Bez tytułu - nie lubię tytułować swoich prac. To bardzo ogranicza wymiar.
Jak to ma być piękne popołudnie?
Skoro widzę tylko ciemność bez dna,
pojedyncze światła tylko są duszami,
a blask księżyca rozlewa się jak mleko po mojej
skroni i woła do mnie.
Woła do mnie ta nadzieja, oblepiona zimnem i
skażona ciemnością.
Styczeń, nawet Cię nie chciałem.
Stawiam krok - błoto, śnieg i ludzkie zepsucie.
Czemu wszyscy są tacy zimni.
Czemu są uśmiechnięci?
Z CZEGO SIĘ ŚMIAĆ?!
MIKO.
Komentarze (3)
A co do wiersza:
"ciemność bez dna", a ja zastanawiam się jak wygląda ciemność z dnem...
"oblepiona zimnem" - zimno raczej nie oblepia. Mnie przynajmniej ani mróz ani zimno ani nic w tych klimatach nie kojarzy się z czymkolwiek lepkim.
"Stawiam krok, błoto, śnieg i ludzkie zepsucie." - tu też takie niefortunne połączenie. No bo co znaczy stawiać śnieg? Albo błoto? Albo ludzkie zepsucie? Zupełnie tego nie widzę, a wytężam wyobraźnię jak tylko potrafię...
A w ogóle jaki z tego sens? Pojęcia nie ma. Skacze ten wiersz od niby-metafory do niby-metafory, zapewne w próbie uzyskania głębi. Tyle tylko, że czytelnik widzi zaledwie kałużę i niewiele więcej...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania