Dokąd?

I. WYROK

 

Ziemia dostała wyrok bez sali sądowej i bez publiczności.

Podpisali go ludzie, którzy nie mieli władzy, żeby go wykonać, tylko wiedzę, żeby go zrozumieć.

Pierwsze raporty o anomaliach pola magnetycznego pojawiły się jeszcze w czasach, gdy słowo „kryzys” było używane hurtowo i bezrefleksyjnie. Odchylenia osi, spadek intensywności, plamy zerowej ochrony w rejonach polarnych. Normalne, mówiono. Tak bywało wcześniej. Ziemia już przechodziła inwersje.

Tyle że to nie była inwersja.

Rdzeń planety zwalniał. Nie w sensie obrotu, tylko w sensie energii. Konwekcja ciekłego żelaza stawała się nieregularna, chaotyczna, jak serce, które jeszcze bije, ale już nie trzyma rytmu. Modele wskazywały jednoznacznie: dynamo planetarne wchodzi w fazę wygaszania.

 

To nie był proces gwałtowny.

 

To był proces nieodwracalny.

 

Kiedy pole magnetyczne osłabło, Słońce zaczęło robić to, co zawsze robiło: emitować. Plazma, promieniowanie, cząstki o energiach, które nie mają intencji. Atmosfera stała się dla nich półprzezroczysta.

Najpierw jonosfera. Potem górne warstwy.

Potem woda.

Oceany zaczęły oddychać w próżnię.

Nie dosłownie. Nikt nie słyszał syknięcia, ale poziom parowania wzrósł, równowaga chemiczna się rozsypała. Chmury przestały być przewidywalne. Deszcz padał tam, gdzie nie był potrzebny, i znikał tam, gdzie był jedynym warunkiem życia.

Rolnictwo przestało mieć sens.

A sens był ostatnią rzeczą, jaką straciła cywilizacja.

 

II. ADMINISTRACJA KOŃCA

 

Zjednoczone Kontynenty powstały nie po to, żeby rządzić przyszłością, ale żeby administrować końcem.

Republika Nowej Europy była pierwsza, która przestała udawać. Zrezygnowano z wyborów powszechnych, zastąpiły je korekty demograficzne. Każde dziecko było decyzją systemu, każda śmierć... statystyką. Ludzie nauczyli się mówić: „nie kwalifikuję się do potomstwa” tak samo, jak dawniej mówili „nie mam czasu”.

Azjatycka Republika Socjalistyczna postawiła na masę. Megastruktury, miasta-podziemia, wielopiętrowe farmy grzybów i owadów. Społeczeństwo działało, dopóki działała dyscyplina. Gdy zaczęło brakować tlenu - dosłownie i metaforycznie - zabrakło też miejsca na sprzeciw.

Amerykańska Federacja Autonomii sprzedała nadzieję na raty. Prywatne kopuły, prywatne filtry powietrza, prywatne arkologie. Kto nie miał kredytu na przyszłość, zostawał na zewnątrz. Wolność była hasłem marketingowym.

Związek Południowy skupił się na archiwizacji: wiedzy, genomów, języków. Wiedzieli, że nie przetrwają. Chcieli tylko, żeby ktoś kiedyś wiedział, że istnieli.

Pacyficzny Pas Kooperacyjny żył najdłużej w iluzji. Woda była ich domem, więc nie zauważyli od razu, że ocean przestaje być sprzymierzeńcem.

 

III. PROGRAM ARKI

 

Pomysł ucieczki był starszy niż sama katastrofa.

Nowe było tylko to, że nie było alternatywy. Arki nie były wielkimi miastami kosmicznymi. Były długimi, brzydkimi rurami z napędem, wypełnionymi śpiącymi ludźmi. Projektowano je nie pod komfort, tylko pod czas.

 

Czas lotu liczono w dekadach.

 

Czas snu, w pokoleniach.

 

Załogi przebudzone, rotacyjne, niewielkie. Technicy, lekarze, kucharze. Ludzie, którzy mieli pilnować, żeby reszta nawet nie wiedziała, że umierała stara planeta.

Ziemia stopniowo przestawała być centrum.

Stawała się punktem startowym.

 

IV. ŻYCIE PO WYROKU

 

Najgorsze nie było to, że świat się kończył.

Najgorsze było to, że jeszcze trwał. Między raportami a ewakuacją były dekady zawieszenia. Ludzie chodzili do pracy, gotowali, kłócili się o drobiazgi. Śmiali się z tych samych żartów, tylko ciszej.

Kultura zubożała. Sztuka stała się archiwum. Muzea zamykano jako pierwsze, bo przeszłość nie produkowała tlenu.

Dzieci uczyły się historii jak nekrologu planety.

A gdzieś w tym wszystkim, na orbitach, w korytarzach statków i stacji, ludzie smażyli jedzenie. Pilnowali systemów. Gasili małe pożary, żeby wielki mógł nadejść zgodnie z harmonogramem.

 

V. DŹWIĘK

 

Stacja HELIOS-7 miała być zamknięta. Budżetowo martwa. Oficjalnie: „utrzymywana dla spójności danych długoterminowych”. W praktyce: nikt nie miał serca wyłączyć ostatniego ucha Ziemi.

Zbierali szum. Mikrofluktuacje promieniowania tła. Echo gwiazd, które już dawno zgasły.

I wtedy pojawiło się odchylenie.

Nie impuls. Nie błysk.

Coś, co przypominało błąd synchronizacji.

Dźwięk przeszedł przez filtry, jakby wiedział, jak są zbudowane. Krótki ciąg, modulowany nienaturalnie regularnie. Za krótki na przypadek.

Rozkodowanie zajęło godziny.

Potem sekundy.

Współrzędne.

I słowo, zakodowane w sposób prymitywny, jakby nadawca nie ufał niczemu bardziej złożonemu:

 

POMOC.

 

Powtórzone.

Z wahaniem.

Jakby ktoś po drugiej stronie bał się, że to ostatnia rzecz, jaką zdąży powiedzieć.

I po raz pierwszy od bardzo dawna na Ziemi zapadła kompletna cisza.

 

https://www.opowi.pl/lbnp-dokad-a113146/

Średnia ocena: 2.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • Nemo1214 wczoraj o 0:13
    Rozwiniesz to? To dobre tło dla np. powieści.
  • JagVetInte wczoraj o 0:21
    Tak, już jak pisałem na LBnP to błyskało mi bym usiadł do tego na dłużej, zwłaszcza że sporo materiału na brudno mi jeszcze zostało. I przypomniało się ostatnio. Więc postaram się to pozbierać.
  • il cuore wczoraj o 9:53
    Na początku wporzo, dalej bardzo szyjesz 🙃
  • il cuore wczoraj o 10:01
    Już gdzieś coś takiego napisałem; że przyszłość znam, ale mam ciągłe proroctwa według przeszłości.
    Chyba nic nie jest tak bardzo zakłamana!!!
  • JagVetInte wczoraj o 11:48
    il cuore a to fajnie że napisałeś 🙂
  • NinjaC wczoraj o 16:29
    Koniec świata opisany spokojnie i konkretnie.
  • JagVetInte 7 godz. temu
    A to dopiero początek końca świata.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania