Pokaż listęUkryj listę

Creso Rozdział XXXIX: Bagna

Ellie i Lealia szły z bagażami na miejsce spotkania z pozostałymi członkami zespołu. Ellie między mieszkańcami mignęła znajoma twarz. Zatrzymała się i obejrzała za tą osobą. Tuż po tym pobiegła w jej stronę. Był to jej najstarszy brat. Podbiegła do niego i poklepała go w ramię. Ten odwrócił się zaskoczony, po czym uśmiechnął się na widok siostry. David pył o półtorej głowy wyższy od Ellie i tak samo jak siostra posiadał platynowe włosy oraz błękitne oczy. Ubrany był w czarne, wytworne szaty z zawiłymi złotymi wzrorami. Ubiór Teb przypominał kreacje, które Lealia nosiła w Steenkool. Pierwszą zmianą, którą elfka zauważyła w jego wyglądzie była długość jego włosów. Mimo, że były teraz dość krótkie, wciąż ich kosmyki niesfornie opadały mu na czoło.

 

- Ściąłeś włosy? – zapytała Ellie.

 

- Niedawno – odpowiedział. - I tak wyglądam świetnie – wyszczerzył zęby.

 

- Kiedy przyjechałeś?

 

- Właśnie przed chwilą. Max i Mercury też już są.

 

- Gdzie byłeś? Nie gorąco ci w tym?

 

David machnął lekceważąco ręką. Wtedy znalazła ich Lealia. Tuż za nią szli pozostali bracia elfki. Max i Mercury byli bliźniakami, jednak różnili się przede wszystkim kolorem włosów. Max, tak jak Ellie i David, miał je platynowe, natomiast Mercury brązowe po mamie.

 

- Nie zostawiaj mnie tutaj samej - poprosiła Lealia. - Nagle zniknęłaś.

 

- Cześć, Lili - przywitał się z mroczna elfka najstarszy z rodzeństwa.

 

- Mówiłam Ci, żebyś mnie tak nie nazywał - odparła Lealia.

 

Ellie spojrzała najpierw na jedno, potem na drugie.

 

- To wy się znacie? – zapytała skonfundowana.

 

- A myślisz, że gdzie jeździł większość czasu? – zapytał Max, zarzucając ramię na Davida, przez co na nim zawisł. – Kiedy byliśmy młodsi, ja i Mer wymyślaliśmy scenariusze, w których wychodzi za Lealię.

 

Ellie z otwartymi ustami odwróciła się do mrocznej elfki. Lealia przewróciła oczami.

 

- Jedyne co robił, to próbował przypodobać się moim rodzicom – rzekła mroczna elfka.

 

- Flirtował ci z matką? – zapytał Max.

 

Cała czwórka spojrzała na niego oburzona.

 

- Max, proszę, nie zniżajmy się do twojego poziomu – poprosił David, zrzucając z siebie ramię brata. Następnie go od siebie odepchnął. – Tak czy inaczej, Lea, to zgodnie z twoją prośbą załatwiłem wszystko w Odele.

 

Mroczna elfka skinęła głową ze zrozumieniem.

 

- Były jakieś problemy? – zapytała.

 

- Nie bardzo. Jedynie tam jakiś dowódca Zachodu przyjechał i pytał się o wsparcie. Typ myślał, że jestem tobą, a włosów czarnych nawet nie miałem. Całe szczęście Amanda była na drugim końcu królestwa. Ogłosiłem w twoim imieniu neutralność. Zachód na razie was nie zaatakuje, ale nie możesz ruszyć wojska.

 

- Z armii cokolwiek jeszcze zostało?

 

- Dowódca mówił, że gdy tylko Gesag padł, wycofali się.

 

Lealia odetchnęła z ulgą.

 

- A wy gdzie się wybieracie – zapytał Mercury, przyglądając się bagażom elfek.

 

- Do Buferanów – odpowiedziała Ellie.

 

- Ojciec naprawdę zamierza ich zrekrutować?

 

- Szczerze to wątpię, że się uda – stwierdził Max. – Może chociaż dostaniecie te ich „legendarne rady" – przy ostatnich słowach narysował cudzysłów w powietrzu.

 

Lealia przewróciła oczami.

 

- Te rady to wiedza o wszelkich rodzajach broni i materiałach. Każda przewaga nad Zachodem jest cenna.

 

Max wzruszył ramionami.

 

- Tak czy inaczej my już musimy lecieć – Ellie złapała Lealię za rękę i prędko poszły w kierunku miejsca zbiórki.

 

Pozostali, czyli Martin, Asteria oraz Davis, już tam czekali. Elfki załadowały swoje bagaże i ruszyli. Droga była dość długa, ponieważ musieli się dostać prawie na drugi koniec Południa. Buferani przez tysiące lat zamieszkiwali bagniste tereny i ich nie opuszczali. Z tego właśnie powodu nikt za wiele o nich nie wiedział. Legendy najwyżej wspominały imię jednej z ich przywódców, Talieelid. Natomiast wiedźmy przez lata słyszały od istot, które odnalazły Buferanów, o niejakiej Angshallako. Sama Talieelod nie była pozytywną postacią, dlatego nie zamierzali zwracać się do niej o pomoc. Oczywiście nawet gdyby legendy były prawdziwe, to już od dawna by nie żyła. Te opowieści powstały setki, jak nie tysiące lat przed Erą Międzyświatową. Szkoda, że nie mieli więcej informacji. Gdyby owe mieli, to mogliby poprosić o coś więcej niż tylko radę w zakresie doboru broni.

 

Przed wejściem na tereny bagienne musieli zostawić konie oraz większość bagaży. Zabrali tylko jednego wierzchowca, wodę oraz pożywienie. Zmienili również ubrania na nieco cieplejsze. Nie mogli być za ciężcy, inaczej torfowisko mogło ich wciągnąć. Lealia oderwała z drzewa długą, wysuszoną gałąź. Następnie wkroczyli na bagna. Asteria wraz z Davisem pilnowali konia, a Lealia prowadziła grupę. Przed każdym krokiem mroczna elfka sprawdzała gałęzią głębokość wody. Ellie trzymała mapę oraz urządzenie zwane kompasem. Wcześniej Martin nauczył elfkę jak z niego korzystać. W ten sposób mieli się nie zgubić na wielkich obszarach bagien. Ich celem było odnalezienie kamiennej świątyni. To tam najczęściej spotykano Buferanów. Podobno była to jedyna budowla na całych bagnach. Z Buferanami mieli mieć jeszcze jeden problem. Mówili tylko w pozbawionej magii wersji ligickiego. Brzmiał tak samo jak oryginalny. Różnił się jedynie nieco w wymowie niektórych słów. Taka bariera jednak nie miała sprawić im kłopotu, ponieważ Asteria, Ellie i Lealia nieco go znały.

 

Gdy zapadł już zmrok, Martin teleportował ich z powrotem do miejsca, gdzie zostawili konie. Nocowanie na bagnach z całą pewnością nie było dobrym pomysłem. Z rana Martin teleportował ich z powrotem do miejsca, w którym zakończyli swoją wędrówkę. Ruszyli dalej. Kilka razy myśleli już, że są na miejscu. Niestety to ci wydawało się świątynią, było powalonymi drzewami oraz pojedynczymi kawałkami muru. Przynajmniej znaleźli jakieś ślady cywilizacji. W ten sposób podróżowali przez całe dziesięć dni.

 

Ostatniego z nich nareszcie odnaleźli świątynię. Znajdowała się na wysepce na środku stawu. Nie było do niej żadnego widocznego dostępu. Lealia sprawdziła gałęzią głębokość wody. Ta w całości zniknęła pod powierzchnią wody i nie natrafiła na dno. Zatem było bardzo głęboko. Mogli szukać jakiegoś płytszego miejsca, lecz Martin zdecydował się popłynąć do świątyni. Potem miał się teleportować z powrotem i zabrać resztę grupy do budowli. Wszyscy zgodzili się na ten pomysł. Martin dał pozostałym bagaże, które niósł i popłynął. Gdy był już w połowie drogi, nagle koło niego na powierzchnię wynurzyła się wielka, pół przeźroczysta płetwa. Wyglądała na zbudowaną ze splecionych ze sobą korzeni bądź gałęzi. Płetwa zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Martin popłynął szybciej niż wcześniej.

 

- Już niedaleko! – zawołała Ellie, próbując zmotywować mężczyznę.

 

Całe szczęście Martin dopłynął do świątyni bez żadnych problemów. Tuż po tym jak do niej wszedł, teleportował się do reszty zespołu. Był cały przemoczony. Przez chłodny wiatr musiało mu być zimno. Wszyscy złapali siebie nawzajem, potem Martin ich teleportował.

 

- Weź się przebierz – zasugerował Davis.

 

Martin skinął głową i teleportował się poza teren bagien.

 

Lealia podeszła do wejścia świątyni. Budowla nie posiadała solidnych ścian. Dach, który miał sporą dziurę, wsparty był jedynie na wielu szerokich kolumnach. Schody do świątyni całkiem dobrze się zachowały. Tylko niektóre z nich były popękane. Lealia zeszła do ich połowy. Kolejne stopnie zalewała woda.

 

- Angshallako! Jaraajukaviwona uiuviw – zawołała mroczna elfka. Kazała Angshallako przybyć.

 

Powierzchnia wody zafalowała niedaleko świątyni.

 

- Duadsawu wudnasoliwdtua duwurasolwu dulidtariwutuduli? – usłyszeli w swoich głowach śliski, wężowy głos. Pytał ich, czego potrzebują.

 

Davis w tym samym momencie złapał się za głowę, jakby coś go bolało. Asteria do niego przypadła.

 

- Każ jej przestać! – krzyknęła zmartwiona Ellie.

 

- Tavidulid wvisollitu jarawukaedta – zapytał głos. Pytał, czy mają jakiś problem.

 

Po Leali widać było, że zapomniała słów.

 

- Angshallako, jeśli to twoja sprawka, proszę zaprzestań! – poprosiła mroczna elfka po angielsku.

 

Usłyszeli w swoich umysłach cichy śmiech.

 

- Tak prędko zapomniałaś ligicki? – zapytała Angshallako. – To i tak lepiej niż większość. Ci to nawet nie wysilą się, aby mnie zawołać po ligicku.

 

Ból musiał ustąpić, ponieważ Davis odetchnął z ulgą.

 

Ellie zeszła po schodach i stanęła koło Leali.

 

- Czy możesz się nam ukazać – zapytała elfka.

 

- Hmm... Nie – odpowiedziała Buferanka. – Prędzej bym rozwaliła tą świątynię niż zobaczylibyście mnie w całości.

 

- Tamta płetwa wcześniej, to byłaś ty, prawda? – zapytała Asteria.

 

- Oczywiście. Nikt tutaj nie przychodzi, jeśli ode mnie czegoś nie chce.

 

Woda zafalowała, jakby Angshallako zaczęła okrążać świątynię.

 

- Jak głęboko tutaj jest? – zapytała Lealia.

 

- Nie chcesz wiedzieć – odparła Buferanka. – Pamiętaj, że woda płynie również pod ziemią. Przejdźmy do rzeczy. Czego chcecie?

 

- Moderniteitczycy... - zaczęła Ellie, lecz nie dane było jej skończyć.

 

- Rozmawiam tylko z mroczną elfką – rzekła Angshallako.

 

Lealia odchrząknęła głośno.

 

- Jesteśmy tutaj razem, więc rozmawiasz z nami wszystkimi – oznajmiła.

 

Usłyszeli jak Buferanka wzdycha często.

 

- No dobrze – zgodziła się. – Czego ode mnie chcecie, Lealio Dahrei?

 

Lealia zacisnęła dłonie w pięści.

 

- Przed chwilą nie wiedziałaś kim jestem – zauważyła zdenerwowana. – Wynocha z mojej głowy.

 

- Nie można już poznać rozmówcy? – zaśmiała się Angshallako. – Tak przy okazji, to masz bardzo ciekawe marzenia. Złączenie narodów elfkickich. To będzie niezłe zadanie. Muszę przyznać, że na razie idzie ci to znakomicie.

 

- Moderniteitczycy nas atakują... znowu – zaczęła Asteria. – Wiemy, że nie opuszczacie bagien, lecz teraz pomocy potrzebuje cała Caprana. Jeśli się nie zjednoczymy, to Zachód wybije nas tak jak to prawie zrobił ze smokami i jednorożcami. Nawet jeśli się nie zdecydujecie się walczyć, to każda forma pomocy będzie bezcenna.

 

Potem zapadła cisza. Nagle z wody wychynęła chuda, szponiasta ręka ze splecionych ze sobą gałęzi. Złapała Asterię i zabrała ją pod wodę.

 

- Co ty robisz?! – krzyknęła Ellie.

 

Tuż po tym ta sama ręka złapała Lealię. Elfka za wiele nie myślała o tym, co robi. Rzuciła bagaż na ziemię i skoczyła do stawu za ukochaną.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania