Dom bezdomny...
Daleko od ludzi, żyję jednak w ich świecie, chociaż w ich wyobrażeniach nie istnieję, nie mogę przecież istnieć...
Oni są zapatrzeni w daleki horyzont swoich spraw, patrzą w dal, ale nie zauważają chmur, kamieni, wypalonych przez słońce wiązek trawy... Mówią o monotonii krajobrazów, wędrówkach po miastach, które piętrzą się jak najwyższe szczyty górskie...
Mówią o swoim lęku i ciemnych zaułkach, o mroźnych nocnych cieniach, które znienacka padają na ich bezbronne domy... Te cienie przelatują sobie tylko znanymi przesmykami przez ulice, place i strychy, dostają się do ich sypialni i prawie chwytają ofiary, żeby unieść je aż do samych głębin nocy... Wiem o tym, chociaż nikt tędy nie przechodzi, a ja z nikim nie rozmawiam...Słyszę jednak różne opowieści... Umiem opowiadać i nierzadko cieszą mnie moje myśli i wspomnienia. W samotni, do której już nikt nie przybędzie...
Epilog:
Gdzieś na drugim końcu krainy marzeń był sobie dom....mój najlepszy rozmówca...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podczas spacerów rozmawiam ze starymi domami, w których od dawna nikt nie mieszka....
Komentarze (3)
Piękne. Epilog mnie chwycił.
Proszę przeczytaj mój tekst Zatłoczeni. Myślę że jest to podobna tematyka.
Dziękuję! Z dużym zaciekawieniem przeczytałem Twój utwòr
Mógłbym napisać, że fajna impresja... więc fajna🐸🐝
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania