dwadzieścia trzy minuty

6 kwietnia 2021

 

- Co ty wiesz o kwarkach, Blaszaku? - rzucił w stronę robota Janusz Kośla.

Robot skonstruowany przez Janusza i zwany "Blaszanym" albo "Blaszakiem" miał sprzątać mieszkanie i prać skarpetki ale nie wyszedł mu za bardzo i mocno się w swoich obowiązkach zaniedbywał. W końcu Kośla nauczył go palić, bo brakowało mu towarzystwa, a potem dorobił mu dodatkowy obwód i dodatkową wtyczkę, aby ten mógł razem ze swoim twórcą odurzać się. Janusz odurzał się alkoholem, a robot prądem z gniazdka.

Jednak robot to tylko robot, myślał Janusz Kośla i tęsknił za Stefanem Mielonkiem, z którym mógł rozmawiać o kwarkach godzinami. Stefan wiedział o kwarkach wszystko. Janusz wiedział o kwarkach wszystko. Najczęściej rozmawiali o kwarkach przy skwarkach, które smażył w rondelku Janusz Kośla.

Niestety Stefan Mielonek zatruł się grzybami i odszedł z tego padołu na zawsze. Janusz za każdym razem kiwał z niedowierzaniem głową, kiedy o tym myślał. Stefan Mielonek - taki tęgi umysł i tak głupio umarł. Pomylił kanię z muchomorem sromotnikowym. Zatruł się grzybami! Najgłupsza śmierć pod słońcem!

I teraz pozbawiony na zawsze towarzystwa przyjaciela Janusz Kośla zamęczał swojego przedpotopowego peceta kolejnymi obliczeniami. Janusz był nie tylko świetnym konstruktorem ale też wybitnym matematykiem i astrofizykiem. Najpierw z nudów stworzył ogólną teorię wszystkiego, czyli połączył mechanikę kwantową z mechaniką Newtonowską. Potem odpłynął w stronę czystej analizy matematycznej i wyszło mu po zapchaniu całej pamięci komputera, że jeden równa się w przybliżeniu jeden. Potem odkrył zbiór liczb ostatnich, który jest zbiorem pustym, bo nie ma liczby ostatniej, zawsze znajdzie się następna, potem wymyślił nową matematykę wręcz, w której dwadzieścia trzy wcale nie było liczbą pierwszą, tylko drugą i dzieliło się na dodatek przez trzy. Ale koniec końców wrócił do teorii wszystkiego, czyli teorii opisującej kompleksowo cały nasz wszechświat. Liczył i sprawdzał już wszystko trzeci raz i wychodziło mu, że rozszerzająca się czasoprzestrzeń, którą przecież jest nasz kosmos, nie jest idealnie zsynchronizowana. Czas płynie ciut za szybko w stosunku do puchnącej materii, a to powoduje narastające naprężenia w strukturze kosmosu. Można powiedzieć, że Janusz Kośla odkrył niechcący, że świat "trzeszczy". Ta nadwyżka czasowa narasta i wynosi minutę na milion lat. Po dwudziestu trzech milionach lat naprężenia są tak silne, że następuje "zapadnięcie" się czasu, czas "osuwa" się o dwadzieścia trzy minuty w przeszłość, przy czym robi to w interwałach trwających minutę. Tych interwałów jest, jak łatwo policzyć, dwadzieścia trzy. "Odkryłem niechcący, że co dwadzieścia trzy miliony lat mamy na ziemi mini "Dzień świstaka", dwadzieścia trzy minutowe cykle - powtórzenia" - zachwycał się Janusz Kośla. "Dwadzieścia trzy minutowe "pętle czasowe". Niesamowite! Niewiarygodne!" Sprawdzał swoją teorię na wszystkie sposoby. Wiercił w niej matematycznie, wywracał na lewą stronę i nicował. Ale wynik za każdym razem był taki sam. Raz na dwadzieścia trzy miliony lat - pojawiają się dwadzieścia trzy jedno-minutowe pętle czasowe!

Ale najpiękniejsze było to, że kolejne pętle przypadały na dwudziestego trzeciego kwietnia obecnego roku. "Ledwo zdążyłem" cieszył się Janusz Kośla. "Mało co, a bym przegapił to niesamowite zjawisko. A następne będzie dopiero za dwadzieścia trzy miliony lat! Co za niesamowity zbieg okoliczności"!

Miał jeszcze dwa tygodnie na przygotowanie się, kupienie kamer, czujników i innego sprzętu, aby uwiecznić anomalie czasowe. To się nadaje na Nobla - pomyślał Janusz. Wstał od przegrzewającego się od nadmiaru obliczeń komputera i otworzył flaszkę wina.

- Dzisiaj pijemy, Blaszany - powiedział do robota. - Jest okazja!

 

7 kwietnia 2021

 

Niestety ostatnia libacja Janusza Kośli z robotem skończyła się tragicznie. W nocy z szóstego na siódmego grudnia obaj wypili za dużo. Janusz wypił za dużo wina, a Blaszak nałykał się za dużo prądu. Robot udał się do piwnicy i podłączył do gniazdka prądu trójfazowego, znacznie silniejszego od tego w zwykłym gniazdku. Mocny prąd uderzył do blaszanej głowy. Kiedy kłócił się potem zażarcie z Januszem o teorię kwarków, aż mu się dymiło z kwadratowego łba, zgrzytał okropnie stalowymi szczękami i iskrzył. Janusz spocony z emocji próbował przekonać go do swoich racji ale ubzdryngolony Blaszak z pijackim uporem obstawał przy swoim.

Na koniec doszło do rękoczynów, Janusz wpadł we wściekłość i zaczął bić Blaszanego po antenkach nie szczędząc przy tym wyzwisk... aż nagle zamarł, zbladł, opuścił ręce, stęknął i padł z głuchym łomotem na podłogę. Pękła mu żyłka na skroni.

"Tylko nie teraz" - kołatała się w gasnącej świadomości Janusza ostatnia myśl.

Rano, kiedy robot Blaszak obudził się z pijackiego amoku, było już po wszystkim. Jego pan leżał na wznak na poplamionym winem dywanie, zimny, jakby też był ulepiony z metalu.

Tajemnicę zbliżającej się wielkimi krokami anomalii czasowej, która zdarza się tylko raz na dwadzieścia trzy miliony lat zabrał ze sobą do grobu.

 

23 kwietnia 2021

 

Tomasz Szamot pokłócił się z brygadzistą. Przez cały dzień oklejał sunące taśmociągiem paczki taśmą typu "skocz" i przybijał na nich pieczątki z logo firmy. W ciągu dziesięciogodzinnej szychty obrabiał równo sześćset paczek. Nie mniej, nie więcej. Tymczasem brygadzista upierał się, że brakuje dwudziestu trzech sztuk do wyrobienia normy.

- Umiem przecież liczyć - bronił się Tomasz Szamot. - Było dokładnie tyle ile trzeba.

- Brakuje dwudziestu trzech paczek - upierał się brygadzista. - Obetnę ci za to premię!

- Fiuta sobie obetnij! - warknął Szamot.

- Zwalniam cię!

- No i gitara! - odparł Tomasz, wściekły, bo nie lubił jak go robiono ordynarnie w konia.

To był jego ostatni dzień pracy w sortowni paczek.

 

***

 

Robert Trebor półleżał na fotelu tortur, którym był dla niego dentystyczny unit. Za chwilę będzie po wszystkim - próbował się pocieszać. Doktor stomatolog Jadwiga Kurdej-Pilarska siłowała się z siekaczem i mimo, że ciągnęła całą mocą uzbrojona w srebrne obcęgi do wyrywania zębów zaciśnięte na przegniłym pieńku w jamie ustnej Roberta, to nie mogła wyrwać upartego zęba. Wreszcie poszło! Zazgrzytało w czaszce Robertowi a potem pociemniało z bólu. Nareszcie - westchnął nieszczęśnik i zobaczył uśmiechającą się pod wąsem panią doktor Kurdej-Pilarską trzymającą w urękawicznionej dłoni ociekające krwią obcążki z upragnioną zdobyczą. Usłyszał brzęk wyrzuconego do ceramicznego pojemnika zęba, a potem stało się coś strasznego...

Doktor Jadwiga Kurdej-Pilarska znowu włożyła mu obcęgi do jamy ustnej i znowu zacisnęła je na bolącym jak jasny gwint zębie. I znowu poczuł potworny ból kiedy parła i cisnęła, kiedy ruszała szczypcami na wszystkie strony pragnąc obluzować siekacza, a jemu zgrzytało od tych ruchów w samym środku czaszki. I znowu jak przed paroma chwilami wreszcie ząb ustąpił i tkwił między szczękami srebrnych cążek, które trzymała w dłoni uśmiechnięta pani doktor. Potem był brzęk i oczy Tomasza rozszerzyły się z przerażenia, kiedy narzędzie tortur po raz kolejny zacisnęło się na pulsującym bólem siekaczu. Znowu poczuł słony smak krwi i zgrzytanie pod czaszką. I znowu maltretowany siekacz ustąpił. Co się dzieje? - myślał spanikowany. Czy ten koszmar nigdy się nie skończy? Rzeczywistość spotworniała. Jakby wpadł w jakiś okropny senny majak, w którym czas uległ zapętleniu, akurat w chwili, kiedy poddał się ekstrakcji. Każdą minutę życia okupował jednym zębem. Ile ich jeszcze mam? - myślał. Chciałby wybudzić się z tego sennego koszmaru. Tyle, że to nie był sen.

W końcu jednak świat ruszył do przodu. Pani Doktor wyrzuciła wyrwanego zęba i odłożyła skrwawione obcęgi.

- Strasznie mocno się trzymał, ancymon jeden - powiedziała lekarka - niech pan przepłucze usta. Co pan taki blady? Bolało? Co? Bolało trochę?

Tomasz przejechał językiem po zębach. Brakowało tylko jednego, tego który wyrwała dentystka.

- Nie zauważyła pani nic dziwnego? - wybełkotał zdrętwiałymi ustami.

- Niby co?

- Czuję się jakby wyrwała mi pani wszystkie zęby jednego po drugim, a przecież...

- To może od głupiego jasia coś się panu pozajączkowało. Ja tam nic nie zauważyłam. Na pilocie jestem, więc...

- Na czym?

- Na pilocie, czyli nie analizuję wszystkiego nadmiernie. Pracuję już tyle lat, że rutynę złapałam i nie myślę za dużo o tym co robię.

Postarzały o dwadzieścia lat Robert Trebor ze spuszczoną głową powoli opuścił salę tortur zwaną dla niepoznaki gabinetem stomatologicznym.

 

***

 

To jednak nie był dobry pomysł z tym Mustafą - pomyślała Sabina. Leżała na wznak w swoim łóżku przygnieciona ciężarem miotającego się na niej w miłosnym szale hinduskiego kierowcy Ubera, którego wyrwała w nocy w knajpie, bo trochę za dużo wypiła i nabrała ochoty na seks. Mustafa wreszcie dochodził i wiedziała, że nie potrwa to już długo. Najwyżej minutę. Podczas tego niekoniecznie najlepszego stosunku wytrzeźwiała niebezpiecznie i minęła jej chęć na miłosne igraszki. Wreszcie Mustafa wrzasnął przeciągle, a piskliwie i oklapł na niej zdrętwiały sapiąc jak stary parowóz. Wreszcie - ucieszyła się Sabina. Ale wtedy stało się coś dziwnego. Mustafa nagle znowu nabrał wigoru i znowu począł miotać się i wykonywać ruchy posuwisto-zwrotne, w coraz szybszym tempie, by po chwili, która trwała mniej niż minutę, powtórnie spuścić się przy akompaniamencie piskliwego krzyku. Potem oklapł. Ale tylko na sekundę i kolejny raz zaczęło się pompowanie...

Sabina patrzyła tępo w sufit i liczyła kolejne spazmy niewyżytego Mustafy. Skończyło się na dwudziestu trzech razach. Mustafa wreszcie zwlókł się z niej i poszedł do łazienki. Popatrzyła za nim z szacunkiem. Kto by pomyślał - zwykły kierowca Ubera, a tu takie coś...

 

***

 

Ksiądz Teofil siedział na złotym tronie oddając się rozkoszom defekacji. Defekacja była ostatnią jego przyjemnością na tym ziemskim padole. Bardzo się postarzał. Igraszki z ministrantami, klerykami i służbą domową były tylko zamierzchłą przeszłością. Nie mógł już chędożyć i cieszył się, kiedy udało mu się wycisnąć ze swojej zwiędłej fujarki parę kropel moczu. Nie mógł też obżerać się ani upijać. Właściwie niczego już nie wolno mu było jeść oprócz kleiku. Kleik i oglądanie telewizji - oto treść jego marnej egzystencji. Defekacja była ostatnim miłym doznaniem i teraz siedząc na złotym sedesie rozsmakowywał się każdą chwilą tej czynności. Niestety - zmysłowa uczta trwała nie więcej niż minutę i zawsze ksiądz Teofil czuł potem wielki niedosyt.

Ale nie tym razem. Stał się cud! Jakby Pan wysłuchał jego niemych próśb. Ksiądz Teofil defekował i defekował. Siedział na tronie i nie mógł uwierzyć, że przyjemność ciągle trwa i trwa. Jakby czas się zatrzymał - myślał duchowny postękując z rozkoszy. Ciekawe jak to możliwe, że mogę tak długo defekować, mimo, że tylko kleik jem, a i to nie dużo, bo paskudny... Gdzie to się wszystko we mnie mogło zmieścić - myślał. Ale te myśli nie przeszkadzały mu w odczuwaniu ekstazy. Różowa mgła otuliła jego zmysły niczym ciepła, miękka kołdra.

 

***

 

Sensol skończył poprawiać literówki i inne błędy w nowym opowiadaniu. Znowu mu się udało zdążyć. Prawie na ostatnią chwilę. Kliknął w ikonkę "dodaj tekst" i wkleił opowiadanie. Dopisał tytuł i nacisnął przycisk "wyślij". Sprawdził na stronie głównej, czy wszystko jest OK.

Wszystko było OK. Tekst na konkurs literacki został dodany. Ale potem stało się coś dziwnego. Sensol spojrzał ponownie na stronę główną. Tekst zniknął!

Jeszcze raz kliknął "dodaj tekst" i jeszcze raz wkleił plik tekstowy. Dopisał tytuł i wysłał pracę na stronę główną portalu. Zajęło mu to około minuty. I znowu tekst pojawił się, a potem zniknął.

- Kurwa mać! - zaklął Sensol. Coś się spieprzyło i nie zdążę wysłać tekstu na konkurs - pomyślał. Ale próbował dalej. Ładował raz za razem tekst na główną, a ten znikał stamtąd po kilku chwilach.

Wreszcie udało się! Opowiadanie zawisło na stronie głównej i już na niej zostało.

Sensol napisał do adminstratora:

"Coś się chyba wykrzaczyło. Chyba z piętnaście razy dodawałem tekst na główną i mi wywalało. Albo i dwadzieścia razy. Zgłaszam usterkę".

Adminstrator odpisał:

"Sprawdziłem skrypty. Nic tu nie widzę. Dodawałeś tylko jeden raz. Nie wiem o co chodzi. A piłeś coś jak dodawałeś"?

 

Piłem i paliłem. Jak zwykle - pomyślał Sensol. Ale jakie to ma znaczenie, skoro nie spadłem pod stół? Zapalił papierosa i otworzył browarka. Wypił łyk prosto z butelki i puścił kółko z dymu.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (27)

  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    10/5!!!
    Superanckie historie :)))
    Dzięki za miły, uchachany początek piątku.
    Poziom druku, Sensol. Mam nadzieję, że wysłałeś do dobrej oficyny albo to zrobisz. NF na bank powinna przyjąć, uważam również, że do kolejnych 22 wydawnictw warto wysłać.
    Mega pióro!
  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    Aaaa... niemal przegapiłam.
    23 IV obecnego roku? No to urlop i same przyjemności sobie dzisiaj :)
  • skandal 5 miesięcy temu
    dzięki za wizytę i słowa otuchy :) a co to jest NF?
  • skandal 5 miesięcy temu
    ach! chyba wiem. Nowa Fantastyka pewnie
  • Szpilka 5 miesięcy temu
    Zajefane o dodawaniu tekstu ? Wrócę tu i doczytam, bo właśnie czas mnie goni i muszę uciekać, ale piątaka zdążę jeszcze kliknąć ?
  • Opalony Ernest 5 miesięcy temu
    Żeby cię posrało.
    Zjebałę się z taboreta.
  • skandal 5 miesięcy temu
    danke! mam nadzieję, żeś cały Zdzisław :)
  • Opalony Ernest 5 miesięcy temu
    skandal Dzidek jest cały, utwór ukradł na kąmputer, gdyby ci się, utalentowany Skandalâ, zachciało skasować. Wpadnie miliszyn na okoliczność jakiś praw, sraw - wyprę się posiadania kąputra.
    Czy konie mnie słyszą?
  • skandal 5 miesięcy temu
    Opalony Ernest konie spuściły pokornie głowy
  • Angela 5 miesięcy temu
    Świetne, uśmiałam się i jeszcze tu wrócę.
    Coś ma?
  • skandal 5 miesięcy temu
    dzięki za wizytę i zapraszam :)
  • JamCi 5 miesięcy temu
    Zajebiste. To je to Skandalito. Uwelbiam. Wyobraźnia mi ruszyła w trakcie i tak se myślałłam, jakby ktoś miał najlepszy seks w życiu. Cóz za promocja. Albo akurat plemnik łaczył się z komórką jajową. I co wtedy? 23?
    Nie wiem jak ja to zrobiłam, że nie czytałam.
    Miszcz. Morda mi się oblizuje jak po wrąbaniu czegoś pysznego.
  • skandal 5 miesięcy temu
    dzięki za słowa otuchy. było na T3, jak już Ciebie tam nie było. (fajnie byłoby się załapać na dobry seks w takiej chwili, albo na ciastko z kremem - można sycić bezkarnie zmysły razy 23. )
  • JamCi 5 miesięcy temu
    skandal a no może i tak.
    W każdym razie jest super.
    Tylko ciekawe czy by 23 razy to ciacho w dupkę nie wlazło.
  • skandal 5 miesięcy temu
    JamCi w boczki? no właśnie chyba nie. na tym polega bajer.
  • JamCi 5 miesięcy temu
    skandal a to i dzieckufff nie 23 tylko jedno?
  • skandal 5 miesięcy temu
    JamCi no raczej. coś dzieje się 23 razy, a efekt jest taki jakby wydarzyło się raz
  • JamCi 5 miesięcy temu
    skandal co za ulga, wyobrażasz se 23 dzieckufff????
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    To skandal nie przeczytać tak "zakręconego' tekstu. Przeto spiesznie, przeczytam wczoraj:)
    Dzisiaj czytając, wiedziałem, co będzie dalej:))↔Bardzo na Tak:)↔Pozdrawiam:)↔%
  • skandal 5 miesięcy temu
    chyba Cie rzuciło za głęboko w przeszłość. musi jakaś luka być w teorii Janusza Kośli :)
  • laura123 5 miesięcy temu
    Dziękuję za uśmiech, to zawsze w cenie, dlatego dałabym dziesiątkę, ale możliwości ograniczają.
    Super tekst. 5
  • skandal 5 miesięcy temu
    dzięki za wizytę i słowa otuchy :)
  • Trzy Cztery 5 miesięcy temu
    Hahaha! bez grama nudy, a zdania pełne wdzięku: "Janusz wpadł we wściekłość i zaczął bić Blaszanego po antenkach":)))
    Dobra lektura:)
  • skandal 5 miesięcy temu
    dzięki za wizytę i słowa otuchy :)
  • fanthomas 5 miesięcy temu
    Sensol?
  • skandal 5 miesięcy temu
    jamci :)
  • Baba Szora 4 miesiące temu
    Super tekst :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania