Creso Rodział XVI: Baster
Maritiem – najbliższa osada z portem, z którego wypływały statki na Zachód. Podróż tam zajęła Vanessie trzy dni. Opłacało się słuchać uważnie Florence. Dzięki temu dziewczynka wiedziała jak przeżyć w tej części Caprany. Nie było to jakimświelkim wyczynem. Wystarczyło wiedzieć co jest jadalne, a co nie oraz uważać przy większych zbiornikach wodnych, gdzie łatwo było o spotkanie z rusałkami.
W Maritiem Vanessa wykupiła rejs do Atlantiese. Rejs byłtylko w jedną stronę. Dziewczynka nie była pewna, czy wystarczy jej pieniędzy na drogę powrotną. Podróż trwała ażcztery tygodnie. Na pokładzie statku niky Vanessy nie pytał o wiek, pochodzenie, z kim podróżuje ani o jakiekolwiek dokumenty. Dowód zakupu biletu i tyle. W ciągu dnia dziewczynka miała zapewnione dwa posiłki, które w zupełności jej wystarczały. W końcu dotarła na miejsce. Port w Atlantiese nie różnił się zbytnio od tego w Maritiem. Jedynie było czyściej oraz, co oczywiste, cały sprzęt i budynki były nowocześniejsze.
Gdy Vanessa schodziła na ląd, już z daleka widziała karton z jej imieniem i nazwiskiem. Trzymała go kobieta wyglądająca prawie tak samo jak Luna. Białę włosy ze złotym pasmem związane miałą w gruby warkocz. Obie tęczówki jej oczu były białe. Ubrana była w pastlowe dresy, luźny podkoszulek i tenisówki. Nie posiadała żadnych skrzydeł, rogów ani innych tego typu części ciała. Mimo iż nie wyglądała na magiczną istotę, mocno wyróżniała się w tłumie. Do tego wzrost. Może nie miała dwóch metrów jak Luna, lecz metr osiemdziesiąt z pewnością. Vanessa od razu do niej podeszła. Ta od razu wyciągnęła przed siebie rękę.
- Light Tron – przedstawiła się. Jej głos był taki sam jak Luny, tylko pozbawiony władczej nuty. Dziewczynka wolała nie ściskać jej dłoni, po tym czego doświadczyła z boginią. – Spokojnie, nic ci nie zrobię – zabrała rękę. – Miło cię widzieć, Vanesso. Wybacz, jeśli Luna coś ci zrobiła. Nie jest zbyt delikatna.
- Nic się nie stało – stwierdziła dziewczynka. – Dość wyraźnie zrozumiałam, co mam robić, a czego nie.
Light skinęła głową i uśmiechnęła się do niej delikatnie.
- To dobrze – podała jej białą teczkę. – Tutaj jest wszystko, co potrzebne. Oni tam już wiedzą, że masz pozwolenie zabrania wybranych „hybryd" z sektora G. Masz tego potwierdzenie oraz listę osób z sektora. Do tego jeszcze nowa tożsamość. Nie chcemy podejrzeń na temat przejść między światami. Do zobaczenia.
Nim Vanessa zdążyła cokolwiek powiedzieć, Light zniknęła w tłumie. Raczej po prostu zniknęła. Dziewczynce wydawało się niemożliwe, żeby jej nie zauważyła między ludźmi. Vanessa została sama z teczką. Teraz musiała dostać się do Baster. Poszła szukać mapy.Gdy ową znalazła, zaczęła patrzeć za Baster. Szybko doszła do wniosku, że będzie musiała się tam dostać pociągiem. Obóz znajdował się na półwyspie i do tego na drugim końcu kontynentu! W pobliżu samego Baster nie było żadnego miasteczka ani wsi. Najbliższą miejscowością było Aarde i tam Vanessa zamierzała się dostać. Miasto znajdowało się niedaleko wjazdu na półwysep. Dzdiewczynka sprawdziła rozkłady jazdy. Udało jej się znaleźć kurs, który zabierze ją na miejsce.
O odpowiedniej godzinie znalazła się na stacji. Czekała na przybycie pociągu. Gdy się pojawił, wsiadłą do środka i zajęła wolne miejsce. Zdecydowała się otworzyć daną jej teczkę. Na wierzchu było pozwolenie, o którym mówiła Light. Następny był dowód tożsamości. Charlie Williams – tak brzmiało imię, którym będzie się na Zachodzie posługiwać. Dalej miała informacje o osobach z sektora. Alice Anadem, Dorce Galea Andrews, Martin Kaon, Florian Metsk, David Mokrun, Zaria Rosellina Neimi oraz Kade Zue. Vanessie nie chciało się zagłębiać w szczegóły. Podróż trwała kilka godzin. Przez ten czas dziewczynka oglądała widoki za oknem.
W Aarde Vanessa pieszo ruszyła w kierunku Baster. Słońce chyliło się już ku zachodowi. Dziewczynka weszła w las. Tam po chwili zobaczyła barierę z drutu kolczastego broniącą wejścia na półwysep. Vanessa zatrzymała się na chwilę i wyciągnęła z teczki pozwolenie. Ruszyła wzdłuż płotu i dotarła pod bramę wjazdową. Podeszła do stojących tam strażników. Jeden z nich od razu ją zauważył i wycelował w nią z broni. Dalej trzymając uniesioną broń, pokazał jej, aby podeszła do niego.
- Charlie Williams? – zapytał, a reszta strażników zwróciła na nią uwagę.
Dziewczynka skinęła głową i podała mu pozwolenie. Ten przeleciał po nim wzrokiem i oddał jej je z powrotem. Opuścił broń i pokazał coś pozostałym. Następnie brama została otwarta. Tuż za nią stała duża, czarna furgonetka. Strażnik pokazał Vanessie, aby wsiadła na jej tylnej części. Dziewczynka posłuchała go i zajęła miejsce w pojeździe. Ruszyli. Cały czas jechali przez gęsty las aż wydostali się na sporą równinę. Wtedy Vanessa ujrzała Baster. Obóz był ogromny. Dziewczynka nie miała pojęcia jak daleko sięgał. Otoczony był przez wysoki i równie gruby mur. Otwarty został im tunel w murze. Wjechali do środka. W dużej odlełości od samego muru znajdował się biały budynek. Dopiero, gdy pod niego zajechali, Vanessa mogła ujrzeć jego ogrom. Budynek miał z dwadzieścia pięter. Dziewczynkę poprowadzono wieloma korytarzami do jakiegoś gabinetu. Tam strażnicy zostawili ją samą. Vanessa usiadła na wolnym krześle. Zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu. Jej uwagę przyciągnęła spora tablica na ścianie. Były na niej wypisane wszystkie sektory. Poniżej nazw były wypisane liczby mieszkańców. Sektory A do F miały od czterdziestu do pięćdziesięciu jeden osób. Natomiast sektor G zaledwie osiem. Reszta sektorów, czyli H, I oraz J były puste. Na samym dole była suma suma wszystkich. Równie dwieście osiemdziesiąt osób.
Jakieś dziesięć minut póżniej do gabinetu przyszedł mężczyzna w sarym garniturze. Tuż po wejściu spojrzał dumnie na tablicę.
- Dwieście osiemdziesiąt – westchnął z dumą. – Tyle udało nam się złapać i ta liczba wciąż będzie wzrastać. Czy Luna zdecydowała, kogo chce uwolnić? Od razu zabierzemy was do Roete i teleportujemy do Maritiem.
- Właściwie to sama mam zadecydować – oznajmiła Vanessa.
- W jaki sposób?
- Może po prostu przez spotkanie z nimi? – zaproponowała.
- Pani Williams, ale to są niebezpieczne istoty – w tym momencie się zatrzymał i machnął ręką. – A zresztą kto was na tym Wschodzie wie. Zaraz mają posiłek, tam się spotkacie.
Następnie pokazał jej gestem, aby za nim poszła. Dziewczynka podążyła za nim. Kilka minut później znaleźli się w windzie. Tam dołączyła do nich dwójka strażników. Mężczyzna w garniturze wcisnął przycisk z oznaczeniem G-1. Vanessa zauważyła, że na każdy sektor przypadają dwa piętra. Winda ruszyła. Na odpowiednim piętrze została poprowadzona przez białe, przestronne korytarze aż pod drzwi stołówki. Do samego pomieszczenia weszła sama.
Stołówka utrzymana była w stylu panującym na korytarzach. Białe ściany, po donicy z rośliną w każdym kącie oraz wiele szarych, okrągłych stolików z przyspawanymi ławkami. Vanessa podeszła do najbliżeszego, przy którym siedzieli brązowowłosy chłopiec o niebieskich oczach i zielonowłosa dziewczyna. Oczy dziewczyny były zielonożółte i czasem było w nich widać przeskakujące iskry. Dziewczynka usiadła naprzeciwko nich.
- Hejka – przywitała się. Dopiero teraz tamta dwójka zwróciła na nią uwagę. Vanessa wystawiła przed siebie dłoń. – Va.. znaczy się, Charlie jestem.
Dziewczyna od razu się rozpromieniła.
- Zaria Neimi – przedstawiła się i uścisnęła jej dłoń. – A to Kade Zue. Młody jest tutaj z nas wszystkich najmłodszy. Ma zaledwie dziesięć lat. Może i jest to po części więzienie, ale muszą nas dobrze traktować. Taki warunek istnienia tego jakże „cudownego" miejsca. Zgaduję, że jesteś tutaj nowa, prawda?
- Tak jakby – stwierdziła Vanessa, mając nadzieję, że Zaria nie będzie jej zbytnio o nic pytać. – Przedstawicie mi wszystkich?
- Pewnie – Zaria wskazała na stolik za sobą, przy którym siedzieli blondynka, szatynka i czarnowłosy chłopak. – Alice, Dorce i Martin. Alice strażnicy się najbardziej boją. Gdy ktoś ją zabije, ożywa i wybija jego rodzinę do drugiej linii rodu. Podobno jest wtedy jak bestia. Nie do opanowania. Natomiast Martin potrafi się teleportować.
- Ogółem ta trójka jest strasznie cicha. Dodać do tego jeszcze Floriana to już w ogóle – przerwał jej Kade. – I tak podają nam to coś, aby stłumić nasze moce. Nie ma sensu ich wymieniać.
Zaria uderzyła go z łokcia w ramię.
- Tam przy stole jest jeszcze Dorce, moja współlokatorka – kontynuowała dziewczyna. – Jest tutaj najkrócej, a było z nią najwięcej problemów.
- Na przykład wywiesiła mnie za kostki przez okno – wspomniał chłopiec.
- Trzeba było nie próbować dostać się mi do głowy! – zawołała do nich Dorce.
Vanessa trochę się przestraszyła, że tak naprawdę każdy na tej sali słyszał, o czym rozmawiają. Zaria machnęła na to ręką.
- Dokładnie to nie wiemy czym jest, ale wspomagała Ruch Oporu – oznajmiła. – Sama do niego należałam. Tak samo Alice i Florian.
- O co chodzi z tym, że Kade próbował dostać się Dorce do głowy? – zapytała Vanessa.
- Umiem przegrzebywać wspomnienia innych istot – rzekł chłopiec, wzruszając ramionami. – Nic wielkiego.
- Mamy jeszcze Norwyna i Davisa – Zaria wskazała na dwóch brunetów przy następnym stoliku. – Są kuzynami i potrafią zmieniać się w zwierzęta. To został nam jeszcze Florian – w tym momencie ktoś położył dłoń na jej ramieniu.
- Pozwól, kochana, że sam się przedstawię – poprosił czarnowłosy chłopak o czarnych oczach z wąskimi, czerwonymi źrenicami. Jasny kolor jego skóry w połączeniu z pozostałymi aspektami jego urody dawały upiorny efekt. – Metsk, Florian Metsk. To czym jestem i jakie mam zdolności to już moja sprawa. Choć przypuszczam, że dostałaś dokumenty o każdym z nas. Dziewczynko, mów otwarcie. Chcesz nas stąd zabrać, przynajmniej część, na wojnę z Gesagiem Salie. Jego niezbyt pozytywna sława jest znana nawet tutaj na Zachodzie. Zatem od razu ci mówię, że ja nigdzie się nie wybieram.
- Chwileczkę, to ty możesz nas stąd zabrać?! – wykrzyknęła Zaria.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania