Czekam na kolejne kazanie
widziałam ślady wszędzie gdzie się pojawię dostaję pieniądze chyba Bóg mi pomaga ale później mówię prawdę i połowę muszę oddać czasem spotykam ludzi siedzących przed witryną sklepów czekają na jałmużnę a ja daję im tytoń i filtry dziękują za wsparcie nie samym chlebem człowiek żyje widzę to w ich oczach i delikatnym uśmiechu
Jestem bogobojna
Spacer
spotkałam znów młodego mężczyznę mamy podobne blizny i głaszczę jego kota
dotykaliśmy te blizny jak starzy znajomi którzy spotykają się nagle po stu latach
Ulica
oni stali jak murowane pomniki
badali wzrokiem przechodniów
każdy człowiek ma swoje wspomnienia
oni mówili że to nieważne że ich Bóg da im nowe i będą ponad
Ptaki
mewy przeganiają gołębie jest walka o każdy okruszek chleba
nie ma znaczenia że w gniazdach pisklęta już nie wołają o pokarm
milkną z osłabienia
nic więcej się nie wydarzyło nie chciałam spędzić nocy w ramionach muzułmanina
jaka wiara pozwala przetrwać
na innym kontynencie dzieci umierają z głodu
ja
jem czekoladowe jajka z niespodzianką
mróżę oczy kiedy miękka wołowina rozpływa się w moich ustach
tylko szum w uszach powoduje zadumę i przypomina że motyle giną w ciszy i skupieniu
ja też nie wołam wiem jak wygląda śmierć
ocieram się o jej ciepło
głaszcze mnie kiedy moja siostra krzyczy
dlaczego nie zadzwoniłam
nie chciałam spędzić nocy w szpitalu i błagać o kolejny dzień przecież Bóg mnie chroni tylko skóra nienaturalnie czerwona
Prawda
nie czuję strachu nie wiem dlaczego kolejna wojna przepływa przez moje żyły
owszem czasem boli może tak ma być
może to jest ostatnia kawa i kromka świeżego chleba chcę tylko kawałek
różowego nieba
Komentarze (20)
Literatura
marzena
pieszczoty emocjonalne
pieszczoty emocjonalne
marzena
Istnieją ludzie, którzy nie mówią, chronią się. Istnieją ludzie, którzy nie przestają mówić,
drobny piach dostaje się między zęby.
***
Pokruszone, kiedyś lśniły jak marmur, oddawały oczom strugi granitowych wstążek, żyłki niebieskich zalążków.
Trzy siostry, trzy niedojrzałe spadły z jednej gałęzi.
Pewnego dnia jedna z nich zadzwoniła i węzły pękły.
Przynosząc ulgę tej, która nigdy nic nie mówiła.
Trzy siostry - genetycznie obciążone śluzem ze ślimaka, genetycznie przyrządzają posiłki.
Języki ich miłości cukier, sos sojowy, ziemniaki i smażone na maśle naleśniki, jak dotyk
który jest daleko i niewiele pomiędzy.
Wracamy do małego pokoju, płaczesz boisz się kiedy mucha zgrzyta skrzydełkami, to
potwór dzieciństwa. Miałyśmy szklane marzenia, niektóre pękły.
Ubieramy nasze choinki, kupiłaś figurki.
Każda z nich zmniejsza odległość, która nas dzieli.
Czasem rodzi się człowiek, mała istota - nic nie mówi. Przy niej słyszysz jak
otwierają się nasiona, wypuszczają świeże pędy.
Słyszysz płacz delfinów kiedy nadchodzi czerwony przypływ.
Posiłek w którym imbir zmieszany z kurkumą przypomina niedosyt dłoni mojej córki, posiłek
wypełni pustkę pozostawioną po tych co odeszli.
Jeżeli ulice w Tel Awiwie przypominają rozgrzany piekarnik, jedna z nas jest kolejną kobietą
Hłaski. Nasz wspólny ramen jest gorący, nie wiem która pierwsza sparzy język.
marzena
Wiersz · 21 listopada 2020
Pozdrawiam serdecznie 🌻
Miłego dnia
/że motyle giną w ciszy i skupieniu/ eee nieprawda, szczególnie słychać to nocą, w nocy wszystko lepiej słychać – nawet spadający liść
Ciekawe impresje, dotykasz delikatnych miejsc.
cul8r
Pozdro
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania