Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Dziecko wybrane przez bogów
Lodowa skorupa pustyni pękała pod jej stopami, a gwiazdy na niebie migotały coraz szybciej — jak tykające bomby, które za chwilę miały eksplodować. Mozolnie przemierzała śnieżne wydmy, w których gubiły się strzępy peleryny, smagana wiatrem unosiła wzrok przed siebie.
Pot zraszał jej skórę, a skurcze narastały falami, pulsujące i bezlitosne, skazując na ból, który odbierał resztki sił. Musiała dotrzeć. Tylko gdzie? W jakim kierunku? Martwymi, dawno skrystalizowanymi dłońmi próbowała osłonić swe ciało, jakby miała jeszcze nadzieję, że mróz w końcu ją oszczędzi. Że ostrza wiatru przestaną rozcinać jej płuca z każdym kolejnym oddechem.
Kroków już nie słyszała, ale czuła ich obecność. Potworów w ludzkiej skórze. Obecność Samirianów. Przemierzali za nią spokojnie niczym drapieżniki, którzy wiedzieli, że ich ofiara nie ma dokąd uciec.
– Tutaj nam zbiegła!
Peleryna zsunęła się, gdy jeden z nich chwycił ją swoimi żądnymi krwi łapskami. Blade jak śnieg ciało zakrywała jedynie ciemność, ale i ona nie mogła ochronić jej przed lodowatym chłodem tego świata.
Kobietę uderzył rybi odór jego oddechu. Jedyne na co było ją wtedy stać to wyrwanie się napastnikowi. Chociaż kosztowało ją to ostatki energii.
– Jest słaba – stwierdził mniej barczysty.
– Zaraz urodzę… – wydusiła ledwie słyszalnie.
– I na co ci to było?! Ledwo żyjesz. Takie ścierwa jak wy, Arianie, nie powinniście się rozmnażać. – rzucił drugi z politowaniem. – Nie ma co marnować dla niej czasu. Już nam się nie przyda. Pustynia zbierze swoje żniwa.
– Ono…
– Co tam mruczysz?
– Ono was zabije – wyrwała ledwo brzmiącym głosem.
– Ha, ha! Umieram ze strachu!
Poczuła jak jego noga wbiła się w brzuch. Jęknęła cicho. Nie mając już sił na wyduszenie ani jednego słowa.
– Co tam mały? Wychodzisz już?
– Zostawmy już ją.
– Głos sumienia się odezwał? Słyszałeś młody, co mówiła o swoim bachorze? Zobaczmy jaki z niego bohater!
– Te dziecko nie wyjdzie, a jeśli nawet, umrze razem z nią.
– Niech ta Arianka wie, gdzie jej miejsce! Psy karci się za szczekanie!
– Znów ci żona nie dała?
– A ciebie mogli bić, to przestałbyś podważać zdanie starszych.
– Idźcie do diabła… – kobieta wydusiła ledwo, czując jak jej nienawiść wnika głęboko w trzewia.
I wiedziała już wtedy. Że te słowa będą ją wiele kosztować.
Nie pamiętała, kiedy straciła całkowite panowanie nad własnym ciałem. Gdy się obudziła, poczuła spokój i ciszę. Pewna, że to koniec. Jedynym jej towarzyszem pozostał huczący wiatr i bezkresny wszechświat, który rozciągał się nieskończenie nad jej głową.
– Bogowie… jeśli tam jesteście… błagam… pomóżcie mi… pomóżcie mojemu dziecku…
Światło na niebie błysnęło ciepłem, a jaśniejąca gwiazda rozszczepiła się na dwie, dając znać, że zbliża się nowa era. Era, która pociągnie wszystkich czyniących okropieństwa. A może nawet i sprawiedliwości, nie do końca sprawiedliwej?
Wchłonął ją śnieg. Straciła oddech. Osaczyła ją natura, wyłącznie dlatego, by znalazła drogę. Drogę do ciepłego źródła. Na planecie, która od zawsze była skuta lodem. I wtedy na świat przyszło ono. Dziecko wybrane przez bogów.
Komentarze (2)
/powinniście się rozmnażać. – rzucił drugi/ – usuń kropkę
/– Ono was zabije – wyrwała ledwo/ – a może; wyszeptała, wyjęczała?
/I wiedziała już wtedy. Że te słowa będą ją wiele kosztować./ – po co podzieliłeś te zdania?
Dosyć klasyczny ten wątek, gdybym miał humor, tobym zażartował, że tak musiało wyglądać prawdziwe narodzenie Jezusa 😱
'Mozolnie przemierzała śnieżne wydmy, w których gubiły się strzępy peleryny, smagana wiatrem unosiła wzrok przed siebie.' - Na pierwszy rzut oka wygląda, jakby to peleryna uniosła wzrok. Nie lepiej rozbić to na dwa zdania: ... peleryny. Smagana...
'W jakim kierunku?' - Słowo 'kierunek' wydaje się trochę sztuczne w tym kontekście. Gdybym przedzierał się przez śnieżne zaspy, myślałbym raczej: 'W którą stronę...'
'Przemierzali za nią' – jak w poprzednim komentarzu.
'– Tutaj nam zbiegła!' - brzmi niejednoznacznie i trochę nienaturalnie: chodziło o miejsce, w którym im uciekła, czy to, do którego im uciekła? W pierwszej chwili myślałem, że to pierwsze.
'...chwycił ją swoimi żądnymi krwi łapskami.' - 'żądnymi krwi łapskami' jest trochę zbyt oklepane i wyjaśniające. Nie lepiej opisać, jak wygląda ta ręka, albo dać jakąś metaforę odnoszącą się do jej wyglądu?
'Blade jak śnieg ciało zakrywała jedynie ciemność, ale i ona nie mogła ochronić jej przed lodowatym chłodem tego świata.' - Myśl o tym, że skrywa ją ciemność (ale nie przed chłodem), kiedy już ją znaleźli, jest trochę spóźniona. To zdanie bardziej pasowałoby do momentu, zanim ją dopadli. No i 'lodowatym chłodem' – masło maślane.
Ogólna uwaga: Brak dookreślenia, o kogo / co chodzi, momentami utrudnia czytanie:
- '...gubiły się strzępy peleryny' – jakiej / czyjej peleryny?
- 'Kroków już nie słyszała' – czyich kroków? W pierwszej chwili myślałem, że chodzi o jej własne kroki.
- '– Tutaj nam zbiegła!' - kto to powiedział? Skąd dobiegł ten głos?
- 'Blade jak śnieg ciało zakrywała' – Czyje ciało? Jej ciało czy napastnika?
Może to celowy zabieg, który ma oddać nerwowe napięcie tej sceny – spoko, ale jeśli czytelnik musi się na chwilę zatrzymać, przeczytać jeszcze raz, to trochę psuje budowany klimat.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania