Anonimowe beztwarze (wiersze niewybrane)
Nie pamiętam, by ktoś prowadził ten tramwaj.
Nigdy tam nikogo nie widziałem. Przepraszam, wysiadam.
O, trędowaci znów rozdają ulotki.
Biorę. Nieczytelna. Chcę nową.
Gdzie oni się podziali? Nieważne.
Jest i moja knajpa – trzy lata tu chodzę.
Siadam, głos gdzieś obok pyta mnie co chcę.
Ten sam, od trzech lat.
O, jest talerz z jedzeniem. Znów nie widziałem.
Było wyjątkowo smaczne, chcę podziękować.
Jak wyglądał kelner? Nieważne.
Innym razem, jak zawsze.
Trzeba zakupy zrobić. Nicość męczy taśmę w pośpiechu.
Na paragonie widzę, pomyliła się o dwa grosze.
Grosik winny, ale dwa to już nie!
Wracam do środka, za kasą nicość – towary od zawsze
kasowały się same. I nawet wydają resztę.
Trudno, będę hojny, dwa grosze zostawię.
Zamawiam taksówkę, czytam gazetę. Kierownica sama się kręci.
Za dużo mi wydał. Czy to był kierowca?
Nieważne, zwróci się za grosiki.
Przy domu policja. Pokazują zdjęcie.
Nie, nie widziałem. Żyje obok? Od kiedy? O, to długo.
Nie, naprawdę nie widziałem.
Panowie, nieważne.
Czy ktoś widział autora?
Komentarze (13)
w mieście, w bloku, na ulicy, w tramwaju same anonimy
nawet nie wiem kto jest moimm sąsiadem zza ściany
Zmusza do myślenia, czy widzę coś więcej, niż czubek swojego nosa. 5
Wiersz jest nieco smutnym, skropionym pachnidłem ironii i smutku opisem świata. Znużenie podmiotu lirycznego, pozorna banalność tematu, w niektórych miejscach swego rodzaju irytacja. Naprawdę mi się spodobało.
Oczywiście zostawiam 5.
To chyba najsmutniejszy wiersz, jaki czytałam na opowi. Przepiękny.
5.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania