Dekalog. Instrukcja obsługi do życia - część druga
Weźmy na przykład eutanazję. Dobro czy zło?
Ktoś powiedziałby, że zło, bo jest to odebranie człowiekowi życia. Ale popatrzmy na człowieka, który umiera w straszliwych cierpieniach, w bólu wręcz nie do wytrzymania. Być może chciałby mieć wybór. Chciałby móc powiedzieć: nie chcę już dłużej tak cierpieć. Z jego perspektywy możliwość podjęcia decyzji o zakończeniu własnego życia mogłaby być dobrem.
Teraz jednak spójrzmy z drugiej strony. Jest przecież także człowiek, który ma wykonać zastrzyk. To on odbierze drugiemu człowiekowi życie. Nawet jeżeli wszystko odbywa się zgodnie z prawem, co z jego sumieniem? Jak będzie później patrzył na swój czyn? Jakie konsekwencje może to mieć dla niego — w dalszym życiu albo po śmierci? Jak oceni to Bóg, który w swoim przykazaniu powiedział: „Nie zabijaj”?
Takich przykładów można podać wiele. Przy każdym pojawią się pytania, wątpliwości i kontrowersje. Dlatego moim zdaniem przykazań nie należy przerabiać według własnych potrzeb ani dopisywać do nich wyjątków. Należy przyjmować je dosłownie. Są takie, jakie są. Nie ma do nich żadnych aneksów.
To jednak nie oznacza, że potrafię z góry osądzić każdego człowieka. Wydaje mi się, że w takich sytuacjach ostateczna ocena należy do Boga. To On oceni, co człowiek zrobił, dlaczego to zrobił i czy jego postawa w danym momencie była właściwa.
Weźmy inny przykład. Najeźdźca wkracza do naszego kraju. Bronimy siebie, swojej rodziny, swoich dzieci. W czasie tej obrony zabijamy człowieka, który nas atakuje i próbuje nas zabić. Jak to się ma do tego samego przykazania: „Nie zabijaj”?
Wydaje mi się, że w takim momencie człowiek powinien kierować się sumieniem i miłością. Jeżeli musi bronić życia swoich bliskich, podejmuje decyzję zgodnie z tym, co w tej chwili uważa za dobro. Robi to, co według własnego rozeznania musi zrobić, żeby ich ochronić.
Ktoś może mi zarzucić, że także człowiek zły potrafi nazwać dobrem coś, co służy wyłącznie jemu. Może zabić, żeby ograbić drugiego, zabrać mu jego własność, a potem znaleźć sobie usprawiedliwienie. I tutaj zaczęłaby się kolejna dyskusja: czy samo przekonanie, że postępuję dobrze, wystarczy?
Dla mnie nie wystarczy. Wciąż mamy przecież przykazanie: „Nie zabijaj”. Możemy je interpretować i tłumaczyć sobie na różne sposoby, ale to nie my będziemy wydawali ostateczny wyrok we własnej sprawie. To, że sam sobie coś uzasadnię, nie znaczy jeszcze, że w ten sam sposób oceni to Bóg.
Ja rozumiem to tak: mamy nie zabijać. A jeżeli znajdziemy się w sytuacji, w której uznamy, że musimy to zrobić, i zabijemy, powinniśmy liczyć się z odpowiedzialnością, również z możliwością kary. Nie możemy sami sobie zagwarantować, że nasze uzasadnienie nas od niej uwolni. Wierzę jednak, że Bóg będzie patrzył także na to, dlaczego do tego doszło.
Człowiek, który napada na innych, żeby zabijać, rabować i zdobywać coś dla siebie, sam wybiera drogę, która może doprowadzić go do śmierci. Jeżeli zginie z ręki kogoś broniącego własnego życia, to w moim rozumieniu przede wszystkim on sam doprowadził do sytuacji, w której stracił życie. Ponosi więc odpowiedzialność również za własną śmierć. To tak, jakby sam ją na siebie sprowadził, wybierając taką drogę.
Nie chcę dalej mnożyć tych rozważań. Byłyby bardzo skomplikowane i mogłyby ciągnąć się bez końca. Chodzi mi o jedną rzecz: przykazania nie mają aneksów, a ostateczny osąd należy do Boga. Jeżeli staniemy przed Jego obliczem, to On oceni nasze czyny, nasze intencje i to, w jaki sposób przestrzegaliśmy Jego przykazań.
Komentarze (2)
https://youtube.com/shorts/fH7aPj-F3ds?is=pw58NGfOF0O34tOI
Kojarzy mi siẹ zjedzeniem. Mieliśmy bardzo wyprzedzające Polskẹ, praktyki odżywiania.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania