Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

TBR – 2008 – 08, rozmyte

Zapach był pierwszą rzeczą którą rejestrował, bo wtedy jeszcze to robił.

 

Demi glace zostawiony wieczorem do wystygnięcia, rano rozpierdalał zmysły na elementy pierwsze. A za to odpowiadał gastronomiczny Graal, ten legendarny i definicją nie ujęty w podręcznikach, fenomenalny proces rodem z polskich kuchni.

 

"Ważne, żeby się przegryzło".

 

Chuj tam w osmozę. Poranne myśli kuchenne były jednym z powodów jego wcześniejszego pojawiania się w pracy. Wolał się przerzucać nimi we własnej głowie, niż słownie z kimś obok. Może to przez niechęć do ludzi, bo nie słuchali. Być może uwielbiał ciszę przed burzą, ten powoli narastający huk dnia gastronomicznego. Albo tą satysfakcję, że to on powoduje nasilanie się tego ciśnienia.

 

Chuj wie.

 

Czyli powinien, a nie wiedział. A może wiedział, może miał to w dupie.

 

"Chujem nie jesteś, szefem nie będziesz".

 

To zasłyszane gdzieś jeszcze na praktykach zdanie mimowolnie wybrzmiewało mu echem z tyłu głowy. Leżało, czekało. Przegryzało się. Do kości. A gdyby nie one, demi glace by nie istniał. Zaczął od cedzenia. Fascynowało go że przed włożeniem do gara szpik wydawał się nieusuwalny z kości. Jakby razem z nią tworzył jedność. Jednak czas i ekstremalne warunki otoczenia sprawiają że trwałość wiązania się ulatnia.

 

Kurwa, coś znajomo, nie?

 

***

 

Czterdzieści pięć kilogramów materiału na dwanaście kilogramów Demi. Mało? Wydawać się może. A co jest faktycznie? Dwanaście tysięcy gramów czystej magii.

 

Baza to masło, cebula/szalotka, czosnek.

 

Da wiśnie i Demi. Wiśniowy.

Da jeżynę i Demi. Jeżynowy.

Da porzeczkę i Demi. Porzeczkowy.

Jedyny limit to jego własna wyobraźnia. Czysta natura bez zagęstników gdy żelatyna z kości odwala całą robotę. Bez zasmażki czy tej pierdolonej zaklepki.

 

Później zmiesza jego część z sokiem z buraka, zaleje tym blachę z wołowiną i pomęczy z pięć godzin w piecu.

 

***

 

Spojrzał na odpady. Kości. Pozostałości włoszczyzny, pomidorów, selera naciowego, ktoś chyba nawet dynie wpierdolił w to wszystko. Cebuli, czosnku i ich łupin. Papkę która była kiedyś tymiankiem, rozmarynem, szałwią, natką i kolendrą. A wino jedyny ślad który po sobie zostawiło to ta cierpkość smaku w dziele. Czyli w sumie zrobiło to co robi zwykle. Tyle smaków w jednym punkcie.

 

"Jeśli to nie jest definicja harmonii, to definitywnie pierdolę definicję definicji"

 

Zaśmiał się pod nosem, zawsze go rozbawiały jego własne myśli. I wtedy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi restauracji.

 

– Kurwa mać.

 

A to już powiedział głośno.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Aeliora 2 godz. temu

    Jag 🫶💪💪💪wow

  • JagVetInte godzinę temu

    Wow, że wow? No to Wow. Dzięki 🫡

  • Aeliora

    JagVetInte tak jest :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania