Pokaż listęUkryj listę

Creso Rozdział XXXII: Spotkanie

Dorce i Zaria podróżowały szlakami górskimi Xad. Nieprzerwanie wiał tam porywisty wiatr, więc dziewczyny chowały się w każdej możliwej jaskini. Dorce wciąż nie powiedziała Zarii, jaki jest główny cel tej podróży, a musiała zrobić to jak najszybciej. Zgodnie z oczekiwaniami pewna osoba złapała już jej trop. Dorce, gdy tylko mogła, nakładała na Zarię zaklęcie niewidzialności. Ta osoba nie mogła się dowiedzieć, że nie jest sama. To zepsułoby wszystko.

 

Zapadł już zmrok. Ukryły się w grocie i rozpaliły ognisko. Na Północy nie było teraz zimno, lecz znajdowały się bardzo blisko skutej lodem Astrorii.

 

- Czekam na takie ciepłe lato – oznajmiła Zaria.

 

- Może tutaj takiego jeszcze nie ma, ale w Verlede na pewno jest – stwierdziła Dorce.

 

- Skąd w ogóle jesteś?

 

- Moderniteit, przynajmniej odkąd pamiętam – westchnęła. – Pewnie zastanawiasz się dokąd zmierzamy.

 

- Dokładnie. Po co w ogóle ta cała akcja?

 

Dorce skrzywiła się nieco.

 

- Aga... Znaczy się, Ulazi mnie mocno zdenerwowała. Potem wszystko już jakoś tak się wydarzyło. Od jeden do dziesięć jak źle było?

 

- Takie mocne dziewięć i pół.

 

- Czyli bardzo źle – zagryzła wargę. – Trudno. Już nic na to nie poradzę. Co do podróży, to zmierzę się z pewną osobą. Możemy mówić na niezrozumiały dla ciebie temat. Jednak najważniejsze jest, żebyś była przygotowana. Mogę przegrać. Jest to nawet więcej niż pewne, bo nie zamierzam jej zabić. Ta osoba będzie miała takie dziwne urządzenie na piersi. Musisz je zniszczyć. Jeśli zaatakujesz z zaskoczenia, może ci się udać.

 

- Zrozumiano. Jest pytanko, jesteś może spokrewniona z Luną?

 

Dorce przewróciła oczami.

 

- Ona nazywa siebie moją matką, lecz prawda jest taka, że nie mamy ze sobą nic wspólnego. Po prostu znałyśmy się jakiś czas.

 

Zaria pokiwała ze zrozumieniem głową.

 

- W jaki sposób zdobyłaś moce? – zapytała po chwili.

 

Dorce poczuła jak wspomnienia ją przygniatają.

 

- Wolę o tym nie mówić – oznajmiła.

 

- Spokojnie. Ja mogę najpierw to opowiedzieć – Zaria zastanowiła się. – Kradliśmy paliwo do broni Strażników. Cysternę, którą ja prowadziłam, zrzucili z drogi. Jedyne co mogłam jeszcze zrobić, to spuścić ten szlam. Była burza i wiedziałam, że po mnie idą. Odkręciłam zawór spustowy. Wiedziałam, że całość nie zejdzie, ale przynajmniej część. Stałam już w sporej kałuży tego czegoś i uderzył w to piorun. Hipokryci korzystają z magii jak im się rzewnie podoba, a tak bardzo niby uważają ją za niezgodną z prawami istnienia świata, że to przeciwne jakimś ich wierzeniom, że to nie powinno istnieć. Jakby bujda, to nie wasz świat. Sami tutaj przyszliście. To wszystko było przed wami.

 

Dorce uśmiechnęła się krzywo.

 

- Moja historia ci się nie spodoba – stwierdziła.

 

- Proszę – Zaria przysunęła się do niej. – To dla mnie jak zwrot akcji w jakimś filmie. Zawsze chciałam się tego dowiedzieć.

 

Dorce westchnęła.

 

- Dobra, zgoda – Zaria przybliżyła się jeszcze trochę, a Dorce objęła ją skrzydłem. – Zatem byłam człowiekiem, przynajmniej tak mi powiedziano.

 

- Powiedziano?

 

- Shh... Wszystkiego się dowiesz. Znaleźli moje ciało pod gruzami budynku. Nie wiedzieli czy żyję, ale i tak mnie wzięli. Osoba, która się mną zajmowała potwierdziła, że jeszcze żyłam. Moderniteitczycy zaczęli na mnie testy. Chcieli ujarzmić we mnie magię transformacji za pomocą technologii.

 

- Stąd możesz zmieniać formę, prawda? Transformacja jest w tej fioletowej magii?

 

Dorce skinęła głową.

 

- Tak. Ten niby sort z patronami i tak dalej, to bajka. Luna chciała boską chwałę. Mnie wykorzystała jako brakujący jej czwarty element.

 

- Co takiego strasznego w tym było? – zapytała Zaria, lecz Dorce odwróciła wzrok. – To nie wszystko, prawda?

 

- Niestety, ale nmie musimy o tym mówić.

 

- Zamierzasz w to sobie trzymać? Przez to coś Dan tak na ciebie reaguje?

 

- Będziesz dalej pytać?

 

- Tak.

 

- Zostałam stworzona, aby walczyć w czasie Wielkiej Wojny.

 

Oczy Zarii rozszerzyły się w zdziwieniu.

 

- Dobry Tronie, stara jesteś.

 

Dorce parsknęła na to śmiechem.

 

- Rzeczywiście – stwierdziła.

 

- Co sprawiło, że zmieniłaś stronę?

 

- Zdobyłam samoświadomość - powiedziała smutno.

 

Następnego dnia ruszyły w dalszą drogę. Koło południa Dorce kazała Zarii iść z daleka od niej. Po kilkunastu minutach zaszły nad urwisko.

 

- Dawno się nie widziałyśmy - usłyszała z swoimi plecami Dorce.

 

Dziewczyna natychmiast się odwróciła. Stała tam kobieta o kręconych, ognistorudych włosach. Jej oczy zaś były soczystej, niebieskiej barwy. Miała na sobie proste czarne spodnie i biały podkoszulek. Na to zarzuciła jasnoniebieską jeansową kurtkę.

 

- Lamira - westchnęła Dorce.

 

Rozejrzała się za Zarią. Ta schowała się za niedalekimi skałami.

 

- Jestem sama - oznajmiła Lamira.

 

- Czego ode mnie chcesz?

 

- Tego co zwykle.

 

- Energii? Aż tak jesteście marnotrawni? Ja nie zamierzam was dokarmiać.

 

- Głupią zgrywasz?

 

- Oczywiście - westchnęła. - Wiesz, że wciąż nie jest za późno, prawda? Możemy znaleźć sposób, aby was z powrotem podłączyć.

 

- Żebyśmy znowu nic nie pamiętali?! - oburzyła się Lamira. - Żebyśmy byli nieświadomi tego, co robicie?!

 

- Lecz czy nie byłoby tak lepiej?

 

Lamira odwróciła wzrok.

 

- Och, Lami... - Dorce podeszła do niej na wyciągnięcie ręki.

 

W tym momencie Lamira zadała jej cios. W spojrzeniu kobiety była zimna pustka. Wbiła jej sztylet o czarnym ostrzu na wysokości splotu słonecznego. Powstała rana przebijała Dorce na wylot, jednak nie krwawiła. Brzegi rany zabarwiły się na czarno, a w jej centrum pojawiła się żółta kula energii. Dorce natychmiast odskoczyła od Lamiry. Dała się podejść. Wciąż pod jakimś względem ufała byłej przyjaciółce. Może po prostu była naiwna.

 

Lamira nałożyła na palec serdeczny srebrny pierścień. Energia z kuli zaczęła zmierzać w jego kierunku. Następnie kobieta przyjęła pozycję do ataku. Dorce z fioletowej energii stworzyła dwa sztylety. Lamira zaatakowała. Dorce wygięła się do tyłu, robiąc unik. Stworzyła trzeci sztylet i wszystkie posłała w stronę Lamiry. Ta wcisnęła przycisk na hocepo i stała się niematerialna. Wtedy pierścień spadł z jej dłoni. Dorce natychmiast się po niego rzuciła. Niestety Lamira otworzyła czarny portal pod nim i przeniosła poza zasięg Dorce. Dziewczyna wściekła uderzyła pięścią w podłoże. Posłała sztylety w stronę kobiety. Ta otworzyła portale tak, aby przez nie przeszły. Potem Dorce nie miała już z nimi łączności. Lamira ponownie stała się materialna. Pierścień z powrotem wróciła do jej rąk. Dorce stworzyła miecz i złapała go w dłoń. Zaatakowała. Pierwszy cios Lamira zablokowała Czarnym Ostrzem. W tym momencie Dorce stworzyła długą szpilę. Wbiła ją w bok przeciwniczki. Lamira w podzięce cięła ją w prawe ramię. Dorce wycofała się, lecz kobieta nie zamierzała. Dziewczyna czuła jak coraz więcej energii z niej ucieka. Dorce podcięła Lamirze nogi. Kobieta przy upadku wypuściła sztylet. Dorce złapała rękę z pierścieniem. Teraz jednak to Lamira zwaliła ją z nóg. Kobieta złapała Czarne Ostrze i przygotowała się do dalszej walki. Dorce podniosła się z ziemi. Czuła jak słaba była. Jej skrzydła nie miały już piór, lecz metalowe części. Nogi miała jak z waty. Mimo to stworzyła sztylet i ruszyła na Lamirę. Tamta również pobiegła w jej stronę. Tuż przed spotkaniem Dorce zaczęła jechać na kolanach, odcinając jej palec z pierścieniem oraz te sąsiadujące z nim.

 

Lamira złapała się za dłoń. Dorce w tym czasie ściągnęła pierścień z palca. Wstała, lecz świat zawirował jej na tyle, że ponownie znalazła się na ziemi. Sztylet już dawno zniknął. Lamira złapała ją zdrową ręką i zaczęła ciągnąć w stronę urwiska. Dorce nie miała siły, aby choć spróbować wyrwać się. Wtedy na kobietę rzuciła się Zaria. Jednym strzałem elektryczności zniszczyła hocepo Lamiry. Kobieta bezwładnie padła na ziemię. Chwilę później jej ciało zmieniło się w czarną maź, którą wchłonęła ziemia. Zaria przypadła do Dorce i wyciągnęła z jej dłoni pierścień. Następnie go zniszczyła. Ze szczątków uniosła się kula energii, która zasklepiła rany zadane jej przez Czarne Ostrze. Zaria pomogła Dorce wstać.

 

- Chyba dobrze poszło, prawda? – zapytała Zaria. – Nawet lepiej niż dobrze.

 

Zaraz potem rozległ się łopot skrzydeł. Koło nich wylądowała Jessica.

 

- Zadam ci pytanie. Odpowiadasz bez zastanowienia – naskoczyła od razu na Dorce. – Pracujesz dla Zachodu?

 

- Nie – odpowiedziała zaskoczona pytaniem.

 

- Jesteś cyborgiem?

 

- Tak.

 

- Znasz kogoś z Ruchu Oporu?

 

- Oczywiście – spojrzała wymownie na Zarię.

 

- Które oddziały?

 

- Bella, Hunry, Margaret, Duncan i Gwen.

 

- Nawet nie wiem, o co chodzi z tymi oddziałami – przyznała Jessica. – Tak czy inaczej lecimy do Morte, tam będzie reszta.

 

- Co się stało? – zapytała Zaria.

 

- Dlaczego jaskinia została zawalona? – spytała zabójczyni, zlewając Zarię.

 

- W okolicy pojawiła się niebezpieczna osoba – odpowiedziała Dorce. – Nie chcieli nas puścić, a tą osobę tylko ja znałam. Pozbyłyśmy się jej.

 

Jessica pokiwała głową.

 

- Jest gościu, który rzuca na ciebie masę oskarżeń – oznajmiła. – Przydałoby się z nim skonfrontować.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania