Białe, ckliwe
Wschód słońca trzyma nas przy sobie,
z oddali karmi sztukami rodzynek
i wszystko prostą przybiera pozę,
a słowa - jeszcze białe i ckliwe.
Gdy wieczór jest już pomny żalów,
przykryje nieba skrzydlatą rozpiętość,
spod własnych powiek wyjdziemy cali.
W słowa wlejemy zachodu tętno.
Następne części: Białe, ckliwe
Komentarze (13)
ten wschód słońca nie bardzo mi się podoba, mogłeś ładniej ubrać... ''spod własnych powiek wyjdziemy cali'' - to robi wrażenie
Betti, można byłoby znaleźć substytut. Zgoda.
Dzięki i baj
Z drugiej strony, w tej odsłonie brzmi ciekawie... sama już nie wiem, chyba że znajdziesz coś zamiast.
Bay.
Coś zamiast - piękne powiedziane ;)
*pięknie
Wschód otwiera zachód zamyka wg mnie ok, jak zmieniać to parami świt zmierzch, poranek wieczór, ale wschód zachód chyba robi ładniejszy i pełny obraz.
kalaa, wezmę pod uwagę. Dziękuję ;)
Tak dopieszczone i przepełnione ckliwością, że nie mogę rozszyfrować. A może o to chodzi, żeby pozostało takie białe i nietknięte? Albo późna godzina i już nie mam siły. Ale już mniejsza. Bardzo majestatyczny.
nim, myślę że aż tak ckliwie nie jest. Dziękuję za odwiedziny .
O poranku pełni nadziei jeszcze nietknieci. Ale czas zrobi swoje i o zachodzie będzie żal i silne emocje.
"spod własnych powiek wyjdziemy cali.
W słowa wlejemy zachodu tętno." - piękna końcówka.
Pozdrawiam!
Justyna, dziękuję za próbę interpretacji. Pozdrawiam!
coś ma
Dziękuję za ocenę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania