Album cz 1

Dla chorobliwie zainteresowanych cudzymi życiorysami. To opowiadanie stylizowane na rodzaj pamiętnika!

 

16 stycznia 196. r.

 

Od paru dni oglądam ten świat i oddycham jego powietrzem. Nie za bardzo mi się podoba. Wszystko wokół jest duże – zarówno przedmioty jak i ludzie. Ścisnęli mnie w jakiś szmatach, położyli w łóżku i mało ich obchodzę nawet jak się wydzieram i dopominam o zainteresowanie.

Później też tak będzie?

Co parę godzin zanoszą do matki i przystawiają do ciepłej piersi. Łapczywie połykam to, co w niej jest, a co z trudem wysysam.

To ciężka praca.

Wczoraj pielęgniarka pomyliła chyba kierunki i zamiast do baru zaniosła mnie na koniec korytarza. Stanęła przed dużą szybą i wystawiła na pokaz jak w jakimś zoo.

Po drugiej stronie widziałem przystojnego gościa z czarnymi, falującymi włosami, pociągłą twarzą o wyrazistych rysach i lekko orlim nosie. Obok stała postawna kobieta o władczym spojrzeniu. Stroili do mnie jakieś głupie miny.

– Tiu, tiu. – Pielęgniarka wydaje z siebie jakieś idiotyczne dźwięki, łaskocząc mnie pod brodą. – Zobacz, to tatuś i babcia przyszli cię zobaczyć.

Chuj mnie oni obchodzą. Chcę do baru i do mamy.

 

17 stycznia 196. r. Flesz 1.

 

Nakarmiony miałem już iść spać, a tu ruch wokół mnie.

Niby dobrze, bo w końcu się mną interesują tak, jak na to zasługuję, ale chciałem się zdrzemnąć, a tu owijają całego w kolejne warstwy kocyków i becików. Zaczynam się drzeć, bo strasznie gorąco. Na głowę włożyli kretyńską, wysoką czapkę z rogiem pochylonym do przodu i trzasnęli fotkę.

Głęboko schowam to zdjęcie, bo wyglądam na nim jak skrzyżowanie krasnala z żabą.

Pomarszczona, rozdarta gęba wystaje spod tego błazeńskiego nakrycia głowy.

Kto to wymyślił?

Babcia trzyma mnie w ramionach, a ojciec siada z przodu starej „Warszawy – garbusa”.

– Musisz podjechać wieczorem do Ali po pokarm. – Babka odgarnęła mi z twarzy tetrową pieluchę i pogładziła kciukiem po nosku. – Będzie trzeba przyjeżdżać dwa razy dziennie. Najlepszy jest pokarm matki.

– Dobrze mamo. To tylko parę dni. Ala ma wyjść w czwartek.

Poczułem, jakby babka przycisnęła mnie do siebie mocniej.

– Musimy omówić parę spraw, Januszku. Wy mieszkacie na wynajętym i jeszcze parę lat poczekacie na mieszkanie. Ja jestem sama, odkąd się wyprowadziłeś. Mam propozycję dla was... .

Ojciec obrócił się niespokojnie.

– O co chodzi?

– Wydaje mi się, że lepiej będzie jak Piotruś zostanie jakiś czas u mnie. Wy się musicie trochę urządzić. Studiujecie oboje, Ala powinna dojść do siebie po „cesarce”. Wynajmę nianię, łóżeczko już kupiłam.

– Jak to kupiłaś, mamo?! Skąd wiesz, że się zgodzimy?

Babka uśmiechnęła się kącikami ust.

– Przekonanie Ali zostaw mnie. A ty, synu, zastanów się. Dziecko to obowiązki, a wy na studiach, czasu na nic nie ma, płacz po nocach. Mam warunki i pieniądze. Wy odkładajcie, bawcie się, poużywajcie trochę życia, póki jesteście młodzi.

W oczach ojca błysnęło wahanie.

– No, nie wiem... . Muszę porozmawiać z Alą.

– Najpierw ja z nią porozmawiam.

Rozdarłem się na cały regulator. Tu się jakiś gruby szwindel szykuje ze mną w roli głównej!

W albumie dziesiątki zdjęć wklejonych lub upchniętych w szarą kopertę. Rozsypałem jej zawartość na stole. Większy lub mniejszy format, poząbkowane brzegi. Większość wyblakła i rysy twarzy są słabo widoczne. Powoli na nich rosłem. Portretowe zdjęcie aniołka z długimi, falującymi włoskami i jasnym komplecie flanelowym. (Miałem chyba ze dwa latka). Chłopczyk w stroju kowboja, siedzący na kolanach św. Mikołaja – to zabawa choinkowa w przedszkolu. Coraz ciemniejszy blondynek z powagą w oczach i jakimś dziwnym rozkojarzeniem. Puszczający latawiec i grający w piłkę.

 

Zaakceptowałem dziwny układ. Mieszkałem u babci i do rodziców chodziłem w niedzielę w gości. Mały człowiek do wszystkiego się przyzwyczai. Coraz częściej mówiłem do babci „mamo” i nikt (poza matką) nie oburzał się. A babka mnie kochała. Bardzo. Taką zaborczą miłością, kiedy matce odebrane zostanie jedyne dziecko (ojciec) i dostała jego krew we wnuku. Chyba chciała na mnie poprawić błędy wychowania jakich dopuściła się na ojcu. Ominąć złe rzeczy. I nawet częściowo jej się udało. Jednakże wahadło wychyliło się w drugą stronę. Nie ma równowagi u dziwnych natur.

Też bardzo ją kochałem.

 

7 lipca 196. r. Flesz 2.

 

Ten chłopczyk z zadartym noskiem, bez siekaczy i z równiutką grzywką jasnoblond włosów to ja.

Siedzę na progu starej chałupy w D., ściskając piłkę. Krótkie spodenki z szelkami, których nienawidzę z całego, dziecięcego serca. Są z wełny i strasznie mnie gryzą. Jakby mało było, mam takich dwie pary!

Zaciśnięte wąskie usta. Mało mam zdjęć, gdzie się uśmiecham. D. jest rodzinną wsią babki i czasami tu przyjeżdżamy. Bawię się z wiejskimi dziećmi w chowanego, partyzantów (tu była wyjątkowo silna w czasie wojny) i taplam w bajorze z kaczkami i gęsiami.

– Piotrusiu, chodź na chwilę! – słyszę z głębi domu głos babki.

Przy stole siedzi jej brat z żoną – ciotką Helą i trójka ich dorosłych dzieci. Wszyscy słuchają w radiu „Rodziny Matysiaków” i siorbią herbatę.

Przyjazd babki to rodzinne święto. Mimo fatalnego życiorysu (żona przedwojennego oficera, nauczycielka tajnego nauczania i członek AK), po okresie stalinowskim szybko pięła się po szczeblach kariery. Była dyrektorką szkoły, szefową ZNP i przewodniczącą Ligi Kobiet. Udzielała się w najprzeróżniejszych organizacjach. W ZSL–u, gdzie była członkiem zarządu wojewódzkiego, organizowała imprezy okolicznościowe i akademie.

Jestem z niej dumny, kiedy wybierając się na oficjalne spotkanie, zakłada beżowy kostium, a do niego przypina rzędy medali i orderów. Jeden bok żakietu wyraźnie zmierzał w dół, a moi koledzy i ich rodzice patrzyli z szacunkiem i podziwem.

– Piotrusiu, weź sobie „ptasie mleczko”. – Podsuwa mi po stole opakowanie. – Schowałam specjalnie dla ciebie i tu przywiozłam. Co przyjdzie twoja mama, to prucia po szafach i wyjada twoje słodycze.

Kocham babkę. Jest najlepsza i najmądrzejsza pod słońcem, ale nie lubię jak tak mówi o mamie. Nie widziałem jej grzebiącej w starej szafie w przedpokoju. Tam zawsze były odkładane łakocie. Często słyszę o tym, że podbiera mi pomarańcze, cukierki, wafelki czy wypija moją oranżadę.

A może tak rzeczywiście jest?

 

Setki takich drobnych uwag wsączała mi w mózg. Wydaje mi się dziś, że cel był jeden – wzbudzić moją nieufność do matki i zamknąć drogę powrotu do rodziców. Chodziłem do nich coraz mniej chętnie. Uważałem to za stratę czasu. Mieszkaliśmy w niedużym bloku (szesnaście mieszkań) i wszyscy byli jak jedna, wielka rodzina. W piwnicy zrobiliśmy z pralni klub. Wszyscy bywali u wszystkich. Wspólne kiszenie kapusty czy robienie przetworów. Było nas sporo dzieciaków, bo to czasy, kiedy ludzie nie zarzynali się z powodu pieniędzy, a rodziny miały co najmniej dwoje dzieci. Tak się składało, że połowa była Świadkami Jehowy. Uczestniczyłem w ich spotkaniach, modliłem się z nimi i nikomu to nie przeszkadzało.

A u rodziców nuda. Ojciec często przychodził podpity z jakichś niedzielnych kursów, które prowadził. To jest jeden z tych błędów wychowawczych, które babcia sobie zarzucała. Zapewne myślała, że mnie przed tym uchroni. Nie udało jej się. Ostre dyskusje, kiedy wracał na rauszu, nudziły mnie. Ciągle dopytywałem babci, kiedy wracamy. I widziałem żal w oczach matki. Potem zrozumiałem, że niewiele mogła. Młoda (dziewiętnaście lat, jak mnie rodziła), bez żadnego wsparcia w swojej rodzinie i całkowicie zależna od ojca i babki.

Musiało ją boleć.

 

21 czerwca 196.r. Flesz 3.

 

To zdjęcie, samo w sobie nic nie wnosi do tej opowieści. Ważne jest to, czego przy okazji tej imprezy się dowiedziałem, a co zrozumiałem dopiero po latach.

Imieniny matki. Przy stole zastawionym różnymi potrawami i butelkami siedzą goście: ciotka Danka z wujkiem Staszkiem, ojciec, matka, babka, dalej wujek Janek z Zabrza i kilkoro sąsiadów.

Nie ma rodziców mamy. W zasadzie nigdy ich nie widziałem albo nie pamiętam.

Czemu tak jest?

Tu się właśnie dowiedziałem wiele, choć wtedy niewiele zrozumiałem.

 

Leżę w drugim pokoju i świat wiruje mi w głowie. W powszechnym zamieszaniu imprezowym ściągnąłem ze stołu kieliszek z winem „Mistella” i wypiłem po kryjomu. Fascynowało mnie, jak dorośli wznosili toasty. Mam nadzieję, że nie jest wstęp do dozgonnej miłości z kochanką – Mistellą.

Niewiele potem pamiętam, ale podobno goście mieli ze mnie straszny ubaw. Wygłupiałem się, łaziłem po stole, śpiewałem jakieś piosenki.

Matka z babką zabrały mnie do pokoju i ułożyły w łóżku. Myślały, że usnąłem...

– Jak go pilnowałaś? – Podniesiony, na przydechu, głos babci. – Taki wstyd. W twoim domu..., twój syn... .

– Przecież koło mamy siedział. Czy on chce przy mnie być? Tak mama załatwiła, że nie mam właściwie dziecka. Przychodzi do nas jak gość w odwiedziny. Czyja to robota?

– A czego się spodziewałaś? Pamiętaj skąd wyszłaś i to ja cię przygarnęłam. Byłaś zakrwawiona, w jednej piżamie i miałaś osiemnaście lat. Dostałaś mojego syna, to w zamian mam Piotrusia. Nie nadawaliście się na rodziców.

Słyszę przytłumiony szloch matki. Drżący głos.

– Wykorzystałaś to, żeby mi go zabrać. Nie miałam nic do powiedzenia. Zagroziłaś... .

– Milcz, może nie śpi. Gdyby nie ja, nic byście nie mieli i ty byłabyś nikim. Kto cię wepchnął na studia? Kto załatwił pracę w szkole? Tyle, że twój ojciec załatwił chociaż to mieszkanie. Na ten ich majątek to niewiele. Wystarczająco cię nienawidzą, żebyś nie miała wyjścia. Masz tylko mnie i Janusza.

– Mam jeszcze syna. Oddaj mi go! – Matka podniosła głos. Była w nim prośba i lęk.

– Jeszcze nie. Będzie taki, jak ja chcę. Dopiero wtedy.

Powoli odpływałem w wirujących, kolorowych kręgach. Czy tylko od wina półsłodkiego?

 

Mamy tu więc pierwszy kontakt z alkoholem (cóż za materiał dla psychoanalityka w temacie uzależnień). Czasami zdarzają się zdjęcia z rodzicami na jakiś niedzielnych spacerach do pobliskiego parku. Jedno jest, kiedy siedzę na kucyku, a obok stoją rodzice. Ciągle te ohydne, wełniane spodenki na szelkach! Ale zdecydowana większość to sam Piotruś albo z babcią. Na wczasach w Kołobrzegu, w Ciechocinku pod tężniami itp.

Lepiła mnie jak plastelinę. Podsuwała właściwe lektury, uczyła trącącej myszką etykiety przedwojennych salonów. Uczestniczyłem w domowych spotkaniach jej znajomych, znałem na pamięć większość pieśni partyzanckich i powstańczych. Dobry obywatel ze mnie rósł. W szkole...

 

1 września 197. r. Flesz 4.

 

Poważna mina, granatowy mundurek i tekturowy tornister. Spodnie w kant i pierwsze „juniorki” na nogach. Uczeń Szkoły Podstawowej nr 18 w Kielcach.

Mam sześć lat, po testach i rozmowach uznano mnie za nadającego się już do pierwszej klasy. Z tej okazji zaprowadzono do fotografa, który dokonał fotografii prawie artystycznej.

Dzięki babci czytam płynnie, połknąłem „Małego Księcia” i „Co słonko widziało?” Konopnickiej. Poprawiłem „Baśniami Angielskimi”. Piszę dobrze, choć jak kura pazurem.

Na rozpoczęciu roku wszyscy stoją z rodzicami, tylko ja z babką. Jakoś mi przykro.

– Babciu, czemu nie ma mamy?

– Musieli wyjechać w ważnej sprawie.

– Ale wszystkie mamy są i nie mają ważnych spraw.

– No widzisz, jaka ta twoja mama jest? – Wzdycha ciężko babka.

Trochę mi się łezka w oku kręci, ale wycieram ją ukradkiem.

Po zakończeniu rozpoczęcia roku ganiamy po szkole całą grupą. W brawurowej popisówce zjeżdżam jak wariat po poręczy i trrrach. Zaczepiłem o coś nogawką i piękne, granatowe spodnie w kancik rozerwane są od pachwiny, aż po sam koniec.

Wychodzę przed szkołę jak półtora nieszczęścia. Nogawka łopoce mi jak bandera na morzu przy silnym szkwale. Wszyscy się ze mnie śmieją, a ja nagle rozciągam radośnie japę od ucha do ucha.

Jest mama! Czeka przed budynkiem.

Podbiegam i całuję ją w oba policzki.

– Piotrusiu, gdzie babcia?

Rozglądam się. Idzie. Minę ma groźną, to pewnie już się dowiedziała. Pracuje w tej szkole jeszcze na pół etatu, to jej momentalnie donieśli o mojej katastrofie.

Jednym uchem słuchałem jej połajanki i nieśmiałych prób obrony przez matkę. Byłem strasznie szczęśliwy, kiedy szedłem między nimi trzymając obydwie za ręce.

 

...w szkole byli mną zachwyceni. Na rocznicowych akademiach byłem żelaznym punktem programu jako recytator albo śpiewak. Ponieważ babcia pracowała jeszcze na pół etatu w osiemnastce, na bieżąco śledziła postępy w mojej nauce. Szlifowała mój styl w wypracowaniach, tłukła ortografię i gramatykę. W końcu była polonistką. Musiałem być najlepszy.

 

Nic mi więcej do życia nie było potrzebne na Czarnowie. Ani rodzice, ani inni ludzie.

Następne częściAlbum cz 2

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 12

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (69)

  • skandal 2 miesiące temu
    ach! to jest to! świetne! jestem rówieśnikiem narratora. dużo myślałem, żeby tak własnie spróbować dobrać się do wspomnień. ale nie mogłem znaleźć formy. sposobu. Tobie się udało. Bardzo mnie wciągnęło, chyba najlepsza rzecz jaką tu znalazłem (na portalu). parę razy czułem równoległość losów. tez miałem gacie na szelkach gryzące, których nie znosiłem. i tez kiedyś ściągnąłem podczas imprezy alkohol (to był kieliszek wódki kolorowej), miałem pięć lat i nawaliłem się jak sztucer - śpiewałem i rozrabiałem i narobiłem rodzicom siary. potem jak dorosłem robienie siary po alko -stało się jakąś częścią drogi przez życie. ciągnij tę historię, bo warto. ja na pewno będę czekał na ciąg dalszy
  • pansowa 2 miesiące temu
    Skandal, przypominam o preambule!
    To opowiadanie stylizowane na pamiętnik.
    Mamy tu nawiedzoną chorobliwie pacjentkę, która w moich opkach ciągle dopatruje się ciągle autobiografii i wykorzystuje to jako argument przeciwko mnie.
    Sama ma pewnie kryształową przeszłość, a jej dzieciństwo to pasmo szczęścia i prawidłowego rozwoju emocjonalnego :)))
    Dzięki.
  • skandal 2 miesiące temu
    pansowa autor nawet jak nie chce coś tam przeniesie z siebie do opowiadania. sam zestaw filtrów - czyli wybór tematów, też wynika (jakoś) z wnętrza twórcy. najlepiej wychodzi pisanie o tym co się zna i co się przeżyło. można to zakamuflować poprzez różne zabiegi, ale gdzieś zostaje dusza autora.
  • pansowa 2 miesiące temu
    skandal Apage satanas!
    Tu nic nie ma z panasowy!
    Czysta wyobraźnia :)
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    Tyle wersów, żeby się dowiedzieć, że Sowiastego spodenki gryzły. :)

    Jak zwykle świetne.
  • pansowa 2 miesiące temu
    A gdzie tu sowiasty? :)
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    pansowa Toż wiadomo, że prawie wsio we twych utworach autobiograficzne i szuwarowcy we wierszykach se łacha mogą drzeć.
  • pansowa 2 miesiące temu
    Opalony Ernest Nic nie jest autobiograficzne i szlus!
    A chcą, to niech sobie majtki drą i na pusty łeb wsadzają.
  • laura123 2 miesiące temu
    Opalony Ernest a fakt, mówiłaś, że poskładałaś z jego utworów jakiś jego obraz, bo czytałaś wszystko przez nie pamiętam ile już dni, ale cos nieciekawego ci wyszło, prawda? Ubolewałaś, że dno i takie tam, ale dobrze że teraz zmieniłaś zdanie, może jeszcze raz przeczytałaś wszystko i co innego ci wyszło? Na wszelki wypadek jeszcze raz przeczytaj, może znowu coś nowego odkryjesz...
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    laura123 Pani polonistko, zdanie zaczynamy wielką literą. Uwagę zwraca ci mgr inż. po obróbce skrawaniem.
  • laura123 2 miesiące temu
    Opalony Ernest z ciebie taki mgr jak wiesz kto... nie rozśmieszaj mnie.
  • pansowa 2 miesiące temu
    laura123 Śmieszność właśnie przybyła😁
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    pansowa I zajeżdża uryną...
  • pansowa 2 miesiące temu
    Opalony Ernest znowu buhahaha z popuszczeniem?😭
  • laura123 2 miesiące temu
    Opalony Ernest czytaj wszystko pansowy, później mi opowiesz, co nie? Bo mi się nie chce czytać... pośmiejemy się, jak kiedyś. Fajnie było...
  • pansowa 2 miesiące temu
    laura123 Tak bardzo pragniesz pomanipulować? Zgłoś się do służb.
    Jak nie czytasz to co tu robisz?
  • laura123 2 miesiące temu
    pansowa piszę z Ernestem przecież, co nie można? Ty też popisujesz sobie u innych...
  • pansowa 2 miesiące temu
    laura123 Można.
    Masz od tego pitolenie.
    Tu są ludzie, którzy tekst przeczytali.
    Ty jesteś zbyteczna.
    I ja czytam tekst, kiedy u kogoś piszę.
  • laura123 2 miesiące temu
    pansowa poza tym, jaka to manipulacja? Tak było. Zapytaj Ernesta, jak się bała, że ją odwiedzisz, z tego to już konałam ze śmiechu. Panika taka, jakby Smok Wawelski miał nadciągnąć.
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    laura123 Sory, Zdzisia, ale muszę udać się do fryzjera i kosmetyczki. Z letka zaniedban jestem.
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    laura123 Że co??
  • pansowa 2 miesiące temu
    laura123 Jakby cię ludzie nie znali😁
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    pansowa Dla mnie dilit z czubem.
  • laura123 2 miesiące temu
    Opalony Ernest zapomniałaś? Na obiad chciał ci się wprosić i byłaś oburzona strasznie. W lubelskim wtedy występowałaś gościnnie.
  • pansowa 2 miesiące temu
    Opalony Ernest Bardzo się w każdym razie stara.
    To chyba pomidorowa miała być😁
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    pansowa Grochówka z torebki.
    Bo refluks nie umi gotować.
  • laura123 2 miesiące temu
    To były czasy, nie Ernest? Działo się... aż szkoda, że to się skończyło.

    Ale to nic, dobrze ze teraz się nie boisz odwiedzin i gotowania. Wszystko się pozmieniało...
  • pansowa 2 miesiące temu
    Opalony Ernest Ja tam pamiętam pomidorową.
    Ale bym ział ogniem!
  • pansowa 2 miesiące temu
    laura123 No więc jeśli już skończyłaś mataczenie, to wiesz...
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    pansowa Ziałbyś, bo ja chili nie żałuję
  • pansowa 2 miesiące temu
    Opalony Ernest To dobrze.
    Wawelski musi ziać.
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    pansowa Ktoś się tu znowu poszczał...
  • laura123 2 miesiące temu
    Mataczenie... niech będzie, Ernest zna prawdę, ale się nie przyzna, bo mu teraz inne wiatry wieją.

    Fajnie to oglądać.
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    laura123 I szczać bezwiednie...
  • pansowa 2 miesiące temu
    Opalony Ernest Podmyje się i wróci.
    Te typy tak mają.
    Jeszcze nie byłem wszą to zajrzy.
  • pansowa 2 miesiące temu
    laura123 To na razie.
    Omów sobie problem na pitoleniu, bo tu śmiecisz bez czytania, czyli klasyczna gówno burza.
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    pansowa Sam jesteś sobie winien.
    Wywołałeś poszczańca ze lasu.
    Zajeżdża niesamowicie.
    Pod tak dobrą prozą.
  • pansowa 2 miesiące temu
    Opalony Ernest Wiedziałem, że tak, czy owak się zamelduje.
    Nie zna strachu przecież.
    Nawet przed takim potworem jak ja.
    Klasyczna bohaterka.
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    pansowa No ba!
    Nie tak jakwy mimozy!
  • laura123 2 miesiące temu
    Opalony Ernest ja do ciebie przyszłam, nie do twojego kolegi.
    A jak tam twój dziadek? Jeszcze dycha?
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    laura123 Dno.
  • laura123 2 miesiące temu
    Opalony Ernest ale zakładasz mu już pampersy?
  • pansowa 2 miesiące temu
    Opalony Ernest bo dno jak widzę.
    Czyli norma.
  • pasja 2 miesiące temu
    Koziorożec i od pierwszej chwili mocno przytwierdzony do życia. Patriarchat mężczyzny jednak w tej rodzinie jest na drugim miejscu. Babka ma władzę i ostatnie słowo. Dyspozycje wydaje krótko, a dobitnie. Januszek jest stracony… Ala pewnie się zgodzi, tylko co z barem?
    Odciąganie pokarmu bywa takie pracochłonne. No, i Januszek będzie musiał biegać.
    „Wy odkładajcie, bawcie się, poużywajcie trochę życia, póki jesteście młodzi”… nawet babka planuje przyszłość. Tragedia dla Piotrusia.
    Bardzo fajna wstawka ze zdjęciami - papierowe, można dotknąć, powąchać, przytulić. Inne niż te zza monitora.
    Piotrusiu, weź sobie „ptasie mleczko”… nie pamiętam, żeby taki rarytas istniał w tych latach. I jeszcze… pomarańcze, cukierki, wafelki czy wypija moją oranżadę - miał szczęście maluch.
    ale tutaj „wzbudzić moją nieufność do matki i zamknąć drogę powrotu do rodziców” - patriarchat synowa i teściowa i pomiędzy syn, który nie ma nic do gadania. A synek tylko przygląda się z boku i wykorzystuje chwile. Oderwanie dziecka od matki jest tutaj problemem. Chłopiec na swój sposób rozumiał cały plan i starał się zrozumieć babkę. Czy potrafiła naprawić swoje błędy wychowawcze zagarniając całkowicie wnuka dla siebie?
    To dorosłość zweryfikuje wychowanie i wyrzuci wnioski złe, albo dobre.
    "Gdyby nie ja, nic byście nie mieli i ty byłabyś nikim. Kto cię wepchnął na studia? Kto załatwił pracę w szkole? Tyle że twój ojciec załatwił, chociaż to mieszkanie"… straszne jest trwanie w takim związku, zniewolenie z wdzięczności za coś. Kobieta, kobiecie!
    „Lepiła mnie jak plastelinę” - świetnie ujęte tworzenie istnienia na podobieństwo swoje. Czy Piotruś wyrósł na plastelinowego chłopca i czy babka osiągnęła sukces wychowawczy?
    Jednak nie ulega wątpliwości, że krzywdziła swoich bliskich. Chciałabym poznać dalsze losy Piotrusia i czy babki wychowanie dobrze zaprocentowało w dalszym życiu, jak potoczyły się i jaki miały skutek? CDN

    Lubię takie historie pisane przez życie. Świetny przekładaniec! Pozdrawiam
  • pansowa 2 miesiące temu
    Poznasz dalsze losy Piotrusia aż do pełnoletności.
    Co mu się udało, co nie, jak kształtowało go dalsze życie i co się w nim wydarzyło.
    Fantazja to piękna rzecz:)
    Dzięks za tak dogłębny koment.
  • pansowa 2 miesiące temu
    I było, pasjo, ptasie mleczko.
    Pyszne i strasznie trudno dostępne.
  • Shogun 2 miesiące temu
    Przybyłem i ja. I co tu dużo mówić? Bardzo udana stylizacja, realistyczna i żywa.
    Czekam na kolejną część.
  • pansowa 2 miesiące temu
    Doczekasz się jak dożyję:)
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    pansowa Doszyj!
  • pansowa 2 miesiące temu
    Opalony Ernest Niezbadane są wyroki boskie dla bohaterów bez strachu😎
  • Opalony Ernest 2 miesiące temu
    pansowa Rzekłeś!
  • Shogun 2 miesiące temu
    pansowa Jak to bez strachu? Ze strachem właśnie ;)
  • pansowa 2 miesiące temu
    Shogun Jakim strachem?
    Prawdziwy bohater to RoboCop!
  • Shogun 2 miesiące temu
    pansowa A to jak to? Nie asymilujesz się z "jedyną słuszną drogą"? Na mszę nie idziesz? ;)
  • pansowa 2 miesiące temu
    Shogun Wolę euro i zdradę wartości 😁
  • Shogun 2 miesiące temu
    pansowa oj to już koniec, całkowity upadek... nic w Tobie nie zostało z "romantycznego bohatera"... ;(
  • pansowa 2 miesiące temu
    Howgh.
    Idę popracować.
    Zobaczę co się tu dzieje na przerwie.
  • Szpilka 2 miesiące temu
    Interesujące i poznałam nowe słówko - pruciać. Bardzo sprawnie napisane, czyta się jednym tchem. Piątak 👍
  • Marek Adam Grabowski 2 miesiące temu
    Bardzo dobrze napisane opowiadanie. Fabuła też ok. Tylko nie rozumiem dat. Pozdrawiam 5
  • pansowa 2 miesiące temu
    Tak zapisane daty sugerują bardzo blisko czas akcji, ale bez przesady.
    Bo i po co?
    Coś tu się wydarza np. na początku lat siedemdziesiątych.
    A tak zapisane, aby nikt nie "pruciał" znowu w czyiś historiach.
    Nawet jeśli to tylko fikcja.😁
  • Marek Adam Grabowski 2 miesiące temu
    Spoko.
  • Rozrywkowy 2 miesiące temu
    Magiczne - że tak powiem:) Jakoś tak szybko mi się przeczytało, czytam, czytam i nagle koniec. Podobało mi się to bardzo.
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Pansowa↔Oprócz treści, takiej właśnie, to dobrze się czytało.
    Rzeknę jak kiedyś, het↔wprost tyle, ile trzeba. Nic dodać, nic ująć.
    Zdaniem mym:)↔Pozdrawiam:)↔%
  • pansowa 2 miesiące temu
    Za opinię wym dziękuję😁
  • JamCi 2 miesiące temu
    Ja mam do powiedzenia tylko jedno: chcę jeszcze.
  • pansowa 2 miesiące temu
    Budu
  • JamCi 2 miesiące temu
    pansowa i dobrze.
  • Trzy Cztery 2 miesiące temu
    "Szlifowała mój styl w wypracowaniach, tłukła ortografię i gramatykę. W końcu była polonistką. Musiałem być najlepszy.
    Nic mi więcej do życia nie było potrzebne na Czarnowie. Ani rodzice, ani inni ludzie".

    Dobra lektura. Będę czytać kolejne części. A te dwa zacytowane zdania są dla mnie początkiem opowieści także i o miłości do języka i tworzenia w nim, czyli pisania wierszy, opowiadań. A też o samotności, która jest czasami dobra i potrzebna, chociaż bywa, że boli.
  • pansowa 2 miesiące temu
    Dobra ocena postaci peela :)
    Co z niego wyszło w konglomeracie dzieciństwa, genów i walki o niego, wyjdzie w praniu.
    Napisałem tego trzy części, niemniej ostatnia jest w zupełnie innej konwencji.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania