Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Czerwona łza Rozdział II
Fatima, 2019
Fatima Zlatar siedziała skulona, trzymając w dłoni telefon i z nudów przewijając rolki na Instagramie. Obok niej siedział Kamil Zawoda — niecały rok młodszy stażem, jak to zwykło się mówić: żółtodziób.
Fatima od zawsze marzyła o wstąpieniu do policji. W przeciwieństwie do swojego kolegi po fachu przygotowywała się do tej roli jeszcze od czasów liceum, rozwijając zarówno sprawność fizyczną, jak i odporność psychiczną. Kiedy w końcu zdecydowała się rozpocząć służbę, najbardziej obawiała się testów psychologicznych, mimo że z każdym rokiem ich poziom trudności zdawał się spadać. Chcąc zwiększyć swoje kompetencje, zapisała się również na zaoczne studia z kryminalistyki.
Życie dwudziestopięcioletniej studentki i policjantki nie należało więc do najłatwiejszych. W tygodniu wraz z Kamilem patrolowali obrzeża Katowic, przemierzając te same ulice tam i z powrotem. Kiedy jednak trafiała się poważniejsza interwencja, najczęściej kierowano ich do Szopienic — dzielnicy, w której czas zdawał się zatrzymać.
Po upadłości szopienickiej huty wielu mieszkańców straciło pracę, co doprowadziło do masowej migracji z tych terenów. Ci, którzy pozostali, przez lata obserwowali powolne pogrążanie się swojej dzielnicy w marazmie.
Najwięcej interwencji Zlatar i Zawoda dotyczyło odwożenia lokalnych pijaczków do izby wytrzeźwień albo rodzinnych awantur w tak zwanych rodzinach dysfunkcyjnych, pozostających pod opieką MOPS-ów i GOPS-ów. Wielu sprawców przemocy domowej było objętych procedurą „Niebieskiej Karty".
Fatima często zastanawiała się, jak ludzie w XXI wieku mogli nadal funkcjonować w takich warunkach. Owszem, bieda i wykluczenie społeczne wciąż występowały w wielu miejscach na świecie, jednak trudno było jej zaakceptować fakt, że kraj taki jak Polska nadal zmagał się z problemami, które według niej dawno powinny należeć do marginesu społecznego.
Najbardziej żal było jej dzieci. To one od najmłodszych lat pozbawione były właściwych wzorców, przez co często powielały zachowania swoich opiekunów i uczyły się bezradności jako jedynego znanego sposobu funkcjonowania.
Oczywiście istnieli ludzie, którzy mimo trudnych warunków potrafili wyrwać się z tego środowiska. Byli jednak nieliczni — stanowili zaledwie kilka procent. Największym problemem rodzin dysfunkcyjnych nie była sama bieda, uzależnienia czy nawet przemoc. Najbardziej przerażające było poczucie bezsensu i brak chęci podjęcia jakiegokolwiek działania, by zmienić swoje życie.
Z zamyślenia wyrwał ją radiotelefon samochodowy. Kamil w tym czasie zajadał właśnie hot doga kupionego na stacji benzynowej.
— Halo, sto siedem, zgłoś się!
— Halo, tu starszy posterunkowy Zlatar i Zawoda.
— Mamy zgłoszenie. Na Tysiącleciu znaleziono ciało młodej kobiety. Przesyłam adres.
— Przyjęłam. Już jedziemy.
Fatima nawet nie zdążyła dodać słowa, gdy chwilę później pisk opon rozległ się prawdopodobnie po całej okolicy.
— Pojebało cię?! — rzuciła zdezorientowana. — Chcesz, żebyśmy sami skończyli jako kolejne zgłoszenie?
— No co? — odpowiedział chłopak, wzruszając ramionami. — Inaczej tego cholerstwa nie da się ruszyć.
— Dobra, jedź — odpuściła Zlatar. Nie miała ochoty wdawać się w kolejną sprzeczkę ze swoim nowym partnerem.
Ruszyli w stronę Osiedla Tysiąclecia, mijając po drodze Śląskie Wesołe Miasteczko i zoo. Gdyby tylko mogła, Fatima zamieniłaby się miejscami z Kamilem, jednak chłopak nawet nie chciał o tym słyszeć. Uparcie twierdził, że kobieta za kierownicą radiowozu to ryzyko, którego nie zamierza podejmować.
W swojej pracy Zlatar wielokrotnie spotykała się z przejawami szowinizmu, szczególnie ze strony najbliższych współpracowników. Nic więc dziwnego, że kobiety w policji wciąż stanowiły mniejszość na wyższych stanowiskach. Jedynymi mężczyznami, którzy naprawdę w nią wierzyli, byli jej obecny chłopak oraz ojczym. To właśnie dzięki nim wciąż znajdowała w sobie siłę, by nie zrezygnować z pracy.
Kiedy dotarli na miejsce, ich oczom ukazał się wysoki blok mieszkalny — niemal identyczny jak wszystkie pozostałe w okolicy. Na miejscu znajdowały się już straż pożarna oraz karetka pogotowia.
Mijający ich młody ratownik spuścił wzrok, a ten jeden gest wystarczył, by Fatima zrozumiała, że sprawa, do której zostali wezwani, nie będzie należała do łatwych.
Pokonując kolejne piętra, dotarli na siódme. Kamil szedł tuż za Zlatar, nie odstępując jej nawet na krok. Dziewczyna miała wrażenie, że ciągnie za sobą cień, ale doskonale to rozumiała. Jej własne początki w policji wyglądały niemal identycznie — wtedy również robiła wszystko, czego wymagał od niej bardziej doświadczony partner. Teraz sama musiała być dla kogoś przewodnikiem.
Pomieszczenie, do którego weszli, pachniało środkami czystości. Ten niemal sterylny zapach kontrastował z widokiem, który czekał na nich w sypialni. Mieszkanie było niewielkie. Składało się z salonu połączonego z aneksem kuchennym, ozdobionym licznymi kwiatami — zarówno doniczkowymi, jak i ciętymi, ułożonymi w staranne kompozycje — oraz dwóch sypialni: dziecięcej i małżeńskiej.
To właśnie w tej drugiej znajdowali się lekarz pogotowia ratunkowego oraz starsza kobieta, wyraźnie roztrzęsiona. Mamrotała coś pod nosem, spoglądając na zbliżających się policjantów. Rolety były opuszczone, na podłodze leżały porozrzucane kobiece ubrania i kapcie. Na łóżku spoczywała około trzydziestoletnia kobieta. Na jej głowie znajdował się foliowy worek połączony przewodem z butlą z helem.
– Zgon nastąpił przed naszym przyjazdem – odezwał się lekarz, stojący obok ciała. – Zostaliśmy wezwani około czterdziestu minut temu. Co do dokładnej przyczyny śmierci wypowie się biegły i prokurator.
Fatima zmrużyła oczy, powoli przesuwając wzrok po pomieszczeniu. Jej uwagę od razu przykuł panujący w sypialni bałagan oraz stojąca przy łóżku butla z helem.
– Kobieta to Janina Kocot, lat trzydzieści – powiedział Kamil Zawoda, starając się zachować zimną krew mimo powagi sytuacji. – Mężatka i matka jednej córki. Mąż został już powiadomiony, powinien zaraz przyjechać. Córka jest w świetlicy szkolnej.
Fatima zmarszczyła brwi. Coś jej nie pasowało. Całe mieszkanie było zadbane, a tylko w sypialni panował bałagan, jakby ktoś w pośpiechu czegoś szukał. Tylko czego? I dlaczego właśnie przed śmiercią?
– Czy znaleźliście jakiś list pożegnalny? – zapytała.
– Nie – odpowiedział lekarz. – Kiedy weszliśmy do mieszkania, niczego takiego nie było.
Stojąca obok starsza kobieta delikatnie pociągnęła Zlatar za rękaw.
– Pani Jania... to był taki dobry człowiek. Zawsze uśmiechnięta... – powtarzała roztrzęsionym głosem. – Ja Kamilkę odprowadzałam do szkoły na świetlicę, potem zrobiłam zakupy, poszłam wyprowadzić psa... Wróciłam, a tu... takie coś...
– Czyli to pani znalazła ciało? – zapytała Fatima.
– Tak... ja.
– O której godzinie?
– Nie wiem dokładnie. Młodą odprowadziłam na autobus o wpół do ósmej. Potem pani Kocot powiedziała, żebym zrobiła zakupy i poszła do siebie. Kazała mi wrócić na jedenastą... Ale przez psa musiałam się zatrzymać i spóźniłam się jakieś pół godziny.
– Czy od chwili, gdy wyszła pani z mieszkania, miała pani jakikolwiek kontakt z panią Kocot? Telefoniczny albo osobisty?
– Nie. Ani nie dzwoniła, ani się nie widziałyśmy.
– A o której godzinie jej mąż wychodzi do pracy?
– O wpół do siódmej. Pracuje w firmie transportowej.
– Rozumiem.
Fatima przez chwilę milczała, po czym zadała kolejne pytanie.
– Czy zauważyła pani, żeby pani Janina w ostatnim czasie zachowywała się inaczej niż zwykle?
– Nie... Wręcz przeciwnie. Ostatnio wzięła kilka dni wolnego, żeby spędzić więcej czasu z córką. Dużo pracowała. Była ekonomistką. Wie pani, wielu ludziom wydaje się, że to spokojna praca, ale ona naprawdę się starała.
Fatima skinęła głową.
– Dobrze. Starszy posterunkowy Zawoda spisze jeszcze pani zeznania. Ja w tym czasie powiadomię dyżurnego, żeby skierował na miejsce techników kryminalistyki oraz dochodzeniówkę. Do czasu zakończenia czynności proszę pozostać na miejscu.
– Oczywiście.
Fatima doskonale wiedziała, że każda podejrzana śmierć traktowana jest jak potencjalne przestępstwo, dopóki nie zostanie wykluczony udział osób trzecich. Oznaczało to konieczność przeprowadzenia szczegółowych oględzin, zabezpieczenia śladów i powiadomienia prokuratora. Nie czerpała satysfakcji z ludzkiej tragedii, ale po miesiącach rutynowych interwencji miała świadomość, że wreszcie trafiła na sprawę, która mogła okazać się czymś znacznie bardziej skomplikowanym niż pozornie oczywiste samobójstwo.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania