Bez imienia

Jak szkło w powietrzu — drży noc rozbita,

w sercu — głos twój, co nie śpiewa już nic.

Pod palcami cień — nie dotyk, nie życie,

lecz ślad, co gaśnie, jak sen wśród iglic.

Wierszem cię pisałem na ustach księżyca,

gdy światłem opadał na kruchą pierś dnia,

a tyś jak ogień w źrenicy przebłyska —

zgasła, nim zdążyłem nazwać, że trwasz.

W twoim milczeniu — krzyk wszystkich przestrzeni,

w spojrzeniu — wieczność, co skraca swój lot.

Ja zaś — rozdarty w pół między cieniami,

żyję bez życia, z imieniem bez słów.

Ciało pamięta cię w ruchu i chłodzie,

choć dusza płonie w lodowatym śnie.

Tyś była modlitwą, lecz nie dla mnie Boże —

bo nie znałem cię, a kochałem bez tchnień.

I tylko echo, co wraca bez śladu,

i wiatr, co niesie zapach nie twój.

W tym smutku — ziemia, w tym bólu — mój pokój.

W tej miłości — pustka. I popiół.

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • próżnia 8 miesięcy temu
    co to za oceny, zajebiste przecież, chociaż te przekształcone słowa typu ,,kochałem bez tchnień" trochę psuje odbiór, no tak czy siak 5
  • P.Mgieł 8 miesięcy temu
    Cenię sobie każdą opinie, nie do każdego może to trafiać co za tym idzie nie musi się podobać. Lubię bawić się słowem co widać i nieszablonowo je łączyć więc może dlatego takie oceny. Dzięki za 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania