Cień Areny - AKT I, rozdział 3.
Rozdział 3
Niespełna dwa tygodnie później sytuacja za wschodnią granicą była coraz bardziej niepokojąca. Na długiej przerwie, przy stoliku pod oknem w głównym korytarzu, Marcin w milczeniu przewijał kolejne akapity wiadomości na ekranie telefonu. Wokół niego — gwar rozmów, stukot butów, śmiechy. On jednak pozostawał skupiony i niepokojąco marszczył brwi.
— Posłuchajcie tego — powiedział w końcu, nie podnosząc wzroku. — „Według analiz opublikowanych dziś rano przez Ministerstwo Obrony Narodowej, rosyjskie kolumny pancerne zajęły Tarnopol i zmierzają w kierunku Lwowa. Sztab Generalny w Warszawie ogłosił stan podwyższonej gotowości. Generał Piotr Kutuzow, który od początku prowadzi kampanię na Ukrainie z brutalną skutecznością, może wkrótce skierować swoje siły ku granicy z Polską.”
Milcząc przewijał dalej artykuł, po czym przeczytał na głos ostatnie zdanie:
— Polscy dowódcy nie wykluczają mobilizacji młodszych roczników już w przyszłym tygodniu.
Zamilkł. Spojrzał na Michała, potem na Kubę. Wpatrywali się w niego w milczeniu, czekając na jego opinię.
— Tego Kutuzowa to trzeba się naprawdę bać — dodał ciszej. — Niby politycy uspokajają, ale jeden z naszych generałów mówił dziś w radiu, że oni już się szykują do obrony stolicy. Zajęcie Lwowa i ewentualny atak na Polskę to teraz kwestia kilku tygodni.
— No i elegancko — mruknął Kuba, z pozornym luzem opierając się o ścianę. — Jak nie pozwolą się zgłosić ochotniczo, to się wbijam tylnym wejściem. Niech tylko dadzą broń.
— Przestań pieprzyć, Kuba — rzucił Wiktor z wyraźnym napięciem. — Ty serio się z tego cieszysz?
— Nie cieszę. Po prostu, jak już ma się coś odpalić, to lepiej być gotowym. Lepiej strzelać niż spierdzielać, nie?
W tym momencie do grupki podeszły dwie dziewczyny z klasy Kuby — Natalia i Ania. Natalia, ładna brunetka i dobra uczennica. Kuba niemal odruchowo się wyprostował — nie ukrywał, że ma na jej punkcie słabość. Ania była jej przeciwieństwem — cicha, jasnowłosa, trochę wycofana. Zatrzymały się przy nim, a Natalia, słysząc jego ostatnie zdanie, uniosła brew.
— O czym tak poważnie? — zapytała z lekkim uśmiechem, ale w jej oczach tliła się czujność.
— O wojsku — odparł Kuba. — Chłopaki się zastanawiają, czy warto się zapisywać, czy od razu uciekać na Zachód.
— Mój ojciec mówi, że ten główny dowódca Rosjan, jak mu tam? — zaczęła Natalia
— Kutuzow. — dokończył Marcin
— Właśnie. Podobno to nie jest żaden tam strateg, tylko kat. — powiedziała Natalia, spoglądając na wszystkich z powagą. — W Charkowie zrównali pół miasta z ziemią. Z całego ukraińskiego batalionu żołnierze zaginęli bez wieści. Mnóstwo młodych chłopaków. Nawet nie wiadomo, czy żyją, czy po prostu przepadli.
Zamilkli. Nawet Kuba nie miał gotowej odpowiedzi. Cień grozy po raz pierwszy opadł na ich młodzieńcze rozmowy tak wyraźnie, że wszyscy poczuli go w gardle.
— Widziałem nagrania z tych miast — dodał Michał spokojnie, pierwszy raz od dłuższego czasu zabierając głos. — Bloki jak po uderzeniu meteorytu. I ani śladu cywilów.
Zapadła chwila ciszy.
— Sandra mówiła dziś na angielskim, że oni w domu szykują się na najgorsze — powiedziała Ania.
— Podobno ojciec kazał jej nauczyć się obsługiwać agregat. — dodał Kuba — Mówi, że jak prąd odetną, to nie będą się bawić w tłumaczenia. A ona się śmieje, że jakby co, to da sobie radę lepiej niż niejeden chłopak.
— No, Jastrzębska to by chyba z karabinem wyglądała lepiej niż ty z parasolką, Kuba — wtrącił Wiktor, co wywołało krótkie rozluźnienie.
Michał, który do tej pory siedział nieco z boku, tylko się uśmiechnął pod nosem. Ale nie był to wesoły uśmiech.
— Może i lepiej, żebyśmy się pośmiali, póki jeszcze mamy zęby — powiedział cicho.
Na lekcji wiedzy o społeczeństwie temat pojawił się oficjalnie. Pan Budzyński zamiast zwykłej prezentacji z rzutnika rozwinął mapę i zaczął tłumaczyć, jak obecnie kształtuje się front i gdzie może on przebiegać, jeśli rzeczywiście dojdzie do ofensywy.
— To nie są tylko ćwiczenia, proszę państwa — powiedział surowo. — To, co dzieje się na wschodzie, może nas dotknąć szybciej, niż się spodziewacie. Musimy wiedzieć, jak funkcjonuje państwo w warunkach kryzysu.
Wśród uczniów słychać było poruszenie. Nawet ci, którzy zwykle siedzieli z nosem w telefonie, tym razem słuchali uważnie.
W klasie nikt już nie traktował tematu wojny jak tła do codziennych spraw. Nawet jeśli udawali, że ich to nie rusza.
— Ja tam się nie wybieram na żaden front — oświadczył Wiktor na kolejnej przerwie, spoglądając znad kanapki. — Ojciec już ogarnia nam większe mieszkanie w Holandii i szuka matce pracy. Jak tylko coś się ruszy, wyjeżdżamy. Gdziekolwiek, byle dalej stąd.
— Serio? — zdziwił się Kuba. — Ty? Ucieczka? A tak zawsze gadałeś o obowiązku, patriotyzmie i tych wszystkich pierdołach.
— To nie pierdoły, tylko rozum. Widzę, co się dzieje. Nie chcę zginąć za miasto, którego nawet nie da się już wyremontować — odpowiedział spokojnie Wiktor. — A ty? Myślisz, że jak ci dadzą hełm i giwerę, to zaraz zostaniesz bohaterem?
— Nie zawsze musi być na pierwszej linii. — wtrącił cicho Marcin. — Do zaopatrzenia i pomocy medycznej też potrzebują.
— Niech próbują — powiedział Kuba i skrzyżował ręce na piersi. — Jak mnie wciągną, to przynajmniej z kimś się pobiję. Radi pewnie też jest pierwszy do bitki. — dodał z uśmiechem w stronę Michała.
Radecki nie odpowiedział. Patrzył przez okno na mokry asfalt dziedzińca, gdzie właśnie ktoś wyrzucił niedopałek. Myśli miał gdzieś daleko.
Zza rogu nadchodziła grupa dziewczyn z klasy Kuby. Rozmowy ucichły na moment, jakby coś w ich obecności narzucało powagę.
— Słyszeliście? — szepnął Wiktor. — Sandra chce iść do korpusu sanitarnego.
— Tak — potwierdził Kuba — Mówi, że nie potrafiłaby siedzieć bezczynnie. Że jak chłopaki będą krwawić, to ktoś musi umieć ich opatrzyć.
— Typowa Jastrzębska — uśmiechnął się Marcin pod nosem. — Najpierw organizuje zbiórki na schroniska, potem konkursy sportowe, a teraz wojna — to też ogarnie.
— Nie tylko ona — mówił dalej Kuba poprawiając rękawy bluzy — Natalia też się zgłasza. W końcu uczymy się pierwszej pomocy od dwóch lat. A poza tym mówi... — urwał na chwilę — …nie mogłaby patrzeć, jak ktoś cierpi, i nic nie robić.
— Ania też się zastanawia. — dodał Marcin ciszej. — Podobno Sandra ciągle jej powtarza, że nie można zostawić wszystkiego facetom. Że wojna to nie tylko broń, ale też ludzie, którzy walczą o to, żeby przeżyć.
— A wy jak chcecie — powiedział Wiktor, wstając. — Ja się nie dam wciągnąć. Niech się tłuką, a my to przeczekamy.
— Nie każdemu się uda — rzucił Michał półgłosem.
Spojrzeli na niego, ale nie rozwijał tej myśli. Bo jak niby wytłumaczyć, że nawet jeśli nikt nie wzywa cię do walki — ona i tak zaczyna się w tobie?
Tego dnia Michał nie poszedł do lasu, jak to miał w zwyczaju. Przesiedział popołudnie w pokoju, wpatrując się w zamglone niebo.
Wieczorem niebo zasnuły ciężkie, brudnoszare chmury. W domu Radeckich panowała gęsta cisza, przerywana jedynie dźwiękiem gotującej się wody i tykaniem zegara w kuchni. Michał siedział przy biurku, bezmyślnie przesuwając dłońmi po zeszycie. Decyzja już zapadła. I chociaż miał jeszcze czas — miesiąc, może mniej, zanim zostanie ogłoszona mobilizacja — czuł, że w nim wszystko już się przesunęło. Że nie ma powrotu.
— Mówiłeś, że dzisiaj mieliście fizykę — rozległ się głos z kuchni. — Coś pisaliście?
— Kartkówkę. — Odpowiedział cicho, nie odrywając wzroku od kartki.
— Znowu nic nie powiedziałeś wcześniej. Dawid zawsze mówił. Nie musiałam nigdy pytać...
Głos Ewy Radeckiej był jak zimny metal — spokojny, ale cięty. Szczupła, ciemnowłosa kobieta o ostrych rysach twarzy, których nie łagodził nawet domowy strój. Od miesięcy nosiła tę samą minę — maskę opanowania, pod którą buzowały emocje, których nigdy nie wypowiadała. Od śmierci Dawida minął prawie rok, ale wciąż wyglądała, jakby trwała w żałobie. Jej ojciec — dziadek Roman — odszedł kilka miesięcy później, jakby nie wytrzymał pustki, którą zostawił po sobie wnuk. Mąż Ewy nadal pracował poza granicami kraju, zjawiał się rzadko, dzwonił coraz rzadziej. W praktyce została sama z synem, którego nie potrafiła ani zrozumieć, ani pokochać tak, jak kochała starszego.
— Coraz częściej mówią w telewizji o poborze — rzuciła tonem niby neutralnym, ale Michał wiedział, co się za tym kryje.
Nie odpowiedział.
— Gdyby się coś działo, zostaniesz w domu. Masz szkołę. Musisz zdać maturę. Nie jesteś do tego stworzony, Michał. — Jej głos stał się twardszy. — Nie jesteś Dawidem.
Zacisnął pięści na kolanach. Znów. Zawsze to samo.
— Nawet nie wiesz, kim jestem — powiedział cicho, niemal szeptem. — Nie próbujesz wiedzieć.
— Co powiedziałeś? — Ewa weszła do pokoju, splatając ramiona na piersi.
— Nic — rzucił i wstał, kierując się do drzwi. Nie miał siły. Ani ochoty.
— Nie zrobisz żadnej głupoty, prawda? — zapytała już zza jego pleców. — Jesteś moim jedynym synem.
Zatrzymał się w progu. Tylko tyle?
Nie odwrócił się. Nie odpowiedział. Wyszedł, zostawiając ją samą z jej chłodną miłością, z jej wspomnieniem Dawida, z jej lękami, o których nigdy nie mówiła głośno. Nie wiedziała. Nie podejrzewała.
A on... On wciąż się zastanawiał, czy w ogóle jej o tym powiedzieć.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania