Dzień z życia huncwota

Obudził się. Od razu poczuł ból i dyskomfort w okolicy karku. Nie spał dobrze. Zamknął oczy i wsłuchał się w swój umysł, szukając przyczyny tego stanu rzeczy.

Po chwili już wiedział.

Znowu śniło mu się, że nie jest człowiekiem, a raczej, że jest, ale tylko z nazwy. W tym śnie nie było obrazów. Nie były potrzebne, aby wzbudzić tę niepewność.

Zignorował ją.

Usiadł na łóżku i zaczął rozmasowywać bolący kark. Spojrzał z wyrzutem na materac i pomyślał, że niestety będzie musiał wymienić winowajcę na twardszy i wygodniejszy rodzaj.

Siedział tak jeszcze przez chwilę, rozglądając się po pokoju. Zasłonięte okna powodowały, że nawet o poranku wewnątrz panował półmrok. Mimo to dostrzegł butelkę alkoholu stojącą na biurku. Sięgnął po nią, nie wstając nawet z łóżka.

Whisky, pozostałość po imprezie z poprzedniego tygodnia. Jakoś nie chciało mu się jej chować, dlatego stała tam przez tyle czasu. Pić też nie, no bo kto pije sam? No właśnie...

Napiłby się z chęcią, ale nie był on dobrym towarzystwem dla siebie samego. Poza tym dżentelmeni przed dwunastą nie piją, a uważał się za takiego, albo przynajmniej chciał tak o sobie myśleć.

Spojrzał na nią po raz ostatni i odstawił w to samo miejsce.

W końcu wstał. Rozciągnął się trochę i doszedł do wniosku, że poza obolałym karkiem wszystko jest w porządku. Miał właśnie zabrać się za poranne ćwiczenia, ale nagle poczuł, że nie musi, nie dziś. Posłuchał tego nagłego uderzenia podświadomości, bo to w końcu, tak jakby on sam siebie uderzał.

Niby posłuchał, ale czuł wyrzuty sumienia. Dlatego poszedł na kompromis i zrobił podstawowe ćwiczenia na rozciąganie.

Karku nie oszczędzał, a nuż mu to pomoże.

Nie pomogło, ale też bardziej nie bolało. Wynik zero-zero.

Po „nakarmieniu” sumienia zrobił dwa kroki przed siebie i rozsunął zasłony. Nieprzyzwyczajone jeszcze do światła oczy zabolały, gdy uderzyły w nie promienie wiosennego słońca. Stał tak dłuższą chwilę, przyzwyczajając do niego wzrok.

Dobrze, że mieszka na czwartym piętrze. Dzięki temu nikt go nie widzi, stojącego bez koszulki jak idiota.

Gdy przestał o tym myśleć, spojrzał na parapet. Znajdowała się tam donica z jego ulubionym kaktusem. Przyjrzał mu się dokładniej. Miał sucho biedak. Podlewał go co miesiąc, aby nie odzwyczaić go od wody, ale i nie przyzwyczaić. Nie wiedział, czy minął dokładnie miesiąc, ale i tak chwycił stojącą na ziemi obok biurka butelkę wody. No niby do picia, niby dla ludzi, ale z drugiej strony co będzie żałował roślinie.

Podlał go, zalewając całą górną powierzchnię donicy wodą i dopiero wtedy sam się napił. Wziął kilka większych łyków, zakręcił butelkę i odstawił w to samo miejsce.

Nie patrzył już na nic więcej. Wyjął jeszcze tylko z szuflady świeży ręcznik i poszedł wziąć prysznic. Wiedział, że powinien, pomimo iż nie ćwiczył tak intensywnie jak zawsze, ani nie był przepocony.

 

*

 

Brał tak gorący prysznic, że cała kabina zaparowała, ale on jakoś nie czuł tego ciepła. Spędził tak około dwudziestu minut. Nic go to nie rozgrzało. Na szczęście, chociaż lawendowy zapach świeżego ręcznika był przyjemny.

Gdy już się wytarł, wrócił do pokoju i powiesił ręcznik na suszarce.

Cały czas był w piżamie. Mimo to odpalił laptopa i usiadł przy biurku. Miał w planach popisać. Po prostu popisać. Nie wiedział o czym, nie miał określonego pomysłu, ale taki był plan. Włączył stojącą w lewym górnym rogu biurka lampę.

Może i miał światło dzienne, ale lubił go dużo, czy to dziennego, czy sztucznego.

Lampa zapaliła się słabo, blado, a po chwili zupełnie zgasła.

Padła.

Niby mógł pisać bez niej, ale wiedział, że świadomość niedziałającej lampy będzie go rozpraszać i

w końcu nie napisze nic albo jeszcze gorsze badziewie niż zazwyczaj.

Wykręcił więc żarówkę i przyjrzał się jej. Zwykła dziesięcio-watówka.

Zajrzał do szafki, czy aby nie ma zapasowej.

Nie miał.

Chciał ją wymienić, a to oznaczało wyjście z mieszkania. Odłożył żarówkę na biurko, wstał, podszedł do szafy i otworzył ją, rozmyślając w co się ubrać.

Pogoda była ładna, wiosenna, więc myślał o czymś lekkim, jednak po chwili spojrzał na wieszak ze swoim ulubionym garniturem. Aura nie pasowała do niego, ale coś mu mówiło, że powinien go założyć. Postanowił posłuchać dziwnego przeczucia.

Wyjął więc garnitur z szafy i położył na łóżku. Następnie otworzył szufladę i szukał swoich szczęśliwych granatowych skarpet w geometryczne wzory, które zawsze do niego zakładał.

Znalazł je po chwili i również odłożył na łóżko. Zajrzał znowu do szafy. Teraz zastanawiał się nad koszulą. Klasyczna biała? A może biała w kratkę? Błękitna? Na błękitnej zatrzymał wzrok. Spojrzał za okno. Niebo było pięknie błękitne, bez żadnej chmury. Wybór był oczywisty... dopasować się do świata.

Wyjął ją i położył na łóżku jak całą resztę. Zanim zaczął się ubierać, wylał na siebie litr perfum. Uważał, że do garnituru tak właśnie wypada. W myśl zasady „strój zobowiązuje”.

Dopiero teraz mógł przystąpić do działania. Najpierw koszula. Leży dobrze, nie krępuje ruchów. Było to ważne. Nie lubił czuć się „uwięziony” w ubraniu. Potem granatowe spodnie i obowiązkowo czarny pasek. Bez tego ani rusz. Następnie na prawą rękę założył zegarek. Warunek sine qua non dla jego wewnętrznej równowagi. Bowiem bez zegarka czuł jakby był ręki, zagubiony w czasie. Poza tym lubił ten znajomy ciężar, z którym nie cierpiał się rozstawać, nawet na noc.

W końcu założył również okulary, aby świat nabrał odpowiedniej ostrości. Za ich ciężarem także przepadał, bowiem przyzwyczaił się do niego.

Kolejną częścią ubioru był bordowy krawat. Uznawał tylko krawaty, nie lubił ich braku. Nie cierpiał za to much. Nigdy ich nie nosił i nie zamierzał. Co prawda brak sympatii był jednostronny, ale to wystarczało, aby ich nie znosił.

Teraz przyszła kolej granatowej marynarki. Założył ją. Leżała dobrze, nie krępowała ruchów. Wszystko leżało dobrze, już przez tyle lat. Znaczy to, że niewiele się zmienił, ale czy mu to przeszkadzało? W aspekcie zewnętrznym zapewne nie, bo garnitur powinien leżeć świetnie, lecz w aspekcie wewnętrznym zdania były podzielone.

Nie chciało mu się jednak o tym myśleć, bo jeszcze miał do założenia szczęśliwe skarpety. Bez nich w garniturze nigdzie nie wychodził i nawet przez myśl by mu nie przeszło, aby postąpić inaczej. Założył je. Czuł się pewniej. Wstał, wszystko było dobrze. Podszedł do szafy, schylił się i wyjął buty. Oczywiście pod garnitur. Wyjście w innych byłoby skandalem, na który nie mógł sobie pozwolić.

Spojrzał na nie. Były lekko zakurzone. Wyjął więc z szafki ściereczkę, poszedł nasączyć ją delikatnie wodą, a następnie przetarł. Czyścił je do momentu, aż stwierdził, że wyglądają zadowalająco.

W końcu strój był kompletny.

Wziął więc saszetkę, włożył do niej portfel, telefon i żarówkę. Wyjął oczywiście maseczkę i ukrył twarz przed światem.

Sięgnął jeszcze po klucze i wyszedł z domu.

Bez śniadania. Śniadań nie jadał, bo wtedy czuł się lepiej, lżej, a i umysł miał jaśniejszy.

Zamknął mieszkanie na górny zamek. Zawsze tak robił. Bowiem ten wyżej go nie zawodził. Dolny mógł go zawieść, bo nigdy nie dał mu szansy dowieść, że będzie inaczej. Wolał nie ryzykować.

 

Schodził z czwartego piętra dość wolno. Jakoś mu się nie śpieszyło. Celem był oczywiście sklep na rynku, w którym zawsze kupował żarówki. Jakieś dwa kilometry piechotą z jego mieszkania.

Postanowił się przejść. Jak zwykle zresztą. Lubił chodzić, a pogoda była zbyt piękna, aby stracić ją z oczu w komunikacji miejskiej.

Podziwiał po drodze rozwijające się korony drzew. Dobrze mu się patrzyło na wchłaniane przez wszystko dookoła życie i miasto nabierające kolorów po czarno-białej zimie. Nawet te szarobure

budynki, z których „słynęła” okolica wyglądały, jakby ich głębia koloru bardziej się nasyciła. Bo szary niby szarym, ale najgorszy to ten blady, który prawie znika, a w jego miejsce pojawia się niezidentyfikowany kolor, trudny do nazwania.

Ptaki obwieszczały donośnie, nastanie nowej trzymiesięcznej królowej świata. Słuchał i zapamiętywał, aby na przyszłość szybciej podziwiać jej przybycie.

Dookoła świat się zmienił.

A tylko ludzie tacy sami...

Zabiegani, niepatrzący w oczy. Nie uśmiechający się zza masek. Pędzą w swoich celach, poważni, skoncentrowani.

On też szedł, pędził, ale i tak jakby wolniej. Minę zrobił poważną, ale chyba nikt jej przez maskę nie zauważył. No ale chociaż miał garnitur, a on dodaje powagi. Sam zresztą chciał być poważny, bo przecież tylko tacy ludzie są słuchani. Innych, niepoważnych huncwotów wszyscy puszczają mimo uszu. Jeśli się nie „prezentujesz” to tak jakbyś, nie istniał. Atakują cię właśnie huncwoty, gdyż widzą w tobie podobnych sobie.

Nie chciał się wyróżniać. Cenił sobie spokój, dlatego za wszelką cenę chciał uniknąć ataku. Jak do tej pory skutecznie.

 

W połowie drogi doszedł do przejścia dla pieszych, na trzypasmówce. Nie lubił tego przejścia. Nie było na to racjonalnego wytłumaczenia, ale po prostu czuł, że powinien go nie lubić.

Stanął przed nim, o dziwo pierwszy. Nigdy nie pretendował do bycia „pierwszym”, no ale to w końcu tylko przejście dla pieszych.

Stał i czekał na zielone. Z tyłu za nim było już sporo ludzi, w tym matka z małym dzieckiem w wózku.

W końcu.

Samochody na pierwszym i drugim pasie zaczęły się zatrzymywać.

Ruszył. Gdy był w połowie przejścia, zauważył, że na trzecim pasie nie stoi żaden samochód, a następnie usłyszał szybko pędzący pojazd.

Stanął na środku drogi, wystawił lewą rękę i odwracając głowę powiedział, aby ludzie się zatrzymali. Nie miał pojęcia dlaczego to zrobił. Może tak po prostu?

W tej samej chwili pędzące auto przejechało przez pasy tak blisko niego, że mógłby spokojnie wyciągnąć rękę i dotknąć lusterka.

Myślał, że go potrąci, ale na szczęście nie spieszył się na przejściu.

Zaskoczył go jedynie fakt, że nic nie przebiegło mu przed oczami. Coś, co zawsze pojawia się, gdy jesteśmy blisko śmierci, a jednak uciekamy z jej szponów. A tutaj? Jakby tego w ogóle nie było, a może po prostu nie zdążyło się pojawić? Nie wiedział.

Poszedł zwyczajnie dalej, słysząc za sobą odgłosy rozmów ludzi zszokowanych całą sytuacją.

 

*

 

W końcu po prawie piętnastu minutach od wyjścia z mieszkania dotarł do celu. Czyli do sporego, czteropiętrowego sklepu.

Udał się na trzecie piętro, z różnorakimi artykułami „do domu”. W tym żarówkami.

Podszedł od razu do stoiska, w którym chciał poprosić o identyczną do tej, spoczywającej w jego saszetce. Lecz nie było tutaj żadnego pracownika.

Czekał.

Minęło około pięciu minut i nadal nikt się nie pojawił, więc po prostu czekał dalej.

Nagle poczuł, jak coś delikatnie szarpie go za marynarkę.

Odwrócił się za siebie i spojrzał w dół. Dostrzegł małą dziewczynkę. Na oko pięcioletnią, no może sześcioletnią.

Miała rude kręcone włosy i ciemnobrązowe nadzwyczaj błyszczące oczy. Dawno takich nie widział. Ubrana była w różową sukieneczkę. Spojrzała na niego i smutnym głosem spytała:

– Zgubiłam swoją mamusię. Pomoże mi pan ją znaleźć?

Patrzył na nią spokojnym wzrokiem, lecz w umyśle nie dowierzał własnym uszom. Rzucił okiem po

sklepie. Dookoła pełno ludzi, więc dlaczego zwróciła się akurat do niego? Postanowił zapytać.

– Dlaczego pytasz mnie?

– Bo inni są zbyt poważni, zajęci. Nie słuchają mnie – żaliła się dziewczynka.

Teraz był już absolutnie zszokowany. Jak to? Przecież też był poważny. Miał na sobie nawet garnitur. Powinien odstraszać huncwoty od ataku, a zwłaszcza takie małe.

Pomyśleć, że chciał tylko spokoju.

– A ja nie jestem poważny? – spytał z ciekawości.

– Pan? - zastanowiła się. – Pan ma „ładne” oczy – odpowiedziała po chwili.

No tak, za ładne oczy go wzięła, mała przyszła kobieta. Bo twarz przecież maską zakryta. Co miał jej odpowiedzieć w takiej sytuacji? Nie wiedział, więc po prostu spytał:

– Dobrze, jak wygląda twoja mama?

– Jest śliczna – odpowiedziała bez namysłu.

– A coś więcej? – dopytywał.

– Ma rude kręcone włosy jak ja.

Domyślił się, że szukają po prostu większej wersji dziewczynki.

– Ok, choć wezmę cię na barana. Z wysoka na pewno ją wypatrzysz – zaproponował.

Zgodziła się.

Uklęknął więc i wziął ją na barana. Przypomniał sobie jak wiele lat temu, sam był tak noszony. Kiedyś to było normalne i nikt się temu nie dziwił. Ludzie byli kiedyś mniej poważni. Teraz wszyscy patrzyli na nich jak na dziwaków, myśląc sobie, że też co im strzeliło do głowy, aby robić coś tak niebezpiecznego, a co najważniejsze... wyróżniać się.

Zaczął chodzić z dziewczynką po trzecim piętrze. Mała próbowała wypatrzeć mamę, a on wołał kobietę na cały głos.

Minęło dziesięć minut, lecz nie udało im się jej znaleźć. Postanowili zejść na niższe piętro. Gdy szli po schodach, usłyszeli kobietę wołającą dziecko.

– To głos mojej mamy! – krzyknęła dziewczynka, iście po huncwocku.

– Pędzimy – rzucił tylko.

Po kolejnych pięciu minutach dotarli do kobiety z długimi rudymi kręconymi włosami. Naprawdę, dziewczynka pod względem wyglądu była istną kopią swojej mamy. Matka chodziła i krzyczała na cały sklep. Gdy ich dostrzegła, uśmiechnęła się tak bardzo, że widoczne to było nawet przez założoną maskę.

– Jest moja córcia! – wykrzyknęła uradowana.

Pozwolił więc dziewczynce zejść.

Kobieta spojrzała na niego i spytała córkę, śmiejąc się przy tym:

– Cóż to za intrygujący huncwot cię przyprowadził?

– To bardzo miły pan. Pomógł mi bez wahania – odparła z uśmiechem.

– Doprawdy? – dopytywała się, pocierając podbródek i dziwnie się uśmiechając.

– W zasadzie, to spytałem, dlaczego to ja mam jej pomóc – sprostował.

– I co odpowiedziała?

– Że mam „ładne” oczy.

Kobieta przyjrzała mu się bliżej i po chwili stwierdziła:

– To prawda.

Nadal nie wiedział, co to oznacza, ale jakoś nie miał odwagi, aby dopytać o to dokładniej. Stał więc tak tylko, jak ten słup.

Już miał odejść, gdy nagle usłyszał:

– Dziękuję za pomoc. – Kobieta przekręciła zabawnie głowę w lewo, a na jej twarzy znów pojawił się ten sam uśmiech, którego nie ukryła maska.

Aż zaczął się zastanawiać, jak on wygląda bez niej.

– Ja również dziękuję – dołączyła dziewczynka.

Uklęknął przed nią i o dziwo pogłaskał ją po głowie. Sam się sobie dziwił, ale coś mu mówiło, że powinien to zrobić.

Mimowolnie jego uszy powędrowały w górę, co oznacza tylko jedno...

Uśmiech.

Wstał, skinął im głową i już odchodził, gdy usłyszał od kobiety na odchodne:

– Prawdziwej natury się nie ukryje.

Spojrzał na nią ponownie. Puściła do niego oczko. Było to jak piękny błysk światła, wśród rzeszy wyblakłych wzroków.

Każdy poszedł w swoją stronę, lecz coś uległo zmienie. Szedł jakoś inaczej, żwawiej. Czuł nadzwyczajną lekkość, a dusza była dziwnie spokojna.

 

Ostatecznie kupił nową żarówkę i wrócił do domu.

Przez całą drogę powrotną zastanawiał się, dlaczego dziewczynka podeszła do niego? Dlaczego poprosiła o pomoc akurat jego?

 

Teraz już wiedział.

 

Wszedł do mieszkania, następnie do pokoju i nawet nie przebierając się z garnituru, zasiadł do laptopa. Garnitur bowiem nie miał teraz znaczenia.

 

„Prawdziwej natury się nie ukryje” powtarzał w myślach jak mantrę.

 

Znał już jej znaczenie.

 

Odpalił więc Worda i napisał tytuł:

 

„Dzień z bycia człowiekiem”

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (22)

  • Onyx 3 tygodnie temu
    *kaktus = dbałość o szczegóły, zawsze na pierwszym miejscu stawianie innych, co nie jest wg mnie złe, o ile nie zapominamy także o sobie. Bohater może zapomniał? *Hmmmmm, włączona lampka nawet przy świetle dziennym, może symbolizować zagubienie bohatera i rozpaczliwe próby odnalezienia się w tym...
    *Rozpraszająca świadomość tego, że lampa nie działa. Trzy teorie. Nadmierny perfekcjonizm, ale jeszcze nie nerwica, nerwica lub właśnie kolejny symbol zagubienia się. Bohater odczuwał niepokój z powodu braku światła, dodatkowego koła ratunkowego w morzu (zagubienia).
    *Dokładne dopasowanie całego garnituru, do tego znajome okulary i zegarek... Czyż nie jest tak, że znajome rzeczy nas uspokajają? Wiele ludzi nie lubi zmian. Bohater prawdopodobnie także, co ukazał poprzez braku sympatii do ściągania zegarka oraz dokładne dopasowanie garnituru...
    *Przepiękne opisy. Pora roku pasuje do całej akcji, w końcu po pomocy dziewczynce coś się w nim odmieniło, odrodziło, tak jak na wiosnę odradza się przyroda...
    *Ciekawe przemyślenia. Prawda, w dzisiejszych czasach ciężko bawić się, uśmiechać, bo zaraz wezmą człeka za totalnie niepoważnego i niezdolnego do wzięcia udziału w dyskusji...
    *Hmmm, dzieci patrzą sercem. Dziewczynka, mimo że bohater wyglądał poważnie, dostrzegła w nim człowieka. Być może stąd też komplement o ładnych oczach? Oczy są w końcu zwierciadłem duszy.
    *Tu chyba nawet nie chodzi o bezpieczeństwo takiego noszenia. Tylko właśnie o wyróżnienie się z tłumu. Ludzie nie lubią, jak ktoś pozostaje sobą w szarej masie, "odstaje" od reszty społeczeństwa.
    *Hmmm, dziewczynka poprosiła akurat go o pomoc, bo dostrzegła w nim człowieka... A to zdanie utwierdza w przekonaniu, że choćby nie wiadomo, jak bardzo się starał, zawsze będzie człowiekiem. Prawdziwym człowiekiem.
    *Zajebista puenta, świetnie podsumowuje całe opowiadanie ;)
  • Shogun 3 tygodnie temu
    Dziękuję za tak obszerny komentarz.
    Bardzo ciekawy portret psychologiczny bohatera. Wszystko o czym napisałaś może mieć odzwierciedlenie w tekście.
    Tak, dokładnie, ludzie nie lubią jak ktoś się wyróżnia, "odstaje od normy". Tutaj bohater próbował się dopasować, ale mu się nie udało, nawet garnitur nie pomógł :) bo i tak był kimś innym, niż chciał udawać, z czego na końcu zdał sobie sprawę.
  • JamCi 3 tygodnie temu
    O Ty Huncwocie. Dawno nic mnie tak nie chwyciło za serce. Morda mi się cieszy z automatu, mimo iż poryczałam sie dziś już dwa razy. Raczej dwa ostatnie, bo dałeś blasku temu dniowi.

    Drobiazgi: w dziwnych miejscach dajesz przecinki. Wrzuć se może do ortografa, pomaga. Jakaś literówka po drodze sie trafiła.
    Odrobineczkę za duży w proporcji ten wstęp. Wiem i rozumiem po co, ale ciutek się dłuży, było warto dojść do końca, ale trzeba się było postarać, zeby dotrwać, chociaż napisany był smakowicie.
    Ubrać coś to błąd. Powtórzyłes kilka razy. Ubraś się w coś albo założyć coś.
    Pozdawiam. Było warto :-)
  • Shogun 3 tygodnie temu
    Pięknie dziękuję JamCi :) Cieszę się niezmiernie, że dodałem blasku do Twojego dnia. Nic piękniejszego nie można usłyszeć o swoim tekście.

    Tak, wiem haha :D Mam z tym jeszcze problem i zazwyczaj lecę na tak zwanego "czuja" ;)
    Zgodzę się z tym, ciut za długi, choć jak wspomniałaś ma to swój cel, a i jak widać dłoń musiała tak popłynąć za umysłem haha :D
    O proszę, o tym nie wiedziałem, będę musiał więc poprawić.
    Dziękuję pięknie za odwiedziny i również pozdrawiam ;D
  • pansowa 3 tygodnie temu
    Przeczytałem.
    Jestem przyjemnie zaskoczony dojrzałością tekstu, bo kojarzę, żeś człek młody.
    Mimo długości czytało mi się dobrze, bez znużenia i z ciekawością.
    Początkowo przeszkadzała mi drobiazgowość w opisie, ale później zrozumiałem.
    Taki samotny gość z zasadami i nerwicą natręctw.
    I bycia za wszelką cenę zdystansowanym od świata.
    Technicznie też nie za bardzo jest się do czego przyczepić (może poza olbrzymim uśmiechem bo to dziwne stwierdzenie).
    Brawo widelcowaty :)
  • pansowa 3 tygodnie temu
    Aha, co z tą torebką?!
  • Shogun 3 tygodnie temu
    Dziękuję za dobre słowo :)
    Ano młody, choć już nie młokos ;)
    Tak, dobrze opisałeś bohatera, stąd też ta cała drobiazgowość :)
    Heh, no z tym olbrzymim uśmiechem może coś pokombinuje haha :D
    Podziękował ;)

    Co do torebki... spokojnie, to męska torebka (bo w sumie nie wiem, czy jest na to jakaś konkretne określenie, dlatego tak to nazywam), teraz noszą takie, bo nawet chłop ma tyle rzeczy, że po kieszeniach wszystkiego nie pochowa haha :D
  • pansowa 3 tygodnie temu
    Shogun To chyba saszetka..
  • Shogun 3 tygodnie temu
    pansowa o właśnie, chyba tak to się nazywa. W takim razie będę musiał zrobić podmianę :)
  • pansowa 3 tygodnie temu
    Shogun Koniecznie!
    Z ta torebką to sie pedalsko zrobiło :)))
  • Shogun 3 tygodnie temu
    pansowa Heh :)))
  • Bajkopisarz 2 tygodnie temu
    „Cały czas był jeszcze w piżamie.”
    Jeśli po prysznicu ubrał się ponownie w piżamę, to dodanie „jeszcze” nie ma sensu. To raczej by się przydało wyjaśnić, po co to zrobił.
    „światło dzienne, ale lubił dużo światła, czy to dziennego, czy sztucznego.
    Lampa zapaliła się słabym bladym światłem,„
    3 x światło
    „które zawsze do niego ubierał.”
    Nie ubierał – wkładał / zakładał
    „przyszła kolei granatowej”
    Kolej
    „Ubrał je. Czuł się pewniej.”
    Założył / włożył
    „których „słynęła” okolica wyglądały, jakby ich głębia koloru bardziej się nasyciła. Bo szary niby szarym, ale najgorszy to ten blady, który prawie znika, a w jego miejsce pojawia się niezidentyfikowany kolor, który”
    3 x który

    W poukładany, metodyczny sposób bycia bohatera wkrada się coś co łamie schemat. Następnie bohater próbuje temu zaradzić i zaczyna popełniając „błędy”, które demolują całkiem jego dotychczasowy byt i wskazują nową drogę życia. Doskonały zarys scenariusza, już bardziej klasycznie nie można 😉 Wiadomo też, że to dzieci widzą więcej, zatem nic dziwnego, iż to dziewczynka zobaczyła w mężczyźnie coś, o czym on sam nawet nie wiedział. Czy jej mama zobaczyła to samo? Czy zobaczyłaby to, gdyby nie podpowiedź córki? Odpowiedź na to pytanie będzie jednocześnie wskazówką, na kogo wyrośnie w przyszłości dziewczynka. Czy pozostanie „widzącą” czy też zapomni o wszystkim i dopiero jej własne dziecko będzie musiało o tym jej przypomnieć. A poza tym – gdzie jest tata dziewczynki?
  • Shogun 2 tygodnie temu
    Ajajaj, Bajko, musisz widzieć wszystkie powtórzenia? 🤣😉 Teraz będę musiał poprawiać 😭🤣
    No nic, i tak zaraz się za to wezmę 😉

    Tak, dokładnie, w poukładane życie bohatera, wkrada się coś co ten ład burzy i to dość niespodziewanie, ale czy to źle skoro zobaczył nową drogę życia? Nową perspektywę. Coś co w nim było, a z czego właśnie sobie sprawy nie zdawał?
    Klasyka powiadasz? Z pewnością masz rację 😉
    Tak mnie się jakoś napisało 🤣
    Tak, dzieci jak to dzieci, widzą inaczej i więcej, mając często własny świat.
    Myślę, że jej mama zobaczyła by to bez podpowiedzi córki, a wręcz nawet zobaczyła już wcześniej bez jej podpowiedzi, tylko bawiła się chcąc osiągnąć jakiś efekt? Kto wie? 😉
    Cóż, z racji tego, że i jej matka jest "huncwotem" myślę, że i ona nim zostanie będąc dorosła i "huncwocić" będzie dalej 😉
    Szczerze nie mam pojęcia gdzie on jest. Może nie był "huncwotem" i mimo wszystko nie pasował do nich, może pracuje, albo dawno temu "wyszedł po mleko" i się gdzieś zawieruszył. Opcji jest wiele.
  • Akwadar 2 tygodnie temu
    Podobuje mnie się, bo dobrze napisany, treściwy i przemyślany tekst.
    Kilka potknięć... ale któż ich nie robi! Nie będę wypisywał, bo nie wiem, czy w komentach powyżej już ktoś nie wytknął. Czepnę się tylko Twojego zamiłowania do czasownika "był", bo ( sic! tak między nami artystami ;) ) świadczy to o skromnym zasobie słownictwa autora.
    Stawiam cztery z plusem, bo poprawę dużą widać :)
  • Shogun 2 tygodnie temu
    Dziękować, dziękować Wodniaku :)
    Ano właśnie, któż!? ;) Hmm, bardzo możliwe, że zrobił, gdyż już cuś wypisywali ;)
    Kurła, a tyle ksiunżek czytam... :( No nic, chyba czeba więcej ;)
    Dziękuję za czwóreczkę i to z plusem jeszcze! ;) Oraz za dostrzeżenie poprawy w tej pisaninie mej ;)
  • Clariosis 4 dni temu
    Moment z samochodem - po prostu mistrzowsko opisany. Aż czytałam 5 razy fragment, tak mi się podoba. :D
    No i pięknie, jak zawsze mówisz o rzeczach prostych, a jednak, co smutne, nie zawsze oczywistych. Bardzo dobrze skonstruowane opowiadanie w którym znów skupiasz się na tym, co definiuje człowieka. I wyszło Ci to bardzo dobrze. :) A dzieci, jak to dzieci, przed nimi natury nie ukryjesz. ;)
    Pozdrawiam!
  • Shogun 4 dni temu
    Oj, aż nie wiem co powiedzieć, chyba się zawstydziłem 👉👈😉🤣
    Miło mi naprawdę słyszeć, że fragment tak się spodobał :)
    Ano tak już mam, że poruszam sprawy "przyziemne" ;)
    Jak i tak, że w centrum zawsze jest człowiek.
    Sprawnie dostrzegasz elementy przewijające się przez moje teksty, co bardzo mnie cieszy, gdyż widzę, że czytelnik coś dostrzega ;)
    I znowu miło mi słyszeć, że tekst jako całość się udał :)
    Właśnie tak, dzieci mają inne spojrzenie niż dorośli i często "widzą" więcej ;)
    Jak zawsze...
    Pozdrawiam również ;)
  • Clariosis 4 dni temu
    Shogun Ojej, no w końcu się zrewanżowałam! ;)
    Lubię wyciągać z tekstu szczególiki, taka już moja natura - sama pakuję w cholerę szczegółów i myśli u siebie, to szukam u innych. U Ciebie na niedobór nie narzekam, oj nie. ;)
  • Shogun 4 dni temu
    Clariosis zaiste ;)
    Cóż, wiesz, że ja również to uwielbiam ;)
    Cieszę się, że spełniam Twe czytelnicze oczekiwania :)
    Ogólnie daję w tekstach dużo szczególików, a w tym już zwłaszcza, gdyż mój zamysł tego wymagał ;)
  • Kocwiaczek wczoraj o 13:13
    Masz nieco powtórzeń: się, i, że, go, oraz słowa "kark", które spokojnie da radę zamienić. Jest też szereg innych powtórzeń, ale znając już twoje pisanie, wiem, iż 3/4 jest zamierzonych :)

    Cały czas był w piżamie - raczej w spodniach/ dole od piżamy, skoro wcześniej miał gołą klatę, no i trochę to dziwne, że po prysznicu znowu wskoczył w piżamę. Czy jest na to przyczyna? Może i do niej miał jakiś sentyment, czy przywiązanie?

    Ten litr perfum mnie rozwalił na łopatki :) Takie to życiowe i oczyma wyobraźni widzę jak psiuka się naście razy :D

    czuł jakby był ręki - "bez" się zjadło;)

    "Zamknął mieszkanie na górny zamek. Zawsze tak robił. Bowiem ten wyżej go nie zawodził. Dolny mógł go zawieść, bo nigdy nie dał mu szansy dowieść, że będzie inaczej. Wolał nie ryzykować" - to zdanie, to jest majstersztyk. Niniejszym udowadniasz mi i innym, że myśli, które tworzą się w twojej głowie, są coraz dojrzalsze, coraz silniejsze i znacznie bardziej nasączone ukrytym przekazem. Gratulacje! ( O! Tutaj to samo - "Stanął przed nim, o dziwo pierwszy. Nigdy nie pretendował do bycia „pierwszym”, no ale to w końcu tylko przejście dla pieszych.";).

    te szarobure budynki - tu się tekst rozjechał:)

    Ach, te oczy :) Uwielbiam jak je opisujesz. W sumie, to zawsze wyczekuję tego momentu.

    Zdziwiło mnie, że wziął ją na barana. Z opisu wynika, że nie jest człowiekiem wylewnym, raczej zamkniętym w swoim własnym świecie, a tutaj tak łatwo dziecku przyszło go złamać w swoich postanowieniach. Ciekawy zabieg. Czyżby rzeczywiście dobre słowo i zostanie zauważonym miało tak wielką moc?

    ///

    W końcu udało mi się zasiąść i przeczytać. Nie żałuję. Twój styl ciągle ewoluuje i tutaj widzę, jak na dłoni te powolną przemianę. Oczywiście, że bym poznała, iż to twoje dzieło, niemniej sposób opisu, pewna szczegółowość, zamierzone zabiegi i wielokrotne wplątywanie w tekst ukrytego przekazu sprawia, że ten tekst wyróżnia się na tle innych. Opisywany mężczyzna ma swoje przyzwyczajenia, możliwe, że nawet jakiś rodzaj nerwicy natręctw. Stąd ta szczegółowość czynności, ale nie jakaś machinalna, tylko z rozmysłem i do tego ukazująca myśli bohatera. Klimat bardzo kojarzy mi się z pewną książką, którą polecam z całego serca. Jeśli będziesz chciał, mogę podrzucić tytuł. Uważam, że ten tekst, jest jednym z twoich najlepszych, o ile nie najlepszym :) Podsumowując - możemy starać się być niezauważalni, ale prawdziwej natury nie jesteśmy w stanie ukryć. Te nasze ludzkie odruchy i gesty, zdradzą nas prędzej czy później. Nikt nie jest dobry lub zły z założenia. To nasze wybory czynią nas takimi jakimi jesteśmy. Skoro bohater pozwolił sobie na te kilka dobrych uczynków, może się okazać, że tak naprawdę nie chce przejść przez życie niezauważonym. Dlatego własnie zasiadł do komputera i zaczął pisać.

    Tak jak i my wszyscy...

    Pozdrowienia!
  • Shogun
    I jest Kociwaczek ;D

    Tak, przy dłuższych tekstach zdarzają mi się jeszcze powtórzenia. Mimo wszystko postaram się je zredukować ;)
    Co do reszty, to tak jak mówisz, zamierzone ;) Znasz mój "styl" ;)

    Aj, no, z tą piżamą masz rację, muszę doprecyzować ten fragment, gdyż może rzeczywiście trochę niejasny.

    Tak :) Toć wielu z nas tak robi, gdy się gdzieś szykuje. A potem czuć perfumami na dwadzieścia metrów haha :D
    Ale cóż, no samo życie ;)
    "Bez" do poprawki ;)

    Co do "majstersztyku", to naprawdę nie wiem co powiedzieć, zatkało mnie, gdy przeczytałem ten fragment Twego komentarza.
    Dziękuję Ci za te słowa. Naprawdę dają prawdziwego kopa i motywację do dalszego rozwoju.

    Aj, nie zauważyłem. Z tym też coś zadziałam, toć rozjechany być nie może! ;)

    Ach, no tak, oczy! Wiesz, że mam do nich słabość haha ;) Miło słyszeć, że "zarażam" nią kogoś ;)

    Bardzo możliwe, bardzo możliwe, z resztą później jest mowa o tym, że sam był tak kiedyś noszony. Zapewne to również miało wpływ na jego decyzję.

    Dziękuję za "nie żałuję" Miód to na moje uszy.
    Cieszę się również, że widać "ewolucję" stylu i że jest ona odbierana jako coś pozytywnego.
    Pewnie, że byś poznała ;) Toć przed Tobą w dłuższych tekstach już się nie ukryję ;)

    Bardzo dobrze go opisałaś i cieszę się również z tego, że dobrze tą postać zbudowałem, tak jak chciałem i taką jaka powinna być.
    A zwłaszcza, że czuć pewną "głębię" z tego tekstu, gdyż ten efekt również chciałem osiągnąć.

    Co do tytułu książki, pewnie, że bym chciał, bo chętnie się zapoznam z czymś w podobnym klimacie ;)

    Miło słyszeć, że według Ciebie to jeden z najlepszych moich tekstów, jeśli nie najlepszy. Oby było ich więcej! ;)

    Co do podsumowania... nic dodać nic ująć, sama esencja tekstu... ;)

    A tymczasem...

    Również pozdrowienia! ;)
  • Akwadar
    aaa.... tu już byłem.... ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania