Blizny
Ktoś mnie obserwuje. Boję się
„Martwa kobieta w okolicy Filadelfii. To już druga ofiara prawdopodobnie tego samego sprawcy” – Mniej więcej takie napawające strachem nagłówki można było przeczytać w gazetach ostatnimi czasy.
Dwa tygodnie temu.
Ewa ostatnio czuła, że dzieje się coś dziwnego. Koszmary dręczyły ją prawie co noc. Myślała, że to stres spowodowany jej ciążą oraz pracą.
Jaka praca może powodować koszmary? Chociażby właśnie dziennikarstwo śledcze. Z reguły Ewa zajmowała się sprawami związanymi z łamaniem prawa w rządzie, ewentualnie napady na banki, podpalenia, wpadki prokuratury lub ciekawe procesy sądowe. Była jedną z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarek w obrębie Filadelfii. Ewa była samotną kobietą, w piątym miesiącu ciąży, a jej facet, jak to lubi powtarzać bez końca matka Ewy „Zmył się i zostawił z problemem”.- Bardzo śmieszyło to Ewę. Pani Meer nigdy nie owijała w bawełnę.
Mama Ewy, była miłą staruszką, o okrągłej, przyjaznej twarzy. Ewa często ją odwiedzała. Rozmowy z matką, zawsze pozwalały jej się oderwać od pracy i dużego miasta. Starsza pani mieszkała dalej w ich rodzinnym mieście Lansdale. Za każdym razem opowiadały sobie co nowego słychać. Potrafiły plotkować godzinami. Pani Meer była w tym niekwestionowaną mistrzynią. Zbierała informacje szybciej niż wiewiórka orzechy, jeżeli można sobie pozwolić na tak prozaiczne porównanie.
Tego dnia, Ewa obudziła się po ciężkim dniu z bólem głowy. Ostatnio ciągle czuła się nieswojo. Nie mogła zasnąć.
Czas chyba zrobić sobie przerwę- Pomyślała- Dzisiaj odwiedzę mamę.
Pozbierała się, spakowała małą walizeczkę, postała przed lustrem i wsiadła w auto. Zadzwoniła do szefa redakcji z prośbą o dwa tygodnie urlopu. Po trzydziestu minutach widziała już dom Mamy. Dojechała i wysiadła z auta. Myślała, że mama śpi, więc weszła po cichu i postawiła walizkę na stoliku w przedpokoju.
-A kto mi się tu skrada z rana. – Spytała niby samą siebie Pani Meer.
Ewa uśmiechnięta zajrzała do kuchni i zobaczyła na blacie stos naleśników. Tych, które Ewa uwielbiała. Z truskawkami i cukrem pudrem. Kobieta stała tyłem do córki, ale najwidoczniej dobrze wiedziała kto przyjechał. Pani Meer była szczuplutką kobietą, dokładnie tak samo jak Ewa. Były bardzo podobne. Te same niebieskie oczy i kiedyś te same kasztanowe włosy. Teraz włosy Pani Meer były białe jak śnieg.
-Cześć mamusiu. Spodziewasz się kogoś? – Ze śmiechem skierowała wzrok na naleśniki – Chyba sama tego nie zjadasz.
-Po ostatniej naszej rozmowie, nawet przez słuchawkę było słychać, jak przybija Cię to wszystko. – Wyjaśniła Pani Meer- Nie ciężko było się domyśleć, że w weekend spakujesz się i odwiedzisz wreszcie starą matkę. Po miesiącu! – Powiedziała z udawaną urazą.
-Przecież dzwoniłam do Ciebie – Odpowiedziała Ewa dalej z uśmiechem na twarzy.
Pani Meer odwróciła się i spojrzała troskliwie na córkę.
-Ale to nie to samo, co widzieć twoją śliczną buzię – Przytuliła córkę – A teraz siadaj. Na stole masz świeże truskawki. Zrobiłam nam kawę. Siadaj, siadaj.
Usiadły i zaczęły rozmawiać o tym co zwykle.
- Jak dziecko? Ten twój oczywiście zmył się, zostawił z problemem. Pewne nie dzwoni nawet– Starsza pani przewróciła oczami. - A może poznałaś kogoś ?
- Mamoo! Mam trzydzieści dwa lata.
-No i co? Chyba mogę wiedzieć jak się wiedzie mojemu dziecku. – Spojrzała na Ewę prowokującym wzrokiem.
-Nikogo nie poznałam. Z dzieckiem wszystko w porządku, a kiedy będę już tak gruba, że nie zmieszczę się w drzwiach dostanę urlop macierzyński. Wtedy sobie odpocznę. – Odpowiedziała.
-Acha ! Zapomniałam Ci powiedzieć. Pamiętasz tą kobietę co prowadziła tą kwiaciarnię, dwie przecznice dalej? Trzy dni temu zamordowano jej córkę. Dziewczyna była w ciąży. Dziecko już nie żyło kiedy ją znaleźli. – Opowiadała – Podobno miała wyjść jak co dzień, na nocną zmianę do pracy i po prostu nie dotarła.
-O mój boże! – Wykrzyczała z przejęcia – To straszne, a taka miła z niej była dziewczyna.
-W twoim wieku. Kto robi takie rzeczy.. – Nagle przerwała – Kochanie, nie wyglądasz najlepiej. Wszystko w porządku?
-Nie mamo. Wszystko jest dobrze. Jestem po prostu bardzo zmęczona. – Odpowiedziała szybko, żeby uspokoić mamę i położyła jej dłoń na ramieniu.
Rozmawiały tak aż do późnego popołudnia. Wtedy Ewa poszła rozpakować rzeczy do swojego starego pokoju. Pani Meer nigdy nic nie zmieniała w pokoju córki. Zostawiła go w takim stanie w jakim Ewa pamiętał wszystko. Różowe ściany i srebrne gwiazdki z papieru, które przyklejała na ścianę po każdej przeczytanej bajce. Położyła się na łóżku.
Ta sytuacja z córką kwiaciarki nie wydaje się normalna – Obudził się w niej instynkt dziennikarza.
Kolejnego dnia postanowiła przyjrzeć się bliżej tej sprawie. Odwiedziła Kwiaciarkę, ale widząc w jakim była stanie nie śmiała pytać o córkę. Przywitała się, chwilkę porozmawiały i tyle.
Poszła więc na posterunek policji w Lansdale. Powiedziała, że przysyła ją Redaktor z Filadelfii aby pozbierała wiadomości do materiału. Pomachała im tylko legitymacją przed twarzami i zaraz dostała wszystkie raporty w sprawie tamtego zdarzenia. Okazały się bardzo Ciekawe.
Usiadła i zaczęła przeglądać raporty.
[Dziewczyna miała poderżnięte gardło a w ręku karteczkę z napisem „Oko opatrzności widzi wszystko ale dopiero podnosi swą powiekę” obok napisu widniały trzy cyfry 777]
Ktoś tu najwyraźniej uważa się za boga. – Myślała i czytała dalej.
Ewa zapisała wszystkie ciekawe rzeczy. Zeznania przyjaciół i rodziny także wydawały się interesujące. Dowiedziała się, że partner dziewczyny dwa miesiące przed ślubem dostał pracę w Europie i wyjechał. Nie układało im się najlepiej. Od tamtego momentu kontakt z nim praktycznie się urwał.
To nie normalne.. – Pomyślała Ewa – Jakby pomyśleć jestem w podobnej sytuacji. Ciąża. Brak ślubu.. Boże ja mam jakąś paranoję – Zaczęła się śmiać sama z siebie. – To wszystko przez zmęczenie.
Ale o co chodzi z tym okiem opatrzności? Ten temat ciekawił ją najbardziej.
Przemyślała całą sprawę. Zdecydowała, że napisze ten artykuł i jak najszybciej wyśle do redakcji. Dwa dni później artykuł był już gotowy. Wysłała go do szefa i już po pół godzinie dostała odpowiedź.
„Witam Cię Ewo. Widzę, że muszę chyba częściej dawać ci wolne. Wtedy masz najlepsze pomysły. Oczywiście wydrukujemy to na pierwszej stronie. Spróbuj jeszcze powęszyć, a może znajdziesz coś jeszcze lepszego na ten temat. Trzymamy za Ciebie kciuki Sherlocku”
J. K.
Ucieszyła się i zmartwiła jednocześnie.
Pochwała w ustach Johna Kelley’a to nie częste zjawisko, ale co ja mam jeszcze wywęszyć. Nic więcej już nie mam w tych raportach. –Martwiła się.- Chyba że Kelley sugeruje mi.. abym spróbowała rozwiązać tą sprawę! Mam być detektywem!
W kolejnych dniach, Ewa jeździła do różnych ludzi którzy mieli coś wspólnego z młodą kobietą. Każdy próbował powiedzieć jak najwięcej. Nikt nie wiedział jednak nic o tych trzech cyfrach. Nikt też nie przypominał sobie, żeby Aghata - bo tak miała na imię – należała do jakiejś sekty. Nie miała też żadnych wrogów. Jej partner też nie mógł budzić podejrzeń. Pracował w Europie, ale dało się wyczuć, że nie chciał wracać do narzeczonej. To czego się dowiedziała, nie pomogło jej odpowiedzieć na pytania, które przed nią stały, a wręcz przeciwnie. Teraz pytań było dwa razy więcej. Po trzech dniach wizyt na policji i rozmów z ludźmi, gdzie każdy twierdził co innego Ewa miała ochotę dać sobie spokój, zadzwonić do Kelley’a i powiedzieć mu, że nic więcej nie potrafi wycisnąć. Przynajmniej tak myślała gdyby nie kolejny ciekawy fakt. W kilka dni po tym jak Ewa dowiedziała się o tej strasznej zbrodni, policja w Lansdale dostarczyła jej raporty z kolejnego, bardzo dziwnego zabójstwa które wydarzyło się niedaleko od Lansdale. W mieście Quakertown, doszło do zabójstwa dwudziestolatki. W jej ręce znaleziono kartkę.
„Bóg stworzył świat w siedem dni. Ja sedmioma go zmienię” Obok napisu widniały trzy cyfry – 777.
Ewa była zszokowana. To ten sam morderca. Nie mogła czekać. Wsiadła w auto i zabrała się do pisania drugiego artykułu. Kiedy skończyła, natychmiast wysłała materiał do redakcji. Szef był zachwycony. Łącząc te dwie sprawy, coś zrozumiała.
Ta osoba wypełnia jakiś chory plan – Stwierdziła – Tylko czemu policja nie potrafi tego dostrzec? Zamiast reagować, czekają na kolejne zabójstwo i spisują raporty. Na tyle ich stać.
Ewa wiedziała, że to jej zadanie. Pewne było, że to nie koniec morderstw. To dopiero początek. Zmieni świat...To prawda. Na pewno w ciągu jednego dnia zmienił świat wielu ludzi, którzy kochali Aghatę. Ewa miała wrażenie, że jego plan ma jakiś punkt kulminacyjny, który zakończy wszystko. Ona jednak nie może pozwolić na kolejne morderstwa.
Kolejnego dnia Ewa wyszła z mamą na zakupy i pomogła jej posprzątać w domu. Wieczorem po ciężkim dniu stwierdziła, że musi się przewietrzyć i wszystko przemyśleć. Z nieba spadł drobniutki deszcz. Kropelki odbijały się od ziemi i ochlapywały buty Ewy. Było bardzo ciepło. Urlop dochodził do końca, a ona zamiast wypocząć czuła się jeszcze bardziej zmęczona. Za cztery dni miała być już w pracy. Spacerowała tak, po ciemku, gdy znowu miała to dziwne wrażenie. Ktoś na nią patrzy. Odwróciła się i zobaczyła umykający za budynek cień. Czyżby ktoś ją śledził? Cień stał pięćdziesiąt metrów od niej za rogiem sklepu z zabawkami. Ewa przyśpieszyła kroku. Była kawałek od domu. Zaczęła biec. Woda z kałuż zmoczyła jej ubranie. Dobiegła do ganku i drżącymi rękami chwyciła klamkę. Wbiegła do środka i zamknęła drzwi na klucz.
-Co się dzieje kochanie? – Mama zbiegła ze strychu, chyba usłyszała jak córka trzaska drzwiami. –Coś się stało? – Zlustrowała Ewę wzrokiem- Jak ty wyglądasz?
-Przepraszam, że Cię wystraszyłam. Nic się nie stało. Biegłam, bo zaczęło padać.
Mama spojrzała na nią badawczo, ale potem odpuściła.
-Dostaniesz zapalenia płuc! Skarbie, co się dzieje- Spytała Pani Meer
-Naprawdę nic mamo – Ewa przymusiła się do uśmiechu i poleciała do swojego pokoju tak szybko jak mogła. Owinęła się w koc i wypiła herbatę, którą przyniosła jej matka.
Ktoś mnie śledzi. Czy chodzi mu o mnie, czy o mój artykuł. Czy to ten sam cień, który wyczuwałam w Filadelfii? – Pytała sama siebie. Nie wiedziała co robić.
Dwa dni później, na komisariacie natknęła się na interesujący raport dotyczący zbrodni z przed siedmiu lat. Pamiętała ją doskonale. Redagowała te raporty i pomagała w złapaniu zabójcy. Niestety na próżno. Mężczyzna utopił się w jeziorze a jego ciało odnaleziono dług potem. Sprawcą był kontrowersyjny teolog i pastor z małego miasta, który był, jak to mówili znajomi, trochę przeczulony na punkcie instytucji małżeństwa . Zabił swoją narzeczoną i dziecko które nosiła, a potem siebie. Za motyw uznano to ,iż myślał ,że dziecko nie było jego. Nie mieli ślubu. Rzekomo wpadł w furię gdy dowiedział się o ciąży i zabił żonę razem z dzieckiem. Jego brat też zaginął. Napisał list w którym, żegna się z wszystkimi i znika. Pisał, że nie jest w stanie żyć wytykany palcami , za zbrodnię brata. Spakował się, prawdopodobnie zmienił nazwisko i wyjechał. Trudno się dziwić. Trąbiono o tym przez kilka miesięcy. Byłam bardzo blisko i prawie schwytalibyśmy faceta gdyby nie to, że się zabił. To ja powiązałam jego dziwne listy, prawdopodobnie do boga, w których pisał o tym że świat jest brudny a on to zmieni. Człowiek maksymalnie ze świrował na punkcie czystości.
Ewa pomyślała, że tu motyw może być podobny.
Możliwe, że kobiety które on zabija, są nie zamężnymi przyszłymi matkami, a on wypełnia jakąś okropną misję w imię boga.
Ostatniego dnia w Lansdale, pożegnała się z mamą i powiedziała, że postara się przyjechać w przyszłym miesiącu na długi weekend.
Uważaj na siebie – Krzyknęła za nią Pani Meer.
Ewa wsiadła do samochodu i odjechała. W czasie drogi myślała o wszystkim czego się dowiedziała. O tych cytatach. O starej sprawie z pastorem.
Dwa dni później doszło do trzeciego morderstwa. Takie same okoliczności. Kobieta z Allentown. Tym razem nagłówki brzmiał „Czy ten człowiek nie ma serca?”. Kolejny tydzień kolejne zabójstwo. W Reading. To już cztery. Trzeba go powstrzymać.
Morderca nie ma sumienia. Policja stoi w miejscu. – Myślała Ewa. – Kobiety nie mają z sobą nic wspólnego. Oprócz sytuacji w jakiej się znajdują. Sytuacji w jakiej jest Ewa. W prawie każdym cytacie, który w ręku trzymały kobiety morderca pisał coś o oku opatrzności.
„Oko opatrzności widzi wszystko”
Co to znaczy? Coś się zaczyna. On nie długo zobaczy..
Ewa siedziała w redakcji i szukała informacji na temat oka boga.
-O mój boże. – Ewa szybko znalazła w Internecie mapę Pensylwanii, a w drugiej zakładce Oko Opatrzności. Patrzyła na mapę i miasta w których dokonano zbrodni. Po kolei. Lansdale, Quakertown, Allentowm, i Reading. Plan trójkąta. Ewa zrozumiała. To bardzo dopracowany i perfekcyjny plan. Zabójca wyszukuje kobiety w ciąży, które są nie samotne. Zabija je „zmienia świat” a oko opatrzności się dopełnia.
Podpis 777 to nie jest zwykły podpis. To liczby Boga.
I nagle.
Zaraz, zaraz. – Ewa się zastanawiała. – Siedem lat temu dokonano zbrodni. Pastor. Siedem lat temu. I ..- Ewa sprawdziła dokładną datę morderstwa – To było siedem lat i niecałe siedem miesięcy temu. Morderca chce zabić dokładnie w siódmy rok siódmy miesiąc i siódmy dzień. W siódmym mieście. Ten dzień wypadnie za osiem dni.
-To nie możliwe – Szeptała do siebie –Pastor nie żyje. To nie może być prawda, ale..
To nie mógł być przypadek – Pomyślała
Przejrzała mapę.
Lansdale, potem Quakertown i Allentown, następnie Reading. – Zapisywała miasta na kartce - Potem jeżeli się nie mylę – Myślała – Landcaster, potem.. Westchester, a na końcu… Filadelfia.
Ewa była w szoku. Obrazy zaczęły wirować jej w głowie, próbowała wstać na nogi, ale osunęła się na krzesło. Serce waliło jej tak szybko, że zagłuszało wszystkie myśli cisnące się jej do głowy.
Chodzący cień. Czy Ewa miała być głównym celem?
-To ja domknę Oko.
Ewa wydrukowała mapę, Oko i pojechała do Johna.
-Ten człowiek nie żyje Ewo. Popadasz w paranoję. To zwykły przypadek. – Przekonywał ją Kelley.
-John! Zobaczysz, że kolejne kobieta zginie w Lancaster. – Przekonywała go Ewa.
-Posłuchaj. Dam Ci jeszcze tydzień wolnego. Jesteś zmęczo..
Ewa odwróciła się i trzasnęła drzwiami.
Może i jestem zmęczona, ale idiotkom nie jestem. –Była oburzona tym co właśnie usłyszała.
Chciał żeby odgadła zagadkę - Bąkała pod nosem - a kiedy przychodzę do niego i tłumaczę wszystko, on odsyła mnie z tygodniem urlopu. PARANOJA! – Nie mogła się pozbierać.
Ewa zadzwoniła na policję i kazała połączyć się z komisariatem w Lancaster. Wytłumaczyła, że niedługo dojdzie tam do morderstwa i że muszą podwoić patrole, ostrzec ludzi.
Policjanci wyśmiali ją i zagrozili, że jeśli jeszcze zrobi robić sobie żarty z policji to znajdą ją i nie będzie jej już do śmiechu.
-Co za banda kretynów! – Wykrzyczała stojąc na środku ulicy z telefonem w ręku. – Rozłączyła się – Od czego oni są jak nie od ratowania życia.
Złapała taksówkę i pojechała do domu.
Taksówkarz chyba ją znał bo przyglądał się jej badawczo.
-Pani jest z telewizji? –Zagadnął
-Z gazety.– Odpowiedziała ale nie miała ochoty na pogaduszki.
-Ach no tak. To pani jest Ewa Meer ? – Był bardzo poruszony. – Czytamy z żoną wszystkie Pani artykuły. Wie pani już coś o tym zabójcy?
-Niestety nie – Skłamała.
-Oby wykitował w wiezieniu. – Powiedział to w takich nerwach że Ewa się wystraszyła się i wyskoczyła z taksówki zaraz po dojechaniu na miejsce.
-Dziękuję dowidzenia – Podała mu pieniądze z dużym napiwkiem.
- Niech bóg Pani wynagrodzi.
Niech bóg Pani wynagrodzi.
Weszła do mieszkania i położyła wydruki z redakcji na biurko. Siadła przed komputerem i napisała listy. Napisała wszystko co wie i wszystko co może się okazać bezcenne gdyby coś.. się stało. Bała się o swoje życie. Wiedziała, że morderca obserwował ją i wie o niej dużo. Wiedziała, że to ona będzie ostatnia. Ale dla czego. Czy to jest zemsta?
Niech bóg ci wynagrodzi.
To zdanie tkwiło jej w pamięci.
Ewa wyszła wieczorem do redakcji. Miała klucze i często to robiła, kiedy nie mogła zasnąć. Wszyscy byli już w domach więc będzie mogła spokojnie pomyśleć przy swoim biurku. Wyszła z mieszkania z zamiarem wysłania swoich listów i notatek.
Chciała wysłać je do wszystkich redakcji w stanie, żeby ktoś zareagował.
Szła przez miasto.
Bardzo spokojnie. – Myślała.
Słyszała tylko odgłosy bawiących się ludzi w centrum. Było ciepło, a lampy przyjemnie oświetlały ulicę złotawym światłem. Czuła się jak w innym świecie.
Nagle cos mignęło jej przed oczami. Zbliżała się do niej sylwetka, wysoka, ciemna i budząca strach. Znowu przyśpieszyła kroku, Teraz nie mogła już wrócić do domu. Szła prawie biegiem, ale nagle poczuła cos lodowatego na szyi. Ktoś trzymał nóż na jej gardle.
Jak długo mnie śledził? Czy to już koniec? – Łzy napłynęły jej do oczu.
-Witam Cię ponownie, jak Ci się żyło przez te siedem lat?
-Czego ode mnie chcesz?
Czyżbym się myliła? Jeszcze osiem dni. Czy to naprawdę był przypadek? Co tu się dzieje! – Nie mogła zabrać myśli.
Mężczyzna nie odpowiadał. Ewa poczuła przeszywający ból.
Ciemność.
Ewa obudziła się z paskudnym bólem. Mężczyzna uderzył ją czymś w głowę, czuła zaschniętą krew na lewej skroni. Była w jakimś ciemnym, wilgotnym miejscu. Była przerażona. Miała zakneblowane ręce i nogi a usta zaklejone taśmą. Nie była w stanie się uwolnić. Przywiązana do krzesła i zamknięta w jakimś małym pomieszczeniu czuła się jak w upiornej pułapce.
Nikt mnie tu nie usłyszy, na pewno o to zadbał. – Była roztrzęsiona.
Nie próbowała wydawać z siebie żadnych dźwięków. Jeśli się nie myli, jej śmierć była tylko kwestią czasu. Nie wierzyła, że uda jej się wyjść cało z tej sytuacji. Miejsce to nie było przyjemne. Kiedy jest maksymalna cisza, człowiek zaczyna słyszeć rzeczy, na które normalnie nie zwraca uwagi. Najmniejszy szmer napełniał ją strachem. Kapanie wody czy odgłos biegających szczurów. Chyba była w kanałach, lub jakiejś piwnicy. Czekała. Bała się, że mężczyzna nie wróci i umrze tu z głodu. Chciała, żeby wrócił.
Ironia losu.
Czekała ponad godzinę nie wliczając czasu, w którym była nie przytomna. Usłyszała kroki. Ktoś się zbliżał.
Może to nie jest morderca, może ktoś tu wszedł i może mi pomóc. –Próbowała krzyczeć.
-Spokojnie, nikt oprócz mnie tu nie wchodzi. – Pojawił się męski głos. Ten sam niski i przeszywający zimnem głos, który należeć mógł do jednej osoby. Otworzył drzwi. Do małego pomieszczenia, wlało się trochę światła. Przymrużyła oczy. – Długo spałaś. Prawie dwa dni. – Zdążyłem załatwić więc pewną sprawę w Lancaster. Pewnie wiesz jaką. – Wyszczerzył zęby. – Boisz się – Stwierdził.
Zobaczyła go znowu po siedmiu latach. Jego skórę pokrywały ją zmarszczki a twarz była zmęczona, ale nigdy nie pomyślałaby, że ten mężczyzna mógłby być takim zwyrodnialcem. Był wysoki i szczupły Na policzku miał dużą poszarpaną bliznę. – Ewa się zastanawiała, jaka historia się z nią wiąże –Jego oczy były brązowe, a włosy czarne, gdzie niegdzie wyrastały siwe włosy. Można go było wziąć za nieszczęśliwą i dobrą osobę, gdyby nie fakt, że zabił co najmniej pięć kobiet i pięcioro nienarodzonych dzieci.
Nie rodzisz się mordercą. Mordercą się stajesz, albo robią go z Ciebie. Zawsze jednak nieodwracalnie. Zawsze w pamięci ludzi pozostaniesz mordercą.
-Na pewno chciałabyś zadać kilka pytań. Akurat teraz, że tak powiem nie jesteś do tego zdolna –Pstryknął palcami w taśmę klejącą na jej ustach i uśmiechnął się szyderczo - Ale domyślam się, że brzmiały by „Po co to robisz?”, „Czego ode mnie chcesz” Więc na razie niczego. Na wszystko przyjdzie pora. Ale będą to dwie rzeczy. Pierwszą możemy zaliczyć już dzisiaj.
Usiadł na drewnianej skrzyni i rozparł się wygodnie.
-Wiesz co? – Przysunął się do niej i oderwał taśmę klejącą – Chcę, żebyś mnie dokładnie wysłuchała – Przyjrzał się jej. – Byłaś taka młoda. – Zamyślił się. – Pamiętam Cię. Pamiętam z jaką zawziętością publikowałaś te cholerne artykuły. Te wszystkie kłamstwa. – Zamilkł. Był rozgoryczony.
Byłam nieprzytomna dwa dni. Zostało dziesięć. –Myślała- Znam prawdę i inni także ją poznają. Pewnie już mnie szukają. Albo i nie. – Przeraziła się. - Przypomniała jej się ostatnia rozmowa z Kelley’em. - Co jeżeli John myśli, że po naszej ostatniej kłótni naprawdę wzięłam ten tydzień urlopu. Co jeżeli wszyscy są teraz przekonani, że siedzę w mieszkaniu przed telewizorem i w spokoju zjadam kolejne pudło lodów. Dlaczego tego nie zrobiłam. Miałam się zamknąć w tym mieszkaniu.- Karciła się w myślach, ale dobrze znała prawdę. Była zbyt dumna żeby się poddać. Nie zamknęła by się w klatce i właśnie miała tego efekt.
Pastor zaczął swoją opowieść.
-Nikt nie znał do tej pory prawdy. – Zaczął. – Byłem pastorem czternaście lat w parafii Pottstown. Amelię znałem sześć lat. Od razu się zakochałem. Ona chyba też. Te lata były najpiękniejszymi latami mojego życia. Oświadczyłem się kobiecie mego życia. Od razu się zgodziła. – Uśmiechał się- Dopiero trzy tygodnie później do Pottstown wprowadził się mój brat, Michael. Zamieszkał w starym domu moich rodziców. Kiedy nas odwiedził niczego nie zauważyłem. Dopiero w kolejnych dniach zrozumiałem co się dzieje. Michael zakochał się w Amelii. Zauważyłem jak na nią patrzy. Nie podobało mi się to ani trochę. Zabroniłem mu nas odwiedzać. – Ewa słuchała tej historii i zastanawiała się co jest prawdą a co kłamstwem. – Michael wrócił wtedy do swojego domu w New Jersey. Miesiąc potem dowiedziałem się, że Amelie będzie w ciąży. – Cieszyłem się – Chcieliśmy szybko wziąć ślub. Zawiadomiliśmy o tym rodzinę. Byli zachwyceni. – Załamał mu się głos –Ale jedna osoba się nie ucieszyła. Tamtego dnia wracałem do domu z kościoła. Znalazłem Amelie na podłodze w sypialni. Miała poderżnięte gardło. – Było mu ciężko, ale mówił dalej. – Była cała we krwi. A w ręce miała karteczkę z napisem. „To dziecko było nie czyste. Nie miało prawa do życia. Niech bóg Ci to wynagrodzi”. Wtedy zrozumiałem co się stało i kto to zrobił. Michael chciał mnie wrobić w morderstwo. Chciał, żeby ludzie myśleli, że jestem potworem który zabił żonę bo dowiedział się, że to nie jego dziecko. – Mówił – Było moje. Wiedziałem, że muszę się ukryć. Że nikt mi nie uwierzy. Szczególnie, że w młodości napisałem pracę na temat prawa do życia dzieci nie czystych. Byłem młody i nie zbyt mądry. - Zaśmiał się – Tak mówią w filmach, ale to prawda. Przesadziłem, a Michael wiedział jak to wykorzystać przeciwko mnie. Uciekłem wtedy. Wiedziałem, że ją znajdą. Tak się też stało. Pani która u nas sprzątała zajrzała jak zwykle i zawiadomiła policję. – Pokręcił głową – To była miła starsza kobieta, nawet ona uwierzyła potem w to co pisali w gazetach, a szczególnie w Pani gazecie. Oczywiście, młoda ambitna dziennikarka i jej pierwszy sukces. To Pani nakręciła tą spirale i wie Pani co ? –Uśmiechnął się – Wtedy zrozumiałem, że świat szuka sensacji. Ludzie nie chcą usprawiedliwiać. Oni chcą oskarżać. To im sprawia przyjemność . Wymyśliłem plan. Bardzo dobry plan. Wiem, że gdybym na przykład popełnił samobójstwo przestano by mnie szukać. Nie mogłem już wrócić. Musiałem być martwy. I wtedy wpadłem na ten pomysł. Michael miał rację. Bóg musiał mi to wynagrodzić. Zrobiliście ze mnie mordercę? Bardzo dobrze.
Ewa słuchała nie mogąc uwierzyć. Wymyśliłby taką historię?
-Posłużyłem się bratem, żeby upozorować swoje samobójstwo. To naprawdę nie było trudne. Oszczędzę ci szczegółów, ale to właśnie Michaela potem wyłowiliście i uznaliście mnie za martwego. Pamiętasz ten list od Michaela? Ten w którym pisał o powodzie swojego wyjazdu? – Wiedział, że dobrze pamiętała –To ja go zmusiłem napisać ten list.- A kiedy ty i twoja gazeta robiliście ze mnie mordercę i chorego samobójcę, ja w spokoju myślałem jak się wam odpłacić.
W Ewie zawrzało.
-To moja praca. Miałam zlecenia na te artykuły. A ty jesteś mordercą. – Patrzyła na niego z obrzydzeniem – Mogłeś zgłosić to na policję. A nie uciekać, jak tchórz.
-Tak myślisz? Chyba dobrze wiesz, że nie mogłem. Mój brat nie był idiotom. Wiedział co zrobić, żeby podejrzenia padły na mnie. Przewidział, że ucieknę. Liczył na to. Ukrywają się winni, a tylko on miał pojęcie jak mnie do tego zmusić. Znał mnie jak mało kto. A wy świetnie mu w tym pomogliście. Podburzyliście społeczeństwo przeciw niewinnemu człowiekowi - Przerwał, zbliżał się do końca. – Jeżeli bóg mógł odebrać mi to, co kocham, to ja odbiorę mu to samo. Odbiorę mu ludzi których on tak bardzo kocha.
-Ale..
-Myślałaś, że robie to dla boga? Wiem. Taki był zamiar, a tymczasem ja robię to przeciwko niemu. – Dokończył – Zdziwiona? Bo ja nie. Jak można czcić kogoś kto zabiera taką .. – Urwał. Jego twarz wyrażała wszystko.
Zniszczono dobrego człowieka, a ja w tym pomogłam. – Była bezradna.
- A trzy cyfry?
-Miały być zmyłką. Tak jak myślałem, tylko ty odgadłaś co oznaczają. – Spokojnie tłumaczył.
-Rozumiem, że Cię skrzywdzono, ale dlaczego ranisz innych? Po co Ci to?
- To plan. Bardzo długo dopracowywany. Wszystko ma w nim sens. Nikt oprócz Boga nie jest wstanie pojąć jak wielką rzecz robię dla świata. – Był jak w transie, wstał. – Jaką wielką robię mu przysługę. Wyobrażasz sobie jak światem wstrząśnie, kiedy za kilka dni znają Ciebie? – Przerwał i powrotem usiadł. – Wszystko jest już zaplanowane i wszystko będzie po mojej myśli.
- Czemu to wszystko ma służyć? Nie masz sumienia?– Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem. Chciała dostrzec w nim jeszcze resztki człowieczeństwa. Miała nadzieję, że przemówi mu do rozsądku.
-A gdzie było wasze sumienie? Twoje sumienie? – Jego twarz w sekundę zmieniła wyraz. Wyglądała nieludzko i twardo. – No właśnie. Ja już nie mam serca, ani sumienia, bo zabrano mi je. Przemyśl to. – Powiedział i wyszedł. Znowu została sama.
Ewę oblał zimny dreszcz.
Ten człowiek jest chory. To moja wina – Ewa traciła nadzieję wiedząc co ją czeka.
Halo? Dzień dobry, ja zgłaszałam zaginięcie mojej córki Ewy Meer. Coś już wiadomo? – pytała zmartwiona kobieta.
-Proszę pani, zrobimy co w naszej mocy, żeby znaleźć Pani córkę. Na razie przesłuchujemy jej współpracowników, a nasi ludzie przeszukują mieszkanie. Dobrze by było też żeby Pani złożyła zeznania na Komedzie Głównej. – Odpowiedział spokojnym głosem policjant.
-Oczywiście. Mogę być za pół godziny.
Panie Meer wybrała się na komisariat o umówionej godzinie.
-Dzień dobry Panu.
-Witam, zapraszam do mojego gabinetu. – Policjant machnął rękom na dwóch młodych chłopców. –Zróbcie nam kawę.
Opowiedziała policjantowi o ostatnim zachowaniu córki. Miała wrażenie, że córka się czegoś obawia. Była, przerażona tym co się stało. Ewa nie narażała by siebie i dziecka.
-Rozumiem. Mam dla Pani kilka informacji. Przed chwilą wrócili moi ludzie. W komputerze Pani Ewy znaleźli plik.
Mężczyzna zaczął opowiadać o tym czego się dowiedzieli z komputera Ewy. O pastorze, o rzekomym planie. Planie, który był prawdziwy. Pisała, że boi się o swoje życie.
- To by wiele wyjaśniało, lecz ten mężczyzna popełnił samobójstwo siedem lat temu. – Na twarzy policjanta malowała się bezradność i zdezorientowanie.– To co pisała pani córka było naprawdę przekonujące gdyby nie ten jeden szczegół. Nie mamy więc żadnego tropu.
-A co jeśli on żyje? – Zapytała – Co jeżeli Ewa miała rację? – Pani Meer nie chciała się poddać.
-To nie możliwe. Znaleziono jego zwłoki już dawno temu, a tożsamość potwierdzono– Odpowiedział – Ale niech się pani nie martwi. Szukamy jej. Przetrząśniemy każdy kawałek tego miasta.
Dlaczego nic mi nie powiedziała – Myślała.
Ewa traciła zmysły. Strach i ciemność mąciły jej w głowie. Nie mogła pojąć tego wszystkiego co się stało. Nie wiedziała co myśleć o sobie i tym człowieku. Dni mijały. Od dawna nie miała nic w ustach. Najwidoczniej Pastor nie miał zamiaru utrzymywać jej przy życiu. Nie wiedziała, że w mieście toczą się poszukiwania. Tak samo nie wiedziała o tym, że artykuł, który napisała przed porwaniem wylądował w koszu. Ewa była uważana za wariatkę. Najzabawniejsze jednak było to, że wszystko to co napisała było wiarygodne, prócz rzekomego mordercy. Nie uwierzono jej, a motywem jej zaginięcia była choroba psychiczna i brak świadomości czynów. Zostały dwa dni. Była na skraju świadomości i wyczerpania.
Gazety trąbiły od rana o Ewie.” Dziennikarka z FiladelfiaNews zaginęła.” Zniknięcie Redaktorki z Filadelfii.” „Dziennikarska ciekawość bywa groźna”
Powszechnie uważano, że stworzyła sobie historie i utożsamiła się z nią. Oczywiście poszukiwania trwały, ale nikt nie brał pod uwagę porwania. Tym czasem kolejna kobieta zginęła w mieście przewidzianym przez Ewę. Policja nie reagowała. Wtedy jednak wydarzyło się coś dziwnego. W jej mieszkaniu, w schowku pod deskami znaleziono tabletki psychotropowe i nasenne.
Ewa ich nie używała.
Po znalezieniu tabletek policjant zadzwonił do matki Ewy, która był już w swoim domu w Lansdale.
Policja powiadomiła ją o tym znalezisku. Pani Meer wiedział, że jej córka nigdy nie brała takich leków. Była zaskoczona. Po dłuższej rozmowie dała się przekonać. Wmówiono jej o niepoczytalności córki. Kobieta była załamana.
Ewa obudziła się. Poczuła na szyi chłód.
To dzisiaj.- Pomyślała.
Miała odwiązane ręce, ale była za słaba aby się bronić.
-Pisz – Usłyszała Ewa.
Na kolanach była kartka papieru i pióro. Wzięła pióro do ręki i drżącą dłonią postawiła pierwsze znaki, które dyktował jej ze stoickim spokojem.
„Spóźniliście się. Tu jest lepiej, a moje dziecko urodzi się bez grzechu. Nieczyste dzieci nie mają prawa do życia na ziemi. Tutaj mają.”
-Bardzo dobrze. – Usłyszała z za pleców.
Napłynęły jej łzy do oczu. Nie mogła się opanować. Chciała ujrzeć swoje dziecko. Chciała żyć.
-Błagam – Odezwała się przez łzy.
Sekundę później, na list spadła czerwona kropelka i przesiąkła kartkę. Straciła władzę w rękach, a potem w całym ciele. Zakręciło jej się w głowie. Upuściła list i pióro na ziemie. Wszystko było niezwykle głośne. Pióro spadające na ziemię brzmiało jak start odrzutowca. Chciała złapać się za uszy ale ból całkowicie ją sparaliżował. Próbując wziąć oddech usłyszała charczenie. Wypluła krew i zaczęła się dusić. Bolało ją całe ciało.
Ewa leżała na ziemi w kałuży krwi, a mężczyzna zniknął. Traciła resztki życia. Przypomniała sobie wszystkie chwile ze swojego życia. Widziała małego chłopczyka który biegnie w jej stronę z uśmiechem na twarzy, widziała swoją matkę, a potem ojca. Byli tacy szczęśliwi.
Zamknęła oczy i zasnęła.
Znaleziono Ewę tydzień później w tunelach opuszczonej kaplicy w Pottstown. Dzieci bawiące się w chowanego między ławkami kościelnymi poczuły okropny odór i zawiadomiły o tym rodziców. Dorośli sądząc, że to zdechłe zwierzę, wezwali czyścicieli. Wtedy dopiero otworzono przejście do tuneli, z których dobiegał zapach. Wezwano czyścicieli. To co znaleźli przeraziło ich do szpiku kości.
Policja zawiadomiła znajomych i rodzinę. W krwi kobiety znaleziono preparaty psychotropowe. Te same które były w jej domu. Chyba nie trzeba wyjaśniać, kto za tym stał. Przewrócone krzesło i przywiązana do niego kobieta nie mogła sama sobie poderżnąć gardła, lecz poszukiwania nic nie dawały. List mówił jedno, okoliczności drugie. Po pięciu latach sprawę zamknięto. Trafiła do teczki „Morderstwa niewyjaśnione”
Pięć lat późnie. Daleko stąd.
-Tato, jak Ci się to stało? – Brzdąc zrobił wielkie maślane oczy.
-Kochanie, nie wiem czy powinieneś mu o tym opowiadać. – Kobieta rzuciła mu porozumiewawcze spojrzenie.
Mężczyzna uśmiechnął się do kobiety i pocałował w policzek.
-A więc. – Zaczął – Tata był bokserem w młodości..
-Biłeś ludzi?? – Dziecko nie mogło uwierzyć.
-Tak. Tatuś był bardzo dobry, ale nie najlepszy i pewnego dnia zupełnie o tym zapomniał. – Mówił głosem pełnym przejęcia. – Dostałem w twarz, z gołej pięści. – Pokazał prawy sierpowy. –Bez rękawicy bokserskiej. Na dodatek tamten pan miał na ręce duży i ostry.. pierścionek. Co więcej miał ich pięć, na każdym palcu po jednym. Potem tatuś się obudził i leżał w szpitalu.
-Dla czego ten pan oszukiwał? – Spytał smutnym głosikiem chłopczyk.
-Nie wiem – Westchnął –Ale potem obudziłem się z tą brzydką poszarpaną blizną, a rok później poznałem mamusię. Nie wiem jak mogłem się jej spodobać z tą szramą. – Puścił kobiecie oczko.
-Bardzo mi się spodobała, od razu. – Zaśmiała się kobieta z udawanym przekonaniem. – Dobranoc skarbie. – Przykryła małego kołdrą.
- Dobranoc. – Uśmiechnął się malec.
Kobieta wyszła z pokoju, po chwili wysoki mężczyzna z brązowymi oczami i poszarpaną blizną na policzku, ucałował synka w czoło.
-Dobranoc. – Szepnął ciepłym głosem, który należeć mógł tylko do jednej osoby.
KONIEC
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania