- Bo jestem inna - część III

Rodzice zaprosili Martę na niedzielny obiad. Nie bardzo miała ochotę do nich jechać, ale nie chciała odmową sprawić przykrości mamie.Kiedy przyjechała, był już tam jej brat Łukasz z żoną i kilkuletnim synkiem Natanem. Łukasz był od Marty o trzy lata starszy i uważał się za kogoś lepszego. Był na wyrost uprzejmy, taki w ogóle „ą i ę”. Jako rodzeństwo nie byli ze sobą nadmiernie zżyci, a jego żona, Kinga, nigdy Marty nie polubiła – zresztą z wzajemnością. Natan bawił się w salonie. Gdy zobaczył Martę, podbiegł, żeby się przywitać.– Ciocia, dlaczego tak długo nie przychodziłaś? – pytał.– Bo ciocia miała trudne sprawy do załatwienia – wyręczyła ją w odpowiedzi bratowa, po czym zabrała synka do jadalni.

Marta tylko mruknęła pod nosem, że to głupia pinda, co rozgniewało przechodzącą właśnie mamę.– Marta! – syknęła. – Jak możesz? Hamuj się trochę.– Dobrze, mamuś. Pomóc ci w czymś? Bo przecież lalunia się nie kwapi.– Martusiu, Kinga pracuje, ma dziecko, jest zmęczona – matka natychmiast stanęła w obronie synowej.Wszyscy zasiedli do stołu. Mogłoby być całkiem przyjemnie, gdyby Kinga nie psuła nastroju. Strofowała Natana i z bliżej nieznanego powodu zwracała uwagę mężowi. Nagle, udawanym, ciepłym głosem, zwróciła się do Marty:

– Jak się czujesz po rozwodzie? Ja to bym chyba spaliła się ze wstydu. A ty?– A ja się nie spaliłam – odparła Marta. – Mój były na pewno by mnie ocalił. Wszak jest strażakiem.– No, ale to tylko były – Kinga nie odpuszczała. – Pewnie ciężko ci teraz, tak samej w dużym domu.– Interesuje cię to? Bo mnie średnio. Więc nie zadawaj mi pytań, na które nie chce mi się odpowiadać.– Martusiu – wtrąciła się do rozmowy mama. – Kinga tylko troszczy się o ciebie.

– To niech zatroszczy się o siebie! – Marta była coraz bardziej wkurzona. – Czy ja cię pytam o cokolwiek? Nie, więc odwal się ode mnie.– To twoje słownictwo… – prychnęła Kinga. – I to przy moim dziecku!W tym momencie odezwał się milczący do tej pory Łukasz:– Dziewczyny, dajcie spokój. Nie przy obiedzie.– Powiedz to swojej żonie! – prawie krzyknęła Marta. – A ty siedzisz jak ten kołek, grzebiesz widelcem w talerzu i udajesz, że nic nie słyszysz i nie widzisz! Wytłumacz jej, że cudze sprawy, które jej nie dotyczą, to nie jej interes. Paniusia spod Garwolina nie będzie mi się wpieprzać w życie!

Doszło do tego, że wszyscy oprócz Natana mieli dla Marty setki dobrych rad i tyle samo uwag. Siedziała przy tym stole jak na szpilkach. Czuła, że jeszcze chwila i eksploduje. Wstała gwałtownie, rzuciła sztućce na stół, stanęła na środku jadalni, popatrzyła na nich i wybuchła:– Po co mnie zapraszałaś, mamo? Po to, żeby mi przygadywać i fałszywie współczuć? To wam powiem, wszystkim wam powiem! Mam w dupie ten obiad i siedzenie z wami przy jednym stole. Chcesz wiedzieć, damulo, jak się czuję? Bardzo dobrze! Jestem sama i cieszę się z tego. A tobie, Łukaszku, bracie mój niewydarzony, współczuję. Kurwa, mieć taką jędzę na karku i wytrzymywać z nią… To trzeba być naprawdę debilem. I wiecie co? Idźcie w pizdu, a mnie dajcie święty spokój!

Nie panowała nad sobą, a w takim stanie nikt nie potrafił jej powstrzymać.– Marta! – krzyknęła matka. – Wystarczy! Dlaczego ty taka jesteś?– Taka, to znaczy jaka? Bo jestem inna niż wy? Mamo, a może ja nie jestem waszą córką? Może mnie w szpitalu po porodzie zamienili?Nie czekała na odpowiedź. Wyszła, wsiadła do samochodu i odjechała bez pożegnania.Była zdenerwowana do granic możliwości. Zatrzymała się przed sklepem, chciała kupić wino i znów upić się w samotności, ale w niedzielę wszystko było zamknięte. Wróciła do domu. Włączyła telewizor tylko po to, żeby zagłuszyć tę cholerną ciszę, która ją przygnębiała.

– Jutro pojadę do schroniska i adoptuję psa – powiedziała głośno w przestrzeń pustego pokoju. – To będzie przyjaciel na dobre i na złe.Jak pomyślała, tak zrobiła. Pojechała do schroniska w Celestynowie i wybrała pięknego, średniej wielkości białego psa. Miał puszystą sierść i mądre, czarne oczy. Odrazu zaiskrzyło. W drodze powrotnej kupiła mu karmę, szelki, smycz oraz całą masę różnych smaczków. Kupiła też duże, wygodne legowisko, dwie miski i piłkę do zabawy.– A resztę kupimy jutro – spojrzała na psiaka. – Ale jak mam cię nazwać? Już wiem, będziesz się nazywał Felek. Pies siedzący na siedzeniu obok,wesoło zamerdał ogonem.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • il cuore godzinę temu

    Gdyby były spacje w zapisie – to tekst wyglądałby lepiej niż wygląda🤣🤪

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania