Chłopcy z Placu Broni
środek lata na mojej ulicy
podłużnej brytfannie z mieszanką franczyz
ze znacznym spadkiem dla spłukującego ją deszczu
odkąd padło ostatnie drzewo nie ma bezpłatnego cienia i lodów
kiedyś w naszym wiejskim sklepie
darmowych nie na zeszyt dla dzieciarni
która po niszczycielskiej wichurze
nie obejrzała filmu o przeżuwaczach kitu
dwa tygodnie później odeszła matka do wypracowanego nieba
Komentarze (10)
No, a gdzie ta rakieta co omal nie spadła na twoją rodzinę na wschodniej granicy?
ZDROWO PIERDOLNIĘTY, znowu nie byłeś w psychiatryku, a pod tekstem pierwszy
No to może powiesz coś o Różewiczu, tak lubiłeś o nim rozmawiać.
A mnie się podoba.
Mnie też się podoba...
dzięki
To dobry wiersz, szczególnie pierwsza strofa. W drugiej strofie zamiana wersów; trzeci wskoczył przed drugi.
dzięki potężne, poprawie
Mnie też się podoba
Fajne.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania