Drapanie siebie to dziwna satysfakcja, bo w pewnym momencie ukojenie miesza się z bólem, a wszystko się nakręca. Pamiętam, jak za dzieciaka miałem fazę na ojca Pio, po co i dlaczego, to nie pamiętam, a może nie na ojca a stygmaty? Też nie pamiętam, ale dobrze pamiętam, że sobie zacząłem robić stygmaty na dłoni, jak podszedłem do ściany, co ją niedawno otynkowali, ale zaschło wszystko i sru, nadgarstkiem po tej ścianie, po całej długości, robiąc skoczne kroki, tam i z powrotem. Na początku dziwna satysfakcja, potem dziwne myślenie, że trochę boli, ale nie umiem przestać, a potem myśl, że nie boli i zdarłem tak łapę do samej krwi, dość mocno, zadowolony ze stygmatu, ale też w pewnym momencie przestraszony, że, jeśli nie przestanę, to se krzywdę zrobię. To się trochę osrałem jako dzieciak i przestałem. A może się bałem, że rodzice się wkurwią? Nie pamiętam. Ale pamiętam, że pomyślałem, że ból jest w głowie i ja ten ból mogę kontrolować. I to fajna myśl była, pomocna. Zwłaszcza jak się dziarać idę, to sobie wtedy praktykuję to nieodczuwanie bólu. Czy co ja tam robię. W sensie, że jeździ po mnie ta maszynka, skórę trochę ora, a ja sobie sprawdzam, jak długo wytrzymam na poziomie rozluźnienia. Jak na koniec biały wytrzymam to w ogóle kozak. Najgorzej, że nie to, że w sumie to długo, ale po całodziennej sesji, to strasznie napalony jestem. I lekko rozgorączkowany, ale to przez zmęczenie pewnie.
Chrapanie, nie mógłbyś z tego zrobić opowiadania? To Twoje wyznanie miłości do o. Pio - świetne. Jak byłem mały, to miałem podobnie. ;)
"Stygmaty"
Drapanie się daje dziwną satysfakcję. W pewnym momencie ukojenie miesza się z bólem i wszystko zaczyna się nakręcać.
Za dzieciaka miałem fazę na ojca Pio. A może nie na ojca, tylko na stygmaty? Nie pamiętam. Pamiętam za to świeżo otynkowaną ścianę, na której tynk zdążył już zaschnąć.
Przyłożyłem do niej nadgarstek i zacząłem szorować — tam i z powrotem, podskakując jak pojebany. Chciałem mieć własne stygmaty.
— Po co ci to? — zapytałby pewnie ktoś normalny.
— Żeby mieć — odpowiedziałbym, gdybym wtedy umiał tak dobrze uzasadniać własne głupoty.
Najpierw była satysfakcja, potem ból, a potem myśl, że właściwie wcale nie boli. Nie umiałem przestać. Zdarłem łapę do krwi. Byłem zadowolony z dzieła, ale w końcu trochę się osrałem, że zaraz zrobię sobie poważną krzywdę. A może bardziej bałem się, że rodzice się wkurwią. Nie pamiętam.
Pamiętam za to myśl: ból jest w głowie, a ja mogę nad nim panować.
— No to przestań — powiedziałby rozsądek.
— Zaraz — odpowiedziała ręka.
I tak zostałem z tą myślą na dłużej.
Długo uważałem ją za przydatną. Zwłaszcza kiedy idę się dziarać. Maszynka ora skórę, a ja sprawdzam, jak długo wytrzymam, pozostając rozluźniony.
— Boli?
— Nie wiem. Zapytaj skórę.
Jeśli na koniec sesji nadal jestem blady, to już w ogóle kozak. Tylko że po całym dniu dziarania jestem strasznie napalony. I lekko rozgorączkowany.
— To normalne?
— A co tu jest normalne?
Może to zmęczenie. A może stygmaty nie kończą się na skórze.
Komentarze (11)
Hallo.
Świerzbi jẹzyk - stały związek w polskim
Miec niewyparzona gẹbẹ,
Nie dotykaj ? Nie bierz mnie na jẹzyk? na jẹzyki
Wziẹli ją na jẹzyki
Okej.
Roma : 😔
Jest taka mądrość życiowa...
Jeśli w nocy śmierdzi dupa, rano śmierdzi palec.
Dobrze..
:o
Aleks99 w nocy swędzi*
Dziękuję 🙃
JagVetInte nie ma za co, serdeczności
Aleks99 dziękuję, że jesteś, serdeczności
Drapanie siebie to dziwna satysfakcja, bo w pewnym momencie ukojenie miesza się z bólem, a wszystko się nakręca. Pamiętam, jak za dzieciaka miałem fazę na ojca Pio, po co i dlaczego, to nie pamiętam, a może nie na ojca a stygmaty? Też nie pamiętam, ale dobrze pamiętam, że sobie zacząłem robić stygmaty na dłoni, jak podszedłem do ściany, co ją niedawno otynkowali, ale zaschło wszystko i sru, nadgarstkiem po tej ścianie, po całej długości, robiąc skoczne kroki, tam i z powrotem. Na początku dziwna satysfakcja, potem dziwne myślenie, że trochę boli, ale nie umiem przestać, a potem myśl, że nie boli i zdarłem tak łapę do samej krwi, dość mocno, zadowolony ze stygmatu, ale też w pewnym momencie przestraszony, że, jeśli nie przestanę, to se krzywdę zrobię. To się trochę osrałem jako dzieciak i przestałem. A może się bałem, że rodzice się wkurwią? Nie pamiętam. Ale pamiętam, że pomyślałem, że ból jest w głowie i ja ten ból mogę kontrolować. I to fajna myśl była, pomocna. Zwłaszcza jak się dziarać idę, to sobie wtedy praktykuję to nieodczuwanie bólu. Czy co ja tam robię. W sensie, że jeździ po mnie ta maszynka, skórę trochę ora, a ja sobie sprawdzam, jak długo wytrzymam na poziomie rozluźnienia. Jak na koniec biały wytrzymam to w ogóle kozak. Najgorzej, że nie to, że w sumie to długo, ale po całodziennej sesji, to strasznie napalony jestem. I lekko rozgorączkowany, ale to przez zmęczenie pewnie.
Chrapanie, nie mógłbyś z tego zrobić opowiadania? To Twoje wyznanie miłości do o. Pio - świetne. Jak byłem mały, to miałem podobnie. ;)
"Stygmaty"
Drapanie się daje dziwną satysfakcję. W pewnym momencie ukojenie miesza się z bólem i wszystko zaczyna się nakręcać.
Za dzieciaka miałem fazę na ojca Pio. A może nie na ojca, tylko na stygmaty? Nie pamiętam. Pamiętam za to świeżo otynkowaną ścianę, na której tynk zdążył już zaschnąć.
Przyłożyłem do niej nadgarstek i zacząłem szorować — tam i z powrotem, podskakując jak pojebany. Chciałem mieć własne stygmaty.
— Po co ci to? — zapytałby pewnie ktoś normalny.
— Żeby mieć — odpowiedziałbym, gdybym wtedy umiał tak dobrze uzasadniać własne głupoty.
Najpierw była satysfakcja, potem ból, a potem myśl, że właściwie wcale nie boli. Nie umiałem przestać. Zdarłem łapę do krwi. Byłem zadowolony z dzieła, ale w końcu trochę się osrałem, że zaraz zrobię sobie poważną krzywdę. A może bardziej bałem się, że rodzice się wkurwią. Nie pamiętam.
Pamiętam za to myśl: ból jest w głowie, a ja mogę nad nim panować.
— No to przestań — powiedziałby rozsądek.
— Zaraz — odpowiedziała ręka.
I tak zostałem z tą myślą na dłużej.
Długo uważałem ją za przydatną. Zwłaszcza kiedy idę się dziarać. Maszynka ora skórę, a ja sprawdzam, jak długo wytrzymam, pozostając rozluźniony.
— Boli?
— Nie wiem. Zapytaj skórę.
Jeśli na koniec sesji nadal jestem blady, to już w ogóle kozak. Tylko że po całym dniu dziarania jestem strasznie napalony. I lekko rozgorączkowany.
— To normalne?
— A co tu jest normalne?
Może to zmęczenie. A może stygmaty nie kończą się na skórze.
Bomba, Roma. Mi się, bardzo mi się. Czy "ai" to faktycznie "AI", ta "AI"? Krótko! Na temat. Sprawnie. Ładnie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania