Sens Plecionki
Tekst z 2018
Gdy czas zmieni oblicze, ile go już nie ma,
życie wciąż garbate, mały skrawek nieba.
Na bruku skrzypi trumna, w zaprzęgu co być musi,
odrywa to wspomnienie, co nigdy nie powróci.
Niewinny nóż na stole, cichutko sobie leży,
ktoś go włoży w serce, musi w to uwierzyć.
Figurka zamrożona, na progu tkwi samotnie,
żyje w niej nadzieja, że ujrzy piękną wiosnę.
Skowronek chociaż niemy, frunie jednak w niebo,
mimo wszystko nucić, przeistoczyć w drzewo.
Korzenie w sercu ziemi, wiatrem gnane słowa,
przeszłość tu zbłąkana, nad nią lśni zasłona.
Zmącenie wody falą, zatrucie swoim jadem,
na hologram mostu, ego znowu gnane.
Kolizja miodu z pszczołą, śniegu z mroźnym wiatrem,
mroku z cieniem nocy, oczu z własnym blaskiem.
Jakby tak uśmiechu, dodać cierniom cząstkę,
pryzmat ścian kryształu, zrodzi dróg plecionkę.
Wtedy łzy symetrii, nie są takie same,
los w srebrzystej tafli, chaosem śni nirwanę.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania