Anielska robota
W niebie, podobnie jak na ziemi, odbywały się zebrania.
Różnica polegała głównie na tym, że nikt się na nie nie spóźniał, nikt nie narzekał na przełożonych, a kawa nigdy nie stygła.
Tego ranka archanioł Gabriel siedział przy ogromnym stole, przeglądając raporty dotyczące ludzkiego szczęścia.
Nie wyglądał na zachwyconego.
— Następny — powiedział, odkładając jedną z teczek.
Anioł odpowiedzialny za sprawy sercowe poprawił skrzydła.
— Mężczyzna, czterdzieści siedem lat. Samotny. Rozwiedziony. Od trzech lat nie był na randce. Praca, dom, telewizor, sen. Ostatnio nawet telewizora nie włącza.
— Depresja?
— Jeszcze nie. Ale niepokojąco blisko. Przestał wierzyć, że może go spotkać coś dobrego.
Gabriel westchnął.
— A kobiety?
— Są.
— To dobrze.
— Tylko że on ich nie poznaje.
— Dlaczego?
— Bo nigdzie nie wychodzi.
— A dlaczego nie wychodzi?
— Bo nie ma z kim.
Gabriel zamknął oczy.
— Uwielbiam ludzką logikę.
Z końca stołu odezwał się młody anioł, który dopiero niedawno otrzymał przydział do Wydziału Przypadków Nieprzypadkowych.
— A może znaleźlibyśmy mu kogoś?
— Właśnie nad tym pracujemy — odparł Gabriel.
Na środku stołu pojawił się drugi raport.
— Kobieta, czterdzieści trzy lata — odczytał anioł od spraw sercowych. — Samotna. Po kilku nieudanych związkach. Inteligentna, wrażliwa, trochę nieufna. Wieczorami rozmawia z kotem.
— To chyba dobrze? — zauważył Gabriel. — Zwierzęta bywają doskonałymi powiernikami.
— Problem w tym, że ona nie ma kota.
Gabriel uniósł brwi.
— Jak to nie ma?
— No, nie ma. Rozmawia z wyobrażonym.
— I co w tym złego?
— Ostatnio nawet on przestał jej odpowiadać.
Gabriel zamknął teczkę.
— To rzeczywiście poważna sprawa.
Młody anioł pochylił się nad dokumentami.
— A może właśnie dlatego tak do siebie pasują?
— Dlaczego?
— Bo on nie ma do kogo mówić, a ona nie ma kogo słuchać.
Gabriel zastanowił się przez chwilę.
— Doskonale. Przynajmniej nie będziemy musieli szukać domu dla kota.
Przesunął obie teczki obok siebie.
— Pasują?
Anioł od spraw sercowych uśmiechnął się.
— Idealnie. Ona potrzebuje kogoś, kto potrafi ją rozśmieszyć. On kogoś, kto przypomni mu, że warto rano wstawać.
— Zatem połączcie ich.
— Próbowaliśmy.
— I?
— W zeszłym miesiącu stali w tej samej kolejce po kawę. On patrzył w telefon, ona przez okno. Tydzień później jechali tym samym autobusem. Ona wysiadła przystanek wcześniej.
— Aplikacje randkowe?
— Oboje usunęli.
Gabriel spojrzał w sufit, co w niebie było czynnością raczej symboliczną.
— Czy ktoś ma jakiś pomysł?
— Poezja — odezwał się nieśmiało młody anioł.
Zapadła cisza.
— Słucham?
— Poezja. Możemy użyć wiersza.
Starszy anioł parsknął śmiechem.
— Chłopcze, próbujemy połączyć dwoje ludzi, a nie uśpić ich na wieczność.
— Ale ja mówię poważnie!
— Wiersza? — powtórzył Gabriel.
— Takiego zwyczajnego. Prostego. O bliskości, samotności, o tym, że człowiek czasami potrzebuje tylko drugiego człowieka.
— Masz kogoś na myśli?
Młody anioł rozwinął przed nimi świetlisty ekran.
— Jest taki jeden. Pisze na portalu Opowi. Nazywa się Marabut.
— Marabut? — Gabriel zmarszczył brwi. — To jakiś ptak?
— Tak, szefie. Ale ten akurat pisze wiersze.
— Pokaż.
Na ekranie pojawił się tytuł:
„Wierszem cię zaraz przelecę”.
Gabriel aż odłożył pióro.
— Czy ty przypadkiem nie pomyliłeś Wydziału Miłości z Wydziałem Rozpusty?
— Nie, szefie. Proszę przeczytać do końca.
Gabriel przeczytał.
Potem jeszcze raz.
— Aha — powiedział wreszcie. — Czyli to jednak o miłości.
— Właśnie.
— A co na to krytycy?
— Że rymy banalne, rytm nierówny, a tytuł prostacki.
Gabriel przejrzał komentarze pod utworem.
— Hm. Z tego, co widzę, nie wszyscy są zachwyceni.
— Właśnie dlatego będzie idealny.
— Wyjaśnij.
— Bo nikt nie będzie podejrzewał, że to część naszego planu.
Gabriel zamyślił się.
— Dobrze. Spróbujmy. Tylko żadnych cudów na pokaz. Ludzie mają sami dokonywać wyborów.
— Oczywiście, szefie. My tylko trochę pomożemy przypadkowi.
---
Tego wieczoru padał deszcz.
Mężczyzna siedział w fotelu, trzymając w dłoni szklankę niedopitej whisky. Za oknem światła samochodów rozmazywały się na mokrym asfalcie.
Nie miał żadnych planów.
Od dawna nie miał.
Przesuwał bezmyślnie palcem po ekranie telefonu, kiedy nagle otworzyła mu się strona, której nigdy wcześniej nie odwiedzał.
Opowi.
— Co to znowu za cholera? — mruknął.
Chciał ją zamknąć, ale coś przykuło jego uwagę.
Wiersze.
Czytał jeden po drugim. Jedne były niezrozumiałe, inne wydawały mu się przesadnie wydumane. Jeszcze inne sprawiały wrażenie, jakby autorzy próbowali udowodnić światu, że znają więcej słów niż przeciętny człowiek.
Już miał odłożyć telefon, kiedy zobaczył tytuł:
„Wierszem cię zaraz przelecę”.
Roześmiał się.
— No, ciekawe, co to za poetycki Casanova.
Kliknął.
Autorem był niejaki Marabut.
Zaczął czytać.
Wracasz do domu, stresem obita,
bierzesz prysznic, zakładasz podomkę.
Całusem w policzek ciepło mnie witasz,
a potem pijesz drinka przez słomkę.
Uśmiechnął się.
Przypomniał sobie, jak kiedyś wracał do domu, w którym ktoś na niego czekał.
Czytał dalej.
Patrzysz na mnie tym kocim okiem,
poezją w tobie rozbudzam kobietę.
Zbliżasz się do mnie kroczek za krokiem
i wiem już, że wierszem cię zaraz przelecę.
— No tak — mruknął. — Jednak Casanova.
Ale czytał dalej.
Gaszę światło lampy nad łóżkiem,
między nami znów będzie intymnie.
Wtulasz się w ramion moich poduszkę,
jestem przy tobie, ty jesteś przy mnie.
Uśmiech powoli znikał mu z twarzy.
* Szeptam ci miłość czystą do ucha,
tak delikatnie, słowo po słowie.
I wiem, że nie śpisz, że ciągle słuchasz,
że jestem wierszem głęboko w tobie.*
Odłożył telefon.
Przez dłuższą chwilę siedział nieruchomo.
Nie wiedział, czy to dobra poezja. Nie znał się na metrum, średniówkach ani rymach gramatycznych.
Wiedział tylko, że od dawna nic tak prostego nie zatrzymało go na tak długo.
Bo nagle zrozumiał, że nie tęskni za seksem.
Tęskni za kimś, kto po ciężkim dniu wróci do domu, pocałuje go w policzek i po prostu będzie obok.
Za kimś, kto wtuli się w jego ramiona.
Za czyimś oddechem.
Za zwyczajnym „dobranoc”.
Spojrzał na pustą kanapę.
Na drugi kubek, którego od dawna nie wyciągał z szafki.
Nie pamiętał już, kiedy ostatnio ktoś przytulił go bez powodu.
Za oknem deszcz właśnie przestał padać.
— A może by tak wyjść? — powiedział do pustego pokoju.
Nikt mu nie odpowiedział.
Włożył kurtkę.
---
Kilka ulic dalej kobieta siedziała przy kuchennym stole.
Przed nią stała filiżanka herbaty, której nie miała ochoty dopić.
Telefon milczał.
Nie żeby spodziewała się wiadomości. Po prostu czasami człowiek patrzy na telefon z nadzieją, że ktoś przypomni sobie o jego istnieniu.
— No i co, kocie? — zapytała, spoglądając na puste krzesło.
Cisza.
— Ty też już nie masz mi nic do powiedzenia?
Uśmiechnęła się smutno.
Kota oczywiście nie było.
Nigdy go nie miała.
Ale czasami łatwiej było rozmawiać z kimś, kto nie istnieje, niż przyznać przed samą sobą, że nie ma się do kogo odezwać.
Podeszła do okna.
Jesień rozgościła się w mieście na dobre. Mokre liście przyklejały się do chodników, a latarnie rzucały na nie ciepłe, złociste światło.
Pomyślała, że szkoda takiego wieczoru.
Szkoda siedzieć w domu.
Szkoda życia.
— Chodź — powiedziała odruchowo.
Dopiero po chwili przypomniała sobie, że nie ma do kogo.
— No dobrze. To pójdę sama.
Włożyła płaszcz i wyszła.
---
Park był prawie pusty.
Mężczyzna szedł powoli alejką, wsłuchując się w szelest liści pod butami.
W głowie wciąż miał przeczytany wiersz.
Nie potrafił wyjaśnić dlaczego.
Przecież to tylko kilka zdań napisanych przez zupełnie obcego człowieka.
A jednak coś się w nim poruszyło.
Usiadł na ławce pod starym klonem.
Kilka minut później pojawiła się kobieta.
Rozejrzała się. Wszystkie pozostałe ławki były mokre. Tylko ta jedna, osłonięta szeroką koroną drzewa, wyglądała na suchą.
— Mogę? — zapytała.
— Oczywiście.
Usiadła na drugim końcu.
Przez chwilę milczeli.
Mężczyzna wyjął telefon.
Chciał jeszcze raz przeczytać wiersz. Otworzył stronę i przesunął ekran w dół.
Pod utworem pojawił się nowy komentarz.
„Rymy częstochowskie, rytm kuleje, warsztatowo słabiutko. Autor powinien jeszcze sporo popracować”.
Mężczyzna przeczytał go dwukrotnie.
Potem parsknął śmiechem.
Kobieta spojrzała na niego z zaciekawieniem.
— Przepraszam — powiedziała. — Nie chciałam przeszkadzać, ale… chętnie zobaczyłabym coś, co potrafi człowieka tak rozśmieszyć.
Odwrócił telefon w jej stronę.
— Proszę bardzo. Ktoś właśnie wyjaśnił pewnemu poecie, że nie potrafi pisać.
— I to pana tak rozbawiło?
— Nie. Rozbawiło mnie to, że ten podobno kiepski wiersz wyciągnął mnie dzisiaj z domu.
Spojrzała na niego uważniej.
— Naprawdę?
— Naprawdę.
— To może jednak nie był taki kiepski?
Uśmiechnął się.
— Właśnie o tym pomyślałem.
— Mogę przeczytać?
Podał jej telefon.
Spojrzała na tytuł.
— „Wierszem cię zaraz przelecę”? — powtórzyła z niedowierzaniem. — Pan zawsze takie rzeczy czyta w parku?
— Tylko kiedy jestem samotny.
— I pomaga?
— Dzisiaj chyba pomogło.
Kobieta zaczęła czytać.
Najpierw się uśmiechała.
Potem spoważniała.
Kiedy skończyła, przez chwilę milczała.
— Wie pan, co jest w tym najpiękniejsze?
— Co?
— Że on jej wcale nie chce przelecieć.
— Jak to?
— On chce ją przytulić. Chce, żeby poczuła się kochana. Nawet jeśli nie ma siły na nic więcej.
Mężczyzna spojrzał na nią zaskoczony.
— Właśnie dlatego wyszedłem dzisiaj z domu.
Oddała mu telefon.
— A ja właśnie dlatego nie chciałam dzisiaj wracać do pustego mieszkania.
Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.
— Wie pani co? — odezwał się w końcu.
— Co takiego?
— Chyba powinniśmy podziękować temu poecie.
— Za co?
— Jeszcze nie wiem.
Uśmiechnęła się.
— To może najpierw pójdziemy na kawę?
Wstał i podał jej rękę.
Przyjęła ją.
I po raz pierwszy od bardzo dawna żadne z nich nie miało ochoty wracać do domu.
---
Półtora roku później w niewielkim kościele rozbrzmiewał marsz Mendelssohna.
Panna młoda miała łzy w oczach, a pan młody, choć usilnie próbował zachować powagę, co chwilę się uśmiechał.
Kiedy ksiądz zapytał, czy bierze tę kobietę za żonę, odpowiedział „tak” tak głośno, że nawet organista obejrzał się z zaciekawieniem.
Nikt z obecnych nie wiedział, że wszystko zaczęło się od pewnego jesiennego wieczoru, mokrej ławki w parku i wiersza o dość nieprzyzwoitym tytule.
Nikt poza trzema aniołami, którzy siedzieli w ostatniej ławce.
Oczywiście niewidzialni.
---
Kilka dni później w niebie odbywała się kolejna odprawa.
Gabriel przeglądał raporty.
— Operacja „Jesienny spacer” — odczytał. — Status?
— Zakończona sukcesem — zameldował młody anioł.
— Rezultat?
— Małżeństwo. Dwoje szczęśliwych ludzi. W przyszłym roku spodziewają się dziecka.
Gabriel skinął głową.
— A poeta?
— Nadal pisze.
— Wie, co się wydarzyło?
— Nie ma pojęcia.
— A krytycy?
— Nadal go krytykują.
— Za co tym razem?
— Za rymy, rytm, banalne metafory i zbyt prosty język.
Gabriel westchnął.
— Ludzie są doprawdy niezwykli. Potrafią zmierzyć długość wersu, ale nie potrafią zmierzyć tego, jak daleko docierają słowa.
Młody anioł uśmiechnął się.
— Najzabawniejsze, że sam autor uważa ten wiersz za jeden ze swoich mniej udanych.
— Naprawdę?
— Tak. Nawet zastanawiał się, czy go nie usunąć.
Gabriel gwałtownie podniósł głowę.
— Usunąć?!
— Spokojnie, szefie. Nie usunął. Ktoś zostawił mu pod nim miły komentarz.
— Kto?
— Nie wiem. Jakaś czytelniczka. Napisała tylko: „Dziękuję. Dzisiaj bardzo potrzebowałam tych słów”.
Gabriel przez chwilę milczał.
Potem zamknął teczkę.
— Wiesz, chłopcze, co jest najpiękniejsze w ludzkiej poezji?
— Co takiego?
— Że autorzy nigdy nie wiedzą, dokąd docierają ich wiersze.
— Ani co tam robią — dodał młody anioł.
— Właśnie.
Archanioł sięgnął po pióro.
— Zapisz w raporcie: „Zadanie wykonane”.
— A w rubryce „Zastosowane środki”?
— Poezja.
— A w rubryce „Skuteczność”?
Młody anioł spojrzał na ziemię.
W niewielkim mieszkaniu dwoje ludzi siedziało na kanapie. Kobieta opierała głowę na ramieniu mężczyzny. On coś jej szeptał do ucha.
Roześmiała się.
— Wiesz, że gdyby nie ten głupi wiersz, nigdy byśmy się nie poznali? — powiedziała.
— Nie był głupi.
— Tytuł miał okropny.
— Ale zakończenie całkiem niezłe.
Przytuliła się mocniej.
— Zakończenie było najlepsze.
---
W niebie młody anioł odłożył raport.
— Szefie?
— Tak?
— A właściwie jak oceniono ten wiersz na ziemi?
Gabriel zajrzał do dokumentacji.
— Trzy gwiazdki. Podobno rytm się sypał, rymy były banalne, a tytuł prostacki.
— A jak ocenimy go my?
Gabriel spojrzał jeszcze raz na dwoje przytulonych ludzi.
Uśmiechnął się.
— Na ziemi oceniono ten wiersz na trzy gwiazdki. W niebie przyznano mu dwa serca.
— Tylko dwa?
— Dwa, chłopcze. Ale bijące dla siebie.
Młody anioł zamknął teczkę, lecz po chwili znów ją otworzył.
— Szefie, jeszcze jedno.
— Co takiego?
— A co z kotem?
Gabriel zmarszczył brwi.
— Jakim kotem?
— Tym, z którym rozmawiała nasza bohaterka.
— Ach, tym, którego nie miała?
— Właśnie.
Gabriel zerknął na ziemię.
Kobieta właśnie opowiadała mężowi o swoim dniu. Mężczyzna słuchał uważnie, od czasu do czasu coś dopowiadając. W końcu oboje wybuchnęli śmiechem.
— Niepotrzebny, chłopcze — odpowiedział Gabriel. — Teraz ma jej kto odpowiadać.
---
Tymczasem gdzieś daleko, zupełnie nieświadomy całego zamieszania, Marabut siedział przed komputerem.
Właśnie opublikował kolejny wiersz.
Po kilku minutach pojawił się pierwszy komentarz:
„Rymy częstochowskie. Rytm nierówny. Autor powinien popracować nad warsztatem”.
Marabut przeczytał go, podrapał się po głowie i uśmiechnął.
— No cóż — mruknął. — Przynajmniej ktoś czyta.
Po czym otworzył pustą stronę i zaczął pisać następny.
W niebie Gabriel spojrzał na młodego anioła.
— Widzisz? Znowu zaczyna.
— Mam go powstrzymać?
— Broń Boże!
Archanioł poprawił skrzydła.
— Nigdy nie wiadomo, komu tym razem uratuje wieczór.
KONIEC
Komentarze (31)
*****
🌹🌹❤️
Marabut . No to poniosła cię fantazja twórcza. Gratuluję.
Realista, czasem warto dać się ponieść, byle nie zapomnieć, jak wracać na własnych nogach. 😊 Dziękuję za miłą wizytę i pozdrawiam serdecznie!
Super. kapitalne poczucie dystansu do samego siebie i ...krytyków
Dziękuję za to że jesteś i jeszcze mnie czytasz
🌹🌹🌹
https://www.youtube.com/watch?v=X2w5QQVkmWA&list=RDX2w5QQVkmWA&start_radio=1
Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy, całe miasto aż drży,
A na rogu harmonia od południa gra.
No to cyk, piwa moc, potem śpiew całą noc
I dziewczyny, ale o tym raczej cicho sza.
Tajemnice wiary mej,
Tajemnice wiary mej,
Tajemnice wiary mej
Niezgłębione są.
W niebie też nie śpi nikt, przez ten hałas i krzyk,
Święty Jerzy bez celu łazi tam i tu.
On by też, kto go wie, chętnie zabawił się
Ale z wieku i urzędu zabroniono mu.
W niebie źle, pić się chce, święty Piotr mówi: "nie",
Ale Jerzy, stary kizior, jednak urwał się.
Z nimi siadł, z nimi jadł, z nimi pił za pan brat,
Po ojcowsku obejmował towarzyszki swe.
Wtedy Archanioł B zrobił donos, że wie
O wybrykach Jerzego tak jak mało kto.
W niebie zwołano wiec, bronił Jerzy się, lecz
Z listy świętych skreślono bezpowrotnie go.
W knajpie odbył się wiec, polityczny miał gest,
Jerzy znów ma poprzednie godności swe.
Wtedy Archanioł B dostał w zęby, niech wie,
Że na świętych donosić nie opłaca się.
Tajemnice wiary mej,
Tajemnice wiary mej,
Tajemnice wiary mej
Niezgłębione są...
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/kabaret-dudek/korespondencja-z-nieba-tajemnice-wiary-mej
❤️
<b>PRÓBA</b>
Nie będe się rozpisywał. Super.
Cieszę się, że się podobało.🙂
Jak dobra bajka na dobranoc:)
Dzięki Lumi
Marabut prawie jak Szustak lecisz słowem :) jego żaby w misce kremówki ,które wpadły tam razem to dobra puenta dla ludzi .
Lumi, dziękuję serdecznie. 😊 Życie nauczyło mnie jednego: nawet kiedy człowiek tonie w śmietanie, warto jeszcze trochę pomachać łapkami. Nigdy nie wiadomo, kiedy pod stopami pojawi się masło. ❤️
PS. Zauważyłem dzisiaj jakiś przeciąg na Twoim profilu. 😉 Czasem warto przymknąć drzwi, żeby się nie przeziębić. 😊
Marabut że mam zniknąć czy odejść?
Lumi Nie ty.
Marabut czy poziomki w łóżku źle smakują?
Czy słowo wieczór i Gabriel to jakieś wskazówki?
Anioł stróż...wieczór jak tajemnica ...amen
Lumi kiedyś wysłałam swojego Anioła Stróża do kogoś ,to prawda,wiem że dotarł ale nie wiem co powiedział.
U mnie wieczór nie jest żadną tajemnicą ,było tam mnóstwo osób.
najmniejsza metafora w imię Boga
....bo jeśli tak to pragnę powiedzieć że po pierwsze jestem mężatką ,po drugie nie mam zamiaru odchodzić od męża a po trzecie nie wyobrażam sobie żadnego małżeństwa z żadnym rownolatkiem.
Po moim trupie
Nie wiem ile masz lat 🤣 żyj 100 lat !
Lumi 47
najmniejsza 1979 rok?
Lumi tak , mialam zaledwie tydzień kiedy JPII przybył ze swoją Pierwszą Pielgrzymką do Polski.
najmniejsza jestem strzelec 1979 😂
Lumi 👍
najmniejsza elfem grudniowym 😂
Kiedys gdzieś czytałam o ,,kontrakcie dusz,, iiiii fascynująca perspektywa w kontekście aniołów:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania