1. Rodzinny dom

Od niemal dwudziestu lat moje sny nawiedzają te same obrazy. Jednym z nich jest rodzinny dom – zwykłe, dwupokojowe mieszkanie, w którym spędziłam pierwsze siedem lat życia. Miejsce, które mój umysł z jakiegoś powodu zapamiętał jako bezpieczną przystań.

Może dlatego, że po wyprowadzce było już tylko gorzej?

Po dziś dzień pamiętam topografię i umeblowanie każdego pomieszczenia – za wyjątkiem kuchni. To była twierdza matki; dzieci nie powinny się tam krzątać. Miały przecież „swój” pokój. Moja przestrzeń ograniczała się do dwudziestu metrów, które dzieliłam ze starszym rodzeństwem. Rodzice mieszkali obok, w pokoju mniejszym o połowę. Żadne z naszej trójki nie było u nich mile widziane. Mieliśmy nie wchodzić i nie przeszkadzać, jeśli nie zachodziła wyższa konieczność. Zimny chów lat dziewięćdziesiątych. To typowe dla tamtego okresu… prawda?

W sypialni rodziców mieściła się toporna meblościanka zakrywająca całą ścianę, duży stół i rozkładana wersalka, na której ojciec zwykle odpoczywał po pracy.

W tamtym momencie mamy nie było w pobliżu – inaczej z całą pewnością odesłałaby mnie do „mojego” pokoju. Ukradkiem przemknęłam przez długi korytarz i po chwili siedziałam już na tapczanie tuż obok taty, który próbował uciąć sobie popołudniową drzemkę. Wzięłam w moją małą rączkę jego męską, silną dłoń, pokazując mu dwa srebrne pierścionki, które chwilę wcześniej wygrzebałam ze szkatułki siostry.

– Zostaniesz moim mężem? – zapytałam z nadzieją w głosie, wlepiając w niego wielkie, szaroniebieskie oczy.

Tata spoglądnął na mnie łagodnie.

– Ale mama jest moją żoną – odpowiedział z uśmiechem pełnym poczucia winy, ewidentnie nie chcąc mnie urazić.

– Ja też chcę, proszę! – podniosłam nieznacznie głos, marszcząc nos.

– Dobrze – zgodził się niepewnie, wyciągając prawą dłoń w moją stronę.

Z dumą wsunęłam srebrny pierścień z czarnym grawerem na jego najmniejszy palec, a następnie to samo zrobiłam z drugim, który założyłam na swój serdeczny paluszek. Był za duży o co najmniej kilka rozmiarów, ale w tamtym momencie nie miało to żadnego znaczenia. Liczyło się tylko to, że za chwilę tata będzie „tylko mój”.

– I nigdy mnie nie opuścisz? – zapytałam z trwogą.

– Nigdy – mruknął sennie pod nosem.

– I jesteśmy mężem i żoną! – ogłosiłam triumfalnie, zwieńczając słowa pocałunkiem w policzek.

Tata uśmiechnął się delikatnie i znów zamknął oczy, a ja wtuliłam się w jego klatkę piersiową, która poruszała się w rytmie powolnych, głębokich oddechów.

– Kiedy się przeprowadzamy? – spytałam po chwili, czując nagły przypływ ekscytacji.

– Niedługo – odrzekł, a w jego tonie pojawiła się nagle dziwna, frasobliwa nuta.

– I będę miała swój pokój? – drążyłam, nie posiadając się z radości, choć nie rozumiałam, dlaczego w zasadzie mamy opuścić to miejsce. Dziadkowie ze strony mamy mieszkali dwa bloki dalej, a babcia ze strony taty nie więcej niż pięćset metrów od nas. Mieliśmy tam cały swój świat – bliskich, przyjaciół i znajome kąty.

– Tak – westchnął coraz bardziej zmęczony.

Dopiero po latach zrozumiałam, że ta rozmowa nie była dla niego łatwa. Znał powód tej nagłej ucieczki – tak jak cała reszta rodziny, poza mną.

Z uśmiechem na twarzy wtuliłam się mocno w jego ciepłe ramiona.

– Już nie mogę się doczekać!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • siena godzinę temu

    Spokojne, kojące.

  • Dalia

    Dziękuję za lekturę i komentarz 🙂🙂

  • andrew24 godzinę temu

    Mieć tożsamość...
    Wielu ją zgubiło. Idą za tłumem.

    Pozdrawiam serdecznie
    miłego popołudnia

  • siena

    Chaos emocjonalny docierający do naszych głów zaburza tożsamość

  • Dalia

    Dzięki że wpadłeś! Pozdrowienia 🙂

  • Dalia

    siena Trafna uwaga🙂

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania