Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje:) Bardzo ładnie, podoba mi się pomysł z przemykającymi przez głowę Maksa słowami Cassie. I emocje, którymi pięknie operujesz.
Pozdrawiam 5 i miłego dnia:)
Ano gnam. Czasem trucht, czasem galop, czasem kunie parskają zmęczone, gdy weny brak, ale mimo to idzie do przodu.
Masz dwie opcje - olać komentarze (to pochłania sporo czasu) i se po prostu przeczytać lub se czytusiać swoim tempem, otwarte wszak całodobowo, usuwane nie będzie :)
Jestem. No Max się wkurwił tak, że raczej nie stawał bym na jego drodze. Gdybym miał cosik gdybać, to wydaje mi się, że w następnym odcinku Cassie podobnie jak Alice w poprzednik ożyje jako coś tam i rzuci się na Maxa chcąc go zabić. Hm ciekawe jak to pociągniesz, bo bez Cassie jakoś będzie trudniej tak mi się wydaje. 5 + czekam na dalsze. Ja tu już rzadko bywam, ale Cmyka bedę śledził.
Hm, to tera rzućmy okiem na fuckty. Alice odwaliło już zanim Max jej zakosił scyzorykiem w oko (dlatego też to uczynił), juz było z nią cosik nie tak. Oberwała machnięcie nożykiem. Cassie z kolei padła ofiarą szturmu miedzianą literą po dyńce, z której nie bardzo jest juz co zbirać. Myślę, ze nie wstanie. Pogódź się z tym Ozarello.
Być moze powinnam skończyć w tym momencie, dramatyczny the end i historia z takim zakończeniem, smuteg. Ale mam jeszcze ze dwa pomysły (łone cały czas wyskakuja nowe) i jest szansa, ze kupy się bydzie trzymało i na prawdziwości nie straci. Obadasz sam, Ozarro. Fajnie, że pomimo iż Cię mniej, to na Cmyka wpadasz. Miłe to to bardzo :))
Dziękuję, pozdrowienia ślę ;)
uderzyły paletą somatycznych objawów – mokrymi dłońmi, ściśniętym gardłem, pustym, dławiącym bólem żołądka, zawrotami głowy, suchością w ustach i wyrywającą się z klatki piersiowej pompką, - znaczy grałaś Pani kiedyś w kima -znaczy bdb z obserwacji i bdb z pamiętliwości. Znaczy ogólnie jak zwykle bdb. ;)
PS w kima nie grałaś, bo to była gra z bardzo dawnych czasów;) z epoki kiedy Twoi nie mieli Cię nawet w planach ( choć może cudem jakimś przetrwała??) Dziękuję.
Hej, hej :)
Nie grałam w kima, nie wiem cóż to takiego, koreańskie aby? ;)
W planach to mię nigdy nie mieli, wiec tymbardziej ;P
Czyły że objawy somatyczne Ci sie z tym skojarzyły, tak?
Pozdrawiam :)
(czemu Ty dziekujesz w komciu, skoro to ja winnam dziękować za komcia (?) ;))
Ritha Dziękuję za doznania, których jesteś Autorką, kim to była tak gra gdzie wykładało się od dwudziestu wzwyż przedmiotów na kilka-kilkanaście sekund i towarzystwo próbowało zapamiętać jak najwięcej nie tylko przedmiotów ale i ich cech. Po tygodniu takiej jazdy faktycznie widziało się więcej.
A w planach...no, więcej tu nas takich niż by to pozornie wyglądało ;))
Papatki ;)
Karawan heh, brzmi spoko, chetnie bym speawdziła swoją spostrzegawczosc, bo zapamietac a wymyslic to dwie rozne rzeczy.
Noo, jak za doznania, ktorych jestem autorka, to tera bardziej klarowne for mła dziekowanie Twe.
Papatki ;)
Tak naszkicowałaś wcześniej wybuchowość - szaleństwo wręcz niekeidy - Maxa, że boję się zanieść te wieści razem z Karlem.
"Zwykle etapy, każdy równie bez znaczenia co poprzedni." - tu być może mpowinno być "zwykłe"
Kurde, jeszcze podsycasz. Z premedytacją piętrzysz jego uczucia. Złośliwa jesteś. Złośliwa i ogarnięta.
Ja pierdolę. Znowu to jest, Riha. Ostatnie części (jak każda) były bardzo ok. Ale pierwiastek... pierwiastek "tego czegoś" jest tutaj. W tej części. W tej rozmowie. Gęsto. Bardzo gęsto.
Czytam i ja pierdolę. Sorry, że mam tylko "ja pierdolę", ale żebyś wiedziała jakie to jest JP.
Te pamięciowe wstawki zrobiłaś z taką chirurgiczną precyzją, że mam włosy na karku. Jedna z lepszych części . Na pewno top pięć. Możliwe że top 3
I końcówka.
Top trzy. Lekką fujarą, top trzy.
Maj-ster-sztyk.
Hehehehe ;D
Te czesci juz mi sie nie wyodrebniaja, to juz jest w mojej glowie calosc, sceny jedna za druga, kadry, rozmowy, czesc z nich juz zapisana/ukazana, czesc jeszcze przed nami, a ja tylko to, hm... piszę.
Milo czytać, Canulardo, serio milo czytac to Twoje "ja pierdole" :D Ja tez sie balam zaniesc te wiesci razem z Karlem. I chcialam tu pod kątem emocjonalnosci wykrzesac max. Istnieje przypuszczenie, że sie udalo :D
Zlosliwa i ogarnieta, taa... mozliwe ;P
Pozamiatane mowisz, nie wiem, nie wiem, toć ja tu ino sprzatam ;)
Dzieki, signore :)
Dobry wieczór
Bardzo trudne miał zadanie Karl. Przekazać taką wiadomość przyjacielowi i to jeszcze w takich nie niejasnych okolicznościach. Bo przecież Alice zastrzeliła, a w zasadzie nie żyła.
Końcówka jest fenomenalna... i znowu urywasz w najciekawszym momencie.
Pozdrawiam i miłego wieczoru życzę
Dobry wieczor Pasjo :)
Mial trudne zadanie, to fakt, zadanie z rodzaju nie posiadajacych dobrych rozwiązań.
Alice nie byla zastrzelona, oberwala scyzorykiem w oko, gdy chciala zastrzelic Cassie.
Si, lubie Wam takie koncowki serwowac ;)
Dziekuje, pozdrowienia ślę :)
„Kochasz mnie, Max? Znasz odpowiedź. Chcę to usłyszeć... A ja chcę, żebyś zaczęła wyciągać wnioski”.
Cholera.
„O czym marzysz, Max? Musisz o czymś marzyć... Pomyśl. Każdy o czymś marzy”.
Nosz... cholera.
Chce mi się przeklinać. Naprawdę, duszę w sobie ten odruch, bo w ciągu ostatniego tygodnia, bardzo przegięłam i źle się czuję z samą sobą, bo TYLE RZECZY WYPROWADZA MNIE Z RÓWNOWAGI.
I dziwię się, cholera no, DZIWIĘ SIĘ, że Max nie strzelił Karlowi w łeb. Żaden z niego przyjaciel. Jeszcze chciał mu rzucić tekstem: "Twoja nie żyje, moja nie żyje, więc jesteśmy kwita" - no, co za zjeb (musiałam). Absolutnie nic go nie usprawiedliwia. Jest nieudacznikiem życiowym i tylko mnie wnerwia.
A Max... no cóż, Cassie była dla niego wszystkim. Podejrzewam, że to tylko dzięki niej, zachował niektóre ludzkie odruchy, chociaż teraz... nie za bardzo wiem, co się z nim stanie. Twardy z niego facet, ale miał tylko Cassie. KARL SIĘ NIGDY NIE LICZYŁ - CHŁOPCZYK NA DOCZEPKĘ.
Wdech i wydech.
Widzę, że jest 23, więc tam idę.
Pozdro, Ritha :*
Oddychaj, oddychaj, Elołapku :) Chce Ci sie przeklinać - klnij, nie duś w sobie, nie zdrowe duszenie jest. Widzę, że Karl zostal skreślony totalnie, masz prawo, ofkors. Mar na ten przyklad uwaza, ze jest słodki, a za to Max to bezczelny cwaniak :D Cóż... Tez bym wolała Maxa. Rozumiem, że Ci przykro, że fabuła poszła w tym kierunku, ehh, musisz być dzielna razem z nim :D
Dzieki za wizytę i cudne refleksje, pozdrawiam :)
cd.
drobiazg:
"Wolałby zakomunikować, że zamiast Cmyka jest walka dziura, z której wyłażą kosmici, zabijając na oślep i zaraz wszyscy zginą, kwestia godziny, dwóch. " — wielka? dziura chyba...
Trochę mnie wnerwia, że tak "ładnie" mimo wszystko musi rozmawiać z tym całym Serg'em. Ale cóż... taka fabułą ;)
ok, lecim dalej...
Wielka, wielka, też poprawiam. Mnie też choć co tu wnerwia, no taka fabuła - fabuła zawsze była moją słabą stroną, ale ciągle nad tym pracuję ;)
Jesteś prawie na bieżąco :))
Dziękuję :)
Wbiła mi się ta poprzednia scena pod skórę. Dawno żaden tekst nie zrobił na mnie takiego wrażenia, że nie mogłam go tak od po prostu odstawić na,, półkę'' z nowymi informacjami. Już Cię za to nie lubię.
A tak na poważnie, nie wiem jakich używasz sztuczek, ale na mnie zadziałał piorunująco.
Hahaha, a mam takie swoje tajne sposoby ;P Trza sie porzadnie wczuc piszac i trza sobie zwizualizować porzadnie szkielet scen wczesniej.
Miło mi Szu, cieszę się bardzo :)))
„Otworzyły się drzwi. Zgęstniało. W jednym pomieszczeniu łomotały dwa serducha.” – najlepsze zdanie od jednej i połowy części. Tak, jakbyś szukała, szukała, wystukała poprzednią, początek tej... i wreszcie jest. Ten skrót, który można by opisać kilkunastoma zdaniami, tyle w nim treści, a Ty mieścisz to w dziesięciu słowach.
Potem jest klasycznie poprawadzona rozmowa międzu bohaterami; klasycznie, ale jakże pięknie rozpisana. Wzorcowo. Te wszystkie dziunie i chłopczunie, którze wrzucają tu na O. te swoje miłosno-żewne prologi na kilka zdań, powinny najpierw przeczytać ten opis. Najpierw przezytać, a potem zacząć zacząć szydełkować, bo z pisania i tak nici; bo już ktoś zrobił to lepiej i szkoda zachodu; nie ma sensu wykopywać min, które już są wykopane.
Bardzo dobra część.
Pozdrawiaki ;)
O Boże... Przemiły komentarz.
Przemiły...
Generalnie, czuję się teraz maksymalnie zmotywowana, ino czasu nie mam pisac, ale powrócę z Maxem ze zdwojoną siłą.Dziękuję pięknie, lekko mnie zatkało, że aż tak pozytywny odbiór.
Pozdrawiam raz jeszcze :)
I tak zachował zimną krew - tak sobie myślę, bo takie granie na zwłokę, wyciąganie nóg na blat, zapalanie fajki i docinki mógł w tej sytuacji zripostować bardziej brutalnie.
Piękne wspomnienia, czułe słowa Casie obijają się w głowie echem, a świadomość utraty potęguje agresję, ale walczy, by ją ujrzeć ostatni raz - piękne :)
5 wstawione, pozdrawiam :) Do kolejnych części zajrzę jutro :)
Aż dziwne, że nie przydzwonił Karlowi, zważając na jego wybuchowy sposób bycia.
Tak sobie powtarzam: okej to już ostatnia część na dziś, przeczytasz resztę jutro albo pojutrze, a ja czytam kolejną część teraz.
Komentarze (35)
Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje:) Bardzo ładnie, podoba mi się pomysł z przemykającymi przez głowę Maksa słowami Cassie. I emocje, którymi pięknie operujesz.
Pozdrawiam 5 i miłego dnia:)
Kto, pod kim, dołki kopie
temu Pan Bóg daje,
a kto rano wstaje,
ten sam w nie wpada.
(zasłyszane dawno, dawno)
Sorrrki za wtręt ;)) Tak mnie najszło.
Dzięki Justyś, Mar walczy o pierwsze stołki na premierach Cmyka ;D A Ty skoro świt, nim jeszcze zapiał kur, już się kokosiłaś. Miło mi, dzięki ;))
Ps. Wtręty mile widziane, signore ;)
Ależ Ty gnasz z tym Cmykiem. Muszę się zawziąć i szybciej czytać ;)
Ano gnam. Czasem trucht, czasem galop, czasem kunie parskają zmęczone, gdy weny brak, ale mimo to idzie do przodu.
Masz dwie opcje - olać komentarze (to pochłania sporo czasu) i se po prostu przeczytać lub se czytusiać swoim tempem, otwarte wszak całodobowo, usuwane nie będzie :)
Ritha, jak olać komentarza?!! Jakże to tak?! Toź się nie godzi nie komentować!
Jestem. No Max się wkurwił tak, że raczej nie stawał bym na jego drodze. Gdybym miał cosik gdybać, to wydaje mi się, że w następnym odcinku Cassie podobnie jak Alice w poprzednik ożyje jako coś tam i rzuci się na Maxa chcąc go zabić. Hm ciekawe jak to pociągniesz, bo bez Cassie jakoś będzie trudniej tak mi się wydaje. 5 + czekam na dalsze. Ja tu już rzadko bywam, ale Cmyka bedę śledził.
Hm, to tera rzućmy okiem na fuckty. Alice odwaliło już zanim Max jej zakosił scyzorykiem w oko (dlatego też to uczynił), juz było z nią cosik nie tak. Oberwała machnięcie nożykiem. Cassie z kolei padła ofiarą szturmu miedzianą literą po dyńce, z której nie bardzo jest juz co zbirać. Myślę, ze nie wstanie. Pogódź się z tym Ozarello.
Być moze powinnam skończyć w tym momencie, dramatyczny the end i historia z takim zakończeniem, smuteg. Ale mam jeszcze ze dwa pomysły (łone cały czas wyskakuja nowe) i jest szansa, ze kupy się bydzie trzymało i na prawdziwości nie straci. Obadasz sam, Ozarro. Fajnie, że pomimo iż Cię mniej, to na Cmyka wpadasz. Miłe to to bardzo :))
Dziękuję, pozdrowienia ślę ;)
uderzyły paletą somatycznych objawów – mokrymi dłońmi, ściśniętym gardłem, pustym, dławiącym bólem żołądka, zawrotami głowy, suchością w ustach i wyrywającą się z klatki piersiowej pompką, - znaczy grałaś Pani kiedyś w kima -znaczy bdb z obserwacji i bdb z pamiętliwości. Znaczy ogólnie jak zwykle bdb. ;)
PS w kima nie grałaś, bo to była gra z bardzo dawnych czasów;) z epoki kiedy Twoi nie mieli Cię nawet w planach ( choć może cudem jakimś przetrwała??) Dziękuję.
Hej, hej :)
Nie grałam w kima, nie wiem cóż to takiego, koreańskie aby? ;)
W planach to mię nigdy nie mieli, wiec tymbardziej ;P
Czyły że objawy somatyczne Ci sie z tym skojarzyły, tak?
Pozdrawiam :)
(czemu Ty dziekujesz w komciu, skoro to ja winnam dziękować za komcia (?) ;))
Ritha Dziękuję za doznania, których jesteś Autorką, kim to była tak gra gdzie wykładało się od dwudziestu wzwyż przedmiotów na kilka-kilkanaście sekund i towarzystwo próbowało zapamiętać jak najwięcej nie tylko przedmiotów ale i ich cech. Po tygodniu takiej jazdy faktycznie widziało się więcej.
A w planach...no, więcej tu nas takich niż by to pozornie wyglądało ;))
Papatki ;)
Karawan heh, brzmi spoko, chetnie bym speawdziła swoją spostrzegawczosc, bo zapamietac a wymyslic to dwie rozne rzeczy.
Noo, jak za doznania, ktorych jestem autorka, to tera bardziej klarowne for mła dziekowanie Twe.
Papatki ;)
No i tera ja.
Tak naszkicowałaś wcześniej wybuchowość - szaleństwo wręcz niekeidy - Maxa, że boję się zanieść te wieści razem z Karlem.
"Zwykle etapy, każdy równie bez znaczenia co poprzedni." - tu być może mpowinno być "zwykłe"
Kurde, jeszcze podsycasz. Z premedytacją piętrzysz jego uczucia. Złośliwa jesteś. Złośliwa i ogarnięta.
Ja pierdolę. Znowu to jest, Riha. Ostatnie części (jak każda) były bardzo ok. Ale pierwiastek... pierwiastek "tego czegoś" jest tutaj. W tej części. W tej rozmowie. Gęsto. Bardzo gęsto.
Czytam i ja pierdolę. Sorry, że mam tylko "ja pierdolę", ale żebyś wiedziała jakie to jest JP.
Te pamięciowe wstawki zrobiłaś z taką chirurgiczną precyzją, że mam włosy na karku. Jedna z lepszych części . Na pewno top pięć. Możliwe że top 3
I końcówka.
Top trzy. Lekką fujarą, top trzy.
Maj-ster-sztyk.
Wow... wow... wow...
Adminie - nie sprzątaj - Łita pozamiatała.
Hehehehe ;D
Te czesci juz mi sie nie wyodrebniaja, to juz jest w mojej glowie calosc, sceny jedna za druga, kadry, rozmowy, czesc z nich juz zapisana/ukazana, czesc jeszcze przed nami, a ja tylko to, hm... piszę.
Milo czytać, Canulardo, serio milo czytac to Twoje "ja pierdole" :D Ja tez sie balam zaniesc te wiesci razem z Karlem. I chcialam tu pod kątem emocjonalnosci wykrzesac max. Istnieje przypuszczenie, że sie udalo :D
Zlosliwa i ogarnieta, taa... mozliwe ;P
Pozamiatane mowisz, nie wiem, nie wiem, toć ja tu ino sprzatam ;)
Dzieki, signore :)
Dobry wieczór
Bardzo trudne miał zadanie Karl. Przekazać taką wiadomość przyjacielowi i to jeszcze w takich nie niejasnych okolicznościach. Bo przecież Alice zastrzeliła, a w zasadzie nie żyła.
Końcówka jest fenomenalna... i znowu urywasz w najciekawszym momencie.
Pozdrawiam i miłego wieczoru życzę
Dobry wieczor Pasjo :)
Mial trudne zadanie, to fakt, zadanie z rodzaju nie posiadajacych dobrych rozwiązań.
Alice nie byla zastrzelona, oberwala scyzorykiem w oko, gdy chciala zastrzelic Cassie.
Si, lubie Wam takie koncowki serwowac ;)
Dziekuje, pozdrowienia ślę :)
Oooo!
Jutro tu wpadam!
PS: Nie przeczytałam ani pół komentarza - tak na wszelki wypadek! :D Nie będę się niepotrzebnie denerwować.
I słusznie, Elo ;)
z mojego Karla to jest prawdziwy przyjaciel skoro jedzie po drodze się męcząc przy tym by przekazać wiadomość Maxowi pięć
Noo, taa, Karl jest spoczi. Dzieki Mar :)
„Kochasz mnie, Max? Znasz odpowiedź. Chcę to usłyszeć... A ja chcę, żebyś zaczęła wyciągać wnioski”.
Cholera.
„O czym marzysz, Max? Musisz o czymś marzyć... Pomyśl. Każdy o czymś marzy”.
Nosz... cholera.
Chce mi się przeklinać. Naprawdę, duszę w sobie ten odruch, bo w ciągu ostatniego tygodnia, bardzo przegięłam i źle się czuję z samą sobą, bo TYLE RZECZY WYPROWADZA MNIE Z RÓWNOWAGI.
I dziwię się, cholera no, DZIWIĘ SIĘ, że Max nie strzelił Karlowi w łeb. Żaden z niego przyjaciel. Jeszcze chciał mu rzucić tekstem: "Twoja nie żyje, moja nie żyje, więc jesteśmy kwita" - no, co za zjeb (musiałam). Absolutnie nic go nie usprawiedliwia. Jest nieudacznikiem życiowym i tylko mnie wnerwia.
A Max... no cóż, Cassie była dla niego wszystkim. Podejrzewam, że to tylko dzięki niej, zachował niektóre ludzkie odruchy, chociaż teraz... nie za bardzo wiem, co się z nim stanie. Twardy z niego facet, ale miał tylko Cassie. KARL SIĘ NIGDY NIE LICZYŁ - CHŁOPCZYK NA DOCZEPKĘ.
Wdech i wydech.
Widzę, że jest 23, więc tam idę.
Pozdro, Ritha :*
Oddychaj, oddychaj, Elołapku :) Chce Ci sie przeklinać - klnij, nie duś w sobie, nie zdrowe duszenie jest. Widzę, że Karl zostal skreślony totalnie, masz prawo, ofkors. Mar na ten przyklad uwaza, ze jest słodki, a za to Max to bezczelny cwaniak :D Cóż... Tez bym wolała Maxa. Rozumiem, że Ci przykro, że fabuła poszła w tym kierunku, ehh, musisz być dzielna razem z nim :D
Dzieki za wizytę i cudne refleksje, pozdrawiam :)
cd.
drobiazg:
"Wolałby zakomunikować, że zamiast Cmyka jest walka dziura, z której wyłażą kosmici, zabijając na oślep i zaraz wszyscy zginą, kwestia godziny, dwóch. " — wielka? dziura chyba...
Trochę mnie wnerwia, że tak "ładnie" mimo wszystko musi rozmawiać z tym całym Serg'em. Ale cóż... taka fabułą ;)
ok, lecim dalej...
Wielka, wielka, też poprawiam. Mnie też choć co tu wnerwia, no taka fabuła - fabuła zawsze była moją słabą stroną, ale ciągle nad tym pracuję ;)
Jesteś prawie na bieżąco :))
Dziękuję :)
Wbiła mi się ta poprzednia scena pod skórę. Dawno żaden tekst nie zrobił na mnie takiego wrażenia, że nie mogłam go tak od po prostu odstawić na,, półkę'' z nowymi informacjami. Już Cię za to nie lubię.
A tak na poważnie, nie wiem jakich używasz sztuczek, ale na mnie zadziałał piorunująco.
Hahaha, a mam takie swoje tajne sposoby ;P Trza sie porzadnie wczuc piszac i trza sobie zwizualizować porzadnie szkielet scen wczesniej.
Miło mi Szu, cieszę się bardzo :)))
„Otworzyły się drzwi. Zgęstniało. W jednym pomieszczeniu łomotały dwa serducha.” – najlepsze zdanie od jednej i połowy części. Tak, jakbyś szukała, szukała, wystukała poprzednią, początek tej... i wreszcie jest. Ten skrót, który można by opisać kilkunastoma zdaniami, tyle w nim treści, a Ty mieścisz to w dziesięciu słowach.
Potem jest klasycznie poprawadzona rozmowa międzu bohaterami; klasycznie, ale jakże pięknie rozpisana. Wzorcowo. Te wszystkie dziunie i chłopczunie, którze wrzucają tu na O. te swoje miłosno-żewne prologi na kilka zdań, powinny najpierw przeczytać ten opis. Najpierw przezytać, a potem zacząć zacząć szydełkować, bo z pisania i tak nici; bo już ktoś zrobił to lepiej i szkoda zachodu; nie ma sensu wykopywać min, które już są wykopane.
Bardzo dobra część.
Pozdrawiaki ;)
O Boże... Przemiły komentarz.
Przemiły...
Generalnie, czuję się teraz maksymalnie zmotywowana, ino czasu nie mam pisac, ale powrócę z Maxem ze zdwojoną siłą.Dziękuję pięknie, lekko mnie zatkało, że aż tak pozytywny odbiór.
Pozdrawiam raz jeszcze :)
I tak zachował zimną krew - tak sobie myślę, bo takie granie na zwłokę, wyciąganie nóg na blat, zapalanie fajki i docinki mógł w tej sytuacji zripostować bardziej brutalnie.
Piękne wspomnienia, czułe słowa Casie obijają się w głowie echem, a świadomość utraty potęguje agresję, ale walczy, by ją ujrzeć ostatni raz - piękne :)
5 wstawione, pozdrawiam :) Do kolejnych części zajrzę jutro :)
Dziękuje Karolcia i tutaj :) Zawsze miło Cię widzieć :)
Pozdrawiam :))
Świetna część, ale i tak się z Tobą nie bawię! :)
Jednak mam cichą nadzieję, przecież jest jeszcze ten zastrzyk... A może...?
Ehh, no radziłabym Ci się pogodzić z zaistniałą sytuacją ;p
Ritha ale jesteś...:(
Aż dziwne, że nie przydzwonił Karlowi, zważając na jego wybuchowy sposób bycia.
Tak sobie powtarzam: okej to już ostatnia część na dziś, przeczytasz resztę jutro albo pojutrze, a ja czytam kolejną część teraz.
<3
Naprawdę uczyniłaś mła radość, Adelajdo :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania