Blackout
[Zatrzaśnij próg — gdy pukanie podbija beat.]
Pokój przyjmuje nas jak szkło: połysk na krawędziach, lampa miga; pył stoi w kropki. Karta w gnieździe. „Do not disturb” na klamce.
Poziom: czerwone pole. Głośniki biją o ściany. Drzwi biorą ciśnienie — futryna pracuje.
Królowa wyciąga pakiet. Struna idzie sucho — jeden przesuw. Na dłoni dwa matowe dyski. Ręka: obrót. Pod język — łyk spada pionem. Ciepło odpala nitkę pod mostkiem. Krawędzie cofają się o pół tonu. Zgryz klika raz — domyka tor.
Dłoń Królowej na szyi — 2 gramy nacisku. Rytm wbija układ. Szczęka podchodzi — trzymam; język szuka brzegu. Iskrzenie w opuszkach; puls na wierzchu. Runa podnosi się o milimetr — krawędź staje. Lustro skanuje trzy kadry.
Stopy kleją się do splotu; wzór jedzie dalej, śruby w profilu stukają po krawędzi. Pot robi film na obojczyku, sól zostaje; na skroni krystalizuje cienki ślad. Zielone pasmo stoi w źrenicach, blachy tną w żółtym. Krótkie serie wdechów. Puls: nadgarstek, potem za uchem. Królowa chwyta kciukiem nerw pod żebrem — [Trzymaj].
Oddech. Dwa — dwa — cztery — Shot. Tik. 40 proc. w dół jednym torem; klapa domyka cierpki posmak.
Łańcuch dźwięku idzie znowu pod skórą. Wtrysk ciepła pod kark; klimatyzacja spycha to cienkim nożem. Światło tnie na klatki; jedna gubi pół uderzenia i wraca — krawędź ściany bierze nacięcie.
Pukanie w drzwi — twarde, punktowe. Głośniki zbierają pył z narożników. Cztery uderzenia — gęsto. Bas je chwyta i pętli. Pod progiem szczelina; cień przechodzi — znika. Wzrok wbity w siebie: czarne źrenice łapią czerwony refleks diody. Wargi — klik. Ślina w obie strony, smak niklu. Hi-hat rozpruwa powietrze na igły. Klamka drży o milimetr, wizjer matowieje. Drop: cztery w dół — twardo. Pokój opada o ton; klima zamiera na sekundę i rusza. Puls na wierzchu. Jeszcze cztery — gęściej. Reguła ciszy stoi w ościeżnicy.
Sygnał zostaje sam — blackout na raz. Cięcie.
Komentarze (2)
cul8r
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania