No i tak. Koniec. Dobry i z przytupem. Cieszę się, że mogłam śledzić Twoją serię. Potrafisz połączyć tempo akcji z nutką poezji - podziwiam. Nie skopiowałam, ale bardzo podobało mi się to porównanie z glinianym naczyniem, wyjątkowo trafione.
"Chatkę skutą lodem zamieszkiwało trzy, również skute lodem, martwe ciała." tu zastanowiłabym się nad "zamieszkiwały" ale nie jestem pewna na 100 procent.
" Ostatnie oddechy dawno osiadły szronem na sfatygowanej posadzce." piękne
Gratuluje świetnej roboty Ritho i pozdrawiam serdecznie!
Justyś, dziękuję Ci pięknie za obecność przez całą serię. Strasznie mi wisiał w głowie ten niedokończony Cmyk, ciesze się, z dobrnęłam do końca, zwłaszcza, że w większości części frajda było pisanie tego.Tempo, tempo, taa, lubię tempo, czasem coś poetycko przeplotę, czasem się uda ;) "Zamieszkiwały" zmienię.
Kłaniam się i dziękuje raz jeszcze :)
RItha, dam Ci 5, bo lubię Canulasa, a Ty jesteś Canulasem, ale nie dam rady przeczytać takiego długiego tekstu, bo nie mogę się skoncentrować, ostatnio piję za dużo kawy.
Dzisiaj i tak trochę się nieprzyjemnie czułem podczas sceny przywoływania duchów w 1 części, bo w szkole średniej miałem nauczycielkę, co się bawiła jako dziecko w coś takiego i potem miała coś z głową. Na pewno to nie blaga.
Ja jego nie znam nic, znam tylko Królestwo od kumpla, co właśnie jego matka miała coś z głową od przywoływania duchów. Widzę, że muszę pooglądać więcej i nadrobić Bergmana, bo jego też lubię.
stefanklakson no to wlaśnie akurat bys sie napotrafił. Tańcujesz tu pod dwudziestą siódma cześcią serii powstalej na bazie zestawu Tw ;) Próba nie strzelba.
Canulasie, Bergman nie kojarzy mi się z Siódmą pieczęcią, dla mnie kojarzy się z Goscie Wieczerzy Panskiej (1963), Jak w zwierciadle (1961), Milczenie (1963), Tam, gdzie rosna poziomki (1957). Dla mnie te filmy są dużo lepsze jak Det sjunde inseglet. Musisz pooglądać jak nie znasz, Bergman to tytan.
Np. Tam, gdzie rosna poziomki (1957) to film o rozliczaniu się z całym swoim życiem i o tragicznych niepowodzeniach, utrata prawdziwej miłości. Te filmy są wybitne, dzisiaj się już takich nie kręci.
Te filmy zostają z tym, kto ogląda na długie lata. Warto pooglądać, ale zaczynanie od Sjunde inseglet może zniechęcić, a Bergman większość filmów ma wybitnych i tematycznie ciężkich jak młot. Egzystencjalny.
marok, tak Marok - płeć przeciwna mnie unika, dlatego stawiam na porwania z przemieszczeniem.zaden bukiet żąkyly czy całus w grabę.
Ciężarówka, siata na łeb i hajda.
Ja np. mam swoje mieszkanie i zawsze płeć przeciwna, po dowiedzeniu się o tym fakcie, traktowała mnie bardzo przychylnie, czasem nawet już żony kolegów. Life is brutal and full od zasadzkas.
Doczytałam do połowy... muszę się cofnąć do poprzednich odsłon fabuły, bo denerwuje niełapanie powiązań.
Styl, klimat... świetny i tak przypomina Canulardowy, że aż sprawdziłam w trakcie, czy aby na pewno dobrze zapamiętałam nick w spisie treści dodanych na głównej.
Pozdrawiam, Ritha:)
Woow, Wrotycz jak mi milo, ciezko przyciagnac kogos do ostatniej czesc serii, jesli nie czytal od poczatku. To opko, ten styl tu, jest tym, w czym sie czuje najlepiej, moją drogaą na przyszlosc, tak myslę, wiec tymbardziej mi milo, ze zajrzalas. Co do podobienstw z Canem, taa, to juz powszechna opinia, cos w tym jest i to mocno. Ps. Klakson sie ucieszy, gdyz prowadzi dochodzenie, ze jakoby jestesmy jedna osoba ;)
Klaniam sie, dziekuje pieknie, pozdrawiam
Ritha, Stefan nie czytał Idee fixe:) Niedorzeczny pomysł. A to co naprawdę nam się podoba, często bezwiednie wykorzystujemy.
Znajdę czas, obczytam, do napisania pod Cmykiem się zobowiązując:)
Canulas no baa. Widzisz Wrotycz, Idee fixe to taka zmyła, ju noł? Podpucha. Stefan nie czyta dluzszych, tego tez nie czytal, ale pinć dał :D
Bede wyczekiwac wizyt pod Cmykiem zatem ;D
Witam
I o tym, że chęć przetrwania jest szaleństwem. Spacerem naiwnego ślepca. Chodzeniem w zaparte, wbrew wszystkiemu, wiarą i buntem, złośliwością, ale nie od losu, a właśnie na odwrót... bardzo trafne spostrzeżenie.
Los nie funduje nam emocji i czasu, to on bierze na nas namiary i podąża krok w krok za nami. Nic nie da na siłę się spalać, kiedy brakuje nam paliwa na jutro. Trzeba być dobrym obserwatorem swojego losu.
Jaka szkoda, że Karl podzielił los innych i szkoda, że wiadomo z góry co się stanie z ich losem. Kolory pisakowe są tylko dla wybranych i bardzo skomplikowane.
Kawał dobrego obrazu stworzyłaś, choć myślałam o innym zakończeniu, wszak moim pozytywnym bohaterem był ten drugi. Ty wybrałaś inne dziecię.
Hej, Pasjo, wiem, ze nie nalezysz do zwolenniczek Maxa, otoz... Max jest mi cholernie bliski, w sensie mam do niego spory sentyment, lubilam "nim" pisac, byl jedyna z moich postaci, ktora mi sie przysnila ;) Więc ostatnie sceny musialy byc z Maxem.
"Trzeba być dobrym obserwatorem swojego losu" <3
Dziękuje Ci pieknie za wizytę tutaj jak i cala podroz przez Cmyka.
Pozdrawiam i rowniez milego popoludnia :)
"— Ktoś mnie kiedyś zapytał, o czym marzę. I wiesz… odpowiedziałem na odczepnego.
Kolejna porcja milczenia. Lilly wpatrywała się w swoje dłonie.
— Zawsze marzyłem, by zamieszkać w Panamie. Wiesz, jak jest w Panamie?
Pokiwała przecząco głową.
— Jak?
Max wyssał krew z poharatanego palca, spluwając na bok.
— Pięknie." — latami trzeba pisać i można nie napisać takiej sceny. 44 wyrazy. Kurwax.
"Pogratulowała częściowej wolności i tego, że się udało przeżyć. " — Ty, taka purystka, a "się" przed "udało"?
"Zatrzymali się na wyprostowanie nóg i załatwienie "spraw bieżących". Strużka moczu oddawanego przez Maxa zabarwiła śnieg magentą." — kurwa, ryją we łbie takie momenty. Są tak bez sensu. W sensnie, muszą być, ale są tak kurewsko nieuczciwe, że chuj mnie zara zagryzie.
"Mówił, że jako mali chłopcy straszyli się z kolegami przy takich ogniskach. Teraz jest duży, a boi się bardziej. " — to mi się z "Metrem" skojarzyło. Nie wyjmuję, bo czytam, ale no...
""Taa, jasne" wypełniło etat odpowiedzi." — Ech, te zagrywki. Te małe kuleczki magii. Daleko już uciekłaś od: odparł/odpowiedział.
"Pierwszy potwór rzucił im się na maskę dwie mile dalej. Wypadł znikąd. Znikąd przyszedł, donikąd zmierzał. Przebił boczną szybę, dostał kulkę prosto o czoło. Lilly z krzykiem schowała twarz w dłonie. Huk odebrał im słuch na kwadrans.
Kontynuowali podróż." — I tu piękna pigułka. Fajne. Też lubię kończyć kalendarzowymi kartkami wydarzeń. Ubijać wszystko w zdawkowych rzutach. Lubię.
Kurde no.
Po seansie.
Gdyby nie to, że Cię to na końcu męczyło, namawiałbym na II część. Ładnie podsumowane, choć z tych trzech 25 rozwaliła wszystkie.
Pozdro i sorry za lakoniczność.
„Ty, taka purystka, a "się" przed "udało"?” - wiesz co, ja nie wiem kiedy z nieuznającego granic oszołoma przeistoczyłam się w purystkę... Serio nie wiem. Ale tak się stało, a „się” oczywiście przeniosłam :> (cóż za niedopatrzenie z mojej strony!)
Metro zaczęłam czytać, nie skończyłam, boś mi polecił lepsze w międzyczasie. Kiedyś wrócę do tamtej lektury, zwłaszcza, że to nie jest koniec pisania postapo „w mojej „karierze”, o nie!
„sorry za lakoniczność’ – już tak fałszywie skromnym być, to jest serio wstyd :P Jaka lakoniczność!
Dziękuje i tutaj, za tę część i za całą drogę przez Cmyka, motywacyjne bomby od samego początku, to, że razem z Agą namówiliście mnie na kontunuację, wszystkie rady, i kurrrrde, aplauz, syćko.
Kłaniam się, pozdrawiam, Canulardo
Kurcze, ostro pojechałaś na końcu. Max - twardziel ...
Szkoda ... Jakoś emocjonalnie opętywał.
Ale jak to mówią, życie.
Cmyk to mistrzowska seria.
Pozdrowionka
Agu, dziękuję Ci pięknie i tutaj, za tę część i przeczytanie całego Cmyka i za doping od pierwszej części i za wszystko. Cmyk był moim oczkiem w glowie i chyba pozostanie.
Pozdrawiam :)
"W tumanach kurzy zwłoki Karla wyglądały jak fantom." – kurzu?
Liczyłem po cichu na jakieś bardziej szczęśliwe zakończenie, albo przynajmniej na zawieszenie nadziejo-szansy na takowe, a tu trochę mroczno i "baznadziejowo" , no, ale nie można mieć wszystkiego :)
Jedna z ciekawszych jeśli nie najciekawsza z serii, które czytałem na opowi, nawet poleciłem znajomej, która również zaczęła czytać, choć robi to inkognito :)
No dobrze, dziękuję za lekturę i pozdrawiam niedzielnie :)
No cóż, zakończenie napisało się samo, ja tylko stukalam w klawiaturę ;)
"Jedna z ciekawszych jeśli nie najciekawsza z serii, które czytałem na opowi, nawet poleciłem znajomej, która również zaczęła czytać, choć robi to inkognito" - Jeeezu, dziekuję, miło mi bardzo :>
Maurycy, dziękuję za całą drogę przez Cmyka, bardzo mi miło, zmotywowanam>
Pozdrawiam
Ufff... jestem i tu, i kiedy to właściwie koniec stał się początkiem? Dość specyficzna ostatnia część, coś się dzieje dookoła, ale trochę to chaotyczne. Ludzie z jednym okiem - przerażający obrazek.
I ta końcówka. Myślę, że to taki symbol przeobrażenia się postaci, w coś jeszcze bardziej zimnego i nieznanego. Akt odwagi i odebrania sobie czegoś. Aż mnie ciarki przeszły.
Powtórzę raz jeszcze, że to znakomite opowiadanie, płynie się przez nie.
Chciałbym coś jeszcze dodać, ale jakoś ostatnio nie mam zaczynu.
Więc podziękuje Ci za miłą podróż :-)
Drugą część zostawię sobie na deser.
Do później.
Adelajdo, teraz tak oficjalnie - dziękuję Ci za czas i za pochlebne opinie, naprawdę motywujące, Cmykuś to moje ocko w głowie, choć widzę w nim też niedociągnięcia, ale naprawdę fajnie, że jesteś na bieżąco, bo kontynuację planuję, baa, już nawet wystartowałam uroczyście.
Bardzo fajnie, że siadło.
Kłaniam, się, dziękuję, pozdrowienia ślę :)
Ale się wciągnęłam. :o
Trochę mi smutno, że to koniec. Na pocieszenie lecę do dwójki.
Jak Lily opisywała sen, byłam pewna, że będzie w ciąży. Ale omen śmierci też zacny :)
Zakończenie bardzo zacne. Smutne, nie daje nadziei na lepszy los. Jest prawdziwe. Już chyba wiele razy Ci to pisałam, ale piszesz bardzo prawdziwie, ludzko. Podoba mi się to bardzo.
Komentarze (93)
No i tak. Koniec. Dobry i z przytupem. Cieszę się, że mogłam śledzić Twoją serię. Potrafisz połączyć tempo akcji z nutką poezji - podziwiam. Nie skopiowałam, ale bardzo podobało mi się to porównanie z glinianym naczyniem, wyjątkowo trafione.
"Chatkę skutą lodem zamieszkiwało trzy, również skute lodem, martwe ciała." tu zastanowiłabym się nad "zamieszkiwały" ale nie jestem pewna na 100 procent.
" Ostatnie oddechy dawno osiadły szronem na sfatygowanej posadzce." piękne
Gratuluje świetnej roboty Ritho i pozdrawiam serdecznie!
Justyś, dziękuję Ci pięknie za obecność przez całą serię. Strasznie mi wisiał w głowie ten niedokończony Cmyk, ciesze się, z dobrnęłam do końca, zwłaszcza, że w większości części frajda było pisanie tego.Tempo, tempo, taa, lubię tempo, czasem coś poetycko przeplotę, czasem się uda ;) "Zamieszkiwały" zmienię.
Kłaniam się i dziękuje raz jeszcze :)
RItha, dam Ci 5, bo lubię Canulasa, a Ty jesteś Canulasem, ale nie dam rady przeczytać takiego długiego tekstu, bo nie mogę się skoncentrować, ostatnio piję za dużo kawy.
Ja pierdolę. Granada # Skandal ;)
Ja bym dał pięć, ale z takim przeciwnym argumentem :)
marok, Ty chuju. A ja Ci serce na tacy, ech
Zagłęb cie w mój komentarz, a zrozumiesz, że tak naprawdę jet on parabolą
Klakson nie lubisz mła? :(((
Dałeś ocenę nie czytając, bo długie... :(((
Wisz co... :D
Wspomniałam tu o Panamie, dziś wstaje i wszędzie, na forum, w radio, wokół, o Panamie słyszę To znak! (jakiś)
Nie czytam wcale długich, poza paroma Floriana, ale i z tego już zrezygnowałem, oglądam teraz Królestwo.
(-_-) (-_-) (-_-)
Ritha Królestwo (1994) ekstra, głęboką nocą bym chyba nie dał rady tego oglądać jako dziecko.
stefanklakson no dobszz, ogladaj, ogladaj
stefanklakson, w wydaniu Triera czy Kinga?
Tylko Triera. Szkoda, że nie ma 3 części :(
Dzisiaj i tak trochę się nieprzyjemnie czułem podczas sceny przywoływania duchów w 1 części, bo w szkole średniej miałem nauczycielkę, co się bawiła jako dziecko w coś takiego i potem miała coś z głową. Na pewno to nie blaga.
stefanklakson, 18 lutego wchodzi do kin zajebiste film Triera
marok, parachujem
Ja jego nie znam nic, znam tylko Królestwo od kumpla, co właśnie jego matka miała coś z głową od przywoływania duchów. Widzę, że muszę pooglądać więcej i nadrobić Bergmana, bo jego też lubię.
Canulas dobra to od teraz będziesz parachuj
Klakson moze chcesz wziać udzial w tw? :>
Właśnie o to chodzi Ritho-Canulasie, że ja muszę mieć taką chwilę, żeby zacząć pisać, nie potrafię na jakiś temat. W ogóle mało potrafię :D
Właśnie o to chodzi Ritho-Canulasie, że ja muszę mieć taką chwilę, żeby zacząć pisać, nie potrafię na jakiś temat. W ogóle mało potrafię :D
stefanklakson, co poza siódmą pieczęcią
stefanklakson no to wlaśnie akurat bys sie napotrafił. Tańcujesz tu pod dwudziestą siódma cześcią serii powstalej na bazie zestawu Tw ;) Próba nie strzelba.
marok od teraz będzie zwykły chuj
Ale ja jestem psychopatą i muszę mieć chwilę szajby, żeby zacząć, nie może być jakiś temat :D
stefanklakson no dobszz :)
Canulasie, Bergman nie kojarzy mi się z Siódmą pieczęcią, dla mnie kojarzy się z Goscie Wieczerzy Panskiej (1963), Jak w zwierciadle (1961), Milczenie (1963), Tam, gdzie rosna poziomki (1957). Dla mnie te filmy są dużo lepsze jak Det sjunde inseglet. Musisz pooglądać jak nie znasz, Bergman to tytan.
stefanklakson tyz poogladam... :o
Np. Tam, gdzie rosna poziomki (1957) to film o rozliczaniu się z całym swoim życiem i o tragicznych niepowodzeniach, utrata prawdziwej miłości. Te filmy są wybitne, dzisiaj się już takich nie kręci.
stefanklakson, nooo, dobry pomysł
Te filmy zostają z tym, kto ogląda na długie lata. Warto pooglądać, ale zaczynanie od Sjunde inseglet może zniechęcić, a Bergman większość filmów ma wybitnych i tematycznie ciężkich jak młot. Egzystencjalny.
Ha ha ha, Marok mnie rozśmieszył.
Nawiązując do słów uczonego: rolą blazna jest filac koziołki ;)
Nasz Maroczek ma w sobote studniówkę i dlategóż ćwiczy dowcip. Bydzie zapewne rwał okoliczne niewiasty na niestandardowe poczucie humora :3
Ritha, chloroforma niechaj kupi
I co? Wszyscy tu tacy młodzi i tylko Stefan staruch po 30?
Nie syćcy, tylko Marokok w zasadzie ;p
Can jak u ciebie to tak wygląda to szczerze współczuję
stefanklakson, ja już 65
marok, tak Marok - płeć przeciwna mnie unika, dlatego stawiam na porwania z przemieszczeniem.zaden bukiet żąkyly czy całus w grabę.
Ciężarówka, siata na łeb i hajda.
Canulas nie wplataj swojej biografii w moją osobę
Canulas Ta, 65 to komputera byś nie umiał włączyć :D
Ja np. mam swoje mieszkanie i zawsze płeć przeciwna, po dowiedzeniu się o tym fakcie, traktowała mnie bardzo przychylnie, czasem nawet już żony kolegów. Life is brutal and full od zasadzkas.
Bez żąkyly?
Mem mi się przypomnial.
Pielegniarka i pacjent na szpitalnym łóżku.
- Ile ma Pan lat?
- 62.
- Nie dałabym Panu.
- Nie śmiałbym prosić.
;)
Ritha, ttaaaaa
stefanklakson, e tam
stefanklakson, and somtajms kopas w dupas
Canulas na pewno nie masz 65, juz to widze 65 i PS na pewno...
marok, nie wpłatam. Mówię o sobie. Czytaj ze zrozumieniem
Canulas to nie używaj mojego nicku bo to mylące bardzo. A ja jestem na wpół przytomny
Co ty Marok ciągle taki śpiący?
stefanklakson bo mi śnieg się roztopił
Jak znam. Maroka, to ma dziś grymaśny nastrój. Idę.
I dobrze zrobił, ta zima daje popalić ostro.
Canulas nieeeee, wweez
Dzisiaj oglądałem Maxa K. po kilku ładnych latach o Gdańsku. Ale miałem polewkę, czasem coś oglądam i nie wierze w to, co słysze.
Pięć dlaczego zabiłaś Karla? No dlaczego? Chlip chlip przeczytałam, ale jest mi smutno
Powiedz, po co spojlerujesz, Marg. Raz się zastanów.
Canulas
Ja nie spojleruje tylko się pytam a poza tym nie chce mi się gadać
Margerita no taa, dzieki za wizytę
Margerita i tego się trzymaj
Ja przepraszam za spamowanie, to nie złośliwie.
Spoko, gospoda u Rithy czynna calodobowo ;)
Doczytałam do połowy... muszę się cofnąć do poprzednich odsłon fabuły, bo denerwuje niełapanie powiązań.
Styl, klimat... świetny i tak przypomina Canulardowy, że aż sprawdziłam w trakcie, czy aby na pewno dobrze zapamiętałam nick w spisie treści dodanych na głównej.
Pozdrawiam, Ritha:)
Woow, Wrotycz jak mi milo, ciezko przyciagnac kogos do ostatniej czesc serii, jesli nie czytal od poczatku. To opko, ten styl tu, jest tym, w czym sie czuje najlepiej, moją drogaą na przyszlosc, tak myslę, wiec tymbardziej mi milo, ze zajrzalas. Co do podobienstw z Canem, taa, to juz powszechna opinia, cos w tym jest i to mocno. Ps. Klakson sie ucieszy, gdyz prowadzi dochodzenie, ze jakoby jestesmy jedna osoba ;)
Klaniam sie, dziekuje pieknie, pozdrawiam
Ritha, Stefan nie czytał Idee fixe:) Niedorzeczny pomysł. A to co naprawdę nam się podoba, często bezwiednie wykorzystujemy.
Znajdę czas, obczytam, do napisania pod Cmykiem się zobowiązując:)
Ritha, a nie jesteśmy?
Canulas no baa. Widzisz Wrotycz, Idee fixe to taka zmyła, ju noł? Podpucha. Stefan nie czyta dluzszych, tego tez nie czytal, ale pinć dał :D
Bede wyczekiwac wizyt pod Cmykiem zatem ;D
Ritha and Canulardo - miłej zabawy:)
Gratki!
:)))
Wrotycz heh, taa
Witam
I o tym, że chęć przetrwania jest szaleństwem. Spacerem naiwnego ślepca. Chodzeniem w zaparte, wbrew wszystkiemu, wiarą i buntem, złośliwością, ale nie od losu, a właśnie na odwrót... bardzo trafne spostrzeżenie.
Los nie funduje nam emocji i czasu, to on bierze na nas namiary i podąża krok w krok za nami. Nic nie da na siłę się spalać, kiedy brakuje nam paliwa na jutro. Trzeba być dobrym obserwatorem swojego losu.
Jaka szkoda, że Karl podzielił los innych i szkoda, że wiadomo z góry co się stanie z ich losem. Kolory pisakowe są tylko dla wybranych i bardzo skomplikowane.
Kawał dobrego obrazu stworzyłaś, choć myślałam o innym zakończeniu, wszak moim pozytywnym bohaterem był ten drugi. Ty wybrałaś inne dziecię.
Pozdrawiam niedzielnie i miłego dnia
Hej, Pasjo, wiem, ze nie nalezysz do zwolenniczek Maxa, otoz... Max jest mi cholernie bliski, w sensie mam do niego spory sentyment, lubilam "nim" pisac, byl jedyna z moich postaci, ktora mi sie przysnila ;) Więc ostatnie sceny musialy byc z Maxem.
"Trzeba być dobrym obserwatorem swojego losu" <3
Dziękuje Ci pieknie za wizytę tutaj jak i cala podroz przez Cmyka.
Pozdrawiam i rowniez milego popoludnia :)
Ritha xD oto Twój zestaw:
Postać: Okulista okultysta
Zdarzenie: Pogrzebany żywcem
Gatunek: Opowiadanie przygodowe/drogi
Czas na pisanie: 10 luty (niedziela) godz. 20.00
Powodzenia :)
"— Ktoś mnie kiedyś zapytał, o czym marzę. I wiesz… odpowiedziałem na odczepnego.
Kolejna porcja milczenia. Lilly wpatrywała się w swoje dłonie.
— Zawsze marzyłem, by zamieszkać w Panamie. Wiesz, jak jest w Panamie?
Pokiwała przecząco głową.
— Jak?
Max wyssał krew z poharatanego palca, spluwając na bok.
— Pięknie." — latami trzeba pisać i można nie napisać takiej sceny. 44 wyrazy. Kurwax.
"Pogratulowała częściowej wolności i tego, że się udało przeżyć. " — Ty, taka purystka, a "się" przed "udało"?
"Zatrzymali się na wyprostowanie nóg i załatwienie "spraw bieżących". Strużka moczu oddawanego przez Maxa zabarwiła śnieg magentą." — kurwa, ryją we łbie takie momenty. Są tak bez sensu. W sensnie, muszą być, ale są tak kurewsko nieuczciwe, że chuj mnie zara zagryzie.
"Mówił, że jako mali chłopcy straszyli się z kolegami przy takich ogniskach. Teraz jest duży, a boi się bardziej. " — to mi się z "Metrem" skojarzyło. Nie wyjmuję, bo czytam, ale no...
""Taa, jasne" wypełniło etat odpowiedzi." — Ech, te zagrywki. Te małe kuleczki magii. Daleko już uciekłaś od: odparł/odpowiedział.
"Pierwszy potwór rzucił im się na maskę dwie mile dalej. Wypadł znikąd. Znikąd przyszedł, donikąd zmierzał. Przebił boczną szybę, dostał kulkę prosto o czoło. Lilly z krzykiem schowała twarz w dłonie. Huk odebrał im słuch na kwadrans.
Kontynuowali podróż." — I tu piękna pigułka. Fajne. Też lubię kończyć kalendarzowymi kartkami wydarzeń. Ubijać wszystko w zdawkowych rzutach. Lubię.
Kurde no.
Po seansie.
Gdyby nie to, że Cię to na końcu męczyło, namawiałbym na II część. Ładnie podsumowane, choć z tych trzech 25 rozwaliła wszystkie.
Pozdro i sorry za lakoniczność.
„Ty, taka purystka, a "się" przed "udało"?” - wiesz co, ja nie wiem kiedy z nieuznającego granic oszołoma przeistoczyłam się w purystkę... Serio nie wiem. Ale tak się stało, a „się” oczywiście przeniosłam :> (cóż za niedopatrzenie z mojej strony!)
Metro zaczęłam czytać, nie skończyłam, boś mi polecił lepsze w międzyczasie. Kiedyś wrócę do tamtej lektury, zwłaszcza, że to nie jest koniec pisania postapo „w mojej „karierze”, o nie!
„sorry za lakoniczność’ – już tak fałszywie skromnym być, to jest serio wstyd :P Jaka lakoniczność!
Dziękuje i tutaj, za tę część i za całą drogę przez Cmyka, motywacyjne bomby od samego początku, to, że razem z Agą namówiliście mnie na kontunuację, wszystkie rady, i kurrrrde, aplauz, syćko.
Kłaniam się, pozdrawiam, Canulardo
Ritha, cholera, wczoraj niedofilowałem odpowiedzi. Dopiero tera. Tak więc - taaa.
Pozdrox.
Tera Trupa
Heh, spoko.
Spodziewaj się mnie tu! Nie wiem kiedy i jak, ale przybędę!
Za niedługo :)
Oki :))
Kurcze, ostro pojechałaś na końcu. Max - twardziel ...
Szkoda ... Jakoś emocjonalnie opętywał.
Ale jak to mówią, życie.
Cmyk to mistrzowska seria.
Pozdrowionka
Agu, dziękuję Ci pięknie i tutaj, za tę część i przeczytanie całego Cmyka i za doping od pierwszej części i za wszystko. Cmyk był moim oczkiem w glowie i chyba pozostanie.
Pozdrawiam :)
Smutno, wręcz przejmująco smutno. Miałam nadzieję na lepszy rozwój sytuacji.
Wiesz, Szu. To wcale nie znaczy, że Max umarnął ;)
Dziękuję, Szu
Wyłapałam takie coś - ,,w czoło'' Chyba, że taki był zamysł. :)
Hm, ciekawe :D Poszukam ło co z tym chodzi.
"W tumanach kurzy zwłoki Karla wyglądały jak fantom." – kurzu?
Liczyłem po cichu na jakieś bardziej szczęśliwe zakończenie, albo przynajmniej na zawieszenie nadziejo-szansy na takowe, a tu trochę mroczno i "baznadziejowo" , no, ale nie można mieć wszystkiego :)
Jedna z ciekawszych jeśli nie najciekawsza z serii, które czytałem na opowi, nawet poleciłem znajomej, która również zaczęła czytać, choć robi to inkognito :)
No dobrze, dziękuję za lekturę i pozdrawiam niedzielnie :)
Hej, Mauryc :)
"kurzy" poprawione
No cóż, zakończenie napisało się samo, ja tylko stukalam w klawiaturę ;)
"Jedna z ciekawszych jeśli nie najciekawsza z serii, które czytałem na opowi, nawet poleciłem znajomej, która również zaczęła czytać, choć robi to inkognito" - Jeeezu, dziekuję, miło mi bardzo :>
Maurycy, dziękuję za całą drogę przez Cmyka, bardzo mi miło, zmotywowanam>
Pozdrawiam
Ufff... jestem i tu, i kiedy to właściwie koniec stał się początkiem? Dość specyficzna ostatnia część, coś się dzieje dookoła, ale trochę to chaotyczne. Ludzie z jednym okiem - przerażający obrazek.
I ta końcówka. Myślę, że to taki symbol przeobrażenia się postaci, w coś jeszcze bardziej zimnego i nieznanego. Akt odwagi i odebrania sobie czegoś. Aż mnie ciarki przeszły.
Powtórzę raz jeszcze, że to znakomite opowiadanie, płynie się przez nie.
Chciałbym coś jeszcze dodać, ale jakoś ostatnio nie mam zaczynu.
Więc podziękuje Ci za miłą podróż :-)
Drugą część zostawię sobie na deser.
Do później.
Adelajdo, teraz tak oficjalnie - dziękuję Ci za czas i za pochlebne opinie, naprawdę motywujące, Cmykuś to moje ocko w głowie, choć widzę w nim też niedociągnięcia, ale naprawdę fajnie, że jesteś na bieżąco, bo kontynuację planuję, baa, już nawet wystartowałam uroczyście.
Bardzo fajnie, że siadło.
Kłaniam, się, dziękuję, pozdrowienia ślę :)
Ale się wciągnęłam. :o
Trochę mi smutno, że to koniec. Na pocieszenie lecę do dwójki.
Jak Lily opisywała sen, byłam pewna, że będzie w ciąży. Ale omen śmierci też zacny :)
Zakończenie bardzo zacne. Smutne, nie daje nadziei na lepszy los. Jest prawdziwe. Już chyba wiele razy Ci to pisałam, ale piszesz bardzo prawdziwie, ludzko. Podoba mi się to bardzo.
Powtórzę i tu, że bardzo mi miło widząc tak pozytywny odbiór.
Dziękuję pięknie :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania