au naturel pośród gwiazd
„Z nami w podróż marzeń” — głosił slogan na wielkim bilbordzie reklamowym. Co ciekawe, nie była to reklama biura podróży, ale — no cóż, nie da się tego inaczej ująć — domu pogrzebowego i trumien. Nasz bohater, nazwijmy go Adam, zaintrygowany reklamą, postanowił sprawdzić, jak ma się oferta do rzeczywistości. Zanotował w pamięci adres sklepu, to znaczy salonu, przynajmniej według reklamy, i udał się na rekonesans.
— Dzień dobry szanownemu panu, jakże się cieszę, że pana widzę w naszym salonie najwspanialszych snów — przywitał go pracownik, gdy tylko nieco zaskoczony tą wylewnością i entuzjazmem na swój widok Adam przekroczył próg salonu.
— Dzień dobry, bardzo pan miły. Czy myśmy się już gdzieś poznali? — zapytał pracownika, nieco zbity z tropu. W zasadzie dopiero w trakcie zadawania pytania zdał sobie sprawę, że padło hasło „najwspanialsze sny”, a on, jak zwykle, skupiał się na interakcjach z ludźmi. Najwyraźniej podejrzliwość związana z nadmiernym entuzjazmem wobec jego osoby przysłoniła mu nieco treść powitania.
— Jakież to ma znaczenie. Jakie cokolwiek ma znaczenie wobec wieczności, do której my jesteśmy w stanie przygotować pana najlepiej na świecie — z uśmiechem od ucha do ucha, ukazującym rząd białych jak śnieg zębów, odpowiedział pracownik.
Naprawdę musiał kochać tę robotę — pomyślał nasz bohater o pracowniku. Albo był maszyną. A ponieważ wyraz twarzy miał rozanielony, więc maszynę wykluczył. Technika jeszcze tak daleko się nie posunęła. To musiał być człowiek. Można było tylko rozważać, czy mistrz sprzedaży, czy zwykły kretyn.
— Przepraszam, że dopytam — kontynuował Adam, znów dostrzegając, że zignorował teksty o wieczności, godząc się z tym, że będzie z pewnym opóźnieniem rozwiązywał zagadki — ale wspominał pan coś o najwspanialszych snach. Proszę mnie nie zrozumieć źle, ale… jaki to ma związek z państwa ofertą? Przecież, w dużym uproszczeniu, sprzedają państwo trumny.
— Ależ skąd, proszę pana — nieco teatralnie obruszył się sprzedawca. — Trumny sprzedaje cieśla. My sprzedajemy marzenia.
Pomyślał, że chyba do tej pory jeszcze nie zdarzyło mu się marzyć o trumnie. I to nawet w najbardziej „kinky” śnie. Ale może jego świadomość to wyparła. W sumie trudno jej się dziwić. Zaczął jednak drążyć temat.
— Co chce pan przez to powiedzieć? — pytał. — Sny, marzenia… czy mógłby pan mi powiedzieć coś więcej?
— Ależ oczywiście, szanowny panie, właśnie po to tutaj jestem. By pomóc panu przejść do krainy snów, do wieczności.
— Spokojnie, nie rozpędzajmy się — zaoponował. — Jeszcze się tam nie wybieram. Na razie chciałem dopytać o państwa ofertę, która — przyznaję — mocno mnie zaintrygowała.
— Drogi panie, zapewniam pana, że kiedy pozna pan nasze produkty, nie będzie się pan w stanie oprzeć pokusie czekających pana wygód i rozkoszy, które one oferują.
— Wygód i rozkoszy… mówi pan jak kaznodzieja. Ale słucham. Czy państwa trumna da mi, że tak pozostanę w klimacie, życie wieczne? — nieco ironizował.
— Jak najbardziej, drogi panie. W pełnym tego słowa znaczeniu.
— Czyli robicie państwo trumny pancerne, takie, które zabezpieczają moje doczesne szczątki po wsze czasy. To musi być droga przyjemność. Ale to mniej istotne. Gdzie tu rozkosze…
— Nie, szanowny panie, tutaj pan się myli — przerwał mu pracownik. — Jest dokładnie na odwrót. Szczątki doczesne nic nie znaczą wobec wieczności. A to oznacza, że są zbyteczne. Jeśli chce pan doznać spełnienia marzeń, musi się pan zjednoczyć z wiecznością, z kosmosem. Pancerna trumna w tym nie pomoże. My otwieramy pana na kosmos.
— Nie myślałem o podróżach kosmicznych. To znaczy jako dziecko — owszem. I jeśli już, to raczej za życia. Po śmierci… w ogóle nie myślałem o tym, co po śmierci. Ciekawa koncepcja. Hibernacja wieczną gwarancją skutecznej podróży kosmicznej.
„Niezły slogan dla agencji kosmicznej. Albo kosmicznego biura podróży” — pomyślał Adam.
— Widzi pan, ironia jest zbyteczna — zupełnie niezrażony pracownik kontynuował swój wywód. — Wszyscy jesteśmy częścią kosmicznego pyłu, jesteśmy dziećmi wszechświata. Dlatego też powinniśmy łączyć się z kosmosem, a nie się od niego odgradzać. Dlatego też nasze produkty wykonane są z materiałów w pełni ekologicznych, podlegających biodegradacji. Więcej panu powiem, nasza dbałość o środowisko naturalne jest tak wysoce rozwinięta, że nasze produkty wykonujemy wyłącznie z materiałów pochodzących z recyklingu.
— Jak to z recyklingu? Przecież drewna z recyklingu nie da się odzyskać.
— A kto mówi o drewnie? Nie słuchał mnie pan. Drewno, nim zostanie drewnem, jest żywym organizmem. Czyż to nie podłość zabijać żywy organizm, by otoczyć nim gnijące szczątki materii organicznej? A przecież nam chodzi o naturalny proces, o zjednoczenie się z naturą, o pozostanie pyłem wszechświata.
— To znaczy? — zainteresował się nasz bohater, bo coraz mniej rozumiał.
— To znaczy, nasz produkt jest w pełni, że tak powiem, au naturel.
— Drewno jest naturalne.
— Jednakowoż celuloza nie jest częścią pańskiego organizmu — słusznie zauważył pracownik.
— Jeśli nie drewno, to co?
— Już panu powiedziałem.
— Obawiam się, że jednak nie rozumiem.
— Au naturel. Bez dodatków.
— Dodatków czego?
— Widzę, że trudno to panu przyswoić. Zacznijmy więc inaczej. Czy nie marzyłby pan o byciu częścią całego świata, by doświadczać aktu, wręcz fizycznego aktu miłosnego, z całym światem, ze wszystkimi pięknymi kobietami, które istniały od początku istnienia naszego gatunku? — tutaj spojrzał uważniej na naszego bohatera, pochylił się w jego stronę i dodał, nieco ciszej, z uśmiechem delikatnym jak pocałunek: — albo z chłopcami. Jak pan woli. To pana marzenia. Jest pan wszędzie i nigdzie — kontynuował już normalnym głosem. — Totalnie zatracony w wirze kosmosu. Dotyka pan przeszłości i przyszłości. Kosmos dotyka pana, zawsze. I wszędzie. Czyż to nie jest orgiastyczna wizja raju? Jest pan jak światło, jest pan poza czasem. Jest pan kosmosem. I dlatego nie mamy najmniejszego zamiaru ograniczać pana doznań, kontaktu z wirującymi cząstkami wszechświata. I dlatego oferujemy panu tę niezwykłą podróż w stanie au naturel, czyli w pańskiej biologicznej formie.
Tutaj myśl szybko dogoniła słowa, więc nasz bohater zadał pytanie odnoszące się do ostatniego komunikatu:
— Znaczy się… nago?
— Oczywiście, szanowny panie. Czyż nie przychodzimy nadzy na ten świat? I cóż niby więcej mielibyśmy z niego zabrać? Absolutnie nic. I właśnie taką podróż oferujemy. Jako jedyni na rynku.
— Chwileczkę, mówił pan coś o materiałach z recyklingu.
— Ależ szanowny panie, przecież cząstki i związki chemiczne, które pana tworzą, powstały już u zarania wszechświata. A pan, sądząc po wyglądzie, jest jednak nieco młodszy.
— No fakt. Sprytne.
— Więcej, proszę pana. To genialne. Ale to nie wszystko.
— Zamieniam się w słuch — powiedział nasz bohater, bo akurat nic innego nie przyszło mu do głowy. Najwyraźniej był nieco oszołomiony.
— Otóż większość ogranicza klientów do jakiegoś, jakże żałosnego, ostatniego i jedynego miejsca tak zwanego wiecznego spoczynku. Jakieś dwa na dwa metry lub mniej. Gdzieś w jakimś dole, piwnicy, krypcie. My łamiemy te przestarzałe konwencje. Oferujemy cały świat. Więcej, proszę szanownego pana, oferujemy cały kosmos.
— Nie bardzo rozumiem. To znaczy, gdzie zostaną pochowane moje doczesne, nagie szczątki?
— Na naszym galaktycznym przystanku do wieczności.
— A bez metafor?
— Proszę spojrzeć przez okno. Co pan widzi?
— Zależy gdzie. Po lewej jakieś psy kopulują. A na drzewie siedzi czarny kocur i się wylizuje.
— Jak zwykle narzuca pan sobie ograniczenia, te drobnomieszczańskie społeczne schematy. Proszę spojrzeć szerzej, dalej. Proszę poszerzyć horyzont.
— Po horyzont to sięga… pan wybaczy, ale nie potrafię tego opisać inaczej… wysypisko śmieci.
— I znów narzucone społeczne schematy. Proszę pana, to jest mieszanka prawdziwego życia. Tutaj życie się kończy i zaczyna jednocześnie. To jest jak mikrofalowe promieniowanie tła, czyli dowód na historię, ale także na początek nowego. Miejsce, gdzie każda cząstka zaczyna swoje życie, zaczynają ten niezwykły taniec, ten erotyczny akt stworzenia. Tutaj jest ukryta energia i ogromny potencjał. I pan będzie jego częścią. Będzie pan częścią naszego ziemskiego, a z drugiej strony galaktycznego mikrofalowego promieniowania tła. Będzie pan początkiem. Pański koniec będzie początkiem. Będzie pan Alfą i Omegą. Będzie pan równy bogom. A to jeszcze nie wszystko.
— Aż się boję zapytać.
— Nie należy się obawiać wielkich pytań. Otóż w tym miejscu powstanie kosmodrom, port kosmiczny, z którego będą startować międzygwiezdne pojazdy wynoszące pana, jako pył wszechświata, do macierzy. Czyli do wszechświata właśnie. Potężna energia startujących silników będzie wzbudzać wszystkie pana cząstki, materię, która niegdyś tworzyła pana, i będzie ją unosić do atmosfery, a potem wyżej i wyżej. Aż osiągnie pan kosmos. Zostanie pan gwiezdnym podróżnikiem, który, będąc równym bogom, będzie przemierzał bezmiar wszechświata (lub wszechświatów) w niekończącym się akcie miłosnego tworzenia. Czy to nie jest piękna wizja?
— Taaaa, wie pan. Nawet zaczyna to do mnie trafiać.
— Nie dziwię się. Mówiłem panu, że temu nie sposób się oprzeć.
— Zanim jednak przestanę się opierać, chciałbym usłyszeć coś o warunkach finansowych tej oferty.
— Proszę się nie martwić. Mamy system ratalny doskonale dostosowany do indywidualnych potrzeb i możliwości klienta. Czy ma pan dzieci?
— Owszem, zdarzyło się.
— Doskonale. I to jest najlepsza opcja. Możemy panu zaoferować warunki spłaty obejmujące zarówno pana, jak i pana dzieci, co obniży wysokość raty. Jeśli ma pan jeszcze wnuki…
— Jeszcze nie.
— … nic nie szkodzi. Nawet bez dodatkowych żyrantów możemy podpisać umowę. Jeżeli obawia się pan, że pańskie dzieci, zbałamucone nowomodnymi zwyczajami, nie będą miały własnych dzieci, możemy w umowę wpisać jakąś nieruchomość jako zabezpieczenie spłaty naszej niezwykłej usługi. To zwykła formalność, proszę się nie obawiać. Zresztą, czy mając taką perspektywę, jest się w ogóle czego obawiać? Przecież czeka pana wieczne szczęście. Jest pan w czepku urodzony.
— Taaaa… za to umrę au naturel.
Bo w życiu ważne jest, by być w zgodzie z sobą. Au naturel.
Komentarze (1)
No ten; zaleciało mi klasyką formatu SF
Dobrze napisane 🛵
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania