KONIE. Bomba w górę (część 1)
Wyścigi na Służewcu (część pierwsza)
Podjeżdżamy na parking przy torach wyścigowych na Służewcu.
- Sprawdzimy jeszcze raz składy poszczególnych gonitw - orzekł mój kolega Zbyszko.
- Mamy już wstępnie przygotowane typy zwycięzców w poszczególnych gonitwach. Uwzględniliśmy jeszcze warunki pogodowe i stan toru - dodał jeszcze.
Dzisiaj po wczorajszym deszczu zrobiło się pogodnie. Nasze analizy oparliśmy też na osiągnięciach poszczególnych koni w poprzednich gonitwach.
- Jest jeszcze trochę czasu więc wchodzimy na platformę widokową przy barku.
Tutaj przybyło już wielu obserwatorów i graczy. Głośno lub szeptem w grupkach rozmawiają, jakby sprzedawali jakieś cenne tajemnice. Inni, mniej lub bardziej dyskretnie obserwują, jak gracze z grubym portfelem zakłady obstawiają.
I mnie się atmosfera udzieliła, więc setkę wypiłem i miętówką oddech odświeżyłem.
Chcemy jeszcze dokonać ostatecznej oceny.
- Zejdźmy na padok. Łatwiej będzie nam obstawiać porządki, trójki i triple.
- A co to są te triple - spytałem.
- To trzy kolejne zwycięstwa w poszczególnych gonitwach - odpowiedział mi kolega, stały bywalec na Służewieckich torach.
Chwile czekamy z niecierpliwością, aż pojawią się konie.
Po chwili wychodzą z dżokejami. Konie krwi angielskiej, smukłe, mniej lub więcej rozgrzane, gniade, kasztany, dwa siwki i kare. Niektóre widać narowiste. Potrząsają łbami i nerwowo machają ogonami. Widzowie uważnie obserwują zachowanie i kondycję koni.
Niektórzy coś pokrzykują do dżokejów, jakby chcieli ich zachęcić do ostrej walki.
Moją uwagę przyciągnął kary z mocno umięśnionym zadem. Wydawał się najspokojniejszy. Szedł pewnie i dostojnie.
Miałem przeczucie że może wygrać, choć niewielu graczy na niego stawiało.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania