11 września
The morning is too clean,
a needle of blue splitting the city’s skull.
Steel bones hum like tuning forks—
they do not know their hour has come.
A bird of fire enters the window,
its wings full of passengers,
its beak a scream sharpened against the sky.
Paper drifts down like white confessionals,
ash blossoms, gray snow in September.
I taste smoke in my teeth.
The air is stitched with falling bodies—
buttons, shoes,
a hand that once wrote love-letters.
The towers are candles,
two wicks burning in daylight,
and the wind takes them,
swallows them into a throat of dust.
What remains?
A silence fat with ghosts,
the skyline’s mouth broken,
and a nation kneeling
before its own shadow.
Komentarze (10)
Zginęło około trzech tysięcy ludzi a nadal nie zidentyfikowano prawie połowy, czyżby przebywały nielegalnie na terenie USA? i nieszczęśliwie znalazły się w tamtym miejscu.
Cały przebieg działań świadczy o perfekcyjnym przygotowaniu i wyszkoleniu 19-stu terrorystów, zapewne każdy rząd chciałby mieć tego typu zbrojny oddział.
Jest jeszcze kwestia czwartego samolotu, który został bohatersko rozbity przez załogę... a jeśli został zestrzelony? przecież i tak nie mieli żadnych szans na przeżycie.
Ps. Tekst artykułu w pierwszej chwili wyświetla się w języku angielskim.
cul8r
Zginęło około trzech tysięcy ludzi a nadal nie zidentyfikowano prawie połowy, czyżby przebywały nielegalnie na terenie USA? i nieszczęśliwie znalazły się w tamtym miejscu.
Cały przebieg działań świadczy o perfekcyjnym przygotowaniu i wyszkoleniu 19-stu terrorystów, zapewne każdy rząd chciałby mieć tego typu zbrojny oddział...
Jest jeszcze kwestia czwartego samolotu, który został bohatersko rozbity przez załogę... a jeśli został zestrzelony? przecież i tak nie mieli żadnych szans na przeżycie.
Nic nie dzieje się bez przyczyny i skojarzeń
Tu porównam Majdan i wojnę na trenie Ukrainy
Pod wspólnym hasłem "Hamas wyplenimy"
błękitna igła rozłupuje czaszkę miasta.
Stalowe kości brzęczą jak kamertony –
nie wiedzą, że nadeszła ich godzina.
Ptak ognia wlatuje przez okno,
jego skrzydła pełne są pasażerów,
jego dziób to krzyk wyostrzony na tle nieba.
Papier opada jak białe konfetti
kwiaty jesionu, szary śnieg we wrześniu.
Czuję dym w zębach.
Powietrze jest usiane spadającymi ciałami –
guzikami, butami,
ręką, która kiedyś pisała listy miłosne.
Wieże to świece,
dwa knoty płonące w świetle dnia,
a wiatr je unosi,
połyka w gardziele pyłu.
Co pozostaje?
Cisza przesycona duchami,
usta horyzontu złamane,
i naród klęczący
przed własnym cieniem.
To wolne tłumaczenie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania