Poprzednie części:  Rozstanie drzew

Rozstanie

Obdarzyłam ciebie prawdziwą miłością.

Byś lepiej zrozumiał sens współistnienia.

Często otwierałam się przed tobą zupełnie.

Lecz ty splugawiłeś nasze uczucie w kloace zła.

Za moim pośrednictwem zniszczyłeś wielu ludzi.

              

Przyznaję.

Też jestem za to odpowiedzialna, w znaczącym stopniu.

Bo tak bardzo kochałam.

Ty raniłeś, lecz ja nie chciałam ranić ciebie.

            

W końcu przyszło dokonać wyboru.

Wyostrzyłam zmysły.

To nie mogło tak dłużej trwać.

Za dużo wyrządzonych krzywd

bez możliwości naprawienia czegokolwiek.

           

Przejrzałam przez mgłę zauroczenia,

w którą mnie spowiłeś.

             

Zaproponowałam popłynięcie łódką.

Niczego nie podejrzewałeś.

Pogoda się radykalnie pogorszyła.

           

Niebo zasłoniły ciemne chmury.

Rozszalała się burza.

A zatem zgodnie z tym, co przewidziałam.

           

Fale targały nami jak łupinką orzecha.

Strach w twoich oczach.

był jaśniejszy od światła błyskawic.

      

Wypadłeś z łódki, lecz ostatkiem sił,

tuliłeś mnie mocno, już tylko jedną dłonią.

Czerwoną smugę ciebie zmyła woda.

Byłam twoją brzytwą.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania