę czasem jak mama w nocy łka do medalika taty, które jest przy jej łóżku.

Westchnęłam cicho.

-Co tak stoisz? Wracaj do kuchni!- Rozkazał Ivanes. Zabrałam tackę i lekko się skłaniając poszłam czym prędzej do kuchni. Do mojej rodzicielki. Odstawiłam tackę i przytuliłam się do mamy od strony jej pleców.

-W czym ci mamuś pomóc?- Zapytałam jej.

-Dziś już nie musisz mi pomagać słonko. Idź sobie pospaceruj albo pójdź do ogrodu lub do koni- Odparła z lekkim uśmiechem. Kiwnęłam tylko głową i poszłam do ogrodu. Był on kawałek od zamku. Miałam tam małe poletko na warzywa i owoce na królewski stół. Przykucnęłam po czym zaczęłam pielęgnować rośliny.

Wtem padł na mnie czyjś cień. Spojrzałam w górę i zobaczyłam go.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Aksi1 3 miesiące temu
    Może być, tylko radziłabym ci popracować nad stylem, gdyż tekstu nie czyta się płynnie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania