KONIE. Wyścigi (część 2) druga wersja

Wyścigi na Służewcu część 2 (druga wersja)

Miałem przeczucie że może wygrać, choć niewiele graczy na niego stawiało.

Czart albo Szatan było jego miano.

- Zrobiłeś korekty.

- Oczywiście. Tylko w dwóch porządkach.

- To idziemy teraz do kasy obstawić gonitwy.

- Oczywiście, spieszmy się żeby nam nie zamknęli - odrzekłem.

Trochę dyskretnie podpatrujemy gości z grubszym portfelem. Panuje powszechne podejrzenie, ze mają szemrane układy z pracownikami zakładów lub stajni.

Następuje dłuższa przerwa. Konie robią półokrąg i przeważnie wolno podchodzą do maszyny startowej. Atmosfera gęstnieje. Kibice szykują się do oglądania. Zajmują co lepsze miejsca. Nagle słychać gong i bomba idzie w górę.

Barierki maszyny startowej podnoszą się i konie wypadają galopem, jakby z procy wystrzelone.

Zaczyna się wyścig o zwycięstwo, o honor, nagrody, dobrą lokatę w sezonie i wstążki dla koni. Z ciekawością obserwuję niebanalne zachowanie widzów i graczy. Dla mnie nowicjusza nieznane.

Ja byłem raczej spokojny. Na wiele nie liczyłem. Ale na wszelki wypadek na wygraną aktówkę miałem przygotowaną.

Prosto po pracy tu trafiłem. Tak się na wyścigi nastawiłem.

Ale wracajmy do sprawy. Konie ruszyły. Przy mecie publika graczy stoi i strasznie się nakręca.

Widać ciężkie pieniądze w kasie zostawili. Wtem z dala słychać tętent koni. Jeden drugiego zawzięcie goni. Co chwilę miejscami się zmieniają. Lekko nie mają. Tor po deszczu zroszony. Bryły ziemi spod kopyt w powietrze wyrzucają.

Dżokeje konie, raz po raz, popędzają. Niektóre już na półmetku wyraźnie od stawki odstają.

Mój Czort, co słabo z początku rokował, w pierwszej grupie się uplasował. Innym, roślejszym nie ustępował. Tętent zbliżał się nieustannie.

Ożywiły się głosy na trybunie. Emocje rosły w jeszcze większym tempie. Myślałem, że niektórym żyła pęknie. Większych nadziei nie miałem, lecz po cichu na cud liczyłem, bo za radą kolegi, konia z grubszym zadem obstawiłem.

Jakież było moje zdziwienie, gdy na ostatniej prostej ujrzałem mojego Szatana (czy też Czorta) na drugim miejscu jak gnał do celu. Dżokej bata nie żałował. Oba wpadły na linię mety prawie jednocześnie. O kolejności fotokomórka i jury rozstrzygało.

Nagle słyszę komunikat, a na tablicy gonitwy rezultat. Gonitwę wygrał mój typ. Szatan czy też Czort. Jak zwał, tak zwał ale koń był na schwał.

Kolego uśmiał się ze mnie szczerze i rzekł: - Jesteś kumpel fartowny.

Płacili w kasie zupełnie nieźle. Jeden do sześciu, czy sześć do jednego.

Walizeczka się przydała.

Przezorny zawsze ubezpieczony.

Po wypłacie w kasie, w te pędy na dworzec ruszyłem. Na pociąg, bo noc już się zbliżała.

Średnia ocena: 2.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • NinjaC 2 miesiące temu
    Cześć. Nie chciał byś wziąć co udziału w Bitwie na rymy? Poezja, wiersze białe mile widziane. Brak nam świeżej krwi i dodał byś coś nowego. Co ty na to?
  • Sokrates 2 miesiące temu
    Obawiam się, że jeszcze nie dałbym radę. Ale dziękuję za zaproszenie. Musiałbym przeczytać reguły gry.
  • NinjaC 2 miesiące temu
    Oczywiście 5 ;)
  • Sokrates 2 miesiące temu
    Dzięki za ocenę i komentaż.
  • NinjaC 2 miesiące temu
    Sokrates. Piszesz wiersz na wybrany temat i tyle. Bez kompleksów. Dam ci znać jak wrzucę tematy. To dalej amatorka i bez spiny. Zabawa.
  • Sokrates 2 miesiące temu
    Dobrze. Spróbuje
  • Sokrates 2 miesiące temu
    Ile będzie czasu na pisanie? Czy będą określone wyrazy których trzeba użyć?
  • NinjaC 2 miesiące temu
    jasne - wkleje ci wszystko. Pisanie około 2 tygodnie myślę. Teraz są drabble, też możesz spróbować bo są tylko 2 prace. Drabble to 100 słów z maksymlnym ładunkiem emocjonalnym. Odezwę cię jak ogłoszę tematy :)
  • NinjaC 2 miesiące temu
  • NinjaC 2 miesiące temu
    Jak coś nie wiesz to pytaj.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania