Poprzednie częściBrama - 1 - Przyjazd na wieś

Brama - 2 - Spotkanie

Drzewa, wśród których stałem, niemal w całości okrywały sąsiednią działkę chłodnym cieniem. Czułem lekkie, wilgotne powietrze. Ziemia na granicy posesji, skutecznie osłonięta krzewami i koronami drzew, była czarna i mokra, niemal błotnista.

Obok mnie z wywieszonym językiem siedział pies. Dyszał intensywnie.

– Dzień dobry! Zgubiła pani coś?

Mój głos rozniósł się echem po okolicy.

Dziewczyna pomału uniosła wzrok w moją stronę. Dopiero wtedy zauważyłem, że zarówno jej twarz, jak i ramiona były blade. Nie pasowało to do tej pory roku na wsi, ale przecież nie każdy lubi kąpiele słoneczne.

– Dzień dobry – odpowiedziała.

Nie wydawała się zainteresowana moją obecnością. Jej wzrok ponownie utknął w trawie.

– Szuka pani czegoś?

Znowu na mnie spojrzała, ale tym razem na znak uciszenia przyłożyła palec wskazujący do ust.

O co chodzi? Nie życzy sobie, żebym ją zaczepiał? A może szukała czegoś nie tylko wzrokiem...?

Poczułem, jak mój słuch mimowolnie wyostrzył się w poszukiwaniu czegoś, co chciała usłyszeć nieznajoma.

Słychać było jedynie miarowe dyszenie psa, szum liści, ptaki... I cienkie, irytujące bzyczenie owadów latających wokół mnie.

Zrobiło mi się nieswojo, nie chciałem być natrętny wobec obcej kobiety. Za chwilę miałem też uruchomić piłę motorową, a to narzędzie nie należy do cichych.

– Chodź, Bruno. Idziemy do pracy.

Przedarliśmy się przez zarośla i wróciliśmy na swoją stronę.

– Jak myślisz, to drzewo będzie dobre? Stoi na skraju, więc czysto poleci. Ale musisz się odsunąć. Chodź tam dalej, naleję ci wody z butelki.

Pies zaczął łapczywie pić z lekkiej, blaszanej miski.

Zostawiłem go kilkanaście metrów za mną, po czym wziąłem do ręki piłę. Pociągnąłem energicznie za linkę, próbując ją odpalić. Silnik jedynie głucho warknął, jakby nie miał najmniejszej ochoty na współpracę. Pociągnąłem jeszcze raz, jeszcze mocniej. Znowu nic. Udało się dopiero za czwartą próbą.

Przyłożyłem łańcuch do pnia, nacisnąłem spust i zaczął się okrutny ryk silnika skutkujący duszącym zapachem spalin i sypiącymi się wiórami.

Po chwili drzewo zaczęło się przechylać. Najpierw nieśmiało, potem przełamało się z trzaskiem, aż w końcu z impetem upadło. Miękka ziemia zatrzęsła się pod wpływem uderzenia.

Rozpocząłem obcinanie gałęzi.

W pewnej chwili, kiedy byłem skoncentrowany na pracy, nie wiedzieć czemu, poczułem się bardzo nieswojo. Ogarnął mnie niewytłumaczalny niepokój. Serce mi zakołatało, a po plecach przeszły ciarki.

Zaschło mi w gardle.

Gdzie jest Bruno? Sprawdzę, a przy okazji napiję się wody.

Wyłączyłem silnik i odłożyłem piłę.

Wstałem, zacząłem się odwracać, a wtedy... wzdrygnąłem się, jakby moje ciało poraził prąd!

Kilka kroków za mną stała ona.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Tak myślałam, że ona to nie zielarka. 😅

  • Bruno811 godzinę temu

    Haha, jeszcze nic nie wiadomo 😉

  • Bruno811 godzinę temu

    Haha, jeszcze nic nie wiadomo 😉

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania