Drabble - Tańce, hulanki, swawola
Klub w mieście, jeden z wielu. Nie zapamiętuję nazwy, nawet na nią nie zwracam uwagi. Głośna muzyka dudni w uszach, kolorowe światła zdobią wystrojone osobowości. Mową ciała, na parkiecie, prowadzę dyskusję z tak piękną kobietą, że serce drży z ekscytacji. Taniec trwa. W pewnym momencie nachylam się, wdycham jej wspaniały zapach i proponuję drinka. Zgadza się, a ja podchodzę do baru. Czekam na realizację zamówienia, gdy słyszę głos konesera dyskotek.
- Dziś się uda.
- Słucham? - pytam zdezorientowany.
- Łowy. Jest piękna.
- Najpiękniejsza. Jestem niezwykłym szcześciarzem!
- Młoda godzina, a ty poznałeś taką łaskę!
- Moją żonę? Poznałem ją ponad osiem lat temu, jestem szcześciarzem!...
Komentarze (3)
Jestem bardzo sceptyczne nastawiony do instytucji małżeńskiej, to gloryfikowanie jej odbija mi się zgagą :)
Zaraz zażyję sodę (najlepsza na te sprawy)
może być, może czasem zdarza się takie szczęście; 4:)
Bardzo fajne. Wręcz wzruszające... Kocham Twoje opowiadania :) 5 :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania