3. Dwadzieścia pięć metrów
Dziecięce oczekiwanie niemal zawsze karmi się ekscytacją i niepohamowaną ciekawością. Tak było i wtedy, gdy przygotowywaliśmy się do przeprowadzki. Z każdym dniem euforia rosła, a myśl, że każda minuta zbliża mnie do nowej przygody, sprawiała, że w mojej głowie pączkowały coraz to nowsze wyobrażenia tego, jak to będzie. Nowy dom, nowi znajomi, nowa szkoła, nieznane dotąd miejsca i ludzie…
Jakież było moje zdziwienie, kiedy ten dzień wreszcie nastał.
Jeśli miałabym ująć to w jednym słowie, powiedziałabym: ROZCZAROWANIE.
Już sama ulica, na której znajdowała się ta zaniedbana, dwupiętrowa kamienica, budziła we mnie strach i obrzydzenie.
Nowa okolica nie miała w sobie nic z przestrzeni i różnorodności, do których przywykłam. Brakowało tu zieleni, kortu i beztroskiego gwaru dzieci biegających po placu zabaw.
Najgorsze było jednak przed nami.
Gdy otworzyły się drzwi na pierwszym piętrze, weszliśmy prosto do małej, dziesięciometrowej klitki – naszej nowej kuchni. Za nią znajdował się tylko jeden pokój, nie większy niż piętnaście metrów. Spojrzałam na te dwie puste przestrzenie i w głowie miałam tylko jedną myśl: jakim cudem upchniemy tu cały nasz dotychczasowy dom?
Otóż… nie upchnęliśmy.
Zmieściła się stara kuchnia, stół, rozkładane kanapy i dwie toporne meblościanki. Jedną z nich rodzice ustawili na środku pomieszczenia, tworząc prowizoryczne „dwa pokoje”.
Brakowało wszystkiego, a przede wszystkim – łazienki. Ta pojawiła się z czasem w kuchni, gdzie rolę wanny przejęła wielka, pomarańczowa miska.
Z kolei na korytarzu, po lewej stronie od wejścia do mieszkania, znajdowało się podłużne pomieszczenie z rzędem ubikacji – zupełnie jak w szkolnej toalecie…
Jedna kabina należała do nas. Do dziś mam pod powiekami tamten ciężki, srebrny klucz ze zwieńczeniem w kształcie serca.
I tak mieliśmy spędzić kolejne cztery lata: trójka dzieci, w tym dwoje dorastających nastolatków, dwoje dorosłych i pies z ciężką agresją lękową. A wszystko to na dwudziestu pięciu metrach kwadratowych.
Tak rozpoczął się mój przyspieszony kurs dorastania. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to ledwie zapowiedź tego, co ma nadejść…
Komentarze (2)
/weszliśmy prosto do małej, dziesięciometrowej klitki – naszej nowej kuchni./ – w pierwszej chwili se pomyślałem – na co tu narzekać? ale pomijasz tutaj pojęcie m² 🐝
Tak nieco ogólnie:
W nieodległych jeszcze czasach w jednej izbie żyły trzy pokolenia rodziny a obok za ścianką (albo i bez) mieszkała ich trzódka – dzięki której istnieli 🪂🌈🍀😜
Słuszna uwaga. Oczywiście, masz rację.
Przy czym nie o same warunki mieszkaniowe tutaj chodzi…
Tekst zawiera wspomnienia dziecka, którego jedyny punkt odniesienia to emocjonalny świat dorosłych. Ciasnota na dwudziestu pięciu metrach była tylko tłem dla znacznie dotkliwszej ciasnoty – tej emocjonalnej, w której zabrakło przestrzeni na podstawowe poczucie bezpieczeństwa.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania