czasem kiedy oglądam telewizję
i akurat brakuje polędwicy z niedźwiedzia
to udrożnienie nosa chrzanem na śmietanie
bez bakterii która przywieziona na suchej szmacie
przetrwała dwieście lat podnosi nawet rangę
rozbudowanego mariasza z teściową
pokątną operatorką destylatora
z przeciwległej ściany wschodniej
pod skórkami z kota na cierpki krzyża
tymczasem ja i Pocahontas z glutami pod bluzką
zaganiamy drugą michę zimnych nóżek
bywa że trafia się dziennie i pięć skrobanek
ale najlepsze są wspólne mruczanki
Następne części: czasem oglądam telewizję
Komentarze (8)
ja tam śmiechłem xD
a to je akurat w Twoim klimacie :-)
Musiałam przeczytać dwa razy, blondynka. :-)
O, matulu. :) Te gluty mnie zmiażdżyły.
Ja wyjdę na ignorantkę, ale wszystko rozumiem do momentu skrobanek, tu za chiny nie wiem o co chodzi. Ktoś mądry oświeci ciemnogród?
W Twoich wierszach, Grain, często znajduję dużo ciepła rodzinnego. W tym zobaczyłam m.in. dziewczynkę - wnuczkę, którą żartobliwie nazwałeś Pocahontas, a to słowo "skrobanki", obok "mruczanek", odebrałam jako wzajemne drapanie się po pleckach. Dziadek wnuczkę, wnuczka - Mruczka, tzn. dziadka:)
skrobanki to moje płody literackie a mruczanki to wiadomo co
Aha!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania