Zamkowa Służąca. Rozdział III

No więc nadszedł dzień balu połączonego z koronacją teraz już naszego króla. Było wręcz cudownie.

Król Henryk tak dumnie uniósł berło wraz z jabłkiem trzymając głowę, na której miał koronę wysoko i patrzał się na nas z uśmiechem. Ivanes na swojej koronacji również trzymał głowę uniesioną wysoko i spoglądał na nas, lecz w jego oczach były płomienie zła i okrucieństwa. Mają podobne uśmiechy tylko król Henryk ma znacznie milszy uśmiech od tentego tyrana.

Moja mama patrzała zadowolona na nowego króla w sumie nie tylko ona, wszyscy patrzeliśmy z uznaniem na niego.

Po koronacji wszyscy poszliśmy do sali balowej w zamku. Wraz z mamą i dwiema sprzątaczkami panią Olgą i Tiną zaczęłyśmy podawać do stołu rozmaite przysmaki. Padło na nieszczęście albo i szczęście, że ja mam zanosić jedzenie i picie przy miejscach gdzie siedział król wraz z swoimi starszymi braćmi bliźniakami nazywali się Asceas i Belvis. Są oni jak dwie krople wody, z trudem ich rozróżniałam. Z lekkim uśmiechem podawałam do stołu jedzenie. Aż nadszedł moment gdy orkiestra zaczęła przygrywać skoczną wesołą piosenkę. Bliźniacy wstając wzięli swoje żony za dłonie i poszli wraz nimi na środek sali gdzie zaczęli tańczyć, to samo uczyniła większość zaproszonych osób, a nie było ich mało. Sala zaczęta mienić się kolorami sukien kobiet. Przyglądałam się tak temu wszystkiemu trzymając talerzyk przekąskami, aż usłyszałam głos, spokojny i przyjemny przy moim lewym uchu.

-Zatańczymy Natasha? - Odwróciłam się. Za mną znów stał król. Odwróciłam się z trudem utrzymałam talerzyk z przekąskami

-Przykro mi królu, ale jest tu sporo do zrobienia, i chyba to nie jest za dobre by król tańczył z zwykłą służącą… - Powiedziałam nawet nie patrząc na twarz króla.

-Oh, ale ty nie masz jeszcze miana służącej, tylko jej córki więc to żaden problem. - Miał rację. W sumie jeden taniec z królem… Przytaknęłam głową zgadzając się na taniec. Odłożyłam talerzyk a król wziął moją dłoń i poszliśmy na parkiet. Starałam nie patrzeć się na niego, głupio mi trochę było z nim tańczyć. Pozwoliłam sobie spojrzeć mu na chwilę w oczy. Ten błękit, gdy się patrzy z bliska w jego oczy widać jaki mają piękny niebieski odcień, chyba ani jedna farbka nie ma takiego pięknego koloru. Widać po nich, że nasz nowy król ma szlachetne serce, które potrafi kochać czystą miłością.

Po chwili tańca podziękowałam królowi za taniec i wróciłam do moich obowiązków.

Bal trwał do późnej nocy. Za to wszyscy, którzy wychodzili z sali byli radośni. Ja też cały czas po głowie chodzi mi ten cudny taniec z królem. Po prostu magia.

Padłam bezwładnie na łóżko i zamknęłam oczy. Odpłynęłam w krainę snów.

Śnił mi się taniec z królem. Te jego błękitne oczy utkwiły mi tak bardzo w głowie. Jeden obrót, drugi obrót, trzeci… Gdy spojrzałam znów na twarz króla, zorientowałam się, że to nie król Henryk tylko jakiś zupełnie inny chłopak o bardzo podobnych rysach. Mógłby mieć jakieś piętnaście lat może szesnaście. Miał ciemne jak bez gwiezdna noc oczy, lekko opaloną skórę i bliznę na prawym policzku, która ciągnęła się aż do szyi.

Powiedział coś do mnie, nie pamiętam co były to za słowa, ale pamiętam, że po tym zobaczyłam jego uśmiech delikatny jak płatki maku uśmiech, którego nie można opisać zwykłymi słowami.

Ten uśmiech i oczy kryły w sobie taką tajemnicę, że zapragnęłam poznać ją, zapytać zrobić cokolwiek by poznać intencje tego uśmiechu.

Potem obudziło mnie stłuczenie donicy na balkonie. Ktoś tu jest? Zerwałam się na równe nogi i powoli podeszłam do okna, ale zastałam tam tylko gwiazdy migoczące na niebie.

Reszty nocy nie przespałam.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania